Polityka

Konflikt na Bliskim Wschodzie otwiera właśnie nowy rozdział

 Do tej pory bezpośrednia konfrontacja pomiędzy Arabią Saudyjską a Iranem wydawała się niemożliwa, państwa te dzielnie ze sobą rywalizują w regionie, prowadząc proxy wars w Syrii, Iraku i Jemenie. Ostatnie decyzja władz saudyjskich o egzekucji szeregu osób skazanych na wyrok śmierci wywołała bardzo poważne protesty w Teheranie, albowiem odebrano to, jako sankcje dla mniejszości szyickiej w Arabii Saudyjskiej.

Przede wszystkim bezpośrednia konfrontacja się nie opłaca oby krajom, straszenie przeciwnikiem wykorzystują one, bowiem idealnie na użytek wewnętrzny. Zewnętrznie nie mają niczego do wygrania – poza racjami czysto religijnymi, które są w ich kręgu kulturowym niesłychanie silne i dla nas w Europie bardzo trudne do zrozumienia. W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że dla pewnej części saudyjskich wahabickich radykałów – Persowie nie są Muzułmanami, co znajduje odpowiedni oddźwięk w Iranie, gdzie zdarzają się np. oskarżenia pod adresem Wahabitów z Arabii Saudyjskiej, że Ci zmieniają treść Świętego Koranu. Trudno o większą obelgę w świecie Islamu, takich argumentów (i szeregu innych po prostu się nie wybacza w ich kręgu kulturowym). Jednakże wszystko to, co możemy uznać z naszej perspektywy za argumenty ideologiczno-emocjonalne to i tak mało, żeby oba państwa zdecydowały się na konfrontację. Powód jest banalny – w razie przegranej przez jedną ze stron, najprawdopodobniej w sposób wizerunkowy, chociaż potencjał przeciwników jest na tyle znaczny, że mogą nieźle sobie naszkodzić – poniesie ona konsekwencje wewnętrzne przegranej. Władza, która przegra z persami w Arabii Saudyjskiej lub władza, która przegra z Saudami w Teheranie albo zostanie zlikwidowana w zamachu stanu, albo czeka ją rewolucja.

Stosunek sił stron jest imponujący, oba kraje są dosłownie uzbrojone po zęby, przy czym Iran ma istotną przewagę wynikającą z przewagi ludnościowej oraz ukształtowania terenu, który powoduje, że generalnie inwazja na ten kraj jest praktycznie niemożliwa, a na pewno bardzo utrudniona. Dlatego też ewentualny konflikt odbywałby się wedle scenariusza blokady morskiej – cieśniny Ormuz przez Iran i prób jej odblokowania przez siły południa krajów Zatoki i być może USA, ale nie mamy żadnych gwarancji, że Amerykanie włączą się w ten konflikt, ponieważ mogą zrobić fantastyczne interesy na sprzedaży broni krajom południa Zatoki (robią je już od lat).

Skrajnym zdarzeniem mogłoby tu być użycie broni jądrowej najpierw przez jedną, potem przez drugą ze stron. W tej chwili to jest niemożliwe, to znaczy istnieją publikacje jawnie wskazujące na możliwość przewiezienia głowic bojowych z Pakistanu do Arabii Saudyjskiej, nie bez powodu Saudyjczycy kupili chińskie rakiety balistyczne zdolne do osiągnięcia celów w Iranie. Ten kraj natomiast potrzebuje jeszcze czasu na opracowanie własnej broni jądrowej, oczywiście biorąc pod uwagę, że przestrzega postanowień z porozumień wynegocjowanych niedawno z najpotężniejszymi państwami świata.

Na razie jesteśmy na etapie zerwania stosunków dyplomatycznych, równolegle możemy być pewni, że strony w wojnach proxy otrzymają nowe uzbrojenie, pieniądze i zadania. jeżeli chodzi o pieniądze i broń, to oba kraje mają w zasadzie niewyczerpane zasoby, przy czym Arabia Saudyjska ma dostęp do nowoczesnego uzbrojenia z Zachodu. Iran większość uzbrojenia podstawowego oraz ciekawe przykłady względnie obiecujących konstrukcji produkuje samodzielnie. W praktyce przekłada się to praktycznie na nieograniczoną podaż uzbrojenia dla stron konfliktów proxy.

Istotnym elementem stwarzającym przewagę dla Arabii Saudyjskiej może być pomoc ze strony pewnego niewielkiego bliskowschodniego państwa, która nie musi mieć charakteru bezpośredniego, chociaż w przypadku technologii antyrakietowej mogłaby nią być. W tamtejszych realiach liczy się przede wszystkim rozpoznanie celów, a potem poprowadzenie ataku w taki sposób, żeby uderzeniem sparaliżować kluczowe elementy infrastruktury przeciwnika. W tym zakresie pomoc jest jak najbardziej możliwa, co więcej nigdy nie będzie pewności, co to za rakiety poleciały, czy też, jakiej narodowości byli piloci w samolotach. Sytuacja jest idealna, albowiem oto dwaj sponsorzy najpoważniejszych ruchów narodowowyzwoleńczych i terrorystycznych na bliskim wschodzie wchodzą ze sobą w konflikt. Nie ma możliwości, żeby takiej okazji nie wykorzystać, jeżeli samemu miało się przygotowane plany ataku na jeden z tych krajów.

Całość wydarzeń będzie arcyciekawa, albowiem w razie konfliktu blokada cieśniny Ormuz jest pewna – przynajmniej na jakiś czas. To oznacza, że jedyną ropa pompowaną z krajów Zatoki byłaby iracka z Kurdystanu – sprzedawana do Turcji. Rynki muszą to uwzględnić na cenie ropy naftowej, która – jeżeli sytuacja się nie poprawi, będzie rosnąć. Podobnie gaz importowany z Zatoki, głównie z Kataru m.in. do Polski.

Jeżeli doszłoby do rzeczywistego starcia, to będzie to głównie starcie w powietrzu i na morzu oraz ataki z powietrza i morza na instalacje portowe oraz cele wizerunkowe nieprzyjaciela. Iran dysponuje duża ilością własnej produkcji rakiet balistycznych, którymi może zasiać strach w szeregach sąsiadów z południa, jednakże oni mają się, czym odwdzięczyć. Może nie w takiej samej ilości, ale bardziej precyzyjnie. Kluczem do wygrania takiej konfrontacji jest stworzenie odpowiedniej listy celów zakładającej priorytety osiągania. Całość przekłuje się w sukces medialny – zawiedzione społeczeństwo przeciwnika zrobi swoje. Teoretycznie możliwe jest przeprowadzenie przez Iran jakiejś niewielkiej a kontrolowanej inwazji z powietrza lub morza na cele o ograniczonym znaczeniu w regionie. Największym zagrożeniem, byłoby przejście wojsk irańskich przez południowy Irak i uderzenie na lądzie na Arabię Saudyjską, armia Iranu teoretycznie jest do tego zdolna, jednak nie wiadomo, czy wytrzymaliby logistycznie.

W wyniku takiego konfliktu może być jeszcze więcej uchodźców z regionu, albowiem nawet w przypadku konfrontacji bezpośredniej, nikt nie odpuści konfrontacji proxy w Syrii, Iraku i Jemenie, którego opór przeciwko wojskom koalicji państw Zatoki – pokazuje realną wartość tych wojsk.

Z punktu widzenia Zachodu, po prostu nie można sobie wyobrazić lepszej okazji do zarabiania pieniędzy niż taki konflikt, to mogą być olbrzymie pieniądze do zarobienia. Zarazem skala możliwego resetu w regionie może być szokująca. Przykładowo rewolucja w Iranie, może otworzyć ten kraj na świat. Jednakże jaki kierunek przybrałaby rewolucja w Arabii Saudyjskiej? Nagle słowa tzw. państwo islamskie mogłyby zyskać zupełnie nowe znaczenie…

11 komentarzy

  1. Czyli ropa będzie po 150 USD za baryłkę 🙂

  2. Wraz z każdym groźnym pomrukiem Ajatollachów i Sałdów cena ropy idzie sobie w górę 🙂 i nic na to nie poradzimy, a jak będziemy ten gaz z Kataru wozić to dopiero ciekawe

  3. pewnego niewielkiego bliskowschodniego państwa hahaha, co do wejścia na półwysep od północy Iran nie miałby czego tam szukać, bo życie Arabii S. toczy się w pasie centralnym, biegnącym w poprzek półwyspu od Hidżazu do Zatoki. Kraje eksportujące ropę powinny na poważnie rozważyć budowę rurociągów do Omanu i tamże nowych portów skąd wysyłano by ropę w świat, bo cieśnina Ormuz to stały straszak.

  4. Cóż, autokratyczna władza w Arabii Saudyjskiej robi się nerwowa. Cena ropy naftowej poniżej 40 usd za baryłkę to nie w kij dmuchał. Ten kraj, po za ropą, niczym innym nie dysponuje, zaczął pożerać własne oszczędności i zaciągać kredyty. Czytałem że budżet Arabii bilansuje się gdy ropa kosztuje 80 usd za baryłkę. Kolejny frajer przekonuje się ze budowa i utrzymanie imperium to kosztowna rzecz a wojny typu proxy to dziura w skarbcu. Trzeba zacząć robić oszczędności, a więc saudyjscy tubylcy zrobią się pobudliwi i skorzy do majdanów. 🙂 Przy niskich cenach za ropę Arabia Saudyjska nie ma szans z Iranem, co zresztą można wyczytać z artykułu, bo Arabia musi wszystko zakupić a Iran produkuje….Arabia zostanie ofiarą wojny cenowej za ropę, którą zresztą zaczęła.Nie Rosja.

    • @leming
      od niedawna Arabia S. produkuje rozne luxusowe artykuly np. markowe, drogie perfumy firm francuskich czy tam firm swiatowych, luxus garderobe…bylam zaskoczona ..,,.podobno pracuja przy tej produkcji takze panie …..( normalnie one nie moga nigdzie poza wlasnym domem pracowac )

    • @leming
      od niedawna Arabia S. produkuje rozne luxusowe artykuly np. markowe, drogie perfumy firm francuskich czy tam firm swiatowych, luxus garderobe…bylam zaskoczona ..,,.podobno pracuja przy tej produkcji takze panie …..( normalnie one nie moga nigdzie poza wlasnym domem pracowac )

  5. @jerzyjj
    analiza sytuacji w moich oczach jest niezwykle prawidlowa, te zmagania Arabii S. trwaja jakis czas, przez iststnie lata zakupila Arabia S. glownie w Niemczech i we Francji sprzet wojenny lub bojowy do zwalczania wewnetrznych powstan /rewolucji min.rozmaite gazy lzawiace, kajdanki elektroniczne na nogi, elektroszokowe palku armatki wodne, rozliczne urzdzenia do tortur it’d., itd……tu bylo glosno o tym…Arabia S. liczy sue od dawna, ze po 1° jej zloza sie wogole kiedys wyczerpia i po 2°cos sie zmieni na swiecie, ze nie bedzie miala przychodow z ropy min.wenetrzna rewolucja wlasnej ludnosci trzymanej pod kluczem i represjami wczesniejszego feudalizmu z ok.VII wieku …..ma mnostwo udzialow w firmach zachodnich np. w Lufthansie, Mercedes Benz, Porsche i bardzo, bardzo wielu innych firmach, nawet zdaje sie w niemieckich kolejach zelaznych i niemieckiej poczcie , kupuja udzialy codziennie ….ale sami nie liczyli sie z tym , ze upadek bedzie tak szybko postepowal……na Bliskim Wschodzie wszysko sie kreci w zastraszajacym tempie, ksztaltuje sie nowy uklad sil , rozne wojny wisza w powietrzu …..

  6. Wszystko co pisze Szanowny Autor brzmi bardzo przekonywująco. Jak się sprawy rozwiną zobaczymy wkrótce.

    Nigdy nie rozumiałem dlaczego Izrael “lubi” Arabię Saudyjską, od jakiegoś czasu nie rozumiem dlaczego USA tak lubią Arabię. Kiedyś miłość USA do Arabii była łatwo wytłumaczalna ropą. Ale dzisiaj, przy rozwoju naszych własnych źrodeł ropy (głównie z łupków bitumicznych) absolutnie nie ma powodów aby ich kochać. Niemniej jednak, w wypadku “gorącego” konfliktu, USA prawdopodobnie będzie popierać Arabię bardziej niż moralnie/sptrzętowo a Izrael chętnie dostarczy Patriotów i innego złomu a także danych wywiadowczych. Co zrobi Rosja? Czy zamiast S300 dostarczą Iranowi S400? A może dołożą kilka SU-ileśtam (można przypuszczać że piloci rosyjscy już opanowali współpracę z irańską Gwardią Rewolucyjną)? A co zrobią Chiny?

    Mam nadzieję że ten rok nie zrobi się zbyt gorący….

  7. Dawne wyspiarskie imperium w którym “słońce nigdy nie zachodziło” podbiło i uczyniło kolonią (między innymi) kontynent po drugiej stronie oceanu. Nie zdołało jednak utrzymać nad nim kontroli i kolonia uzyskała suwerenność. Gdy zaś Europejczycy nie potrafili ze sobą współżyć, dawna kolonia w wyniku kolejnych wojen stopniowo podporządkowywała sobie ich państwa gospodarczo politycznie i wojskowo, aż do przekształcenia jej w faktyczną własną kolonię. Dzisiaj już kończy podbój Europy wykorzeniając jej kulturę, tradycje, a nawet (dzisiaj) dokonując wymiany etnicznej ludności na, oderwanych od swych korzeni, wygnańców z ziem przeznaczonych dla narodu wyznania handlowego. Jest jednak jeszcze w Europie jeden Naród wciąż wierny swoim wartościom, kulturze i religii. To jego duma i wiara jest dzisiaj ostatnią już przeszkodą w likwidacji ludów które przed tysiącami lat stworzyły europejską kulturę. Naród ten (otoczony haniebnymi zdrajcami) powoduje wręcz zagrożenie strategii podboju świata. Bowiem wewnętrzne sprzeczności Metropolii popychają ją w kierunku upadku a coraz więcej świata zaczyna zagrożenie dostrzegać a nawet mu przeciwdziałać.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.