Koniecznie potrzebujemy narodowej specjalizacji generującej przychody!

rgbstock.com Autor: coralsea (Carol Herak-Kramberger)Koniecznie potrzebujemy narodowej specjalizacji generującej przychody, które pozwoliłyby nam na podwyższenie poziomu życia, chociażby poprzez intensyfikację wymiany handlowej i nowe inwestycje zmieniające jakościowo sposób funkcjonowania w naszej przestrzeni. Potrzebujemy czegoś na czym w ramach całego łańcucha logistycznego moglibyśmy zarabiać pieniądze, to znaczy żeby zarabiali wszyscy – poczynając od projektantów, poprzez finansistów, dokerów, transportowców, celników a na zwykłych robotnikach np. rolnych kończąc. Chodzi o pokrycie możliwie całym łańcuchem logistycznym jak największej ilości udziałów w naszej przestrzeni społeczno-gospodarczej.

To coś więcej niż zwykłe poszukiwanie możliwości rozwoju w oparciu o opracowane strategie rozwoju, masterplany i inne. To robimy cały czas i bez efektów. Tutaj chodzi bardziej o wykorzystanie możliwości aktualnie istniejących dla wygenerowania nowej wartości dodanej. Liczy się przede wszystkim myślenie długofalowe, w perspektywie dwóch kolejnych pokoleń. Mówimy o stworzeniu bazy gospodarczej, mającej fundamentalne znaczenie dla społeczeństwa w dającej się przewidzieć przyszłości.

Jeżeli ktoś myśli, że w 1605 roku ktoś w Polsce myślał o tym, że nie minie pół wieku a kraj czeka katastrofa, a dwieście lat później Polska zniknie z mapy – jest fantastą. Polska miała się w najlepsze, bogate rody szlacheckie i nieskończenie bogate rody magnackie miały się w najlepsze, chociaż już było widać wszystkie słabości państwa – nawet jak Husaria odnosiła swoje najwspanialsze zwycięstwa, w które trudno jest uwierzyć. Niestety jednak wszystko przepadło i to nie dlatego bo przodkowie byli gnuśni, to tylko didaskalia. Najbardziej liczyło się to, że właśnie traciliśmy rynki zbytu na nasze masowe produkty rolne, ponieważ kolonie państw zachodnich powoli i stopniowo zaczęły przysyłać do metropolii całe swoje bogactwo. Polskie produkty stopniowo, krok po kroku były wypierane z rynku – to nie był okres wolnej konkurencji, tylko przywilejów handlowych, handlowano z tym, kto miał na handel licencję. Z czasem stało się jeszcze gorzej jak Prusy nałożyły cła na Wiśle, a potem to już w ogóle wszystko się popsuło i upadło.

Czy dzisiaj, po praktycznie 400 latach – mamy coś innego światu do zaoferowania poza produkcją rolną? Wówczas produkowaliśmy wyroby masowe – zboże i inne, dzisiaj się okazuje, że naszym szlagierem eksportowym są jabłka, dla których sami w wyniku błędów naszych polityków zamknęliśmy sobie dostęp do największego rynku zbytu w Rosji. Jednakże czy poza rolnictwem mamy coś innego?

Jest o wiele gorzej, nie mamy bowiem nawet atutu rolnictwa. Nasze rolnictwo dzisiaj trzyma się na unijnych dotacjach. Przez co jest nie tylko nieefektywne, ale ma ograniczone możliwości zarówno pod względem podaży produkcji gałęziowej jak i ilościowej. W zasadzie nie wiadomo jak to się stało, że udało się nam wynegocjować tylko tak mało słynnych „kwot mlecznych”, przez co w zasadzie przemysł przetwórczy ma ograniczone możliwości. O dziwo nie ma też narodowych marek, jakie istnieją w przemyśle przetwórstwa żywności w innych krajach i jakoś nie widać naszej żywności – standaryzowanej co do parametrów ani w Chinach, ani w Rosji, w zasadzie nigdzie poza Europą!

Rolnictwo to branża, w której najprościej ze względów technologicznych moglibyśmy odnieść sukces, wystarczy mieć dobrze rozbudowany przemysł przetwórczy, źródła dostaw oraz marketing i logistykę. Nic tych rzeczy na serio nie udało się nam stworzyć przez 25 lat transformacji. Ciekawe dlaczego? Chyba każdy student zarządzania może banalnie wyjaśnić przyczynę – brak planu działania, a student finansów – brak źródeł finansowania skłonnych do oceny całego przedsięwzięcia poprzez jego zyskowność.

Jeżeli jednak nie udało się nam w rolnictwie – to na co jeszcze możemy liczyć? Przemysł ciężki w zasadzie nie istnieje, przemysł lekki odparował, usługi i przetwórczość – podwykonawstwo – to trzyma rynek pracy, jednakże nie ma w tym niczego, co mogłoby powodować, że zarobi ktoś jeszcze poza słabo wynagradzanymi pracownikami jakiejś fabryki komponentów do np. samochodów w jednej z wielu Specjalnych Stref Ekonomicznych.

Nowe przemysły oparte na design-ie, projektowaniu, generalnie myśli ludzkiej są u nas w powijakach. Prawo skutecznie eliminuje młodych przedsiębiorców z rynku, naprawdę za otwarcie firmy w Polsce powinni dawać order.

Ktoś się jeszcze dziwi, że łącznie około 4 mln ludzi przebywa stale lub sezonowo poza krajem? Nie ma się czemu dziwić, ponieważ w Polsce po prostu w ogóle nie ma pracy. Nasi pracownicy wyjeżdżają na zachód – uczestniczyć tam w najsłabiej płatnych końcówkach procesów tworzenia wartości lub procesach pobocznych, ale w zachodniej gospodarce i społeczeństwie potrzebnych i użytecznych. Nie jest to nic innego jak stary, dobrze znany kolonializm, zwłaszcza w świetle planowanej zmiany Traktatów w przedmiocie praw pracowniczych i ludzkich na emigracji jakie chce wymusić Wielka Brytania.

Jeżeli nie jesteśmy się w stanie z niczym przebić, ponieważ jest to naprawdę bardzo trudne, należy myśleć o innej organizacji gospodarki, chodzi o podążanie drogą Niemców. Naśladownictwo w tym zakresie jest jak najbardziej wskazane, a konkretnie chodzi o kwestie energetyczne. Bylibyśmy bowiem w zupełnie innej sytuacji strategicznej, jeżeli produkowalibyśmy całą energię jaką zużywamy, a to JEST W NASZYCH WARUNKACH JAK NAJBARDZIEJ MOŻLIWE. Nie ma żadnych przeszkód, żebyśmy produkowali corocznie tyle biopaliwa płynnego ile potrzebujemy, a nawet z naddatkiem, jak również gazowego na potrzeby generowania energii elektrycznej oraz biomasy, również możliwej do przetwarzania w ciepło i prąd. Nie zabezpieczylibyśmy w 100% swoich potrzeb z energetyki odnawialnej tylko dlatego bo byłoby to nieefektywne, ale mogłoby to być bardzo duże uzupełnienie dla węgla. W praktyce oznaczające nowe dochody dla rolników, przetwórców, transportowców, dystrybutorów itd. Wiele pieniędzy, a nawet bardzo wiele pozostawałoby w kraju, nie płacilibyśmy za import surowców energetycznych! To byłaby bardzo znaczna renta rozwojowa, umożliwiająca – oczywiście stopniowo i z czasem – przestawienie całej gospodarki na taki model, niesłychanie przy okazji pozytywnie ekologiczny.

To jest możliwe, to kwestia opracowania planu – rozpisania ról, zmian w prawie i otwarcia kanałów logistycznej współpracy. W efekcie wszyscy by na tym zyskali, zarówno rolnicy jak i mieszkańcy miast. Bilans handlowy znacznie by się poprawił, zmniejszyłaby się ilość emitowanych do środowiska szkodliwych substancji.

Wszystko jest możliwe, to kwestia planowania, determinacji i zarządzania zasobami. Do tego potrzeba przełamywania stereotypów, nieco odważniejszego myślenia – bez obaw o przegraną, nie mówimy przecież o przeniesieniu się na Marsa!

2 komentarze do “Koniecznie potrzebujemy narodowej specjalizacji generującej przychody!

  • 29 listopada 2014 o 09:43
    Permalink

    Autor ma zero wiedzy ekonomicznej. Biopaliwa dają zarobek rolnikom, ale płacą inni, bo biopaliwa są droższe i gorsze do benzyny.

    Polska ma dostęp do morza, dlatego nie powinna mieć problemów z importem paliw, w tym węgla, ropy i gazu. Wcale nie musimy opierać się na naszych zasobach, zresztą nieefektywnie wydobywanych.

    Jest winą polityków, że gazoport jest budowany ślamazarnie i w złym miejscu.

    Odpowiedz
  • 29 listopada 2014 o 14:30
    Permalink

    Pomysł jest znany od lat tu nie chodzi o wiedzę ekonomiczną vide #jazmig tu chodzi o to co autor już wiele razy pisał – np. dopłaty bezpośrednie nie powinny być za nic. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to że nasze rolnictwo produkuje nie więcej niż 50% swoich możliwości to gdyby z reszty produkowało rzepak, wierzbę energetyczną i przysłowiowe szyszki – to mielibyśmy ropę w 100% dla gospodarki i znaczny procent ciepła do ogrzewania. Wystarczy myśleć, myślenie ma kolosalną przyszłość.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.