Polityka

Kongres lewicy? Tak, ale… bez…

 Prawdopodobnie pan Leszek Miller zrobi wszystko, co może i na co pozwoli mu rozum, żeby zepsuć i ograniczyć ideę kongresu lewicy do niezbędnego minimum, w którym sam będzie gwiazdą a raczej jedyną grzanką w zupie. Sojusz Lewicy Demokratycznej nawet po odrzuceniu wielkiego kawioru, wypluciu go z ust i operacji zmniejszania żołądka – nadal pozostanie partią skażoną przez sukces osobisty byłych wielkich działaczy. Ich postawy i dokonania wymuszają pewne zachowania, powodujące, że określone – niezwykle potrzebne deklaracje z ust części polityków Sojuszu nigdy nie padną. W tym kontekście lewica i lewicowość na tej części lewicy – niewątpliwie zasłużonej już się skończyła i nigdy nie wróci.

Pan przewodniczący Miller doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak smutno jest być poza partią, zwłaszcza partią parlamentarną, jeżeli się do tego luksusu człowiek przyzwyczaił przez niezły kawałek życia. Nie można go za to negatywnie oceniać, ale można przypuszczać, że bardziej niż troska o los głodnego ludu może go motywować interes własny i popierającej go kasty wiernych pretorianów. W tym właśnie kontekście skończyła się w Polsce lewica i nie można się dalej oszukiwać jakimikolwiek twierdzeniami o tym, że coś się odrodzi. Niestety tego pan Miller – naprawdę sympatyczny, pragmatyczny i bardzo skuteczny polityk nie rozumie i rozumieć nie chce. Woli myśleć dalej kategoriami logotypu, już ogranego i popsutego, ale ciągle nośnego i dającego gwarancję dostania się „z jedynki”.

Wystarczy analiza sondaży politycznych, przeliczona na tzw. miejsca biorące – w poszczególnych wyborach i od razu zrozumiecie państwo, dlaczego opłaca się obstawiać szyldy – nawet, jeżeli nic za nimi nie stoi. Lider partii – nawet stosunkowo słabej jak SLD ma do rozdzielenia kilkanaście praktycznie pewnych miejsc w każdych wyborach, a to już jest bardzo wiele, na pewno więcej niż zaczynanie od zera, albo zrezygnowanie z tego atutu i pójście na nowe otwarcie – jak równy z równymi.

Na tym właśnie polega problem współczesnej polskiej lewicy a raczej jej braku – niestety nie wszyscy są równi, niektórzy są równiejsi a przynajmniej chcieliby by być postrzegani, jako bardziej uprawnieni, ponieważ mają albo logo, albo coś tam, albo po prostu wykładają ciężkie pieniądze i właśnie z tego powodu są zdania – nie bez części racji, że im się należy! Jak ich skonfrontować z działaczami – autentycznie robotniczymi lub ludowymi, albo przedstawicielami emerytów, którzy na „zjazd” przywiozą termosy i kanapki owinięte w gazety i będą to konsumować pomiędzy toaletą a jakąś wnęką na korytarzu?

Nie można konstruować kongresu w istocie zjednoczeniowego zaczynając od wykluczania! Albo się na coś decydujemy i wchodzimy w to ze wszystkimi konsekwencjami, albo kurczowo trzymamy się logotypu, nerwowo spinając pośladki na samą myśl, że na ten logotyp także kiedyś – jeszcze nie tak dawno – złożyło się kilkadziesiąt różnych drobnych organizacji, które razem jak jeden mąż – jedna córka tej ziemi – stworzyły potęgę zdolną do przywrócenia ludziom godności. Nie pomoże w tym zacieraniu pamięci także wyrzucanie byłych założycieli tej inicjatywy na przysłowiowy bruk a odmawianie prawa do zasiadania przy jednym stole innych „praojców” to plucie we własne gniazdo! Nie może być lewicy „bez kogoś” – ekskluzywnej i wyłączającej. Jeżeli jesteś jednym z nas, jeżeli bliskie ci są ideały równościowe, demokratyczne i społeczne – przyjdź – podyskutujemy, może coś z tego wyjdzie! Niestety – tutaj nie można mieć złudzeń. Mamy do czynienia z pięścią w nos na dzień dobry. Nie, bo nie – po prostu panowie i panie – nie miejmy złudzeń.

Jeżeli popatrzymy na przychylny ideom lewicowym potencjał społeczny pozostający poza SLD dzisiaj, to śmiało można to SLD zostawić we własnym sosie i zając się prawdziwym budowaniem lewicy – tam gdzie ona dzisiaj jest. W związkach zawodowych! W organizacjach społecznych! W ugrupowaniach mniejszości różnej proweniencji! A także na wsiach i w małych miasteczkach, na uczelniach! Wszędzie tam gdzie setki tysięcy a nawet miliony zwykłych Polaków i Polek – płaczą i płacą a nie mają w zamian za to nic innego jak tylko brutalny cios w twarz zadawany każdorazowo jakby chcieli się upomnieć o swoje prawa przez niewidzialną pięść neoliberalnego rynku!

Można się z tego śmiać lub załamać ręce, ale największą zdolność docierania do środowisk – w tym także tych niszowych posiada w tym kraju pan Janusz Palikot, jakkolwiek negatywnie nie postrzegalibyśmy jego osoby, jako osobowości politycznej. To on zjednoczył część zbuntowanego młodego pokolenia z mniejszościami obyczajowymi, zdobył wsparcie organizacji kobiecych, (które naprawdę jest bardzo ważne a ich rola będzie rosła), co więcej pozwolił sobie na łamanie schematów z tak odważnymi krokami jak osoba Anny Grodzkiej na pierwszym miejscu listy wyborczej w konserwatywno-prawicowym i najdelikatniej mówiąc „trudnym politycznie” Krakowie!

W kontekście mimo wszystko sukcesu pana Palikota – działania pana Millera są chaotycznie ukierunkowane na zagwarantowanie mu równorzędnej pozycji, a wszyscy gracze na szachownicy wiedzą, że ona taka nie jest, ponieważ tradycyjna lewica socjalna straciła znaczną część swoich argumentów na rzecz prawicy, która ochoczo sięgnęła po argumenty socjalne – wypisując je na swoich sztandarach. Panowie Palikot z Millerem mogą się licytować, kto popierał i dlaczego słynne „67”, natomiast pan Kaczyński po prostu to zlikwiduje – tutaj możemy być pewni jego determinacji, albowiem i tak negatywne skutki tego „manewru” zdyskontuje wskazując, jako winnych wiadomo, kogo.

Reasumując – nie można robić kongresu opcji politycznej tak niesłychanie wrażliwej na wykluczenie i w swojej istocie równościowej poprzez – selekcję jak “małpa z brzytwą” – najistotniejszych potencjalnie graczy w obecnej chwili. Wszystko wymaga pragmatyzmu, nawet pesymizm.

2 komentarze

  1. Stach Głąbiński

    Święta prawda z tym jednak zastrzeżeniem, że związki zawodowe nastawione każdy na interes swojej grupy i to w przymitywnym rozumieniu zachowania wszelkich przywilejów, nie są tak bardzo więcej lewicowe niż wodzowskie partie. Sądzę, że bardziej istotne jest podniesieni fatalnego poziomu intelektualnego zarówno ogółu jak i tzw. elity.

    • Jest dokładnie tak jak pan mówi, co więcej oni nie chcą słyszeć o likwidacji przywilejów. Dlatego to się skończy w ten sposób, że rząd skasuje wszystkie wszystkim poza sędziami i prokuratorami – bo na ich lojalność musi liczyć 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.