Polityka

Kto, jak i czy może skutecznie przeprowadzić strajk generalny?

 Strajk generalny to najpoważniejsza broń strajkowa społeczeństwa przeciwko przewadze i dyktaturze elity. Wezwanie do strajku generalnego oznacza wezwanie wszystkich, którzy utrzymują się z pracy własnych rąk do okresowego nieposłuszeństwa wobec przełożonych i wspierającej elitę władzy państwowej.

Strajk generalny jest i powinien być traktowany, jako ostateczna broń strajkowa – ściana, za którą nie da się już dalej posunąć w ramach mimo wszystko demokratycznego porządku prawnego i państwa, jako takiego. Dalej jest już tylko rewolucja i walka na ulicach, czyli doprowadzenie do rozwiązania siłowego mającego zmienić elitę będącą u władzy.

W Polsce doskonale przećwiczyliśmy ten wariant, najpierw Solidarność postawiła się władzy, następnie władza spacyfikowała kraj, a potem mieliśmy Okrągły Stół zamiast rewolucji. W tym kontekście obecna władza – zawdzięcza swoją pozycję nieprzejednanej postawie wielu milionów robotników, którzy wymusili na władzy ustępstwa i zmiany. Nawet ich przerwanie przez reakcyjny stan wojenny to tylko i wyłącznie krótkie odroczenie tego, co było nieuniknione. Ówczesna rzeczywistość stopniowo dojrzewała do konfliktu, który utopiłby we krwi cały kraj, doprowadzając do niepodległości w wydaniu modelu 1918 -1920 roku. Na szczęście stało się inaczej – nastąpiło spokojne przekazanie władzy i dopuszczenie nowych ludzi do elity.

Obecnie broń strajkowa ma charakter totalny, to znaczy uderza po pierwsze w przedsiębiorców, po drugie w klientów, po trzecie w państwo a po czwarte w samych strajkujących. Jednakże przypadków, w których strajkująca załoga doprowadziłaby swoimi żądaniami pracodawcę-właściciela do bankructwa nie ma zbyt wiele. Ostatnie 23 lata ciągłej transformacji to okres wielkiego rozsądku i wielkiej cierpliwości Polaków. Ludzie pomimo porażających tkankę społeczną reform – wytrzymali, albowiem uwierzyli, że reformy rynkowe i liberalizacja oraz prywatyzacja gospodarki posłużą po pewnym czasie do doprowadzenia do ogólnego dobrobytu. Tymczasem mija 23 rok transformacji, prywatyzacja wg. rządu się zakończyła, liberalizacja postępuje, a dobrobytu nie widać! Nie ma nawet pracy umożliwiającej godną płacę i życie na poziomie adekwatnym do wymagań i możliwości współczesnej gospodarki. Dobrobyt jest przywilejem wąskiej warstwy około 15% społeczeństwa – cała reszta wiąże ledwo koniec z końcem a mając, co rano 5 złotych w portfelu na wolne wydatki – czuje się szczęśliwa i „zamożna”.

Na ile jeszcze Narodowi wystarczy cierpliwości – niezwykle trudno ocenić, w każdym bądź razie jesteśmy w przededniu drugiej tury zastrzyku finansowego z Brukseli, a niestety większych efektów – poprawiających ogólną zamożność, jako wynik wpompowania kilkudziesięciu miliardów Euro w gospodarkę – ani widać, ani słychać! Jakby ich wcale nie było! Najprościej byłoby chyba podzielić te pieniądze pomiędzy ludzi i rozdać każdemu po równo – chyba w ten sposób osiągnęlibyśmy najlepszy wynik! Jeżeli podzielimy 106 mld Euro przez 38 mln Polaków – każdy, powinien dostać w latach 2014-2020 po: 2789,47 na głowę mieszkańca. W sumie nieźle około 12 tys., zł w ciągu 7 lat! Chyba nikt z państwa czytelników nie obraziłby się na takie pieniądze ekstra w budżecie domowym?

W realiach naszego społeczeństwa zarabiającego tysiąc kilkaset złotych miesięcznie – wskazana kwota to dużo. W realiach przeciętnego społeczeństwa Unii Europejskiej – kwota licząca się, ale nie nadzwyczajna. Powstaje, więc pytanie – jak to się stało, że mamy już prawie takie same ceny jak „oni” na zachodzie, a zarobki powodują generalną degrengoladę Narodu w rozumieniu jego tkani biologicznej? Czy ktoś coś przeoczył? Może jesteśmy zbiorowo oszukiwani przez elitę? Wiadomo, że nie wystarcza dla wszystkich na najnowsze modele Mercedesa i luksusowe mieszkania w centrach miast – ale powinno wystarczać przynajmniej na życie od pierwszego do pierwszego, jednakże niestety właśnie na tym polega problem, że nie wystarcza.

Jeżeli stwierdza się powszechnie, że system jest zły i uniemożliwia ludziom normalnie pracującym – nie tylko rozwój, ale nie wystarcza na przetrwanie, a elita rządząca jest głucha i ślepa – nie słysząc i nie widząc okoliczności powodujących konieczność zmiany – to nie pozostaje nic innego jak dopuszczalny w granicach prawa bunt. Jedynym – najskuteczniejszym sposobem jest właśnie strajk generalny, czyli strajk wszystkich pracujących w tym samym czasie – do skutku, czyli do wymuszenia na rządzącej elicie – odpowiedniego zachowania.

Naturalnym liderem upoważnionym do wezwania do strajku generalnego mogą być związki zawodowe, jednakże pod warunkiem ich rzeczywistej niezależności od partii politycznego establishmentu, które wspólnie od 23 lat zmieniając się przy władzy – doprowadziły do takiej sytuacji, że w całym tym okresie dla Polaka 5 zł to jest ciągle duży nominał w portfelu. Jednakże w naszym kraju związki zawodowe są zhańbione współpracą polityczną z wszystkimi podmiotami politycznymi i to na różnych etapach ich politycznej permutacji. Mieliśmy związkowców w Akcji Wyborczej Solidarność, mieliśmy związkowców w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, mieliśmy ich w Prawie i Sprawiedliwości oraz w koalicji z nim, co więcej – obecnie mają się dobrze w Sejmie – poubierani w różne barwy polityczne – legitymizują elitę wykorzystującą ludzi pracy, bez wspierania praw pracowniczych i społeczeństwa w jego prawach podstawowych – są zwykłymi „kanibalami”, albowiem niczym lisy farbowane wysługują się establishmentowi – wnosząc mu w wianie kontrolę nad upodlanym codziennie społeczeństwem. Takie związki zawodowe, jakie mamy obecnie w Polsce nie tylko nie mają moralnego prawa reprezentować strony społecznej, ale przede wszystkim powinny być zlikwidowane. Praktyka związkowa dowodzi, że wszelkie formuły koncesjonowania działalności związkowej przez establishment prowadzą – zawsze do jej wypaczenia lub niskiej efektywności.

W jaki sposób można we współczesnej Polsce skutecznie wezwać i przeprowadzić strajk generalny? Po pierwsze jest to niesłychanie trudne i skomplikowane, albowiem w naszej gospodarce – pracując w małej firmie trzeba mieć olbrzymią odwagę osobistą, żeby nie bać się powiedzieć kapitaliście – Strajk! Dlatego znaczne pokłady życia gospodarczego i społecznego są z działalności strajkowej po prostu wyłączone, albowiem trudno jest wymagać strajku od sprzedawczyni w osiedlowej piekarni, która pracuje oko w oko z właścicielem. Od takiej osoby można natomiast wymagać drobnego wsparcia finansowego działalności związkowej, jak również przyjścia na demonstrację lub marsz organizowany w dniu wolnym od pracy. Natomiast skoordynowanie ogłoszenia pogotowania strajkowego i samego strajku w całej gospodarce – w głównych zakładach pracy – jest i tak wystarczająco trudnym – nie ma, po co go dodatkowo komplikować. Nie jest tajemnicą, że w naszych realiach związki są od zawsze inwigilowane przez służby specjalne – i to nie tylko jednego kraju! Dlatego właśnie – nie ma możliwości zacząć efektywnie strajku od dołu, tj., poprzez powtórzenie sukcesu Solidarności – zarażającej kolejne ogniska strajkowe w PRL-owskiej gospodarce. Dzisiaj strajk musi być centralnie koordynowany i musi zacząć się od wielkiego centralnego wydarzenia – uruchamiającego całą lawinę – legalnych akcji protestacyjnych. Inaczej nie ma możliwości nadać wydarzeniom strajkowym odpowiedniej oprawy medialnej i przykuć uwagi społeczeństwa. Naprawdę – system współczesnego niewolnictwa jest tak wyrafinowany, że współcześnie niewolnicy – nie mają czasu słuchać lub czytać mediów. Idea strajku musi się do nich przebić z nagłówków głównych wiadomości mediów mainstreamowych. Inaczej nie da się niczego skoordynowanego przeprowadzić, przynajmniej poza kilkoma dużymi ośrodkami, których i tak nie ma zbyt wiele.

Ze względów praktycznych – udany strajk wymaga odpowiednio wcześniej przygotowania bardzo popularnych i doskonale sprawdzających się w praktyce działalności strajkowej – miasteczek branżowych, jak słynne „białe miasteczko” przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Okupując w ten sposób przestrzeń publiczną oraz – w miarę możliwości – legalnie – budynki publiczne – można stosować otwarte formy nacisku na władzę, wskazując jej skalę publicznego problemu – poprzez skalę publicznie wyrażanej desperacji doprowadzonych do ostateczności ludzi.

Oczywiście najtrudniejsze w idei strajku generalnego jest spowodowanie, żeby gotowość do strajku wyraziły różne grupy społeczne pod wspólnym hasłem – uwaga – nie roszczeniowym, albowiem zwykłe roszczenia branżowe to już przeszłość i melodia dawnych i minionych czasów. Dzisiaj działacze związkowi – muszą wyrażać troskę o całe społeczeństwo – o jego los, a nie tylko o określone grupy klasowe lub branżowe. Niestety tej słabości w polskich realiach niestety nie da się łatwo wykorzenić, albowiem jest ona wpisana w system – a konkretnie obciążenia historyczne podtrzymywane przez elitę kawiorowych związkowców – wysługujących się establishmentowi.

Wnioski? Smutne – otóż jesteśmy społeczeństwem do tego stopnia zniewolonym przez system zarządzany w interesie współczesnego establishmentu, że nasze możliwe pola decyzyjne są zawężone do decyzji osobistych i to najczęściej zero-jedynkowych. Możemy pozostać w Polsce i godzić się na w istocie niewolniczo-feudalny wyzysk, albo wyjechać i mieć to samo, ale bardziej wyrafinowane, za większe pieniądze i w lepszym opakowaniu. Nie ma, co liczyć na autentyczny społeczny bunt, bazujący na ludzkiej wrażliwości i świadomości braku możliwości wyboru.

Walka dopiero się rozpoczyna! Wzrost świadomości społecznej jest tylko kwestią czasu, niestety zmarnowanego!

7 komentarzy

  1. Strajk to bałagan.
    A w jakim celu?
    Żeby tylko był?

    Bałagan już mamy powszechny, po co go zwiększać.

    Ważne są cele i adresaci strajku.

    Czy będą może nimi globalne finansowe korporacje, które tak naprawdę rządzą Polską?

    Tylko wówczas strajk nawet generalny w jednej Polsce nic nie da.

    Potrzebna solidarność pracujących w całej Europie.
    Tylko kto doprowadzi do wspólnego uzgodnienia stanowisk w takiej skali, skoro w jednym kraju jest to niemożliwe.

    • Pomiędzy globalnymi korporacjami, które mają aspiracje do rządzenia światem, a nami (którzy mamy być tych korporacji niewolnikami jako konsumenci, dłużnicy i pracownicy) są jeszcze póki co rządy państw. Mają coraz mniej do powiedzenia, ale przecież jest różnica pomiędzy rządem bananowej republiki, zaprzedanym do cna kolonialistom bezwzględnie eksploatującym ludność i bogactwa naturalne, a rządami stojącymi w starciu z korporacjami po stronie społeczeństwa.
      Celem może być wyłonienie takiego rządu dla Polski,
      a strajk generalny jedną z potencjalnych metod prowadzących do tego celu.
      Wbrew pozorom nie bylibyśmy w tym osamotnieni – przykładów braku akceptacji i prób (mniej czy bardziej udanych) ograniczenia wszechwładzy wielkich korporacji trochę się znajdzie…

      • Marceliński

        @baca56
        Pokaż proszę jakiś skrawek chociaż realnej alternatywy pachnącej pożądaną zmianą treści, formy i stylu zarządzania instytucjami państwa?
        Pokaż proszę lidera(ów), światłe i czyste przywództwo, za którym pójdzie uwiedziona nowym mirażem większość?
        Nawoływanie do zmiany dla zmiany to nonsens – “mniej ekspresji, więcej bytu”…
        Wczytaj się m.in. w Krakauera, nieraz “zapalony”, konstatuje ze smutkiem, który i ja podzielam, jeszcze nie czas, jeszcze nie czas…
        To swoisty pokoleniowy klincz – z jednej strony staropokoleniowe gwardie bez szans na jakikolwiek pojednawczy ruch i istotną zmianę oraz tabuny zmanierowanych i zdeprawowanych, żywiących się tym układem młodych i średnio młodych celebransów i totumfackich, a z drugiej amorficzne ruchy młodego pokolenia, nieopierzone, mało skuteczne, zdezorientowane – что делать?
        Z jednej strony ciągle ta polska rozpaczliwa niemożność, to “wieczne odrętwienie w słabości i niedbalstwie”, a z drugiej – jak chcą optymiści – “wszystko przed nami… otworzyła się przestrzeń możliwości przemiany narodowej. Narody nie są skazane na wieczne powtarzanie tych samych błędów, tej samej głupoty, tych samych uprzedzeń, nie muszą wiecznie wpadać w te same pułapki…” (AZ)…

    • Ciagla pauperyzacja spoleczenstwa plus niemoznosc przebicia sie ze slusznymi postulatami powoduje postepujaca anarchie we wszystkich dziedzinach zycia. To dotyczy Grecji, Hiszpani i moze dotknac takze Polski. Dodajmy do tego mityczna bohaterszczyzne powstancza i mamy mieszanke wybuchowa ktorej wystarczy mala iskra aby zaczela rzadzic niekontrolowana “ulica”. Teroryzm wcale nie musi byc zagrozeniem zewnetrznym a jak trudny jest do opanowania mimo ze tylko jednostki w skali kraju biora w nim udzial pokazuje historia Czerwonych Brygad we Wloszech czy grupy Bader/Meinhoff w Niemczech. Co z tym zrobic? Nie mam zielonego pojecia ale obecne elity wladzy tez nie maja wizji rozwiazania tych problemow. Sa jak surferzy na fali tsunami i poki nie ma ladu to utrzymuja sie na szczycie. Co bedzie gdy jednak ta fala dojdzie do raf?

  2. @Marceliński. Główne nieszczęście nie polega na tym, ze mamy fatalny rząd.Znacznie gorsze jest, ze ,jak sam spostrzegasz, dla tego złego rządu nie ma alternatywy.
    Może macie panowie rację, ze nie teraz, za wcześnie. Ale czy później też nie będzie jeszcze bardziej “za wcześnie” albo z kolei “za późno”?
    “Amorficzne ruchy młodego pokolenia” są moim zdaniem amorficzne dlatego,że aktualny establiszment w pełni panuje nad sytuacją i jest w stanie wyłowić każdego pojawiającego się zdolnego młodego działacza, każdą pojawiającą się strukturę. A następnie go/ją zneutralizować. Najczęściej przekupstwem, bo przecież środków pochodzących z wyprzedaży majątku, naszych podatków, z UE, od jawnych i tajnych sponsorów – mają w obfitości.
    Później już następuje sprawny proces formowania w partyjnych młodzieżówkach i przybudówkach.
    A jeśli taki sposób nie zadziała – od czegóż są “policje jawne, tajne i dwupłciowe”? Że o usłużnych mediach nie wspomnę…
    “Szto diełat’?”
    Lepiej nie dopuszczać do rewolucji. Ale zapewne nowa kroplówka z Brukseli na długo nie wystarczy, zwłaszcza ze apetyty “elit” i pociotków rosną, a kompetencje zarządców nieustannie maleją. A gdy już wszystkim z głodu kiszki marsza grają – o wypadek nietrudno.
    Czy jest szansa na inny, pokojowy wariant? Nie wiem.
    Ale w obydwu tych wariantach konieczne jest, abyśmy potrafili wyłonić i ukształtować alternatywne elity, ośrodki niezależnej myśli, analizy, płaszczyzny i fora dyskusji.. Tu wielkie podziękowania dla twórców OP!
    I – co równie ważne- szara, ale nie do końca beznadziejna praca u podstaw. Budowa postaw obywatelskich, zdolności do współpracy, kapitału społecznego – choćby w najmniejszej, sąsiedzkiej skali, dopóki w innym zakresie nie jest to możliwe.

    • Bardzo dziękujemy za podziękowania a teraz 🙂 prosimy o jakiekolwiek wsparcie naszej działalności – albowiem mamy awarię strony i nie mamy pieniędzy na prace informatyka, gdyż równolegle mamy zmianę prezesa i redaktora naczelnego – na które także nie mamy pieniędzy, więc przyda się każde wsparcie – w ślad za wyrazami uznania 🙂

    • Marceliński

      @baca56
      … rzadki w moich “potyczkach” przejaw współmyślenia.
      Ta ocena “ale zapewne nowa kroplówka z Brukseli na długo nie wystarczy, zwłaszcza ze apetyty „elit” i pociotków rosną, a kompetencje zarządców nieustannie maleją” – zgodna z moją potoczną obserwacją – jest wielce zasmucająca i odbiera nadzieję… ale póki sił warto demaskować wszelkie przejawy ignorancji, indolencji i obłudy tzw. elit rządzących na wszystkich szczeblach władzy publicznej. Podtrzymywanie pulsu dojrzewającej świadomości społecznej, krytyczna analiza sytuacji, wskazywanie zagrożeń i możliwych, niekorzystnych, scenariuszy rozwoju sytuacji… to minimum obywatelskiego nieposłuszeństwa. No i “smart specialization” – niech każdy z nas “niepogodzonych” robi to, w czym objawia największy talent i kompetencje. Przecież w wielu krajach demokracja funkcjonuje ku pożytkowi swoich obywateli…i to daje nadzieję, że zmiany na lepsze są możliwe.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.