Religia i państwo

Kryzys zachodniej cywilizacji wynika z bankructwa wartości

 Kryzys zachodniej cywilizacji, który obecnie obserwujemy wynika z bankructwa wartości pozbawionych swojego chrześcijańskiego rdzenia – odwołania do wszechobecnego, żywego i realnie istniejącego Boga.

Zachód dużo, naprawdę dużo zrobił żeby odejść od religii. To bardzo ciekawe, ponieważ bardzo skutecznie porzucił on ideologię, która jest nie tylko podstawą jego porządku i wartości uznawanych za zachodnie, ale przede wszystkim wypełnia je treścią, jaką zawsze jest żywy Bóg.

Ten proces postępuje stopniowo od wielu wieków, jednakże uległ nasileniu wraz z oświeceniem a obecnie dostał turbo przyśpieszenia w wyniku postępu technologicznego oraz rewolucji informacyjnej. Człowiek w dzisiejszym świecie doskonale może żyć bez Boga, koncentrując się na pozytywnych wartościach – doświadczania rzeczywistości, rozwijania jej, poprawiania, udoskonalania i przekazywania genów następnym pokoleniom, jednakże po odrzuceniu lub zapomnieniu o Bogu – zawsze będzie umierał bez nadziei. Lęku przed śmiercią nie da się zamazać, zapomnieć, wykruszyć. Owszem można go ogłupić, uśpić, zalać narkotykami lub środkami psychotropowymi lub po prostu olbrzymią ilością alkoholu, jednakże on zawsze będzie na samym końcu butelki.

Tylko wiara w istnienie żywego Boga, który złożył człowiekowi obietnicę życia wiecznego daje szansę na motywowanie człowieka do czegoś więcej niż zwykłego przeżuwania rzeczywistości czy też płodzenia dzieci – dla samego faktu ich narodzin i przyjemności wychowania, oddawania się nauce, pijaństwu, warcholstwu, czy też tworzeniu literatury. Jedynie pozornie można te czynności uznawać za obiektywne, to znaczy jedynie pozornie można ludzką działalność uznawać za nie mającą znaczenia dla kwestii zasadniczej, albowiem nawet jeżeli Boga nie ma – jakkolwiek by to strasznie nie zabrzmiało, to przecież i tak wiadomo że nasza rzeczywistość przeminie w momencie gdy zgaśnie nasze słońce. Wtedy albo będziemy musieli opóźnić tą planetę i poszukać sobie innej, albo przestaniemy istnieć w dotychczasowej formule. Wniosek – wszelka działalność człowieka jest motywowana lękiem przed śmiercią, który wśród ateistów i agnostyków może być rozumiany jako lęk przed przerwaniem łańcucha stanowienia życia.

Jakieś to przerażająco banalne! Póki co jeszcze nikt nie ogłosił, że celem naszej cywilizacji jest budowa statków kosmicznych i poszukiwanie nowej planety! Wiecie państwo dlaczego? Ponieważ wszechświat jest tak śmiesznie skonstruowany, że aktualnie się ciągle rozszerza (nie wiadomo za bardzo w czym i co jest na zewnątrz obejmowanej nim przestrzeni), ale istnieje bardzo istotne przypuszczenie wynikające z dociekań fizyków, że pewnego smutnego dnia nasz cudowny kosmos zacznie się kurczyć. I co wtedy? Budowa kolejnego „statku”? Kosmicznych bunkrów? Kapsuł do przechowania DNA i informacji przez kolejny Wielki Wybuch w celu zainicjowania życia na nowo? I tak bez końca?

Ludzie zachodu przywiązują już obecnie całą swoją uwagę do sfery doczesnej, negując sferę sacrum. Bóg jest rugowany z kultury, życia publicznego, życia prywatnego. Jednakże równolegle nie jest rugowana duchowość, Bóg żywy jest zastępowany rzekomymi substytutami duchowości, które zawsze mają jeden – wiadomo jaki cel. Oderwanie człowieka od Boga i zastąpienie przekazanego przez niego systemu wartości – pustką, którą sprytnie zagospodarowuje nowy gospodarz. Zawsze jeden i ten sam, ale pod wieloma postaciami.

Nie będziemy tu jednak rozważać zagrożeń duchowych, ale cywilizacyjne. To jest bowiem kluczowy problem, gdy „cywilizacja życia” kurczy się i jest pochłaniana przez „cywilizację śmierci”. Nikt wówczas nie zwraca uwagi na prawdziwe korzenie całego zamętu prowadzące do upadku całego systemu stworzonego przez ponad dwa tysiące lat historycznie kształtowanej cywilizacji. Nie da się wówczas patrząc krótką perspektywą rozwiązać problemów bieżących, wynikających z rugowania fundamentalnych wartości, ponieważ istotą zjawiska jest wykorzenianie cywilizacji przez chaos. Zastępowanie dobra – złem. Nie da się tego powstrzymać poprzez zwykłe mówienie o wartościach i przyznawanie adwersarzom w istocie zaś ambasadorom i siewcom zła – prawa do dyskusji jak równy z równym, gdyż tu nie ma znaków równości.

Zło nie równa się dobru jedynie ze znakiem przeciwnym, ateizm nie jest równoważną postawą dla wyznawania wiary w Boga. Jest czymś o wiele więcej, tak jak zło jest zaprzeczeniem dobra również ateizm jest zaprzeczeniem istnienia Boga – ateista nie wierzy w to że świat istnieje ot taki sam sobie zrodzony z fizyki, ateista uznaje że nie ma w nim Boga odmawiając mu prawa istnienia w znanym mu porządku. Właśnie o tą totalną negację chodzi. To przez nią bankrutuje cały system wartości i nie stanowi podstawy dla naszej cywilizacji, zastępując porządek i organizację – chaosem. Nic z tego dobrego na przyszłość nie wyniknie, jeżeli nie powstrzyma się w sposób stanowczy wielu składających się na rozkład procesów.

8 komentarzy

  1. @autor ma rację. Musi istnieć wyższy, wspólny system wartości, tylko że Chrześcijaństwo dotyczy ok. 30% ludzi na Ziemi.
    Co z Buddystami, Taoistami (Chińczycy) i innymi religiami?

    • BULLSHIT, Na pewno nie chrzescijanstwo lub jakakolwiek religia sa tymi wartosciami. Kazda religia byla, jest i bedzie zarzewiem nietolerancji i nienawisci w stosunku do tych, ktorzy mysla inaczej i obojetnie czy w cos wierza czy nie.

      • Tak, rzeczywiście pana/i komentarz jest przykładem solidności własnie, wartości i tolerancji dla tych którzy myślą inaczej.

  2. Prawdziwy, niewątpliwie jest tytuł.
    Gdyby, człowiek pozostawił sobie wartości takie jak miłość, przyjaźń, lojalność…Czcił rodzinę – nie nakazowo ale “wynikowo”; w dążeniu do doskonałości układów z najbliższymi w uszanowaniu odmienności i chęci jej zrozumienia…znajdował przyjemność w tworzeniu małych radości i realizacji pasji…byłby szczęśliwy i bez Boga !
    Zrozumienie świata, na ile to jest możliwe, uwalnia od lęku przed śmiercią.
    I tak na koniec, gdyby wiara w Boga (bo o nią tu chyba chodzi) była należycie wykorzystywana przez jej NOSICIELI to by ten świat ,ta cywilizacja wyglądała dużo przyjemniej dla oka.

    • Prawdziwa jest sama esencja przekazu, swoje przekonanie co do tego można czerpać z wiary, z lenistwa, ze strachu lub ot tak po prostu. Zrozumienie świata? HA HA HA HA HA idę zjeść kalafior… natomiast panią prosimy o wytłumaczenie fizyki kwantowej to tak na początek. Natomiast proszę nie pisać że zrozumienie świata – (jak już to niepełne), cząstkowe uwalnia od strachu przed śmiercią, bo w tej chwili będzie się pani panicznie, przeraźliwie i dramatycznie bała – będzie pani sama, sam na sam z nieuchronnością – na cóż wówczas pani rozumienie świata? Na cóż rodzina? matka, ojciec, dzieci? To nie jest akt urodzin, w którym jesteśmy w grupie i połączeni pępowiną, to akt śmierci – jest Pani sama na przeciwko niewiadomej – CO BĘDZIE JAK OSTATECZNIE ZAMKNĘ OCZY? CZY W OGÓLE COŚ BĘDZIE? Po co rozumieć coś tak ulotnego jak świat z czego już w takiej chwili nie skorzystamy? Jedyną znaną odpowiedzią na tą chwilę jest Jezus… nie ma innej.

      Co do tego jak wiara w Boga jest wykorzystywana, to proszę zwrócić uwagę że jej głosiciele są emanacją głębi wiary większości wierzących… którzy wierzą niestety bardziej obrzędowo niż rzeczywiście, a jak pani powie coś w rodzaju że Jezus jest żywym Bogiem a nie tylko duchem ucieleśnionym w kawałku opłatka – to panią mogą wyrzuć z Kościoła i zadzwonić po policję, że zakłóca pani ich obrzędy… Jednakże to nie zmienia samej istoty wiary i naszego stosunku do niej.

      • Myślałam, że nie dyskutuje się na temat wiary i niewiary, bo to jest właśnie przyczynek do upadku niejednej cywilizacji…
        „Zrozumienie świata, na ile to możliwe…”(smacznego) – Fizyka Newtonowska większości z NAS wystarczy do szczęścia, a fakt ograniczonej percepcji zjawisk mikroświata nie musi ludzi wpychać w kompleksy – no chyba, że jesteśmy wychowani w poczuciu wyjątkowości w stosunku do innych mieszkańców planety, choć dalekie i często niepojęte są nam ICH zdolności. Może ten egocentryzm sprawia, że tak ciężko nam się pogodzić ze śmiercią, którą tak lekko fundujemy innym.
        Jeżeli Bóg nam ułatwi umieranie – wierzmy w Boga. Jeżeli obecność bliskich – dbajmy o to, by ich mieć.
        Nie wiemy co z NAMI będzie po śmierci. Założenie, że żyjemy tu i teraz zmusza NAS do dbałości o szczegóły; nie ma odpuszczanych grzechów, nie ma drugiej szansy – trzeba się starać !
        Dobro jest dobrem a zło jest złem. Nie ma lepszego dobra w imię jakichś idei, jak też nie ma lepszych ludzi o ile wierzą w Boga… Dlatego ponownie przytaknę : – kryzys zachodniej cywilizacji wynika z bankructwa wartości –uniwersalnych wartości.

        • Oczywiście że się nie dyskutuje, bo się ewangelizuje i walczy o dusze 🙂
          Fizyka newtonowska nie wystarcza… to tylko wierzchołek góry lodowej, właśnie o to chodzi że im głębiej wchodzimy w wiedzę tym bardziej stajemy się bezsilni nie widząc odpowiedzi poza jedną uniwersalną, której na imię Jezus.
          Co do godzenia się ze śmiercią, to u ludzi panuje na to powszechna niezgoda – proszę zobaczyć jak boimy się starości – a przecież to banał trywialnego abc z prawa natury – więc co my tu dyskutujemy o śmierci
          Tu nie chodzi o ułatwienie umierania – tu chodzi o zupełnie świadome przejście. Ponieważ jak najbardziej jako wierzący WIEMY co z nami MOŻE BYĆ po śmierci… Cieszę się że przynajmniej pani zakłada że coś będzie 🙂
          Jest odpuszczanie grzechów – Jezus za nas umarł… być może będzie druga szansa, albowiem NIESKOŃCZONE jest miłosierdzie PANA
          Jezus jest dobrem, nie ma nic ponad! Nie ma innego dobra. Zło zostało pokonane, przegrało. Nie warto o nim mówić w ogóle… ale stale trzeba mieć się na baczności…

  3. eeee…..jasne.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.