Krzesłem w… pierwszą turę, czyli ssanie palca…

rgbstock.com autor: coscurro Photo taken in MOMA New YorkProblem krzesła podniesionego na Rynku Głównym w Krakowie podczas konwencji wyborczej jedynie słusznego kandydata urasta do rangi ogólnonarodowego sporu. Czy chciał rzucić, czy nie? Czy to był zamach, czy nie był? Podobno ktoś wznosił okrzyki wulgarne pod adresem jedynie słusznego w jego roli głowy państwa itd. To wszystko to wspaniały temat zastępczy.

Proszę zwrócić uwagę jak banalnie nasz mainstream polityczny i medialny potrafi się natychmiast zająć tego typu nic nie znaczącym politycznie i nie mającym żadnego znaczenia dla kraju tematem.

Oczywiście należy bezwzględnie potępić jakiekolwiek próby nieuzasadnionego i bez prawnego użycia przemocy przeciwko komukolwiek, a jakiekolwiek grożenie prezydentowi państwa w ogóle jest niedopuszczalne i po prostu ohydne, albowiem to atak na nas wszystkich. Jednakże jak wynika z oświadczeń przynajmniej jednego z kandydatów, nie jest to oczywiste dla wszystkich, albowiem rzekomo organa ścigania nie przykładały się szczególnie do tych kwestii za kadencji poprzednika obecnie nam piastującego tą funkcję. Można na wszystko spoglądać subiektywnie i obiektywnie, można także i cynicznie, jednakże podnoszenie krzesła w pobliżu urzędującego prezydenta i skandowanie jakichś haseł w tłumie, jego ochrona powinna uznać za stan zagrożenia. Więc w tym znaczeniu dobrze się stało, że wyeliminowano prawdopodobieństwo zaistnienia incydentu, nawet jeżeli ochrona zadziałała nadgorliwie, to dobrze, albowiem nie można pozwolić na bezprawie. Chociaż, co tu dużo ukrywać, gdyby pan jedynie słuszny, dostał jako kandydat po głowie krzesłem, to być może – jako męczennikowi jedynie słusznej słuszności, dane byłoby mu jednak wygrać w pierwszej turze, albowiem Polacy nie lubią ekstremizmu w żadnej postaci. Można postawić tezę, że gdyby to konkretne krzesło rzeczywiście było użyte przeciwko panu kandydatowi, to by mu to pomogło wizerunkowo w tych wyborach, proporcjonalnie do szkody doznanych urazów.

Były (i zapewne przyszły) premier Włoch, dostał swego czasu okrutny cios w twarz statuetką od osoby niezrównoważonej psychicznie. Rana wyglądała dramatycznie, jak również sama scena zdarzenia, w której ochrona pana premiera była daleka od profesjonalizmu. Jednakże sam poszkodowany zniósł incydent „godnie cierpiąc” (tak pisały włoskie dzienniki), a słupki poparcia poszybowały nieco w górę, w tym silnie to zadziałało na stalowy elektorat, który zobaczył, że „opozycja” chce ich „zabić”.

Niestety tego typu zdarzenia w polityce mają zawsze sens polityczny, czy to się nam podoba czy nie, bez względu na to jak bardzo zamachy fizyczne na polityków nie byłyby ohydne i warte każdego potępienia, to jednak to przyciąga uwagę ludzi i to bardzo. Niestety bowiem krew i seks sprzedają się najlepiej – od czasów antycznych.

Dlatego też, chociaż może zabrzmieć to cynicznie, a nie jest to celem autora – w sensie politycznym pan jedynie słuszny (to słowa urzędującej premier o kandydacie żeby nie było to uznane za lżenie), mógł o wiele więcej zyskać w sensie poparcia. Miałby wspaniały argument do zakończenia kampanii w postaci tego typu dziwnych objazdów autobusem, których raczej nie lubi. Kilka dużych konwencji zrobionych przy pomocy aktywu i dużo zdjęć zabandażowanej głowy załatwiłoby sprawę, a państwo oszczędziłoby na drugiej turze wyborów – taki byłby z dramatu osobistego, którego oczywiście nikomu nie życzymy pożytek. Taka jest dzisiaj siła mediów – lansowanie bohatera jako męczennika i od razu sukces i to rzeczywisty, ponieważ każdy normalny człowiek by poszkodowanemu współczuł.

Jeżeli do tak przewortnych wniosków mogliśmy dojść my tutaj, skromni, mali i cisi analitycy (podobno jest nas wielu krakauerów), to na pewno adekwatne przypadki są już analizowane przez poszczególne sztaby. Można budować kampanię na współczuciu, to zawsze działa. Jeżeli ktoś nie wierzy niech przypomni sobie przemówienia pewnego Austriaka, który swego czasu po pobycie w więzieniu, niestety został kanclerzem Rzeszy. Ten, to zbudował sobie wizerunek męczennika, właśnie na pobycie w bardzo wygodnej celi więziennej, gdzie jak wiemy oddawał się pasji twórczej. Zresztą, czy dzisiejsi opozycjoniści zrobili inaczej? Wyciąganie dawnych represji, było nawet powodem dla niektórych do ubiegania się o odszkodowanie od państwa, które się zmieniło, ale roszczeniowym poszkodowanym opozycjonistom to nie przeszkadza.

Sytuacja jest dynamiczna, krzesło urosło do rangi symbolu tej kampanii wyborczej. Tak było przynajmniej do wczoraj. Najnowszym hitem jest podobno ssanie palca. Podobno niektóre środowiska feministyczne dopatrują się w tym interpretacji fallicznych, a radykalna lewica z nurtu robotniczego – podnosi jako fakt, że obecna władza ma narodowi do zaoferowania tylko palec do ssania! Natomiast niektóre matki dopatrują się w tym geście zapowiedzi zlikwidowania dotacji do mleka w szkołach, przecież dzieci mogą ssać palce? Mogą? Mogą! NIESTETY nastrój szczęśliwemu Narodowi psują ci z obrońców zwierząt, którzy twierdzą, że jedynie słuszny znęcał się nad cielątkiem słownie i fizycznie!

W takich czasach żyjemy! Proszę dodać sobie do tego spór etyczny o Invitro i lęk przed zielonymi ludzikami. Witamy w Polsce – podczas wyborów prezydenckich w 2015 roku! To jest nasza rzeczywistość! Wcale nie jesteśmy wariatami! To tak wygląda naprawdę! Chyba jednak ma rację jedynie słuszny – to jest „złoty wiek” dla Polski…

2 myśli na temat “Krzesłem w… pierwszą turę, czyli ssanie palca…

  • 12 marca 2015 o 06:06
    Permalink

    Świetne, po prostu doskonałe, taka satyra na naszą rzeczywistość obnażająca mechanizmy łgarzy

    Odpowiedz
  • 12 marca 2015 o 20:03
    Permalink

    Autor doskonale uwypuklił ZASTĘPCZOŚĆ poruszanego tematu.
    Jednak zdjęcia z pamiętnego “zamachu jajkiem” w Łucku na Ukrainie – warto przypomnieć.
    Może ktoś z czytelników Obserwatora ma takowe?
    Jakby nie było – dowód męczeństwa.
    Na ewentualne rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego JEDYNIE SŁUSZNEGO KANDYDATA (jakby co …) – w sam raz wystarczy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.