Kościół walcząc jawnie z gender jak z emanacją zła przegra!

Kościół walcząc jawnie z gender jak z emanacją zła przegra. Właśnie jesteśmy świadkami echa wypowiedzi kolejnego wysokiego przedstawiciela Kościoła – Metropolity łódzkiego abp Marka Jędraszewskiego, który dając świadectwo wierze bardzo pięknie przeciwstawił się złu z ambony swojego kościoła. Niestety ludzie nie słuchają swoich pasterzy, ponieważ ci przez lata mieli ich za nic, nie stworzyli nawet systemu dającego wrażenie dialogu, dyskusji i współpracy, mającej na celu branie pod uwagę głosu wiernych w Kościele. Wierni, którzy nie mieli nigdy w nim głosu, nie są zainteresowani tym co mówią jego oficjalni przedstawiciele, zwłaszcza w sprawach, których skomplikowania i natury łatwo nie rozumieją. Jest to cena jaką Kościół płaci za przewagę obrzędowości nad duchowością, którą powinien emanować i wspólnotą, którą powinien tworzyć. W zamian za to mamy msze, uroczystości, odpłatne sakramenty i inne wydarzenia, w których wierni uczestniczą głównie dlatego, ponieważ taka jest presja standardu środowiskowego, obyczaj i z przyzwyczajenia. Gdyby to samo robili z potrzeby wiary, Kościół nie potrzebowałby się martwić o percepcję ludzi, którzy w Niedzielę idą do Kościoła odprawić obrzędy, a po powrocie drążą dynię dla dziecka na pogańsko-satanistyczne święto.

Jednakże podstawowy błąd hierarchów polega na złym podejściu do komunikacji. Oni nie musieliby tłumaczyć wiernym, że jakieś „gender”, jest złem czyli emanacją diabła, gdyby wierni mieli wiarę w Jezusa – jako Boga żywego, a nie uczestniczyli tylko w obrzędach, najczęściej realizowanych automatycznie. Prawdziwie wierzącym nie trzeba byłoby tego nawet mówić.

Hierarchowie prawdopodobnie potrzebują kilku lekcji z komunikowania się publicznego, czy wręcz całego systemu zarządzania komunikacją z „klientami” swojej organizacji, ponieważ zmieniło się otoczenie, zmieniło się nastawienie i zmieniła się wrażliwość. Efektywna komunikacja wymaga kanałów dotarcia i specyficznych umiejętności, które znane są w świecie marketingu, reklamy i Public Relations, jednakże obce są mentorskiemu tonowi nauczania na surowym niedzielnym kazaniu.

Przede wszystkim podstawą jest ustalenie do kogo Kościół ustami hierarchów się zwraca, czy do wiernych? Czy do wierzących, ale nie praktykujących? Czy do ogółu – do wszystkich? Czy też do zwolenników krytykowanej teorii? Rozstrzygnięcie tego jest kluczowe, bo działając klasycznymi metodami – postawiono by stosy i rozwiązano sprawę wyznawców szatana pod nazwą gender w jednym tygodniu, oczywiście wciągając licznych autorów na Indeks. Nie da się też tego asymilować, ponieważ gender jak chyba każdy nowy prąd filozoficzno-społeczny powstały na zachodzie po Reformacji jest z zasady antykościelny, często antychrześcijański.

Więc zwracać się do piewców ideologii gender (samo określenie budzi znaki zapytania) to tak, jakby dyskutować z tygrysem, który chce nas pożreć. Do wiernych nie ma po co nic mówić, ponieważ przeważnie i tak nie rozumieją – można wprost postraszyć diabłem, może jakiś odsetek zapamięta. Wierzący niepraktykujący – najczęściej są sceptyczni i jeszcze się zainteresują czymś, co „Kościół” reklamuje z ambony. W ostateczności można mówić do wszystkich. Tak jest najłatwiej i skutek największy, jednakże uwaga – trzeba liczyć się z krytyką! A krytyki jak wiadomo Kościół nie tylko nie znosi, ale i nie uznaje w tym znaczeniu, że objawia prawdę! Nie ma dyskusji z amboną i nie może być.

Walka z nowymi koncepcjami społeczno-filozoficznymi wymaga sprytu lisa, gibkości języka żmii oraz siły argumentów nie podlegających krytyce. Być może uda się zszokować czytelników, ale Kościół z ambony – nie powinien się w tak jednoznaczny sposób wypowiadać o nowinkach w życiu społecznym, ekonomicznym, politycznym. Ponieważ nie po to przychodzą tam wierni. Wierni chcą słuchać słów Chrystusa, które przełamią każde kłamstwo i to nie podlega żadnej dyskusji lub żadnej falsyfikacji. A od walki z –zimami, ideologiami, czy też modami powinny być kościelne placówki intelektualne – thinkt tanki, prasa, radio, portale internetowe, autorytety i uczelnie kościelne. Jak to jest możliwe, że księża, biskupi i arcybiskupi muszą walczyć w Kościołach z wrogiem, którego tam nie ma, a syci nauczyciele na uczelniach katolickich zajmują się – no właśnie, czym się zajmują?

Głos hierarchów może być głosem rozstrzygającym, podtrzymującym, naświetlającym ważność faktów poruszanych przez potężne przecież otoczenie Kościoła. Wówczas stawiają się w roli mistrzów elegancji, sędziów, ostatnich rozstrzygających w tym co ich legiony wiernych podejmują – broniąc Krzyża i broniąc nauki Kościoła! W ten sposób hierarchowie nie musieliby się zniżać do poniżającego w istocie dyskursu o jakimś tam szatańskim pomiocie – wszystko jedno jak mu na imię.

Dziwne, że Kościół nie korzysta ze swojej potęgi, ma wszystkie atuty i nie musiałby zbierać bezpośrednio na siebie jakichś potwornych batów, jak również wystawiać się na ataki wściekłych mediów, jak w sprawie słynnych już manipulacji przy rzekomych zarzutach pedofilii.

Kapłan reprezentuje Chrystusa i słowa Chrystusa są najważniejszym dobrem jakie może dać wiernym. Niczego więcej nie potrzeba do zwycięstwa Kościoła na ziemi. Wszelkie didaskalia, które atakują i skłaniają hierarchów do odpowiedzi – to nic innego jak szatańskie działanie mające na celu doprowadzić do ośmieszenia Kościoła w oczach wiernych i pozbawienie autorytetu jego hierarchów. Aż dziw bierze, że takiej oczywistości nie dostrzegają tak światli mężowie – doświadczeni w walce ze złym, mistrzem kłamstwa i podstępu.

Wszystko byłoby możliwe, gdybyśmy mieli świeckie autorytety w Kościele! Głosy, których wypowiedzi chcą słuchać inni! Praktycznie nie ma takich osób! Nie ma świeckiego życia intelektualnego w Kościele! Zgadnijmy czyja to jest wina?

A zły krąży…

5 thoughts on “Kościół walcząc jawnie z gender jak z emanacją zła przegra!

  • 22 listopada 2013 o 15:30
    Permalink

    Spostrzeżenia Autora uważam za bardzo trafne,nie mniej jednak-wymagają istotnego wyjaśnienia,co to właściwie jest
    gender.Tomasz Becket powiedział kiedyś znamienne słowa:
    “Kościół nie lubi owiec,które nie pozwalają się strzyc swoim pasterzom”.Jak każda autorytarna organizacja-nie może
    żyć bez wroga i stąd w ostatnich miesiącach wymyślił sobie
    nowy cel ataków,którym jest gender.Na podstawie dostępnych
    informacji naukowych i prasowych można przyjąć,że nie jest
    to żadna ideologia ani”filozofia,która neguje prawdę o
    człowieku”,co u schyłku swojego pontyfikatu stwierdził
    Benedykt XVI.Tzw.gender studies są studiami nad tożsamością
    płciową,które od dziesięcioleci prowadzone są na setkach
    uniwersytetów,co zawsze nie było w smak Kościołowi.
    Badania naukowe nad społecznymi uwarunkowaniami płci mają
    również miejsce w katolickiej Polsce,w co najmniej 9
    uczelniach państwowych i w Polskiej Akademii Nauk.Termin
    studia nad gender w języku angielskim oznacza płeć społeczną w odróżnieniu od płci biologicznej i podejmuje
    kwestię jej równouprawnienia w takich dziedzinach jak
    rynek pracy,aborcja itp.oraz problem seksualności i ról
    płciowych w życiu społecznym.Według socjolożki Anny Dryjańskiej-gender to pleć,bo płeć to coś więcej niż to,
    jakie mamy genitalia czy zestaw chromosomów.Gender to cały nasz bagaż kulturowy,historyczny i obyczajowy związany z męskością i kobiecością.Stąd też kobiety w krajach islamskich różnią się od kobiet w Polsce,bo jest
    różnica między pojmowaniem kobiecości w Polsce,a na przykład w Arabii Saudyjskiej.Gender to płeć społeczna i
    wszyscy to mamy,księża również-mówi Dryjańska,a to,że słowo z języka angielskiego brzmi na tyle obco,może
    oznaczać,że osoba,która się na tym nie zna,może nie wiedzieć o co chodzi.Straszenie więc płcią społeczną jest
    absurdalne i świadczy o kłamstwie lub totalnej ignorancji
    hierarchów kościelnych i fundamentalistów katolickich,
    odwołujących się do niewiedzy poprzez”argumentum ad ignorantam”.Zdaniem socjolożki jest to zorganizowana kampania przeciwko równości płci,na czele której stoi ks.
    Dariusz Oko,największa gwiazda niedawnego Kujawsko-Pomorskiego Kongresu Katolików”Stop ateizacji”,który miał
    miejsce w bydgoskiej Bazylice.Kościół udaje,że wierzy,iż
    role płciowe są ściśle określone i zdeterminowane przez
    Boga.Dogmat ten głosi po to,aby utrzymać władzę nad kobietami,ich życiem i płciowością.Temu służy patriarchat
    traktujący kobietę jako gorszy gatunek człowieka,mający
    służyć i być posłuszny mężczyźnie.Paradoksem jest,że to
    kobiety właśnie są najbardziej oddanymi sługami Kościoła
    rzymskokatolickiego,chociaż pozbawia się je praw i poniża.Wystarczy zapoznać się z historią Kościoła czy z
    nowszymi publikacjami na ten temat,aby się o tym przekonać(A.Zakrzewicz-“Papież i Kobieta”).Albo inny paradoks-jak to możliwe,że w tak homofobicznej strukturze
    jaką jest hierarchia rzymskokatolicka,funkcjonuje tak wielu homoseksualnych mężczyzn?Co ich tam przyciąga i
    trzyma?Jak funkcjonuje w tych warunkach ich tożsamość i
    świadomość?Tymi zagadnieniami także zajmują się badania i
    studia genderowe.To wszystko nie może podobać się Kościołowi katolickiemu ze względu na swoje patriarchalne
    wyobrażenie o płci i rodzinie,jako jedynej i niezmiennej,
    świętej prawdy religijnej,traktującemu własne dogmaty,
    jako bezdyskusyjne.Kościół chce ustalenia tej nauki społecznej zdewaluować do rangi subiektywnych poglądów
    jakichś myślicieli,nazywając ją”filozofią”,a nie
    “studiami”,chociaż nie ulega wątpliwości,że mają one
    solidniejsze podstawy niż teologia,lub filozofia katolicka.Kościelna walka z nauką badającą społeczne uwarunkowania płci jest na dłuższą metę skazana na porażkę,podobnie jak to miało miejsce w niedalekiej
    przeszłości,gdy hierarchowie protestowali przeciwko
    wprowadzaniu do prawa możliwości rozwodów.W komentarzu
    wykorzystałem fragmenty z artykułu”Diabelska względność
    płci” zamieszczonego w Nr 5(674)”FiM”z dnia 1-7 II 2013r.
    oraz informacje internetowe.Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • 23 listopada 2013 o 10:15
    Permalink

    Kościół jest potrzebny, bo ma odwagę przeciwstawić się szaleństwu tej nowej ideologii.
    Ona jest zakłamana od samego początku.
    Po kilku latach o niej zapomnimy, ale straty w naszych mózgach – pozostaną.
    Będą też i pozytywy jej oddziaływania, bo trochę poprawi się sytuacja kobiet w naszym patriarchalnym świecie.
    Zapominamy przy tym, że podstawą wszelkich uczciwych relacji damsko-męskich i rodzinnych – jest miłość.
    Religia, odczytywana w sposób TRZEŹWY, może tylko w tym pomóc.
    Nie należy we wszystkim słuchać się funkcjonariuszy Kościoła, tak jak nie można bezkrytycznie brać wszystkich MĄDROŚCI filozofii gender.
    We wszystkim konieczny jest umiar i zdrowy rozsadek.
    Czas doprowadzi do równowagi,ale na innym już poziomie relacji pomiędzy płciami i osobnikami LBGT w społeczeństwie, którzy też mają prawo do życia na tej Ziemi.
    A wiadomo kto po niej stąpał.

    Odpowiedz
  • 23 listopada 2013 o 11:57
    Permalink

    Wara od Kościoła!
    Ktoś musi powiedzieć tym specjalistkom (bo to są w większości niewyżyte kobiety) od GENDER – że oszalały.
    Doszło do tego, że na państwowych uczelniach są nawet KIERUNKI GENDER studiów i doktoraty.
    To może otworzymy kierunki ŚMIECIOLOGII, bo są przecież w naszym kraju setki tysięcy przeszukiwaczy śmietników, a zaplecza naukowego w tej branży – nadal brak!

    Odpowiedz
  • 23 listopada 2013 o 16:18
    Permalink

    I po co “to” było KK ?? Wszak pamietamy z “czasów” akcesji i referendum głupawe wypowiedzi niektórych hierarchów – “jak nie UE ,to co, Bialorus”? Kościół ma to na co “uczciwie zapracował” , w naganianiu owieczek do urn wyborczych, oczywiscie na TAK, czy ZA. A w UE “postep” bedzie sie rozwijał w miarę…

    Odpowiedz
    • 23 listopada 2013 o 18:51
      Permalink

      Kościół sobie poradzi i przetrwa.
      A głupota zasiana w ludzkich głowach przez REWOLUCJĘ “gender” – swoje zło uczyni.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.