Paradygmat rozwoju

Kontrola to cel Kremla

 Trzeba na nowo przemyśleć całą polską politykę wschodnią, którą przegraliśmy wraz z klęską unijnej polityki wschodniej. Na szczęście nie jesteśmy już takimi idiotami, żeby popierać państwo Czeczenów jawnie zajmujących się terroryzmem islamskim, to w dalszym ciągu nie porzuciliśmy marzeń o „demokratyzacji” Ukrainy. Nasze wrogie działania wobec Białorusi w praktyce oznaczają brak korzyści z kontaktów z tym krajem. Na temat Gruzji nie ma, po co się już wypowiadać, zmiana konfiguracji wielkich kaukaskich rur powoduje, że ten kraj jest skazany na „przyjaźń” z Rosją, za rok może dwa będzie tam wojna domowa, jeżeli nowy reżim zacznie na poważnie rozliczać popleczników poprzedniego. Litwa chyba już się pogodziła z przedefiniowaniem statusu na podwójny – zmienia się w kraj pomiędzy wschodem a zachodem i nic nam do tego, aczkolwiek trzeba przemyśleć formułę gwarancji NATO, ponieważ nie mamy absolutnie żadnego interesu w umieraniu za Kowno. Łotwa i Estonia mają na tyle pragmatyczne elity polityczne, że doskonale odnajdą się w realiach powracającej Rosyjskiej dominacji. Jedną z niewielu mądrych rzeczy, jakie zrobiliśmy było otwarcie granicy dla mieszkańców Kaliningradu. Nic tak nie zbliża społeczeństw jak wspólna kolejka w dyskoncie.

Rosja z jej prezydentem – Władimirem Putinem, – którego możemy Rosjanom szczerze gratulować i zazdrościć to państwo mające jeden cel – kontrolę. Chodzi o kontrolę zapewniającą bezpieczeństwo, wewnętrzne i zewnętrzne. O ile wewnątrz kraju władzom rosyjskim i ich aparatowi nikt i nic nie jest w stanie zagrozić, to w ich bliskiej strefie wpływów bywało dotychczas różnie. Moskwa nie zapomni nam „dywersji” podczas pomarańczowej rewolucji. Naszą głupotą nie było to, że pojechaliśmy tam poskakać po Majdanie, naszą skrajnie debilną głupotą było właśnie to, że pojechaliśmy tam myśląc, że wystarczy tylko i wyłącznie poskakać. Nie można robić polityki przeciwko imperium, jeżeli nie ma się niczego do zaoferowania, a my Ukraińcom jak zwykle mogliśmy zaproponować tylko śpiewanie piosenek i pomarańczowe szmatki! Nic więcej, albo z głupoty, albo z braku wyczucia? Na pewno z biedy. Ukraińcy szybko odczuli, co to znaczy płacić za gaz zachodnie ceny, efekt taki, jaki mamy obecnie – kontrola, owocująca zejściem Ukrainy ze ścieżki prowadzącej na zachód. Żaden odpowiedzialny ukraiński polityk nie przyjmie dzisiaj kursu politycznego, który będzie oznaczał zastosowanie w jego kraju „terapii szokowej”, albowiem oznaczałoby to w praktyce, co najmniej podział państwa.

Polsce dotychczas udawało się stosunkowo umiejętnie wymykać spod Kontroli Kremla. Zasadniczo największe bezpośrednie starcie nastąpiło w zakresie wpływów w sektorze energetycznym Litwy, dzisiaj nie jest tajemnicą, że Orlen chętnie pozbyłby się tej nieszczęsnej inwestycji, w której nie ma wsparcia nawet ze strony wrogo nastawionego rządu litewskiego. Do tej pory nie wpuściliśmy do Polski żadnego poważnego rosyjskiego kapitału, co ma tyle samo zalet, co i wad, albowiem strategia „niezdobytej twierdzy” nie ma sensu w globalizacji, gdzie Rosjanie z łatwością przejmują w Niemczech – niemieckie rurociągi! Tu obowiązuje stara czekistowska zasada kontroli – zdobycie agentury, przyczółek, środowisko, możliwość wpływu – potem albo pełna kontrola albo przynajmmniej paraliż przeciwnika. Jeżeli to nie zadziała, pozostaje to, co Rosjanie umieją najlepiej i w czym są bardzo dobrzy – bezpośredni szturm – cele muszą być osiągnięte. Czy nasze państwo ma szanse się przeciwstawić rosyjskim zasobom – ich finansowemu potencjałowi? Prędzej czy później mur w twierdzy pęknie, módlmy się żebyśmy mogli, chociaż kontrolować wyłom i wpuszczać zdobywców w części na swoich warunkach.

Przy naszej niezdolności do dostrzegania okazji – jest jeszcze inny scenariusz, o wiele bardziej prawdopodobny – Rosjanie po prostu ominą naszą twierdzę, my się będziemy cieszyć ze spokoju i pogrążać w naszym piekiełku, podczas gdy świat pójdzie do przodu i nasze zbroje, miecze i kusze okażą się przestarzałe wobec ich potęgi. Nie raz już tak w historii bywało. Chaos i spustoszenie, jakie wywołała w naszym kraju katastrofa smoleńska można bardzo łatwo wykorzystać – paraliżując naszą scenę polityczną – w celu wymuszenia koncesji gospodarczych.

Potrzebujemy strategii polityczno-gospodarczej, która umożliwiłaby nam włączenie w obieg rosyjskich pieniędzy, bez utraty pełnej kontroli i przy w miarę równoległym rozłożeniu kosztów i korzyści. Dotychczasowa izolacja twierdzy już długo nie wytrzyma, poza tym jest nieefektywna, bo nie przynosi nam korzyści z wymiany gospodarczej zgodnie z posiadanym potencjałem.

Pamiętajmy – kontrola to cel Kremla, a Rosjanie zwykli swoje cele osiągać. Jeżeli ktoś nie wierzy niech przypomni sobie bałtycką rurę. Mają czas i pieniądze, co więcej nasi sojusznicy są ich klientami. Obyśmy nie zostali zieloną wyspą na zawsze, w tym znaczeniu, że pozostaną tu tylko łąki i lasy, – jako tereny wypoczynkowe dla mądrzejszych sąsiadów.

2 komentarze

  1. Zanim zaczniemy wpuszczac kapital rosyjski do Polski, najpierw nalezaloby rozliczyc pewnych politykow za niedbanie o Polski interes narodowy. Na poczatek osoby odpowiedzialne za niezrealizowanie Baltic Pipe, ktore sa dobrze znane, pozniej obecna ekipe za probe utracenia obywatelskiego projektu uniemozliwiajacego “prywatyzacje” Lotosu (oraz udzialow w Porcie Polnocnym). Zacznijmy sie szanowac sami, to beda nas szanowac inni.

  2. “Orlen chętnie pozbyłby się tej nieszczęsnej inwestycji, w której nie ma wsparcia”.

    Hm. Czy naprawdę “nieszczęsna” ?
    Czysty zysk (netto) za 2011 rok byl nieduzy ~ 90 mln zlotych. Ale zysk netto za 9 miesięcy 2012 r. calkiem normalny ~ 34 mln EURO. Ostatnio rafineria wykorzysta 100 % mozliwosci i w następnym roku ten zysk będze znacznie większy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.