• 16 marca 2023
    • Soft Power

    Kres mitu Lecha Wałęsy to największa porażka polskiej polityki historycznej

    • By krakauer
    • |
    • 07 czerwca 2013
    • |
    • 2 minuty czytania

    Lech Wałęsa jako symbol Solidarności walczącej o wolność ludzi od tyranii mógł być symbolem uniwersalnym. Żywą, chodzącą, mówiącą reklamą – prawdziwym pomnikiem spiżowym – polskiej mądrości, niezłomności i dojrzałości. Niestety tak się nie stało, co jest prawdopodobnie największa porażką narodowej, państwowej i w ogóle jakiejkolwiek polityki historycznej. Z tego i tylko z tego powodu, bo nic lepszego od żywego symbolu lat 80-tych– nie mogło się nam przydarzyć w warstwie symboli uniwersalnych od tego okresu.

    Potem jak wiadomo było już tylko gorzej, charakter i temperament pana Wałęsy dały się mocno we znaki naszej rzeczywistości po odzyskaniu niepodległości. Ostatnie popłuczyny słabości pana Wałęsy właśnie urosły w siłę i grożą zdemolowaniem kraju, jednakże nie to jest najważniejsze. Liczy się to, że mogliśmy mieć mit – piękną prawdziwą historię powtarzaną przez każdego człowieka na świecie w szkole! Natomiast nie mamy niczego – mamy Mur Berliński. To jest proszę państwa symbol obalenia komunizmu, mur, Gorbaczow i Kohl oraz nieszczęsne króliki które żyły w strefie oddzielającej NRD od Berlina Zachodniego. Wałęsa, Polska, Solidarność, walka i trwanie milionów ludzi – to wszystko właśnie odchodzi w zapomnienie a na pewno przestaje być powszechne.

    Co prawda nasi przyjaciele z Niemiec zaprosili pana Wałęsę, żeby pchnął domino, jednakże tenże oczywiście musiał się przy tym prawie wywrócić – popychając jeszcze jakiegoś technika (co w ogóle nie ma znaczenia, ważne jest to że media zdominowała wiadomość że Wałęsa kogoś pchnął a nie domino). Stara szkoła Abwehry w narodzie niemieckim nie przeminęła i Niemcy dobrze wiedzą jak się urządza tak symboliczne wydarzenia, żeby osiągnąć własne cele. W efekcie za kilka lat a na pewno za życia czytających te słowa – w globalnej świadomości w której są Jezus, Barack Obama, John Lennon, Mahatma Gandhi i inne wielkie osobowe symbole modyfikacji globalnej rzeczywistości – nie będzie miejsca dla Polski, dlatego i tylko dlatego bo nie będzie w tym gremium Lecha Wałęsy. Jedynego naszego symbolu o naturze uniwersalnej, nadającego się niczym Statua Wolności do pokazywania wszem i wobec jako wyraz woli nie znoszących upokorzenia ludzi!

    Niestety wszystkie szanse zostały zmarnowane. Samego pana Lecha Wałęsę trudno jest w pełni obarczyć winą. Jaki jest każdy widzi i bez problemu może sobie już po kilku wypowiedziach byłego pana prezydenta wyrobić o nim powierzchowną opinię. Nie można mu zarzucać, że jest jaki jest – to żywy człowiek, co więcej to człowiek, który sam siebie stworzył! Nic nam do tego z kim sypia, z kim pływa w basenie i na ile guzików zapina koszulę. Podobnie jego poglądy na aktualne sprawy polityczne, społeczne czy ekonomiczne to jego sprawa. Może sobie chcieć sadzać homoseksualistów za murkiem, czy gdzie chce – to jego sprawa. Oczywiście można go oceniać, jednakże tutaj się powinna włączyć lampka, a tą lampką powinna być profesjonalna agencja PR – stale czyli dosłownie 24 godziny na dobę się tym człowiekiem zajmująca. Mówimy bowiem o żywym symbolu, którego postrzeganie może być dla nas korzystne lub niekorzystne. Sposób rozegrania tego powinien być systemowy i mieć znaczenie państwowe. Mamy przecież nawet Instytut Pamięci Narodowej, a czymże jest mit Lecha Wałęsy jak nie pokaźnym fragmentem pamięci narodowej?

    Wałęsa może być przy tym agentem dowolnej służby (byłym, obecnym, przyszłym), co więcej może bić byłą żonę i pić krew dzieci sąsiadów, słuchając pewnego radia. To w ogóle nie ma znaczenia i nie powinno mieć – w ocenie jego osobowego mitu. Ponieważ nawet jakby codziennie zapraszał sobie do domu lub biura tancerzy erotycznych i męskie prostytutki, a do tego domowym sposobem przerywał nielegalnie ciąże w piwnicy lub zapładniał InVitro – TO WSZYSTKO W NICZYM NIE UMNIEJSZY JEGO DOKONAŃ, Z KTÓRYCH NAJWAŻNIEJSZYM BYŁO OBALENIE W POLSCE I W EUROPIE KOMUNIZMU!

    Jeżeli ktoś tego nie rozumie, jakiej heroicznej odwagi musiało w tamtych smutnych i szarych czasach, kiedy „Polityka” miała po rozłożeniu wielkość dużego stołu, a pan Jerzy Urban opowiadał w telewizorze (czarnobiałym) że Polska Rzeczpospolita Ludowa wysyła ileś tam koców dla bezdomnych w Nowym Jorku i to jest dowód na wyższość socjalizmu (z ludzką twarzą) nad zgniłym imperializmem, czy też kapitalizmem – to powinien przynajmniej milczeć i o tym poczytać. Lech Wałęsa – zwykły robotnik, ojciec wielodzietnej rodziny, mieszkający w zwykłym szarym bloku, pracujący na łatwo zastępowalnym stanowisku w państwowym zakładzie przemysłowym specjalnego znaczenia, który mógł łatwo zostać zmilitaryzowany – PRZECIWSTAWIŁ SIĘ CAŁEMU KOMUNISTYCZNEMU PAŃSTWU! Rzucając wyzwanie całemu potężnemu blokowi militarnemu.

    Dzisiaj sobie to możemy bagatelizować, wówczas słowa Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa – mówiło się ściszonym głosem! Ludzie bali się systemu i jego potęgi, zwłaszcza po tym jak władza zaczęła gnoić ludzi kojarzonych z opozycją. Stąd sukces i znaczenie Komitetu Obrony Robotników… O którym już chyba mało kto pamięta w Polsce, a jak skojarzy go ze zbiorem komórek ludzkich, którego nazwisko nigdy nie padnie na tym portalu za to co zrobił z polskimi służbami specjalnymi – to w ogóle raczej nie chce tego pamiętać. Więc co dopiero od mieszkańca Chile oczekiwać wiedzy o Wujcu, Kuroniu, Romaszewskim i innych? Natomiast Wałęsa to inna półka – dlatego i tylko dlatego ponieważ został wykreowany już za zapadłej komuny, którą zwalczał – jako symbol. Dostał Nobla i od tego momentu stał się znany na cały świat. Stanowił symbol jednoczący ludzi, co więcej był przeciwwagą dla oficjalnych organów „reżimu”! On – robotnik mający kłopoty z poprawnym mówieniem po Polsku! Autentyczny i prawdziwy Polak tamtego strasznego czasu.

    Dlatego nie wymagajmy od Lecha Wałęsy niczego więcej niż to czego nie wymagamy od siebie, jednakże mit jego osoby jako uniwersalnego symbolu wolności „Made in Poland” jest w naszym interesie, co więcej nawet w interesie „wolnego świata”.

    Niestety nie brakuje pożytecznych głupców – swoją działalnością niweczących osiągnięcia milionów Polaków, którzy dywagują czy był agentem, czy może to Walentynowicz, a może jednak tramwaje zdecydowały – bzdury, banały i głupoty. Oczywiście oddajemy pełny szacunek wszystkim z panteonu narodowego oporu przeciwko ówczesnemu systemowi – jednakże to Wałęsa jest symbolem, bo symbol może być zawsze jeden. Jego mit zwycięży, ponieważ jest wyrazisty i dokładnie taki jakiego potrzebujemy. Niby co? Świat się pomylił? Nobel należał się panu Borusewiczowi? No i sprawa najważniejsza, czy Wałęsa zapłacił podatek od tego miliona czy nie? Pamiętacie państwo te debilizmy?

    Nie niszczmy narodowych ikon. Zwłaszcza że mamy ich tak niewiele. Swoją niefrasobliwością zniszczyliśmy własny mit, ponieważ Wałęsa był jest i zostanie – synonimem Polski tamtego okresu. No a polskiej polityki historycznej nie było po 1989 roku i nadal nie ma, co też można uznać za jakąś politykę…