Kompromis wymaga pomników?

Jeżeli na poważnie traktujemy zapowiedzi pana Andrzeja Dudy Prezydenta RP, przynajmniej w tym znaczeniu, że chcemy jemu i sobie samym dać szanse na przynajmniej podjęcie i uczestniczenie w próbie pojednania narodowego, to należy zawrzeć kompromis w kwestiach dla oby „obozów” kluczowych. Ponieważ gra dotyczy głównie emocji, trzeba zacząć od tych miejsc, gdzie skupione jest właśnie najwięcej emocji, czyli wokół zagadnienia pomników. Chodzi oczywiście o pomniki upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej, jak również i samą katastrofę. Państwo powinno być przychylne budowie tego typu symbolów pamięci, jeżeli tak bardzo zależy na tym znacznej części społeczeństwa. Równolegle jednak musi dojść do ujednolicenia oceny przyczyn samej katastrofy. Wszelkie teorie o zamachu, powinny być przesunięte, co najmniej w sferę domysłów, badań, wszelkiego rodzaju ustaleń – jednak, nie można godzić się na przekłamanie lub nawet relatywizowanie głównej interpretacji. Mamy tutaj wyraźne „coś za coś”, jednak właśnie na tym polega kompromis.

Jak jednak przedstawić sytuację, żeby pomniki nie dzieliły, a brak okazywania im należytej powagi, nie kończył się natychmiast ciągiem pozwów, donosów itd.? Sprawa jest trudna i przez emocje i przez pamięć historyczną, albowiem pamięć o głównych pod względem rangi politycznej ofiarach tego lotniczego dramatu jest dyskusyjna, tj., powszechne i uzasadnione bywają negatywne oceny działalności politycznej niektórych z tragicznie zmarłych osób. Czy dla dobra przyszłego kompromisu należałoby zapomnieć o historii i przejść, chociażby do milczenia? Czy milczenie nie będzie przekłamaniem? Czy zgoda na pomniki nie będzie zgodą na przekłamywanie historii?

Generalnie do pomników to my nie mamy szczęścia, poza tym nie bardzo radzimy sobie z nimi w kontekście historycznym. Burzenie pomników, odbudowa pomników, nowe pomniki itd., to wszystko jest bardzo ciekawe, ale w kontekście kontinuum państwowości, jako nadrzędnej determinanty naszej racji stanu – to wypada najdelikatniej mówiąc słabo, nawet bardzo słabo.

Nie chodzi przecież o to, żeby nabudować pomników, a od pierwszej nocy po odsłonięciu, żeby służyły za miejsce do wszelkiego rodzaju napisów lub wylewania wielkich puszek farby olejnej. To by bardzo źle świadczyło o kondycji naszego społeczeństwa, co prawda można je tak ustawić, żeby były chronione, ale to nie o to chodzi. Pomnik uznawany jedynie przez część społeczności za pomnik – dzieli, a nie łączy. Jednak ta część naszego społeczeństwa, która się domaga pomnika na Krakowskim Przedmieściu sprawy nie odpuści, co więcej będzie wokół niej nadal budowała mit. Dlatego lepiej byłoby, gdyby pomnik i inne pomniki służyły mitom narodowym niż jedynie smoleńskim. Być może to znaczne uproszczenie, ale w tej kwestii, to lepiej być zasadniczym niż cokolwiek udawać.

Gdybyśmy byli mniej pryncypialni, to już dawno udałoby się ten kompromis osiągnąć i to jak najniższym kosztem – być może właśnie kilkudziesięciu pomników, które usatysfakcjonowałyby jedną ze stron konfliktu, dając jej satysfakcje moralną, na tym poziomie odniesienia, który jest powszechnie preferowany.

Prawdopodobnie nie da się zasypać podziałów w Polsce, bez wybudowania tego jednego i pewno wielu innych pomników, dlatego właśnie trzeba je wybudować. Nawet, jeżeli wywołają emocję pomimo nawoływania do konsensusu, to te emocje stosunkowo szybko powinny opaść, jeżeli druga strona nie da im pożywki. Trzeba pamiętać, że w tej kwestii jesteśmy rozgrywani przez podmioty trzecie, ale sprostanie wyzwaniu na tym poziomie, wymaga tego, o czym napisaliśmy na początku, czyli uzgodnienia, co do kwestii przyczyn katastrofy. Wszyscy muszą coś poświęcić, żeby się wszystkim opłacało.

Dążenie do kompromisu musi być podporządkowane pod kalendarz wyborczy, w tym w szczególności kalendarz obecnego prezydenta, albowiem bez wsparcia dla procesu „po tamtej stronie”, w ogóle nie ma o czym mówić. Nikt nie oczekuje, że pan Duda będzie mężem opatrznościowym, ale że przynajmniej umożliwi zabranie się za problem. Generalnie to musi się dokonać przez pierwsze dwa lata prezydentury, potem już nie będzie ani klimatu, ani czasu. Jeżeli rzeczywiście „druga strona” jest gotowa na kompromis, to w obecnych warunkach może to zapewnić tylko pan Duda.

10 thoughts on “Kompromis wymaga pomników?

  • 17 sierpnia 2015 o 05:41
    Permalink

    Ja bym chciał powiedzieć tylko tyle, że my tych pomników przy tym prezydencie nie unikniemy – więc nie ma najmniejszego sensu sie przeciwstawiać, lepiej jest cos wynegocjować w zamian. Tylko czy Duda i to środowisko cokolwiek zaoferują? Np. zniknięcie dwóch panów o pięknej karcie opozycyjnej?

    Odpowiedz
    • 17 sierpnia 2015 o 05:59
      Permalink

      Przychylam się do obaw. Rzeczywiście w tych realiach czeka nas wysyp pomników, JPII raczej nie przebiją, ale mogą Chrystusa Króla, co skończy się zwiększeniem ilości budowanych Chrystusów, chyba że jakiś piskup stwierdzi, że tak może być. Zupełnie na poważnie nie zdziwie się jak KK ogłosi LK błogosławionym

      Odpowiedz
      • 17 sierpnia 2015 o 10:33
        Permalink

        “Zupełnie na poważnie nie zdziwie się jak KK ogłosi LK błogosławionym”. Ja także zupełnie na poważnie. Przy obecnym zacietrzewieniu episkopatu polskiego jest to bardzo prawdopodobne. Efektem może być oddzielenie się kościoła polskiego od Watykanu i wybór własnego papieża. Tylko co wówczas z konkordatem?

        Odpowiedz
      • 17 sierpnia 2015 o 15:36
        Permalink

        Decyzję o beatyfikacji podejmuje nie Episkopat w Polsce, a kuria w Rzymie, więc wydaje to mi się mało prawdopodobne.

        Odpowiedz
  • 17 sierpnia 2015 o 07:35
    Permalink

    Nie ma zgody na żaden pomnik, żadnego Kaczyńskiego na Krakowskim przedmieściu – Wawel mają – mało?

    Odpowiedz
  • 17 sierpnia 2015 o 09:38
    Permalink

    To od razu niech przewidzą miejsce dla prezydenta Dudy tj, pomnik upamiętaniający jego niezłomną prezydenture, żeby potem nie było znowu problemów. a jak widać na załączonym foto – miejsce jest

    Odpowiedz
  • 17 sierpnia 2015 o 10:43
    Permalink

    Temat zastępczy te POMNIKI i źródło nowych konfliktów.
    Dopóki nie nastąpi SPOKÓJ w umysłach zwaśnionych politycznie obozów – nic ich nie pogodzi.

    Może tylko jakiś wspólny kataklizm nad Polską, nowa okupacja?

    To co się teraz dzieje jest już taką OKUPACJĄ, tylko WPEŁZAJĄCĄ powoli do naszego kraju.

    Jak się zorientujemy że nas nie ma – to będzie już za późno i żadni partyzanci profesora Szeremietiewa kraju nie wyzwolą.

    Amen.

    Odpowiedz
    • 17 sierpnia 2015 o 19:44
      Permalink

      Na pomniki polskich bohaterow wojennych, na wystawy o Powstaniu Warszawskim z wysokosci dachów spoglądają ogromne szyldy i neony Mercedes, Bosch, Siemens itp …

      Odpowiedz
  • 17 sierpnia 2015 o 18:47
    Permalink

    Japończycy aby uczcić pamięć poległych w wyniku ataku atomowego na Hiroszimę i Nagasaki pobudowali Park Pokoju, uważam, że Polska powinna wzorować się na Japonii.

    Odpowiedz
  • 18 sierpnia 2015 o 00:02
    Permalink

    Nie chcemy pomnika smoleńskiego na Krakowskim Przedmieściu

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.