Polityka

Kosztowne błędy zachodu w konflikcie asymetrycznym po 9/11

 Atak na WTC 9/11 objawił słabość zachodu względem reagowania na zagrożenia asymetryczne. Potęga armii zachodu, wywiad, kontrwywiad, arsenały w tym niekonwencjonalne okazały się niczym przeciwko determinacji kilkunastu fanatycznych obrońców Islamu, motywowanych religią pokoju i pragnieniem 70 dziewic w raju. Do rzucenia termonuklearnego i technologiczno-finansowego mocarstwa na kolana wystarczyło im kilka noży, zapał, determinacja i słowa proroka Mahometa na ustach „Allah Akbar”.

11 września zbankrutowała polityka zachodu względem dominacji na świecie, na nic przewaga polityczna, gospodarcza i wojskowa, – jeżeli soft power, – czyli Coca Cola i stanik Wonderbra nie działa. Ludzie, których uważano za brudnych tubylców w turbanach okazali się przebiegłymi i niezwykle skutecznymi zabójcami. Poświęcenie muzułmanów, niezrozumiałe w zachodniej kulturze zebrało plon śmierci, i mocno zachód zaskakując. Po pierwsze sposobem ataku a po drugie jego skalą. Ameryka a z nią cały świat, tego dnia zbudziła się z głębokiego i błogiego snu po pokonaniu „imperium zła” i jego sojuszników.

Potrzeba zemsty, odegrania się na muzułmanach zwyciężyła nad zdrowym rozsądkiem. Amerykański prezydent wyszukał najłatwiejszego, (bo niepowiązanego ekonomicznie) wroga i go zmiażdżył, i nic na świecie amerykańskiego gniewu nie mogło powstrzymać, Irak padł pod butami amerykańskich i między innymi polskich żołnierzy, Afganistan został opanowany, w Pakistanie trwa wojna domowa, Iran został upokorzony, jedynie ojczyzna zamachowców Arabia Saudyjska ma się świetnie, jako sojusznik USA.

Amerykanie uderzyli na ślepo szukając wroga tam gdzie go nie było, oskarżając Prezydenta Republiki Iraku Saddama Hussajn Abd al-Madżid al-Tikriti o ukrywanie broni masowego rażenia, cały świat oglądał pokazowe konferencje w CNN z bombardowania nieistniejących celów, zginęło mnóstwo ludzi, często niewinnych i przyjaznych dla świata zachodniego, ale to niczego nie zmieniło. Na zachodzie przez te dziesięć lat przeprowadzono szereg zamachów terrorystycznych, Londyn, Hiszpania, służbom specjalnym nie udało się zapobiec. Głównie, dlatego ponieważ cała para z nieskończonej potęgi zachodu poszła w gwizdek a nie w tłoki, zaatakowano nie tam gdzie trzeba.

Konflikt asymetryczny rządzi się swoimi prawami, naprzeciwko Izraelskich 70 tonowych czołgów Merkava stanie kilku palestyńskich nastolatków z procami i kamieniami, i takie zdjęcie ląduje na okładkach światowych gazet, czyniąc z państwa żydowskiego państwo ludobójcze! Tak samo z arabskim terroryzmem, który nie ma stałej siedziby, sztabu, budżetu i armii – nie walczy się przy pomocy masy armii, dużo wody w Potomaku upłynęło zanim amerykanie to zrozumieli.

Przeciwnik, który nie chce pokazać twarzy jest szczególnie trudny, zwłaszcza, gdy pochodzi z zaprzyjaźnionego kraju, który na domiar nieszczęścia jest najważniejszym producentem ropy naftowej na świecie. Trudno jest jednak doszukać się w światowych a jeszcze bardziej w polskich mediach, że źródło wszelkiego islamskiego zła ukrywa się w pałacach wahhabickich fundamentalistów powstaje zapotrzebowanie na ofiary na zachodzie, to stamtąd wychodzi finansowanie dla akcji, oni nie mają problemów z pieniędzmi, stać ich na ich marnowanie na akcje terrorystyczne. Są pewni swojego bezpieczeństwa, albowiem nikt nie pozwoli zrobić im krzywdy, gdyż popierają króla, a króla chroni Ameryka i biada temu, kto chciałby mu zrobić krzywdę – przynajmniej póki ropa płynie.

Ci i inni wszelkiej maści fundamentaliści, w praktyce równoznaczni z muzułmańskimi intelektualistami powinni stanowić cel naszej wojny. Wojna ta musi być prowadzona innymi metodami, niż posyłanie lotniskowców, aczkolwiek ten sprzęt zawsze się przydaje. Ludzi tych do naszych racji nie da się w żaden sposób przekonać, albowiem nie da się ubrać turbanu do bikini – tego się nie da połączyć, to po prostu nie możliwe. Dlatego nie można wierzyć w dobro i przyjaźń muzułmanów, albowiem nawet Ci, którzy zagnieździli się w społeczeństwach na zachodzie trawią je, jako rak – stanowiąc bazę dla terrorystów, – czego dowiedli synowie islamskich rodzin w Wielkiej Brytanii wysadzający się w londyńskich autobusach. Nie jest to mowa nienawiści, ale wyraz pragmatyzmu, – jeżeli nie można od niewinnych ludzi odróżnić wrogów, którzy pojawiają się znikąd po posłuchaniu paru starców w turbanach – należy doprowadzić do odseparowania na trwałe naszych społeczności, albowiem złączenie ich nie służy ani nam ani im. W momencie, gdy na zachodzie do władzy dojdą siły radykalne – a to się w końcu wydarzy – ludzie ci będą ofiarami państwowych prześladowań i szykan. Dlatego najlepiej jak samo wyjadą lub zasymilują się z naszą kulturą – przecież tu nie człowiek jest zły, ale ideologia, na którą są podatni.

Oczywiście można powiedzieć, że tutaj przesadzamy, że skoro katoliccy księża eksterminowali Indian w Ameryce południowej i nikt ich za to nie potępił to, dlaczego muzułmanie mieli by być potępieni za to, że chcą ścinać głowy chrześcijan? Na to pytanie nie ma odpowiedzi, a zachód, żeby nie zapłacić za swoje grzechy musi stale dążyć do supremacji i totalnej przewagi, albowiem racji moralnej w znaczeniu uniwersalnym nie posiada. Dlatego albo decydujemy się na projekcję swojej racji, albo przygotujmy się na bycie stroną słabszą w konflikcie – jak Irak. Jak znieślibyście państwo widok egipskich jednostek zmechanizowanych i komandosów z Hamasu na ulicach Warszawy? Mówiących w niezrozumiałym dla was języku jak macie żyć i jak wielu rzeczy wam nie wolno? Chcecie tego? Jeżeli nie musicie być silni, sprytni i mądrzy. A przede wszystkim oszczędni, albowiem zasoby, które marnowaliśmy na bananowe życie klas próżniaczych trzeba będzie przeznaczyć na gromadzenie zapasów i przygotowanie się do wojny.

Jak zatem powinna wyglądać wojna z terroryzmem? Odpowiedź jest prosta, przykład dał nam potężny Izrael, żydzi doskonale dają sobie radę. Chociaż z pozoru nie mają szans. Co jest najważniejsze, co stanowi źródło ich przewagi – to to, że nie mają sentymentów i nie przejmują się prawami człowieka, albowiem ktoś, kto wsiada do autobusu pełnego ludzi z plecakiem wypełnionym Sentexem, lub metra, albo wlatuje samolotem w budynek z naszego punktu widzenia człowiekiem nie jest. Tak samo człowiekiem nie jest jego rodzina, jeżeli jego poświęcenie błogosławi. To nie są ludzie, to mordercy, chcący nas zabić, wywlec z naszych domów i poderżnąć nam gardła lub uciąć głowy. Dlatego nie można mieć dla nich ŻADNEJ LITOŚCI.

Sposobem na walkę z terroryzmem może być po pierwsze odseparowanie się od muzułmańskich – obcych kulturowo społeczeństw i umiejętne oddziaływanie na ich opinię publiczną, w taki sposób żeby skierowali swoje bomby przeciwko sobie. Znowu najlepszym przykładem jest Izrael, który mistrzowsko rozegrał Palestyńczyków przeciwko sobie, wspierając ich podział na dwa przeciwstawne i nienawidzące się obozy, po czym z satysfakcją patrząc jak do siebie strzelają. A przecież lepiej jak sami strzelają do siebie nawzajem niż musiałby to robić izraelski żołnierz.

Dużo nie trzeba, to zapalczywe narody, nawzajem podzielone historycznymi, plemiennymi i religijnymi podziałami. Najlepszym przykładem są obozy dla uchodźców palestyńskich, rozlokowane wokoło Palestyny. Czy nikogo nie zdziwiło, że nieskończenie i nieograniczenie bogate kraje zatoki – nie zrobiły nic więcej żeby tym ludziom pomóc? Przecież to takie wygodne jest jak się ma siłę nacisku na Izrael, albowiem widać, kto jest winny – wystarczy popatrzeć na byle, który obóz, w jakich warunkach ci ludzie tam żyją. Z biedy, poczucia bezsilności, złości rodzi się nieskończona nienawiść, a nienawiść jest najwspanialszym paliwem dla wszelkiego typu ekstremizmów, stąd już dużo nie trzeba do rozniecenia wojny na cały świat. Co już przynajmniej raz prawie się im udało.

Można jeszcze wcielić w życie trzy opcje: Turecką, Irańską i Indyjską. Oczywiście ceny ropy w razie konfliktu w zatoce z Iranem, osiągnęłyby poziom może nawet 1000 USD za baryłkę, ale dla kolejnych 2000 lat supremacji zachodu warto się chwilkę przemęczyć, pocierpieć i dopłacić reszcie świata za to paliwo, oczywiście wcześniej robiąc rezerwy. Zdecydowanie rozegranie karty Irańskiej, spowodowałoby, że wszyscy mieszkańcy krajów nad Zatoką Perską nagle zaczęliby może nie kochać, ale potrzebować zachodniej technologii i cenić zachodnią obecność militarną w regionie.

Turków Arabowie dobrze pamiętają i się ich zdecydowanie boją. Generalnie metody Izraelczyków to subtelne łaskotki w porównaniu z tym jak sułtan traktował Arabów. Dlatego odpowiednie użycie tej karty, głównie przeciwko Iranowi – stanowiłoby bardzo ważny argument dla zajęcia się Arabów swoimi sprawami, nic tak nie jednoczy jak wspólny, groźny i potężny wróg. A takim Turcja może się z łatwością w ramach bliskowschodniej rywalizacji stać.

Konflikt indyjsko-pakistański, jest o tyle ciekawy, że trwa już pół wieku. Oba państwa nie ukrywają swoich potencjałów atomowych, są uzbrojone po zęby, mają liczne powody żeby się wzajemnie nie darzyć sympatią. Pakistan zdecydowanie słabnie w tej konfrontacji, Indie wyrastają na status supermocarstwa, to głównie kwestia gospodarki. Pozostaje jeszcze Afryka Północna, którą udało się rozbroić za pomocą Twittera i Facebooka, ale nadal stanowi zagrożenie ze względu na potencjał destabilizacji. Jednakże trzeba przyznać, że Europejskie armie mają bardzo duże doświadczenia w walce na libijskiej i egipskiej pustyni, że już o górach Atlasu nie wspomnę.

Ostatnim źródłem zagrożeń jest rejon Azji dalekowschodniej, jednakże z powodzeniem możemy tamten problem zostawić nowym gospodarzom – Chińczykom chyba, że sprytnie udałoby się rozegrać koalicję przeciwną.

Fundamentem wszelkich działań powinno być formalne zachowanie przyjaźni i podtrzymywanie fikcji uznawania sojuszy, albowiem w przeciwnym wypadku odrodzi się kalifat i znowu będziemy mieli międzypokoleniowy problem. Jeżeli natomiast sytuacja się zachowa, konserwując generalnie post kolonialny porządek, to konflikt ten, aczkolwiek nieuchronny i trudny – jest do rozegrania a następnie do wygrania w ciągu najbliższych 50 lat. Jednakże nasze państwa ze stopy demobilizacji pokojowej, powinny przejść na stan gotowości do wojny.

Bardzo dobrym pomysłem, byłyby wspólne Europejskie siły zbrojne, zdolne do prowadzenia wojny zaczepnej w dowolnym punkcie świata i realnej obrony Europy. Powtórzenie błędów amerykanów, którzy zadłużyli się śmiertelnie u chińczyków żeby prowadzić wojny nie tam gdzie trzeba i nie z tym, z kim trzeba – jest niedopuszczalne. Nie stać już nas na to.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.