W konflikcie liczy się prędkość podejmowania i wdrażania decyzji

fot. 16p MSPO 2010W konflikcie bardzo liczy się prędkość podejmowania i wdrażania w życie decyzji, w zasadzie to od tego parametru zależy skuteczność, gdyż wyprzedzenie działań przeciwników może zaowocować zmianą ułożenia graczy w grze strategicznej lub innymi pozytywnymi perturbacjami. Przede wszystkim jednak, szybkość oznacza inicjatywę – a to najskuteczniejszy sposób działania, jeżeli się w ogóle nie ma planu na walkę, albo przeciwnik jest mocniejszy. Systemy wspomagania decyzji mają kolosalną przyszłość w konfliktach asymetrycznych i hybrydowych, na różnych poziomach podejmowania i wdrażania decyzji w życie.

Niestety jednak samo podejmowanie decyzji w państwie nie jest proste a o jej implementacji w życie nie ma nawet co dyskutować. Te sprawy mamy niestety położone i nieprzećwiczone. Przykładowo – chodzi o banalną kwestię zderzenia dwóch rzeczywistości – administracji wojskowej i administracji cywilnej na początku konfliktu zbrojnego, przykładowo jeszcze w fazie generalnego zamieszania. Kto wówczas dowodzi – kto jest centrum decyzyjnym i kto ma wydawać rozkazy podległym służbom? Czy wszyscy wiedzą od którego momentu muszą się słuchać – i no właśnie kogo? Czy też prezydent musiałby się pokazać w telewizji i odczytać stosowny komunikat? Nie chodzi o ludzi – chodzi o struktury administracyjne, które normalnie są niewydolne i polegają na obiegu pism w teczkach, ewentualnie skanowanych pism w załącznikach poczty elektronicznej. Czy ktoś pomyślał jak to spiąć na czas „W”?

Biorąc pod uwagę skalę, intensywność i prędkość występowania potencjalnych zagrożeń, jeżeli nie będziemy mieli sprawnego centrum kierowania o naturze cywilno-wojskowej, z przećwiczonymi procedurami komunikowania się z wojskiem i wszystkimi możliwymi służbami, z możliwością komunikowania się z obywatelami na danym ternie włącznie – to przegramy pierwszą fazę pojawienia się „zielonych ludzików”, ponieważ oni są profesjonalistami – po prostu przyjadą, zajmą obszar i pokażą swoją siłę, zanim nasi specjaliści w ogóle się zorientują, że coś się dzieje i zasygnalizują to gdzie trzeba. Wielość szczebli informowania, jak również prędkość zatwierdzania i przekazywania informacji – MUSI BYĆ ZBLIŻONA DO CZASU RZECZYWISTEGO PLUS CZAS NA PRZEKAZANIE – NIE DŁUŻEJ. W przypadku dziania się dzisiejszego konfliktu informacja sprzed godziny będzie już informacją nieaktualną, albowiem kolumna BTR-80 w tym czasie w terenie jest w stanie pokonać około 35 km, przy czym proszę pamiętać że one doskonale pływają i to z marszu, bez przygotowania – wjeżdża do wody i samo płynie!

Być może więc w naszych realiach bardzo dobrym rozwiązaniem byłoby postawienie na lokalne ośrodki decyzyjne, jednakże tutaj jest problem prowokacji, albowiem przeciwnik przy całej jego potędze i doskonałości – może stworzyć takie warunki, że odseparowany elektroniczne ośrodek dowodzenia np. rejonem lub odcinkiem może dać się – przy całej świadomości słuszności działania – wciągnąć w prowokację, w której to Polska byłaby agresorem. Z tego względu koordynacja jest elementem kluczowym, jak również bezpieczne przekazywanie informacji w warunkach przewagi radiotechnicznej oraz informatycznej przeciwnika.

Musimy być zdolni szybciej podejmować decyzje, najlepiej jeszcze ze wsparciem w postaci analitycznej, ze strony cybernetycznych metod analizy ryzyka i podejmowania decyzji – oczywiście w czasie rzeczywistym (na zasadzie panie premierze komputer mówi „nie”). Wszelkie możliwe warianty i scenariusze w tym scenariusz totalnego chaosu – należy wcześniej rozpisać i przećwiczyć, tak żeby decydenci i realizatorzy decyzji nie tylko wiedzieli czego się spodziewać, ale przede wszystkim posiadali wyrobione nawyki reagowania w stanach nieustalonych i deficytów informacyjnych, przy pełnej świadomości zakłóceń i dezinformacji. To byłoby bardzo wiele, ponieważ decydenci i realizatorzy decyzji nie baliby się ich podejmować, a wypracowane i wyuczone schematy postępowania gwarantowałyby jakiś stopień racjonalności w oparciu o stworzone schematy i generalne wytyczne zabraniające np. uderzenia na terytorium nieprzyjaciela bez rozkazu typu X lub zaistnienia okoliczności typu M+P itd.

To wszystko jest gotowe, można to kupić i się przeszkolić, nie trzeba wymyślać koła, chociaż na pewno pewien wkład krajowych ośrodków naukowych mógłby być przydatny, chociażby w samo dostosowanie zakupionych systemów wspomagania decyzji do naszego lokalnego piekiełka i specyfiki ogólnej. Nie można na to żałować pieniędzy, ponieważ na współczesnym polu walki informacja jest bronią, a dzięki jej właściwemu uporządkowaniu i wykorzystaniu – można uniknąć walki, jeżeli tylko umie się zaskoczyć szykującego się do działań militarnych przeciwnika decyzjami i działaniami, których zupełnie się nie spodziewał.

Tytułem podsumowania – dobrze byłoby jeszcze, żeby te decyzje miał kto wdrażać w życie, nie można pominąć tego komponentu w systemie, bo staje się on zupełnie teoretyczny…

One thought on “W konflikcie liczy się prędkość podejmowania i wdrażania decyzji

  • 6 listopada 2014 o 11:06
    Permalink

    Z tym kupowaniem ostatecznie “na krechę” to fantastyka. Nawet teraz kupujemy teoretycznie tylko na umowy kredytowe z płatnościami i dostawami gdzieś tam w przyszłości (jak się Dostawca nie rozmyśli lub nie zmieni polityka skutkiem zmiany władzy). Nie mamy wyższej ani niższej operacyjności czy wyszkolenia od każdego z sąsiadów, potencjalnych agresorów, no może poza Rosją (do nich jeszcze nam daleko) i Ukrainą (im jeszcze do nas daleko). Mamy niedobory w wielu dziedzinach: praktyczny brak OPL innej niż bardzo krótki zasięg, brak środków rozpoznania i obserwacji, brak amunicji ppanc nawet do czołgów, a nowe typu uzbrojenia w ilościach praktycznie śladowych, a często zakupionych “bo nowe” bo “najlepsze”. Sztandarowym przykładem są F-16 (temat już był tutaj) które, nie negując bardzo pilnej materialnej potrzeby samolotów dla lotnictwa, po prostu na teatr działań w postaci Polski i potencjalnych przeciwników nadają się słabo, czy ostatnio medialne 158-ki które są bronią OFENSYWNĄ jednak praktyczne ich zastosowanie nie tyle budzi wątpliwości co po prostu nie istnieje (chociaż znalazłem jedne cel jako uzasadnienie – Woroneż-M w Kaliningradzie, oby to nie była super tajemnica). Możemy dopracować łańcuch dowodzenia, który nie jest bynajmniej taki zły jak może zarysowywać artykuł. Ba jesteśmy w tym całkiem dobrzy mimo kilku “politycznych” w strukturze. To jednak za mało kiedy coraz szybciej w miarę upływu czasu, nie ma czym i powoli kim dowodzić. I żadna OT (ostatnio modny temat mainstreamowy) nie rozwiąże problemu jako że potrzebujemy mieć ją uformowaną i ćwiczącą już teraz, podobnie jak odmłodzone SZ przybywające na poligonie (żyjące w warunkach takich konflikt już był) i ćwiczące co najmniej tyle ile siedzą za biurkami. A może to groteskowy czy po prostu smutny wniosek ale najbardziej przeszkoleni do przetrwania i być może wygrania są dziś bezdomni.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.