Koszt wojen w Iraku i Afganistanie a wizjonerstwo Aleksandra Łukaszenki

Trwająca już dziesięć lat wojna w Afganistanie kosztowała wedle oficjalnych szacunków 1,5 bln USD. Prof. Linda J. Bilmes z Harvard Kennedy School oszacowała łączne konsekwencje wojny w Iraku i Afganistanie na około 6 bln USD warto przeczytać raport jej autorstwa: „The Financial Legacy of Iraq and Afghanistan: How Wartime Spending Decisions Will Constrain Future National Security Budgets” który jest dostępny [tutaj].

Łączne zadłużenie USA to około 17 bln USD i powiedzmy sobie od razu – to sprawa Amerykanów na co wydają własne pieniądze, jednakże możemy ocenić czy za te pieniądze które wydali osiągają swoje cele polityczne – o ile miały one jakiekolwiek znaczenie ze względu na cele ekonomiczne osiągnięte właśnie dzięki tym olbrzymim nakładom.

Ludność Iraku to około 33 mln ludzi ludność Afganistanu to również około 33 mln ludzi co łącznie daje nam około 66 mln ludzi w tych dwóch krajach. Zatem Amerykanie zainwestowali około 6 bln USD w panowanie nad 66 milionami ludzi w dwóch krajach przez ponad 10 lat. To daje średni koszt nakładów na panowanie nad jedną osobą na poziomie 90.909 USD na osobę – wliczając w to niemowlaki, starców, kobiety, dzieci, Talibów, bojowników Al-Kaidy. Jeżeli podzielimy to jeszcze przez 10 lat to daje koszt około 9 tyś USD rocznie.

Biorąc pod uwagę, że zarówno w Iraku a tym bardziej w Afganistanie wielodzietność to standard, a średnia rodzina liczy tam 4 osoby lub więcej – koszt panowania przez ten czas nad każdą z nich wynosił przeciętnie około 340 tys. USD.

Za takie pieniądze w zamian za 10 letnie posłuszeństwo rządom panów Busha i Obamy prawdopodobnie oddał by się w ciemno każdy Polak, nawet nie trzeba byłoby nas pilnować – grzecznie wykonywalibyśmy wszystkie polecenia. To po dzisiejszym kursie 3,2 zł za 1 USD kwota około miliona złotych a za tyle można mieć pod każdym miastem Polski piękny dom o powierzchni 120 metrów kwadratowych z klimatyzacją, centralnym ogrzewanie, pompą ciepła, panelem solarnym i wszystkimi innymi cudami termo technologii zalecanymi i obficie dotowanymi przez unijne i rządowe programy wspieranie budownictwa – na małej działce, ale basen by się zmieścił (kryty) jako akumulator ciepła dla pompy ciepła wiadomo Polak wszystko uzasadni.

Więc jeżeli za te pieniądze Amerykanie mogliby po prostu ogłosić swojego Ambasadora naszym prezydentem to w Iraku może nie, albowiem realia finansowe tego zasobnego w ropę kraju były nieco inne ale na pewno w Afganistanie mogliby każdej Afgańskiej rodzinie – wybudować jakiś nie zły na ich warunki dom i zapewnić własny warsztat pracy, a każdej wsi szkołę, Internet i basen kąpielowy itd.

Jak te pieniądze wykorzystali Amerykanie? W Bagdadzie codziennie wybuchają bomby a nawet jak jest dzień bez zamachu to i tak jest niebezpiecznie, a Kurdystan prawie się odłączył. W Afganistanie jest tak jak było – ludzie dalej mieszkają w glinianych chatach, tylko mają więcej i lepszej broni. Jak wygląda amerykańska kontrola nad tymi krajami? Jeżeli chodzi o Irak to są powszechnie znienawidzeni, a Afgańczycy prawdopodobnie nadal nie rozumieją po co przyjechali do nich ci zagraniczni żołnierze i zagraniczni bojownicy. O żadnej władzy obecnego rządu poza przyjaznymi klanami nie może być mowy. Amerykańskie oddziaływanie sięga tam, gdzie sięga kamera z drona i gdzie może upaść pocisk.

Efekty polityczne zarówno w Iraku i Afganistanie to tylko hańba jeżeli chodzi o Irak i udowodnienie papierowej fasadowości pompowanej totalną nieskutecznością, jeżeli chodzi o skuteczność NATO w Afganistanie. Pomijając fakt, że każdy z zaangażowanych tam krajów rozumie pełen bezsens prowadzenia tej wojny – nie osiągnięto celu politycznego. W Afganistanie nie udało się wprowadzić silnej demokratycznej (w rozumieniu lokalnym) władzy a coś tak trywialnego jak brawa wyborcze Afganek to chyba najdebilniejszy powód do do umierania o jakim słyszano od czasów „Wojny futbolowej”.

W efekcie 10 lat wojny w każdym z tych krajów nie osiągnięto żadnych celów, osłabiono spoistość sojuszu a co więcej okryto się hańbą – tocząc niesprawiedliwą wojnę z prawa napaści silniejszego (Irak) czy też włączając się w niezrozumiałe rozgrywki klanowe w Afganistanie gdzie prowadzenie wojny – konflikt jest po prostu jednym ze sposobów komunikowania się lokalnej ludności.

W konsekwencji gwiazda Ameryki przybladła, a kryzys i gigantyczne zadłużenie stawiają pod znakiem zapytania jej cały dotychczasowy neoliberalny model funkcjonowania, którego emanacją jest nieprzynosząca efektów imperialistyczna polityka.

Po co więc najbardziej zaawansowane cywilizacyjnie państwo świata, mające wszystko na wyciągnięcie ręki poniosło tak olbrzymi wysiłek finansowy (o ludzkim w ogóle nie rozważamy) – nie opanowując niczego nawet za pomocą Soft Power? Inaczej można zapytać, – po co Imperium termonuklearne zaangażowało się w wojny neokolonialne – nie osiągając niczego poza chaosem i w efekcie silnie się osłabiając? No, bo co chciało osiągnąć? Ziemię? Ma własnej bardzo dużo niezagospodarowanej! Ropę? Też ma własną i do tego jeszcze więcej niż myślało – bo ma ze źródeł niekonwencjonalnych.

Nie ma na te pytania odpowiedzi. Jednakże gdyby te same pieniądze wydali na wskazane cele – prawie na pewno osiągnęliby przynajmniej w części polityczną kontrolę a przynajmniej znaczne wpływy w obu krajach i to na jedno lub dwa pokolenia.

Tymczasem Chińczycy budują u wyśmiewanego i uważanego za krwawego satrapę-kołchoźnika pana Aleksandra Łukaszenki pod Mińskiem przy autostradzie Berlin – Moskwa wielkie miasto na około 200 tys. mieszkańców. Oczywiście od gołej ziemi, za około 5 mld USD. Będzie to przyczółek chińskiej potęgi gospodarczej – jak Hong Kong kiedyś w Chinach – jedynie 250 km od granic Unii Europejskiej.

Pozostaje nam tylko współczuć Irakijczykom, którym kiedyś zapłacimy odszkodowanie za okupację polskiej strefy w Babilonie, w tym także dodatkowe, jeżeli zostanie udowodnione zniszczenie bezcennych zabytków. Co do Afganistanu – można ustanowić nagrodę za odpowiedź na pytanie, – po co tam jesteśmy i dlaczego? Natomiast trzeba szczerze podziwiać przedsiębiorczość Białorusinów i wizjonerstwo ich Prezydenta no i oczywiście dalekowzroczność Chińczyków. Przy czym musimy mieć świadomość, że u nas im się nie udało…

4 komentarze do “Koszt wojen w Iraku i Afganistanie a wizjonerstwo Aleksandra Łukaszenki

  • 9 czerwca 2013 o 09:53
    Permalink

    Dodałbym sprostowanie: u nas się Chińczykom NA RAZIE – nie udało.
    Ich sposób ekspansji to powolny marsz miliardów mrówek.

    I z tej perspektywy oraz inaczej mierzonego czau należy oceniać chińskie przedsięwzięcia.

    Oni zawsze byli potęgą w Azji.

    Mieli ponad 100 letnia przerwę w jej demonstrowaniu, a teraz tylko wracają na stare – 3000 letnie pozycje.

    Do tego zrozumieli, że w dzisiejszym zglobalizowanym świecie należy ROZSZERZAĆ OTOCZENIE SYSTEMOWE metropolii o przyczółki, żeby mieć pełniejszą kontrolę.
    W Afryce już są, w Południowej Ameryce – mają dobre relacje a Północna jest u nich zadłużona.
    Zadłużenie USA wobec Chin każe zastanawiać się, czy w przypadku ochoty zaatakowania przez USA Chin, nie musiałaby nastąpić zgoda Banku Narodowego ChRL na te wojnę i związane z nią wydatki?
    Autor słusznie zauważa, że rację ma Prezydent Łukaszenko.
    On nie zrobił nic innego, niż robią to od ponad dekady Rosjanie – pod światłym kierownictwem Pana Prezydenta Putina.
    Po co bezproduktywnie spalać paliwo (z ropy) w pojazdach opancerzonych i samolotach podbijających np. Szwecję, żeby zdobyć np. 1 milion Volvo XC 90 dla zasłużonych towarzyszy?
    Lepiej i bardziej korzystnie jest tę ropę (i inne towary) sprzedawać i kupować czego dusza zapragnie – w najlepszej jakości.
    Do tego np. okupowani Szwedzi wymagaliby stałego nadzoru, w wyniku czego ich produkty nie byłyby tak dobre, jak produkowane w warunkach swobodnej wymiany handlowej.

    Jeśli tę sytuację porównamy z koniecznością wożenia milionów ton paliwa dla wojsk NATO w Afganistanie, przez prawie wrogi Pakistan i to przez ponad 2000 km – to co tu porównywać!

    Po prostu Rosjanie i Białorusini wychodzą na mądrzejszych, bo mają rozsądnych przywódców – myślących jak Chińczycy – pokolenia do przodu.

    Kult broni i ochota jej używania przez USA jest tak mocno XIX -wieczny, że aż dziwi. Przecież Indian już nie ma, tylko oni się w tym jeszcze nie zorientowali.
    A przy okazji: czy ktoś znajdzie chociaż jeden film Made in USA, gdzie nie występuje broń i przemoc z nią związana?

    Odpowiedz
  • 9 czerwca 2013 o 16:26
    Permalink

    Ciekawe porównanie: bezproduktywny ekspansjonizm USA a pragmatyczne podejście Prezydenta Łukaszenki do pokoleniowych interesów swojego narodu.
    Z drugiej strony, ta bliskość ChRL-wskiego Hong Kongu bis u naszych granic oraz granic UE – to raczej wyzwanie niż zagrożenie.
    Ale kto z nas Europejczyków zna filozofię mrówek?

    Odpowiedz
  • 9 czerwca 2013 o 17:37
    Permalink

    1. Naiwne rozumowanie – przecież to nie chodzi o to, żeby panować, tylko żeby wypompować pieniądze do szeroko pojętego sektora zbrojeniowego. I jeszcze naciągnąć idiotów Polaczków na wydatki nie dając nic w zamian. Nawet Kwaśniewskiego nie zrobili szefem Nato, a tak stepował i im nadskakiwał i tylko dla jego partykularnego interesu byliśmy w Iraku i jesteśmy w Afganistanie. Aha + interes polskiej armii oczywiście.
    2. Zadłużenie USA jest w dolarach, czyli zawsze można ich dodrukować i zniszczyć ciułaczy zapatrzonych w blask tej waluty. Ostatnio się dowiadujemy, że nie będą drukować.
    Ale ja w to nie wierzę. Będą.
    3. Polityka amerykańska jest antyhumanitarna – zamiast w te wojny powinno się pakować pieniądze w pomoc dla najbiedniejszych narodów w tym na zaopatrzenie w wodę i poprawę systemu sanitarnego i medycznego tych społeczeństw. Ale z tego ekonomiczna stopa zwrotu jest żadna, a na takim F-16 zarabia się krocie. Za kilka ton żelastwa 200 mln. USD. To gdzie jest lepszy interes?
    4. I dlatego te wojenki tyle kosztują, bo jest grupa ludzi, która totalnie się bogaci na nich.

    Odpowiedz
  • 10 czerwca 2013 o 20:26
    Permalink

    Tym razem moje poglądy są zbieżne z poglądami autora. Zatem klikam + autorowi. Doskonale zdaję sobie sprawę, że chodzi o wymianę poglądów, nie tylko zbieżność.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.