Paradygmat rozwoju

Konfrontacyjne rozszerzanie NATO na Wschód nie powiększa naszego bezpieczeństwa

Insynuacje znacznej części polskich i zachodnich polityków w kwestii naszego bezpieczeństwa blokowego są porażające i właśnie boleśnie weryfikowane na Ukrainie, w tym w szczególności na Donbasie. Czy całe poronione partactwo wschodnie mające na celu rozszerzenie struktur zachodnich o nowe kraje w ogóle miało sens? Owszem potęga Ukrainy z jej potencjałem jest bardzo znacząca w regionie, jednakże z punktu widzenia potęgi wojskowej Rosji, ewentualne pokonanie NATO na Ukrainie, będzie nawet łatwiejsze, – bo logistykę mają bliżej, tory takie same, teren znany od wieków! Przecież trzeba sobie zupełnie na poważnie powiedzieć – po to dążyliśmy do przyciągnięcia Ukrainy, Gruzji, czy wcześniej państw bałtyckich, żeby mieć dogodne pozycje wyjściowe – odpowiednio zabezpieczające logistykę ewentualnego konfliktu. Jednakże sytuacja na Ukrainie okazała się o wiele bardziej skomplikowana niż ktokolwiek z naszych „strategów” przypuszczał i się nie udało. Postawienie przez wielkiego demiurga zza wielkiej wody na ukraiński nacjonalizm, zaowocowało słynnymi już zmianami ustawowymi – mającymi na celu zakazanie innych języków niż ukraiński, naprawdę nie trzeba było dla mieszkających na Ukrainie „mniejszości” więcej, żeby zrozumieć, z czym i kim mają do czynienia. Dramaty takie jak w Odessie 2 maja – ludobójstwo, spalenie żywcem ludności rosyjskojęzycznej – tylko przypieczętowały wstęp do dramatu.

Jednakże szukając prawdy w tym wielkim kłamstwie, bo przecież Zachód musiał kierować się racjonalnymi przesłankami w tej całej nieszczęsnej awanturze na Ukrainie – zastanówmy się, w jaki sposób najskuteczniej szachować strategicznie Rosję? Jednakże oczywiście na zasadzie fikcji politycznej, czy też może bardziej strategicznej, opartej o realne spojrzenie na mapę – przecież to geografia decyduje o przewadze lub jej braku na początku konfliktu.

Ukraina jest oczywistością, jednakże wejście na nią można było ograniczyć jedynie do zajęcia Krymu i uczynienia z niego natowskiej bazy – w ten sposób, bardzo skutecznie ograniczono by pozycję Rosji na Morzu Czarnym, w dłuższej perspektywie zmuszając ją do gigantycznego wysiłku zbrojeń morskich na tym zamkniętym przecież i banalnym do izolowania akwenie. Oczywiście nie chodzi tu ani o Krym, ani o region Morza Czarnego, chociaż przy pomocy Gruzji z jednej, a Krymu z drugiej strony – można skutecznie szachować Rosję, bez narażania tureckich sojuszników. Jednakże tutaj cel strategiczny byłby inny i rozumiejąc go doskonale, Rosja nie miała innego wyjścia musiała przystać na uregulowanie statusu post-ukraińskiej przestrzenią państwowej na Krymie, bo zagrożone byłyby jej prawdziwe interesy, patrząc na to z tej strony WRĘCZ ZOSTAŁA DO TEGO ZMUSZONA, CZY TO SIĘ JEJ PODOBAŁO, CZY NIE (zresztą sam pan W. Putin w jednym z wywiadów mówił, że tego nie planowano – on nie ma powodu, żeby kłamać, a zwłaszcza po fakcie). Chodzi oczywiście o to, żeby Rosjanie zaangażowali swoje siły i środki – na Morzu Czarnym, a nie na Oceanie Spokojnym i w Arktyce. Nic innego się nie liczy, tylko Arktyka oraz w znacznej mierze Flota Oceanu Spokojnego, – jako silny gwarant rosyjskiej pozycji w regionie. Cuszima (1905), nauczyła Rosjan, że nie można zaniedbywać Dalekiego Wschodu, no chyba, że Rosja chciałaby być rzeczywiście mocarstwem regionalnym (w Europie), to naprawdę nie ma na to lepszej recepty niż odwrócić jej zainteresowanie od umacniania ze wszelkich sił swojej potęgi od Kuryli po Cieśninę Beringa i jeszcze dalej na Północ.

Jest jednak jeszcze drugi kraj, o wiele bardziej istoty strategicznie od Ukrainy, jeżeli chcielibyśmy rzeczywiście wywołać stres u planistów w rosyjskim sztabie generalnym, chodzi oczywiście o Finlandię. Estonia, Łotwa i Litwa są zbyt wątłe terytorialnie, żeby nadawały się do obrony na poważnie, bez zaangażowania do tego gigantycznych sił NATO, w tym takich, których już praktycznie nie ma jak dawne ciężkie dywizje Bundeswehry. Terytorium Estonii można wykorzystać do zdobycia pewnej przewagi taktycznej dzięki uzbrojeniu precyzyjnemu dalekiego zasięgu, jednakże każdy generał NATO zgodzi się, że generalnie nie ma, po co bronić tego kraju w razie konfliktu z Rosją, chyba że chcielibyśmy zacząć wojnę od utajnionego ataku jądrowego na St. Petersburg? Bezwzględnie terytorium Estonii się do tego doskonale nadaje, ale wcześniej lepiej byłoby ewakuować Estończyków, bo to mili i rozsądni ludzie, a szkoda ich narażać na NIEUNIKNIONĄ rosyjską odpowiedź. Problem z Estonią polega, więc na tym, że nie bardzo jest jak jej bronić, a wojska rosyjskie posiadają bogate doświadczenie w wyzwalaniu terytoriów krajów bałtyckich. Natomiast z Finlandią jest pewien problem strategiczny – otóż, z tego kraju można zaatakować bardzo wrażliwą część państwa rosyjskiego, w zasadzie odcinając połączenia lądowe między głównymi siedzibami floty północnej Rosji a terytorium Rosji właściwej, gdzie przy mądrym podejściu można zająć lub zablokować (Niemcy i Finowie posiadają w tym zakresie bogate doświadczenia) St. Petersburg i mieć bardzo dogodne pod względem rozwinięcia działań wojsk pancernych terytorium wprost do natarcia na Moskwę.

Przede wszystkim rejon między St. Petersburgiem a Moskwą – to jest rejon dla Rosji szczególnie wrażliwy, tam nie należy się spodziewać łatwych decyzji do użycia taktycznej broni jądrowej, a nawet jeżeli by to nastąpiło to z olbrzymią szkodą dla ludności tych dwóch największych miast Rosji. Szybkie, skoncentrowane natarcie pancerne na tym kierunku, odpowiednio wsparte natarciem z terytorium Polski i działaniami wojsk specjalnych z krajów bałtyckich – mogłoby bardzo zaskoczyć Rosjan, a co więcej doprowadzić do odizolowania dużych grup wojsk na Białorusi, co przy takim ułożeniu dróg komunikacyjnych, jaka jest w tym rejonie obecnie – spowodowałoby, że jakiekolwiek cofnięcie sił na północ – tylko pogłębiałoby chaos i przybliżało zwycięstwo atakujących. Natomiast Finlandia jest na tyle rozwinięta logistycznie i posiada tak duże terytorium, ze bez najmniejszego problemu można zmagazynować tam potrzebne materiały i dokonywać szybkiego wzmocnienia obecnych tam wojsk. Natomiast opanowanie Murmańska – to koniec rosyjskich marzeń o Arktyce i nawet, jeżeli doszłoby do rozmów pokojowych przed użyciem strategicznych sił jądrowych, byłoby to sprowadzenie Rosji bardziej niż na kolana, z których właśnie podniósł ją pan Prezydent Putin.

Teraz pytanie, – jeżeli mamy świadomość powyższego, naprawdę wystarczy popatrzeć na mapę to, dlaczego Finlandia nie jest członkiem NATO? Chyba dlatego, ponieważ Finowie to rozsądni ludzie i po posiadanych doświadczeniach, zdają sobie sprawę, że jakakolwiek kolejna wojna przeciwko Rosji, byłaby ich ostatnią wojną po której nie mogliby się oprzeć naturalnej chęci zgłoszenia wniosku o przyjęcie do Federacji Rosyjskiej, o ile oczywiście w ogóle w Finlandii byłoby jakiekolwiek życie a nie płaska, gładka tafla szklana pokrywająca się z czasem popiołem wymieszanym ze śnieżnym puchem.

Czy trzeba cos jeszcze, żeby udowodnić, że wszelkie próby konfrontacyjnego rozszerzenia NATO na Wschód nie powiększa naszego bezpieczeństwa? Podpalona Ukraina ma na celu odwrócenie uwagi Rosji od jej najważniejszych interesów na Dalekim Wschodzie i w Arktyce, gdzie wystarczy się tylko dowiercić do jednego lub dwóch źródeł i wszelka działalność w zakresie gazu lub ropy niekonwencjonalnej, gdziekolwiek na świecie nie będzie miała sensu, ponieważ Rosja w oparciu o dostępne tam złoża będzie w stanie przebić każdą cenę i każdą ilość, rzucając niestabilny Bliski Wschód na kolana.

Szkoda, że wielki demiurg zza wielkiej wody zdecydował się podpalić Europę w interesie własnych nafciarzy. O ile jednak sytuacja na Ukrainie dzięki odpowiedzialnej decyzji mieszkańców Krymu oraz męczeństwie ludności Noworosji w Donbasie – nie jest już i nie będzie strategicznym zagrożeniem dla Rosji, to bacznie należy obserwować to, co się będzie działo nad Bałtykiem, ponieważ to Finlandia jest kluczem do Rosji, od czasów, kiedy na Zachodzie dopracowano się już niezamarzających płynów w chłodnicach dla czołgów i akumulatorów, które nie rozładowują się na mrozie. Jest oczywistym, że to, co teraz obserwujemy to nic innego jak przygotowanie strategiczne nowych pozycji wyjściowych, do wykorzystania po przełamaniu technologii skutecznego zwalczania broni balistycznej – głównego nosiciela strategicznych sił jądrowych na świecie. No, a jak nie będzie zagrożenia ze strony rakiet – wówczas zdecyduje potęga lotnictwa, dronów i jak zawsze czołgi.

Wnioski? Ktoś naszym kosztem, próbował załatwić swoje globalne interesy, ale jak zwykle „ktosiowi” się nie udało, nam pozostanie ponosić konsekwencje chaosu, jaki pozostaje wszędzie tam, dokąd sięgają chciwe szpony zza wielkiej wody. Konfrontacja zawsze kosztuje, konfrontacja to zaprzeczenie Unii Europejskiej, czy ktoś zadał sobie pytanie jak to się stało, że idea napędowa, czy wręcz uzasadniająca istnienie NATO – zaczęła być w opozycji, a wręcz zaprzeczać głównej idei funkcjonalnej Unii Europejskiej? Unię powołano po to, żeby NIGDY więcej nie było w Europie wojny. Dlaczego tak to popsuliśmy? Dlaczego odeszliśmy od własnych wartości? Kim się staliśmy? Tylko ukaranie kreatur winnych tego dramatu może przywrócić Europie twarz, a w konsekwencji zagwarantować bezpieczeństwo – ponieważ te kreatury, podpalacze pokoju międzynarodowego – nie mogą nigdy więcej wrócić do władzy w Europie! Nigdy! Ponieważ wywołają wojnę. Dla ludzi myślących tymi kategoriami nie ma miejsca na publicznych posadach. Chcemy pokoju i harmonijnego wzrostu, wojna jest ostatnią rzeczą jakiej potrzebujemy, a wojna napastnicza to hańba i zbrodnia przeciwko prawu międzynarodowemu i europejskiemu. Naprawdę to dziwne, że jeszcze nie znalazł się nikt, gotów do publicznego oskarżenia tych kreatur! Tu chodzi o życie 500 mln ludzi! A nie zabijanie się w imię – no właśnie, czego? Unii Europejskiej? Przecież to sprzeczność, to nie Ameryka.

3 komentarze

  1. Wierny_Czytelnik

    Widać, że autor w formie 🙂

  2. inicjator_wzrostu

    Doskonała analiza, choć z niektórymi sformułowaniami nie do końca się zgadzam.
    No i te niuanse …

    Tak naprawdę to chodzi o przejęcie kontroli nad bogactwami Rosji na sposób KOLONIALNY.
    To znaczy, żeby Rosjanie SAMI się pilnowali jako SLAVES białych ludzi z Zachodu i dostarczali im tego czego oni zapragną, tak jak jest to już w Polsce.

  3. Dobry Wieczór.
    Dobry tekst jednak wbrew załączonej mapce opisujący całość z punktu widzenia zawężonej perspektywy. Proponuję rozszerzyć zarówno horyzont rzeczowy jak i czasowy i tu wszelkie ruchy z Ukrainą, Państwami Bałtyckimi, Finlandią, ale i Gruzją nabierają zupełnie innego znaczenia. Polecam uwadze strategiczny scenariusz długofalowej operacji. Armie mają ograniczone rozmiary. Angażuje się siły przeciwnika na odpowiednich frontach pozorując cele a na innych frontach pozorując inne cele zabezpiecza się przyszłe własne i potencjalne operacje na drodze do celu głównego. To szachy. Dużo bardziej nowoczesne. To teraz po krótkim wstępie polecam uwadze i procesom myślowym: dlaczego siły zbrojne FR wiązane są bądź na południu bądź na dalekim wschodzie? Dlaczego w rejonie Bałtyku (tak blisko półwyspu Kolskiego i Murmańska) prowadzi się większość działań. Dlaczego w Norwegi następuje właśnie wymiana sprzętu w magazynach NATO na nowy, dlaczego Finlandia jest tak ważna i co ważniejsze, dlaczego nie tylko Rosja ale i Stany Zjednoczone przerzucają jednostki i otwierają na nowo dawno zamknięte bazy w Arktyce? I co do tego wszystkiego ma ropa? To zaledwie kilka faktów/pytań a z tych publiczne dostępnych znajdziecie kilka setek 1informacji. Wszystkie tworzą wielką układankę i z biegiem czasu coraz mniej udaje się ukryć. Ropa. Surowiec którego zasoby są mocno ograniczone w horyzoncie czasowym. Komu skończy się wcześniej ten przegra. I tylko o to chodzi. Cała reszta to ideologiczne pie… gadanie bzdur. Witam w realnym świecie.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.