Soft Power

Komunikacja i podejmowanie decyzji w polskich kręgach rządowych – próba symulacji

 Obserwując totalną porażkę, zamieszanie i bezwład kompetencyjny połączony z nadgorliwością niektórych urzędników państwowych a przede wszystkim – panikę, jaką stanowiła reakcja polskich kręgów rządowych na krótki komunikat pana Władimira Putina – Prezydenta Federacji Rosyjskiej w sprawach związanych z możliwościami transferu gazu – można wyciągnąć pewne wnioski na temat tego jak działa nasza władza, w jaki sposób się komunikuje.

Podstawowym zagadnieniem, jakie musi sobie uzmysłowić czytelnik nieobeznany z działaniem administracji publicznej w Polsce jest rozróżnienie dwóch pionów – pierwszy to ten, który widzimy, na co dzień – polityczno-merytoryczny, którego wyrazicielami są decydenci polityczni i do pewnego stopnia ich rzecznicy wraz z aparatem pomocniczym. Drugi pion – to prawdziwa administracja opierająca się na bezpośrednim nadzorze i wymianie poleceń w oparciu o największy chwytak, jaki w ogóle jest gdziekolwiek i jaki tylko może być, czyli kadry. Administracja poprzez decyzje personalne jak również sugestie nieformalne, pół formalne czy też dorozumiane pomiędzy przełożonymi różnych szczebli a innymi urzędnikami im podlegającymi – wypracowuje swoje rzeczywiste zasady funkcjonowania. Często się mówi, że ktoś jest „szarą eminencją”, to się właśnie bierze z tego, – kto za nim stoi i kto, o czym decyduje, jakie ma się „trzymanie”, „plecy”, znajomości, kontakty itp. Nie ma znaczenia, że na szczycie piramidy jest decydent – szef wszystkich szefów, czyli w naszym przypadku Prezes Rady Ministrów. W praktyce jego bezpośredni zasięg oddziaływania nie wykracza poza mury Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, oraz ewentualnie kilku – kilkunastu podmiotów, na których potrafi się na tyle skoncentrować, że kontroluje główne sprawy. Wszędzie indziej musi opierać się na ludziach, a każdy nawet najbardziej zaufany – zawsze buduje swoją koterię, układy, układziki, „nie lubienia się” i inne tym podobne mniejsze lub większe strefy wpływów, umożliwiające przetrwanie w tej bezwzględnej sitwie pełnej pułapek i drapieżników. Nad wszystkim do pewnego stopnia sprawuje nadzór wiadomo kto, to znaczy wiadomo, jaka instytucja, aczkolwiek nigdy, przenigdy się do tego nie przyzna, jednakże wiadomo, że tak jest, ponieważ tak być musi, gdyż bez tego – w ogóle nie było by możliwe cokolwiek, ponieważ rozszarpałyby nas i tak wyjątkowo silne w naszym kraju zewnętrzne czynniki wpływu.

Nie jest dla wtajemniczonych niczym zaskakującym, że to właśnie ten drugi pion tak naprawdę decyduje o kształcie całości i wyniku procesów państwowych, a w każdym bądź razie może poprzez obstrukcję, niechęć i zwykłe markowanie aktywności – załatwić każdą sprawę negatywnie, nawet taką, na której osobiście zależy politykowi. Wszystko jest tylko i wyłącznie kwestią odpowiednich interpretacji, przełożeń i uzgodnień. Efekty widzicie państwo, na co dzień.

W naszych kręgach rządowych, czyli na najwyższym szczeblu władzy jak i w całej administracji – nadal króluje zasada pisemności. Poszczególne urzędy, a nawet komórki tego samego urzędu – dla zasady komunikują się ze sobą za pomocą oficjalnych komunikatów, wydawanych z zasady tylko i wyłącznie na podstawie akceptacji przełożonego lub upoważnionych do tego podległych mu pracowników. Jest to typowe dla struktury sztabowo-liniowej – informacje i polecenia przepływają z góry w dół a z dołu na górę wychodzą odpowiednio przerobione, jako efekty pracy danych urzędów – następnie wracają na górę, skąd są przesyłane, jako oficjalne oświadczenia do adresatów. Szczególną rolę w tych procesach pełnią rzecznicy prasowi, czy też, co jest często modne – piony lub komórki komunikacji społecznej. Głównym celem i powodem posiadania rzecznika jest chęć ochrony wizerunku przez polityka, ponieważ zasadą jest, że polityk-decydent ogłasza osobiście tylko dobre decyzje, od wszystkich innych ma rzecznika. Jest to oczywiście kuriozum i wypaczenie samo przez siebie, no ale jest jak jest – dzięki czemu wiele osób ma często dobrze płatne prace.

Poszczególne urzędy, zgodnie z logiką funkcjonowania wewnętrznej struktury – komunikują się ze swoim kręgiem interesariuszy wewnętrznych lub zewnętrznych – tylko wtedy, kiedy muszą i kiedy nie mogą milczeć. To złota zasada polskiej administracji, powodująca, że wiele osób może sobie pozwolić na zgaszenie swojego komputera o 15 tej i spokojne udanie się do domu. Niestety w tym czasie informacje żyją własnym życiem i jeżeli coś zostało przedstawione, ale nie zostało podpisane – to nie wyszło z danej komórki, czy też z danego pionu. W efekcie nie wie o tym przełożony, chyba że na to czeka – bo jego też ciśnie wyższy przełożony, wówczas przysłowiowa „pani Basia” wraca się na biuro przepustek, ponownie włącza swój leciwy komputerek i loguje się do systemu celem „puszczenia im mailem” odpowiedzi, projektu, czy czego tam trzeba np. notatki. Niestety to wszystko działa mechanicznie, – jeżeli jest zadane polecenie – następują po czasie powolne i często nieudolne reakcje. Nie ma czegoś takiego jak samodzielne raportowanie, przegląd spraw ważnych, selekcjonowanie nagłówków ze sprawami zasadniczymi, sygnalizowanie zagrożeń – przedstawianie alternatywy itp. Nasza administracja tak nie działa. Zasadą – jest wymiana informacji w postaci notatek, czyli najbardziej prymitywnego stwierdzenia faktów, o jakim może być mowa (byłem, widziałem, wydarzyło się – informuję do ewentualnego wykorzystania). Nie ma mechanizmów powodujących, że nawet pojedynczy urzędnik skarbowy czy też strażnik leśny, – jeżeli stwierdzi poważne zagrożenie dla całego systemu – może raportować i podnosić alarm, słyszany na samej górze! W strukturze sztabowo-linowej to jest niemożliwe, z wielu powodów – to przesądza o jej słabości we współczesnym wielowymiarowym zarządzaniu w administracji, gdyż często jest tak, że podwładni naprawdę mają wiedzę i wiedzą więcej od przełożonych, ale boją się ryzykować z ujawnianiem tej wiedzy, – bo po co się narażać, skoro nikt tego od nich nie oczekuje?

W omawianych przypadkach zawinił brak przekazania notatki i pan premier nie dostał na czas informacji. Jednakże błędy są o wiele głębsze, po pierwsze zła jest struktura działów polskiej administracji rządowej. Dlaczego resort skarbu państwa – odpowiadający za nadzór nad strategicznymi firmami – realizującymi strategiczne polityki naszego państwa jest oddzielony od ministerstwa gospodarki? Czym się w zasadzie zajmuje pan minister gospodarki? Promocją własnej osoby? Czy premier specjalnie tak skonstruował to ministerstwo, żeby koalicjant – ludowiec – nie miał realnej władzy? Może nie mógł niczego popsuć? No to wyszło jak wyszło – na wizyty zagraniczne jeżdżą ludzie niekompetentni w znaczeniu systemowym, – ponieważ własne państwo pozbawia ich kompetencji. Przepływ informacji kuleje, a w zasadzie nie istnieje – poszczególne ministerstwa cedzą do siebie komunikaty – odsyłając się do własnych stron internetowych, gdzie zamieszczają oficjalne komunikaty prasowe (zatwierdzone, czyli bezpieczne), a poważne sprawy – załatwiają pismami, w których się informują, ostrzegają i podkładają sobie wzajemnie „świnie”. Nikt nie ma czasu na szybkie współdziałanie, ponieważ w ogóle nie ma świadomości gry do wspólnej bramki, czy też nawet świadomości wspólnej gry.

Efekty – po pierwsze nigdy nie ma żadnych winnych, nie da się ich wskazać a nawet, jeżeli to się zrobi to i tak się obronią, ewentualnie na drugi dzień do pracy ich małżonkowie przyniosą zwolnienia lekarskie, albo się szybko urlopują, – jeżeli jeszcze zdążą złapać przełożonego, z którym są w układzie, a nie są przeznaczeni do odstrzału. Po drugie – nawet, jeżeli dziennikarze, czyli często w praktyce – różne ośrodki wpływu za nimi stojące wymuszą na politykach, że ci poszukają winnych – to i tak sprawie ukręca się przysłowiowy „łeb”, ponieważ nikomu nie zależy na ujawnianiu skali niekompetencji, zgnilizny i rozkładu.

Zwycięża solidarność urzędników i chęć świętego spokoju u polityków, którzy wszystkie zagrożenia zewnętrzne odbierają, jako atak na siebie, co jest zresztą zgodne z logiką systemu, traktują ataki na swoich urzędników, jako ataki na siebie samych, a ewentualne przecieki do mediów, – jako wyraz działania różnych grup interesów.

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Przypuszczam, że w praktyce wygląda to jeszcze gorzej ponieważ szefowie poszczególnych urzędów się nienawidzą i rywalizują ze sobą o względy u premiera i jego zauszników!

  2. Wszystko fajnie, ale co się stało z oryginalnym artykułem pod adresem https://obserwatorpolityczny.pl/2013/04/19/komunikacja-i-podejmowanie-decyzji-w-polskich-kregach-rzadowych-proba-symulacji/ ?

    Był i zniknął, została mi tylko kopia w pamięci przeglądarki..

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.