Kryzys nie jest tylko kategorią zewnętrzną

Nie można pozwolić rządzącej Polską elicie na traktowanie kryzysu tylko i wyłącznie, jako kategorii zewnętrznej. Aczkolwiek faktem jest, że impuls do spowolnienia gospodarczego jest wynikiem załamania się sytuacji finansów publicznych na zachodzie, przez co popyt na nasze produkty ulega stopniowemu ograniczeniu. Jednakże, to nie jest tak, że możemy tylko siedzieć nad wiślanym brzegiem i czekać rozpaczając, pogodzeni z nieuchronnym fatum, kryzys musi nadejść i stanie się nam wielka krzywda.

Nie może być zgody na taką retorykę i związaną z nią politykę biernego i nadążnego administrowania niektórymi sferami państwa, czyli dokładnie to, co niestety realizuje obecny rząd. Żadne tematy zastępcze w postaci krzyżowania pani Marszałek Ewy Kopacz, żonglerki trumnami, dramat paprykarzy, wypiętrzające się autostrady, czy też sędziowie na telefon – nie mogą przeważyć w debacie publicznej i spowodować, że problem główny, czyli brak aktywnej polityki rządu – będzie dalej przemilczany.

Nie mówimy nawet o polityce antykryzysowej, albowiem na taką trzeba mieć środki i instrumenty oddziaływania na gospodarkę, a w naszym przypadku to, że nie ma środków jest oczywistym, możemy dopiero czekać na kolejne pieniądze unijne. Brak poważnych przedsiębiorstw agregujących w swojej działalności – w swoich produktach pośrednich i ostatecznych – znaczne zasoby gospodarcze powoduje, że wszystko, co możemy zrobić to oddziaływać za pomocą prawodawstwa, w tym kwestii fiskalnych. Co w tym zakresie zrobił rząd przez ostatnie dwa lata? W jaki sposób przygotował kraj do kryzysu, który podobno – zgodnie z zapowiedziami jest oczekiwany w 2013 roku? Odnotowaliście państwo jakąś rewolucję podatkową, stymulującą np. popyt konsumpcyjny? Czy w zakresie ram prawnych prowadzenia działalności gospodarczej udało się cokolwiek wyprostować? Odpowiedzią na to pytanie jest miejsce Polski w międzynarodowych rankingach warunków do prowadzenia biznesu. Wyniki można łatwo sprawdzić, niestety nasza zielona wyspa przegrywa nawet z pustynnymi krajobrazami Afryki.

Postępujący upadek systemu państwowego najlepiej widać na przykładzie firm podwykonawczych w sektorze budownictwa, wielu przedsiębiorców będących podwykonawcami zachodnich kontrahentów, którzy byli głównymi realizatorami kontraktów – bankrutuje, ponieważ nie otrzymało swojej zapłaty. Część z nich się faktycznie się przeliczyła, jeżeli chodzi o koszty kontraktów, jednakże zaskakująca jest absolutna bierność państwa w tej kwestii, które nie wiadomo, dlaczego angażuje się nawet w bezpośrednie nadzorowanie wypłat, co jest już chyba ostatecznym dowodem na słabość instytucji sądowych i niemoc tworzenia prawa. Zważywszy na fakt, że nadal mamy olbrzymie niedobory w zakresie infrastruktury, inwestowanie w jej rozwój powinno być oparte o wieloletni plan, z którego każdy mógłby łatwo odczytać jak będzie stymulowana koniunktura. Inaczej na rynku, gdzie zamawiającym jest praktycznie tylko i wyłącznie państwo nie da się działać! Naprawdę dramat drogowców i przedsiębiorców budowlanych, to może być ostateczny gwóźdź do trumny zielonej wyspy.

To, na co czeka rząd, to skumulowanie się efektów spowolnienia gospodarczego, kiedy to coraz mniej ludzi będzie miało pracę, a siła nabywcza dominującej części społeczeństwa ulegnie znacznemu ograniczeniu. W skutek, czego należy spodziewać się znacznego spadku dochodów z podatków pośrednich, przy stale bardzo wysokim udziale wydatków sztywnych w budżecie państwa. W efekcie będziemy mieli sytuację wymagającą znacznych cięć socjalnych, albowiem m.in. wydatki inwestycyjne już zostały wykastrowane – głównie przez regułę wydatkową, ograniczającą możliwości zadłużania się samorządów.

Bardzo wiele wyjaśni się po expose obecnego premiera, w którym tenże powinien spróbować przynajmniej naświetlić, czego można oczekiwać po polityce jego rządu w zbliżającej się perspektywie. Nie chodzi o to, jak i komu pomóc, raczej należy oczekiwać wskazania ile i na czym stracimy, gdyż na obecnym etapie „troski o państwo”, możliwe jest tylko i wyłącznie zwijanie strony podażowej, – czyli ograniczanie wydatków publicznych.

Zastanawiające jest przy tym jedno, państwa niepodległe jak USA, czy też potężne sojusze gospodarcze jak Unia Europejska masowo drukują swoje pieniądze, pompując zapotrzebowanie „rynków” finansowych na kapitał, co powoduje ogólny wzrost inflacji. Polska natomiast, jako kraj zadłużony głównie za granicą, nie ma możliwości efektywnego luzowania finansowego, albowiem jakikolwiek sygnał o poluzowaniu polityki NBP spowodowałby paniczną ucieczkę z naszego rynku finansowego – wszystkich pożyczkodawców, a nowa wycena złotego i oprocentowania naszych obligacji – wymiotłaby każdy rząd.

Jak na razie czeka nas fala zwolnień, albowiem przedsiębiorcy muszą ograniczyć koszty, żeby przetrwać zachowując potencjał. Niestety podobnie jest na świecie, w tym w Chinach, jeżeli faktycznie spotka nas skumulowanie impulsów negatywnie wpływających na gospodarkę, to lepiej zainwestujmy w banki żywności i noclegownie, bo czeka nas smutne kilka lat. Kryzys nie jest tylko i wyłącznie kategorią zewnętrzną, oby się nie okazało że w wyniku bierności 2 lat rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, jedynym efektywnym narzędziem oddziaływania na gospodarkę jest właśnie tworzenie banków żywności i noclegowni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.