Ekonomia

Kto jest pasażerem na gapę a kto wytwarza dochód i jak się go dzieli?

 Współczesną gospodarkę kapitalistyczną tworzą trzy grupy uczestników rynku. Pierwszą najsilniejszą są beneficjenci, czyli osoby posiadające własność – majątek, ewentualnie zajmujące się zarządzaniem nim na zlecenie. Uzyskują one korzyść w postaci akumulacji przychodów z których mogą odpisywać sobie swój procent na indywidualną konsumpcję, w istocie korzystając z pracy innych ludzi ale ryzykując posiadany majątek w procesach gospodarczych. Premią za ryzyko są dochody – stopa zwrotu z inwestycji, kapitału itd. Ta grupa ludzi zawsze jest wygrana, to znaczy z każdego procesu gospodarczego wychodzi zwycięsko, nawet jeżeli płaci podatki, to w istocie są to dla niej jedynie koszty prowadzonej działalności, podlegające wliczeniu do sumy ogólnej kosztów. Ich zysk na końcu operacji jest niezachwiany, oczywiście pod warunkiem że prowadzą działalność opłacalną i generują stopę zwrotu ponad inflację i koszty. Przy okazji tych procesów, podobnie jak podatki, te osoby mogą prawie wszystkie koszty związane z życiem codziennym wliczyć sobie w prowadzoną działalność. Od kolejnych kategorii różni ich to, że nie muszą zawsze płacić za czerpanie użyteczności z interesujących ich dóbr lub usług. Czasami mają je wliczone w koszty swojej działalności gospodarczej, czyli przerzucają realne koszty na kogoś innego – najczęściej na płatników.

Płatnicy to druga grupa, to osoby, które żeby móc czerpać użyteczność z czegokolwiek muszą za to zapłacić. Przy czym forma odpłatności jest konsensualna. Może to być praca człowieka, może to być żywa gotówka, ewentualnie może być to coś innego na wymianę, np. udostępnienie posiadanych zasobów jak ziemia, kapitał, akcje – cokolwiek. Płatnicy uzyskują dochody głównie dzięki pracy lub uczestnictwie w obrocie gospodarczym. Bardzo często przenikają się oni z beneficjentami w tym znaczeniu, że beneficjenci są także płatnikami, ale prawdziwymi beneficjentami są ci z płatników, którzy mogą przenosić koszty interesujących ich użyteczności na kogoś innego. Cechą charakterystyczną płatników jest to, że w zasadzie wszystko co zarobią – wydają na interesujące ich użyteczności i nie mają większej możliwości oszczędzania w znaczeniu akumulowania kapitału na rzecz tworzenia własnego zasobu własności.

Proletariat, to trzecia najliczniejsza grupa uczestników rynku. Osoby nie posiadające własności i nie zarządzające cudzym kapitałem. Nie mają szans na akumulowanie oszczędności i tworzenie zapasów własności na przyszłość, ponieważ nożyce dochodowo-kosztowe w zakresie proporcji uzyskiwanego dochodu do kosztów funkcjonowania są rozwarte do tego stopnia, że przeważnie starcza im tylko na funkcjonowanie w znaczeniu wegetatywnego przetrwania do kolejnego uzysku pieniądza. Proletariat nie może pozwolić sobie na wliczanie kosztów użyteczności pożądanych dóbr lub usług w czyjeś rachunki, ponieważ jest ostatnim płatnikiem. Jedynie świadcząc pracę – proletariat może pozwolić sobie na uzyskiwanie dochodów pozwalających na wymianę na to czego potrzebuje do przetrwania. Jedynie samo ograniczając się – kosztem własnych aspiracji lub często biologicznych potrzeb, proletariat może dokonywać drobnej akumulacji i składać kapitał oszczędzany na wydatkach bieżących, często decydujących dla komfortu i długości jego egzystencji jak również jej dziedzictwa.

Oczywiście W WIELKIM UPROSZCZENIU tak wygląda współczesna gospodarka kapitalistyczna w Polsce z podziałem na główne role gospodarcze. Mamy tych, którzy są beneficjentami – posiadają własność i nią zarządzają, albo nią zarządzają w zastępstwie właściciela. Mogą pozwolić sobie na funkcjonowanie prywatne na koszt systemu, ponieważ dysponują w zasadzie nie ograniczoną możliwością kreowania fikcji w zakresie odliczeń podatkowych, rozliczeń kosztów itp. Poza tym wiele dzieje się często przy okazji wydarzeń, za które płacą w ramach obrotu kapitałem. Mamy płatników, to silna grupa społeczna, przeważnie przedsiębiorcy – część z nich, albo nawet prawie każdy – okresowo ma możliwość wliczania kosztów własnych uzysków w koszt funkcjonowania systemu, jednakże przeważnie utrzymują się z pracy własnych rąk i obrotu odrobiny kapitału jaki posiadają. Mają możliwość akumulacji, ale bez szału, w tym znaczeniu że przeważnie są to osoby o dochodach średnich, cechujących się niestety nieregularnością. To często przesądza o ich zdolności do akumulacji w długich okresach, często w chudych latach przejadają to co oszczędzą w tłustszych. Proletariusze muszą pracować, żeby żyć. Nie mają szans na akumulację i zmianę swojego losu, poza przypadkami jak również rezygnacją w części z zaspokajania swoich potrzeb. Mogą akumulować cokolwiek jedynie poprzez samoograniczanie się.

Beneficjentów do pracy motywuje przyjemność jaką z niej czerpią, na ich poziomie nie ma bowiem mowy o wysiłku lub przymusie. Płatników motywują możliwe do uzyskania korzyści po wysileniu się i chęć uniknięcia obniżenia statusu, natomiast proletariuszy do pracy zmusza przymus głodu i uczucie chłodu zimą.

Najwięcej jednostkowo konsumują (oczywiście potencjalnie) beneficjenci, cechą ich konsumpcji jest nadmiar i przesyt oraz z zasady bardzo wysoka jakość. Płatnicy także mogą sobie przynajmniej okresowo pozwolić na konsumpcję zaspokajającą ilościowo i jakościowo ich potrzeby i preferencje. Natomiast proletariusze konsumują tylko to i tylko w takiej ilości na co ich jest stać.

Natomiast wkłady rzeczywistej pracy w znaczeniu poświęconego czasu są przeciw proporcjonalne. Najwięcej bowiem na jednostkę dochodu muszą pracować proletariusze, nieco mniej ale także dużo – a czasami także więcej – płatnicy, natomiast beneficjenci to zależy jak ułożą się wobec posiadanych możliwości. Są tacy, którzy pracują więcej niż niejeden proletariusz, jednakże ponieważ nie robią tego z przymusu – nie można ich roli w procesach pracy nazwać pracą, w tym znaczeniu, że nie jest to praca równorzędna pracy proletariuszy, ewentualnie czasami pokrywa się z zadaniami płatników. To właśnie z nadmiaru pracy proletariuszy i przeważnie nadzwyczajnej efektywności pracy płatników – generuje się renta, którą można w gospodarce przenieść do właściciela/zarządzającego własnością-kapitałem. Z ich niskich wynagrodzeń biorą się zagregowane dochody bogaczy, zawsze tak było – w każdej formacji społecznej. Obecnie jedynie postęp technologiczny sprawia nadzieję, na odwrócenie tych tendencji, jednakże zyski zgarniają właściciele wynalazków i zbudowanych za ich pomocą procesów wytwórczych a nie społeczeństwo – podział nie jest równy, jest odpowiedni do wkładu kapitału a nie pracy, chociaż nie da się nie zauważyć, że odpowiednio wysoko płatna jest wiedza! Stąd paradygmat budowy gospodarki opartej na wiedzy, w której większość zatrudnionych pracuje za wyższe stawki dzięki posiadanemu kapitałowi intelektualnemu. Niestety to tylko utopia, – kłamliwe przesłanie neoliberalnego turbo kapitalizmu.

Wniosek – teoretycznie wedle liberalnych teorii kapitalistycznych nie ma znaczenia, kto jest pasażerem na gapę, a kto wytwarza dochód. Ważne jest to ile tego dochodu jest i jak ten dochód jest dzielony. Przy czym uwaga – dla funkcjonowania systemu w ogóle kluczowe znaczenie ma to, żeby stale utrzymać odpowiednie proporcje pomiędzy wskazanymi trzema kategoriami uczestników rynku, albowiem bez dochodu całość się w ogóle nie kręci. W tym znaczeniu, że nie ma czego i komu zabrać. Jedynie awans technologiczny może przyczynić się do zmniejszenia przepaści – w momencie wyższych kwalifikacji proletariatu i płatników. Niestety tak jest skonstruowana gospodarka kapitalistyczna – akumulacja bogatych to zawsze bieda biednych, czyniąca ich relatywnie jeszcze bardziej biedniejszymi. W realiach polskich, gdzie nie bardzo jest co dzielić ta bieda jest jeszcze bardziej odczuwalna, gdyż beneficjenci po prostu zdzierają z proletariatu co się da i ile się da – dzięki kultowi niskich wynagrodzeń za „byle jaką płacę”.

One Comment

  1. 12-ty grzesznik

    Nasi bogaci to zaledwie europejscy średniacy.
    Tym samym pozostałe niższe warstwy stoją niżej, na granicy egzystencji lub poza nią (wykluczeni).
    Po prostu za krótko trwa BOGACENIE się w POlsce.
    Tamci na Zachodzie mieli 100 lat, nasi 20.
    Ich zniszczenia wojenne i realny socjalizm nie dotknął.
    Mieli czas na akumulację.
    Nasi – tylko na pewne oszczędności.

    Pozostałość wywodu słuszna.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.