Społeczeństwo

Kreacja tematów na życzenie gadających głów z telewizora?

 Eutanazja – istotna kwestia wrzucona społeczeństwu, jako kolejny sztuczny temat zastępczy do rozważania zamiast tematów zasadniczych. Dyskutowanie o eutanazji pomiędzy niedzielnym popołudniem a wtorkowym porankiem jest bez sensu, tu nie chodzi o wyrabianie opinii publicznej za pomocą kilku przemówień w radiu ewentualnie jakichś wywiadów telewizyjnych. Jest to kwestia zasadnicza dotykająca najważniejszych decyzji w życiu człowieka – dotyczących jego decyzji o życiu lub śmierci. Problemem nie jest podjęcie dyskusji o temacie, albowiem wcześniej czy później kwestia eutanazji musiała zawitać do naszego kraju – natomiast niedopuszczalny jest przyjęty sposób dyskutowania o niej.

Przede wszystkim trzeba uświadomić polskim dziennikarzom, że nie są mędrcami – gestorami prawdy objawionej i nie znają się na wszystkich tematach. Niektóre z nich nie powinny być podejmowane przez każdego dziennikarzynę, albowiem nawet to polizania pewnych tematów przez szybę trzeba mieć jakieś minimalne kompetencję, a przynajmniej wiedzieć gdzie ucho przyłożyć, czy też, kogo zaprosić do dyskusji na dany temat.

Nie może być, bowiem tak, żeby wszystkie sprawy w Polsce dzielić po linii smoleńskiego oporu i opinia jednego z redaktorów mediów prawicowych była dominującą wypowiedzią w przedmiocie kolejnej ważnej społecznie sprawy – podłączanej pod „my i oni”. Nie może być tak, żeby ten sam dziennikarz – z pewnością erudyta i człowiek posiadający olbrzymią wiedzę na wszelkie tematy społeczne jak również rozeznanie w wielu dziedzinach – był ekspertem od wszystkiego, zwłaszcza od tak delikatnej etycznie sprawy jak zaakceptowanie decyzji człowieka o śmierci i przyzwolenie lub nawet wykonanie jej. Musi być zachowana gradacja spraw – media, dziennikarze i zapraszani przez nich eksperci nie mogą w jednej chwili dyskutować o problematyce poziomu zgolenia wąsów przez prezydenta państwa a po chwili – w kolejnej odsłonie swoich wynaturzeń przechodzić na zagadnienia dopuszczalności eutanazji.

Nagle okazuje się, bowiem, że Polacy to domorośli eksperci od wszystkiego! Ten model wszechwiedzącego dziennikarstwa przechodzi, bowiem z pseudo-dziennikarzy i pseudo-ekspertów na obywateli, którzy czują się upoważnieni do wyrabiania sobie zdania w temacie na podstawie buzi lubianego/nielubianego mówcy opowiadającego się za lub przeciw tematowi. Na tym się kończy np. świadomość etyki i budowy jej wzorców w świadomości społeczeństwa – widzimy dziennikarza, nie lubimy go – jesteśmy przeciwko temu, co głosi. Kropka, wyrok zapadł zanim jeszcze zebrał się sąd, a nawet kogokolwiek oskarżono. Polacy już mają wyrobione poglądy w sprawie tak wielokrotnie złożonej i skomplikowanej jak eutanazja, czy też niewiele wcześniej In Vitro i innych w podobny sposób spłycanych.

Nie można pozwolić mediom na samodzielne kreowanie tematów i głębi ich przekazywania społeczeństwu, albowiem efektem tak kreatywnego dziennikarstwa jest upadek wiedzy w społeczeństwie – ludzie nie potrzebują dowiedzieć się niczego z zakresu etyki, jak również, co ma do powiedzenia w sprawie np. Kościół dominujący – wystarczy posłuchać dziennikarza, albo jeszcze prościej skojarzyć jego poglądy z tym, po której stronie ogólnego narodowego sporu o słuszność we wszystkim stoi i sprawa jest załatwiona – mamy gotową opinię, wiemy, po jakiej stronie jesteśmy – sprawa – dowolna – kolejna – jest włączana do ogólnego sporu i jedzie dalej, jako kolejny wagonik „Smoleńsk + n!” Nie może być na to akceptacji, przyzwolenia, nawet milczącego! Trzeba bić w dzwony i głośno – krzykiem wzywać winne temu otępieniu media do opamiętania się!

Inaczej obudzimy się w kraju, w którym miliony ludzi będzie ekspertami z chirurgii, położnictwa, ortopedii, farmakologii, co więcej kwestii etycznych – religijnych, militarnych (no, bo czy wycofać wojska z Afganistanu czy nie?). Miliony ekspertów z wyrobionymi poglądami opartymi na frazach pseudo-ekspertów wypowiedzianymi przez niby-autorytety spraw innych. Straszne spustoszenie w sercach i umysłach Polaków poczynił Smoleńsk! Jest to przerażające jak bardzo bezbronni jesteśmy wobec zwykłej dziennikarskiej papki i wkładania w nasze głowy sztucznej – pozornej w istocie nieistniejącej rzeczywistości.

Nie można też do końca uznać, że wina leży po stronie dziennikarzy, albowiem dla każdego, kto obserwuje naszą scenę publiczną i przekaz mainstreamowy jest a przynajmniej powinno być oczywistym, że w wielu kwestiach dziennikarze po prostu realizują tematy wrzucone im przez ich politycznych i finansowych mocodawców! Sojusz władzy z mediami to podstawa w sterowaniu społeczeństwem, bez tego nie ma w istocie możliwości „miękkiego” jej sprawowania. Niestety w naszych realiach jest zbyt dużo tematów zastępczych w stosunku do wyzwań rzeczywistości.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.