Społeczeństwo

Komu przeszkadza dobroczynność?

 W życiu liczy się skuteczność, czyli osiąganie celów w czasie – przy znośnych kosztach. Państwo może prowadzić politykę totalną i samodzielnie finansować wszystko na co jest zapotrzebowanie publiczne, jeżeli to działanie prędzej czy później, a raczej prędzej spotka się z problemem rzadkości. Niestety bowiem rzadkość jest cechą, z którą muszą borykać się wszystkie społeczeństwa postindustrialne, w tym także i nasze, które jest silnie uzależnione od transferów publicznych.

Ponieważ oprócz samego problemu rzadkości jest jeszcze problem efektywności dystrybucji, rzadkość dominowała, dominuje i będzie dominowała w sferze publicznej. Ludzie bowiem kradli, oszukiwali, olewali swoją pracę, albo kierowali się nie koniecznie zdrowym rozsądkiem. Nie ma czegoś takiego jak optymalny rozdział, nawet przecież jak damy każdemu po równo to nie znaczy sprawiedliwie. Tutaj nie ma znaków równości, zresztą nie o sprawiedliwość tutaj chodzi.

Państwo już dawno pogodziło się z faktem, że nie starczy dóbr dzielonych publicznie dla wszystkich. Po doświadczeniach realnego socjalizmu – nasze państwo czuje się zwolnione z problemu redystrybucji, zwłaszcza że nie bardzo jest co redystrybuować, ponieważ to co jest zabierane z tytułu obciążeń publicznych – nie starcza dla dzielących i obdarowywanych.

Jednakże potrzeby i problemy pozostają! Co więcej, nawarstwiają się w miarę jak nie są rozwiązywane. Z czasem wymagają poważnego zaangażowania, dodatkowo ludzie cierpią, ze względu na ich nawarstwianie się i brak alternatywy.

Z tego względu niezwykle celowe są wszelkiego typu działania, które nie tylko wyręczają państwo, ale powodują że alokacja redystrybucji jest poprzez nie o wiele bardziej efektywna, niż byłaby w warunkach szczególnych lub mogłaby być w normalnych warunkach.

Za każdym razem w ujęciu generalnym – alokacja czyniona w ten sposób jest o wiele bardziej efektywna niż alokacja tradycyjna, a poza nią można jeszcze liczyć na dodatkowe korzyści jak np. poczucie budowy wspólnoty.

Oczywiście trzeba przyjąć argument wysuwany przez przeciwników dobroczynności masowej, którzy twierdzą że dobroczynność na dużą skalę, przeprowadzana regularnie – wyręcza państwo. Rzeczywiście bowiem tak jest, państwowe instytucje mające rozeznanie co do polityki podmiotów sterujących kanalizowaniem efektów dobroczynności – mogą planować oszczędności i optymalizować fundusze na inne wydatki, które zapewnia właśnie dobroczynność. Można przypuszczać, że przynajmniej w części w Polsce właśnie tak się dzieje. Jeżeli ma to charakter cykliczny, to dobroczynność staje się niczym innym jak rodzajem dobrowolnego podatku na rzecz społeczeństwa, w którym wyręcza się państwo.

Problem jest jednak o wiele bardziej złożony niż wymiana pism z urzędami i organizacja jakiegoś przetargu – bo w istocie do tego się to w skali makro sprowadza. W momencie bowiem, kiedy chodzi o ludzkie życie – wszelkie argumenty powstrzymujące muszą zostać odstawione poza nawias, albowiem ludzie życie i zdrowie są najważniejszymi wartościami – znoszącymi wszelkie dywagacje i kontrargumentacje. Po prostu nie wypada protestować przeciwko życiu!

Poza tym jest jeszcze czynnik budowy społeczeństwa obywatelskiego, które przy masowej i promowanej przez państwo dobroczynności – wzmacnia się w sposób automatyczny. Można powiedzieć, że ono „dzieje się” właśnie podczas realizowania poszczególnych aktywności operacyjnych na rzecz wielkiej dobroczynności. Zbieranie do puszek kształtuje charaktery! Zbliża ludzi, pokazuje osiągalność celów! To piękny przykład budowania czegoś pozytywnego, co trzeba robić na przekór wszystkim, którzy woleliby jedynie płacić podatki.

Nie ulega przy tym wątpliwości, że masowa, cykliczna dobroczynność pokazuje słabość państwa, albowiem z zasady taka dobroczynność nie powinna mieć charakteru cyklicznego a jedynie jednorazowy – do momentu załatwienia istniejącego problemu. Dobroczynność można realizować stale, ale finalizować jej efekty powinno się wtedy, kiedy istnieje taka nagląca potrzeba, nawet odkładając pieniądze przez kilka lat – kilka cyklicznych imprez. Inaczej nadzwyczajność staje się normą.

Niestety nasz kraj to kraj wielu nierozwiązanych i stale odradzających się problemów, dlatego też dobroczynność jest po prostu wskazana! Ci którym przeszkadza dobroczynność, nie rozumieją zasad funkcjonowania państwa, które rządzi się logiką dzielenia rzadkości. Ludzie podli rzadko bywają szlachetni, a szlachetność dzisiaj jest w cenie!

One Comment

  1. Na ogół staram się pomagać konkretnym osobom proszącym o wsparcie gdyż uważam, że jest to bardziej skuteczne. To, że czasami daję się nabrać, dla mnie nie ma większego znaczenia, gdyż uważam, że lepiej dać się czasami nabrać aniżeli nie pomóc osobie, która faktycznie potrzebuje wsparcia. Na WOŚP wysyłam co roku kilka sms.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.