Polityka

Kopacz i Szydło jeżdżą bez sensu – triumf formy nad treścią!

 Od lat wiadomo, że amerykańska kampania wyborcza, w której ubiegający się o głosy dążą do jak najczęstszego kontaktu z wyborcami, to podstawa wszelkich strategii wyborczych. Kandydaci spotykają się z wyborcami przy każdej okazji, które usiłują przeważnie sami stworzyć zgodnie z najlepszymi wzorcami marketingu politycznego. Kampania „w drodze” jest bardzo dobrym pomysłem, bardzo efektywnym, mającym ten dodatkowy walor, że kandydat przybywa do różnego rodzaju społeczności w różnych miejscach i jest na prawach gościa, a to oznacza generalnie bardzo dużo w oczach elektoratu.

Różne „busy” z przedrostkami weszły już do naszej historii. Również pociągi były w wykonaniu upadającej partii para-lewicowej, której były przewodniczący nawet wagon potrafił dla swoich działaczy wymyślić. Dzisiaj po zwycięstwie pana Dudy, który był niesłychanie mobilny w kampanii prezydenckiej, po przegranej pana Komorowskiego, który nie wiadomo po co używał szeregu autokarów zamiast jednego – mamy powrót kampanii „w drodze”. Oto i pani Beata Szydło i pani Ewa Kopacz, zdecydowały się na kampanię tego typu, z tą różnicą, że pierwsza podróżuje autobusem, druga pociągiem.

Wszystko co można o tym jeżdżeniu obu pań powiedzieć, to tyle że jeżdżą bez sensu, ponieważ to są zgrane karty, których wykorzystywanie niekończenie będzie po rak kolejny efektywne, chociaż spotkać premiera w pociągu, czy też jak zawita do naszej małej miejscowości autokar z ważną panią z partii opozycyjnej, to również jest ważne. W przypadku autobusu nie ma tajemnicy – trzeba odwiedzić wszystkie powiaty, natomiast w przypadku pociągu – to na pewno lepiej wygląda i zwiększa poziom przypadkowości, albowiem nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że na nadjeżdżający autokar prawie zawsze i w każdych okolicznościach przyjeżdża na gotową „ustawkę”. Natomiast korzystając z komunikacji miejskiej po przyjechaniu pociągiem do dużego miasta, trzeba pamiętać nawet o takich szczegółach jak kupno biletu i skasowanie go, co prawda wiadomo że pani premier wolno wszystko i trudno sobie wyobrazić, żeby jakikolwiek samorząd lub przewoźnik odważył się czegokolwiek od niej wymagać, to mimo wszystko zawsze musi dawać dobry przykład.

Problem tej demonstracji kampanijnej polega na dominacji formy nad treścią. Pani premier w pociągu zje sobie kiełbasę białą, pogłaszcze psa, zrobi nieograniczoną ilość “sweet foci”, Naród się ucieszy, ponieważ ludzie z zasady są sympatyczni i dlaczego być niemiłym dla kobiety, która najwyraźniej nie rozumie, dlaczego nie powinna być premierem, ani nawet czynnym politykiem? Podobnie pani Szydło, która kopiując działania pana Dudy, co najwyżej może bawić się w festiwal krytyki i roszczeń wszelkiego rodzaju. Natomiast co z tego jeżdżenia i jednej i drugiej pani wyniknie, to nie wiadomo.

Czy pani premier w swoich podróżach kolejowych rzeczywiście przybliża się do Polaków? Na pewno jest to dużo lepiej niż siedzieć w złotej klatce na Alejach Ujazdowskich, jednakże jako pomysł na kampanię, jest to bardzo słabe. Być może większość czytelników przychyli się do okoliczności, że lepiej byłoby jakby latała nawet samolotem lub śmigłowcem, tylko żeby dobrze rządziła. Zajmowała się sprawami na najwyższym poziomie zagregowania strategicznego, a nie za przeproszeniem jakimiś banałami, niestety na pokaz. Co do opozycji, wiadomo, że jej świętym prawem jest każda forma krytyki, jednak od jakości tej krytyki zależy jakość naszej sceny politycznej. To co dzisiaj robi Prawo i Sprawiedliwość, trudno nazwać krytyką konstruktywną, za tę grę na ludzkich emocjach przyjdzie im kiedyś zapłacić, zło wraca.

Media oczywiście mają „wypas”, jest co nagrywać, jest co nagrywać, zdarzają się różne sytuacje, młodzi mężczyźni z fryzurami sugerującymi metroseksualność, nie boją się zadawać pani premier trudnych pytań przed obiektywami kamer. Nie jest łatwo jeżeli ktoś chce być politykiem w naszym kraju, zwłaszcza czynnym politykiem.

Warto zwrócić uwagę, że w zasadzie wszystkie inne kanapowe partie powieliły schemat „żeński” i mamy całą reprezentację kobiet w naszej polityce, które również będą jeździć, żeby „rozmawiać z ludźmi”, „żeby poznawać ich problemy”. W końcu forma się liczy, kto by się tam przejmował tym, co polityk ma do powiedzenia? Dobrze, że przyjechał, wysłuchuje, ktoś ważny, a obywatel mówi – to jest wspaniałe. To demokracja! Tylko, co z tego wynika?

4 komentarze

  1. Pomysł na zmałpowanie kampanii Dudy jest mizerny i można to łatwo wyśmiać – nie da się zrozumieć, dlaczego PO tego nie robi

  2. Kobiety lubią podróżować. Odreagowują lata pilnowania ogniska domowego.Nic więcej w temacie mimo pokusy napisania czegoś niepoprawnego.

  3. krolowa bona

    W Niemczech tez jezdza te rozmaite osobistosci w autobusach na kampanie wyborcza taki “wesoly autobus jak u Matysiakow w radio w latach 60-tych …) naturalnie za pieniadze podatnika, ktory sam musi bardzo drogo za kazdy przejazd od A do B placic !!!
    W Turcji np. jak juz ktos na kampanie wyborcza przyjezdza to rozdaje nowe pralki autimatyczne, naturalnie dla “wyrownania” nierownisci spolecznych taka “demokracja bezposrednia ” , nieprawdaz ??? A co daja w Polsce ? Cukierki czy podkoszulki z napisem partii czy danego kandydata ? A moze tez nowe pralki na koszt podatnika ?

    • Co dają? NADZIEJĘ – na nową,lepsza przyszłość. 🙂
      A to już (chyba) nie jest mało dla tubylców!
      I tak co kilka lat,”podgrzewamy atmosferę, przed”, że użyję słów “pewnego’
      znanego “polityka” “ciemny to (znowu) kupi”.
      Heh! 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.