Kompromis nie jest porażką!

Byłoby dla nas dobrze, gdyby nasze elity polityczne uświadomiły sobie, że kompromis nie jest porażką. Zwłaszcza w wymiarze personalnym, to znaczy, że decydując się na kompromis w dowolnej sprawie, nie ryzykują dobrym imieniem. Ponieważ kompromis jest istotą pragmatycznego podejścia. W polityce zawsze i przede wszystkim liczy się skuteczność, tj. osiąganie celów, najlepiej wcześniej zaplanowanych – wbrew wszelkim okolicznościom i przy założeniu, że w znacznej mierze rozwojem spraw rządzi przypadek. Właśnie, dlatego kompromis jest fundamentem podejścia pragmatycznego. Nie jest przy tym żadną demonstracją słabości, albowiem nic nie szkodzi silnemu – zdecydować się na rozwiązanie kompromisowe. Ponieważ zawsze ponosi się koszty. Kompromis pozwala na antycypowanie kosztów koniecznych do poniesienia w wyniku jego zastosowania. Natomiast użycie siły, czyli wejście w konflikt, może nas zaboleć, ponieważ tutaj nie umawiamy się na nic z nieprzyjacielem. Trzeba to rozumieć, to jest bardzo proste, ale ze względu na brak podstaw prakseologii w polskim systemie oświaty i edukacji – miewamy z pojmowaniem pojęć prostych – u ich fundamentów częste problemy.

Niestety trzeba powiedzieć, że kompromis nie jest również sukcesem – zwycięstwem. To trzecie rozwiązanie pomiędzy porażką a sukcesem, pomiędzy przegraną a zwycięstwem. Kompromis zawiera w sobie zarówno elementy sukcesu, jak i porażki. Przy czym jeżeli jest zdrowy, to drugiej stronie – czy też innym uczestnikom procesu, nie zależy na osiąganiu własnych przewag naszym kosztem. Podobnie nam nie powinno zależeć na osiągnięciu przewagi cudzym kosztem. Kwestią pryncypialną w przypadku dążenia do kompromisu jest stworzenie takich warunków, które umożliwią wszystkim uczestnikom procesu ograniczenie strat.

Dlatego kompromis wymaga myślenia w kategoriach „wygrana-zero-wygrana”, czyli tak żeby nikt nie był absolutnym przegranym, przy założeniu, że suma wygranych może być ilościowo, jakościowo i efektywnościowo ograniczona do zera. Czyli w wyniku procesu nie ma przegranych, wygrany jest każdy, kto nie poniósł strat. To jest bardzo dużo, to niesłychanie ważne w podejściu, ponieważ tylko przy założeniu takich pryncypiów, można podchodzić do kompromisu w sposób właściwie przygotowany.

Czym zatem jest kompromis? Czy to jak go oceniamy ma zależeć od naszego przygotowania do procesu, w którym uczestniczymy? Co w przypadku, jeżeli musimy uczestniczyć w procesie bez własnej woli i zgody? Co w przypadku, jeżeli uczestniczymy w procesie – nie mając świadomości, bycia jego przedmiotem? W którym z tych przypadków będzie nam najbardziej zależało na kompromisie? Jak ważne jest to, czy jesteśmy inicjatorem procesu, czy też tylko jego uczestnikiem? Co w przypadku, jeżeli rzeczywiście coś dzieje się wobec nas, bez naszej woli i wiedzy?

W naszej obecnej sytuacji geopolitycznej potrzebujemy pragmatyzmu, który jest ściśle związany z kompromisami, jako sposobu wyrażania się naszych elit. Chodzi o trzy główne kwestie, przede wszystkim o kompromis na użytek wewnętrzny, wyjątkowy pragmatyzm w relacjach z Unią Europejską, w rozumieniu samych unijnych instytucji i krajów członkowskich i nawet, jeżeli trzeba – najbardziej zgniły i przeżarty nonsensem kompromis, jeżeli chodzi o stosunki wschodnie w szerokim tego rozumieniu. W uproszczeniu, w kraju musimy przynajmniej umieć się porozumiewać tym samym językiem. Wobec Unii i jej członków, musimy umieć się zachowywać inaczej, niż trudny krewny. Wobec spraw wschodnich chodzi po prostu o zarabianie pieniędzy, ponieważ tam nie będzie długo ani przyjaźni, ani normalności. Jednak możemy wzajemnie sobie pewne sprawy ułatwiać, jak również możemy odnosić korzyści z pragmatycznego podejścia do relacji, zwłaszcza w wymiarze gospodarczym.

Obecnie nie da się jednoznacznie powiedzieć niczego pozytywnego o naszej polityce zagranicznej. Próba wstawania z kolan, zakończyła się spektakularną porażką niedopuszczenia do pańskiego stołu w Mińsku i to z poruczenia naszych sojuszników! Potem dostaliśmy klapsa od Komisji Europejskiej, jak również Amerykanie wypowiedzieli się w sposób jednoznaczny. Generalnie nie tylko podano nam czarną polewkę, ale praktycznie oblano nas nią i napojono! Może już jesteśmy w sytuacji, w której komuś bardzo zależy na tym, żebyśmy byli niezdolni ani do kompromisu, ani do pragmatyzmu.

14 myśli na temat “Kompromis nie jest porażką!

  • 5 czerwca 2016 o 07:12
    Permalink

    A Rosjanie traktują nas w 1 piątce wrogów,eskadra na Morzu Kaspijskim czeka na powtórkę z rakietami ,tylko tym razem nie Syria a….? Antoniemu przesmyk Suwalski nie pomoże!

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2016 o 07:35
    Permalink

    Slusznie.

    Bez minimalnego porozumienia wewnątrz – będą nas rozgrywali zewnętrzni partnerzy, bo to zawsze lepiej prowadzić interesy ze skłóconą rodziną.

    Można jej wciskać szereg kredytów, a na końcu zabrać dom.

    Dopiero wizyta komornika daje otrzeźwienie – tylko jest wtedy za późno na zgodę, którą uzyskuje się m.in. poprzez kompromisy.

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2016 o 07:50
    Permalink

    Dla pana Jarka wszystko poza jego absolutną dominacją jest przegraną, to on ukradł księżyć – nie pamiętacie?

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2016 o 10:17
    Permalink

    O tym, dlaczego PiS nie ustąpi:

    „Znów mamy nawiązanie do tego, co tak szczerze powiedział w roku 2005 Donald Tusk. On, można powiedzieć, położył karty na stole: są ci w moherowych beretach, których poparcie nie mają znaczenia, i którzy nie mają praw. I w gruncie rzeczy o to też teraz chodzi. Gdybyśmy ten spór przegrali, gdybyśmy ustąpili, to byśmy przyznali, że reprezentujemy tę wielką część społeczeństwa, która w Polsce chce zmian, a która tak naprawdę w tym realnym ustroju nie ma praw. Na to nie ma zgody”.

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2016 o 11:54
    Permalink

    Krzyku,w okresie Rewolucji Francuskiej feudałowie i dwór królewski nie wierzyli że wiatr historii ich zmiata!Tzw.mochery z wiekiem też znikną, wiek ma swoje prawa.Pozdro!

    Odpowiedz
    • 5 czerwca 2016 o 14:22
      Permalink

      Noo cóż…nie będę ukrywał iż moja sympatia jest
      po stronie Wandei,podobnie jak w sto kilkadziesiąt
      lat później pozycjonuję się po stronie Tambowa
      czy Kronsztadu w Rosji(sowieckiej). Swego czasu rekomendowałem rosyjski mini-serial pt. ‘Заговор маршала” (2009)gdzie w kilku scenach widzimy nawiązania odnoszące się do pacyfikacji(skutki,także w sferze osobistej) wymienionych zrywów przez Tuchaczewskiego, a swoją drogą Francuzi zaiste mają
      powody do świętowania w dniu 14.07(?) 🙂
      Piszesz…”Tzw.mochery z wiekiem też znikną, wiek ma swoje prawa.’Poniekąd także, nie tylko z racji wieku
      jestem,uważam się, “za mohera”. NO BO,gdy ‘oni” znikną
      cóż pozostanie…”poprawna”,genderowa,homoseksualna,
      kolorowa Jewropa”…. nawołująca “zewsząd” pięć razy dziennie do modlitwy…i “tu” nie będzie taryfy ulgowej!

      Czy na pewno “tego” chcemy?

      Pozdro… 🙁

      Odpowiedz
      • 5 czerwca 2016 o 16:09
        Permalink

        Hallo komentatorze @krzyk58, czy okreslenie “moher, “- moherzy” okresla osoby cos od 60+ ?
        Czy raczej konserwatywnie myslacych wszystko jedno jakiej generacji ?
        Ktos mi tu kiedys dal krotko do zrozumienia, ze okreslenie “mohery, – moherowy….” dotyczy osob bardzo zorientowanych na kosciol r-k w Polsce …czy to sie zgadza ?
        Help mi, please !
        Na marginesie dodam, ze odnosze wrazenie, ze ja z @krzyk58 to razem studiowalam na wydz. prawa, czy komentator@krzyk58 mial kolege, ze tak powiem jeszcze wyzszego wzrostu i b.czesto razem zezwa uczesczali na wyklady i cwiczenia ? Kolega byl cos z tej samej miejscowosci ….i zaofiarowal swoje serce pewnej kolezance z roku o b. pieknym i originalnym imeniu na litere “A” ?

        Odpowiedz
  • 5 czerwca 2016 o 15:17
    Permalink

    Krzyku,i dlatego lubię z tobą się trochę sprzeczać,jasno wyrażasz swoje poglądy, to nie osoba która chciałaby a boi się, ja też jestem w wieku przed moherowym czyli i na mnie przyjdzie Kryska.Pozdro!

    Odpowiedz
      • 6 czerwca 2016 o 03:27
        Permalink

        @krzyk58
        A czy nazwisko komentatora zaczyna die na litere “K”…?
        Hm !
        ♡♥

        Odpowiedz
      • 6 czerwca 2016 o 08:43
        Permalink

        @krolowa bona – Myślę że określenie ‘moher’ ukuli ci co od zawsze tworzyli podziały klasowe,bo
        w tworzeniu antagonizmów byli i są najlepsi,tyle ze nic z tego nigdy (dobrego) nie wynikło,oni zawsze
        muszą “posiadać” wroga (kiedyś klasowego). W tym przypadku(dziś) jest to przysłowiowy “moher”,człowiek nie podzielający demoliberalnej wizji budowy
        “nowego wspaniałego świata”. I dlatego m.in. był
        czas gdy trzeba było/należało wręcz do dobrego
        tonu ‘schować mu dowód”,gdyż wg. “młodych,
        wykształconych” – z “wielkich miast” ,moher
        “narobi kaszany” – przy urnie. A demokracja
        jest tylko wtedy, gdy sprawy toczą się po “naszej’ myśli…pisze pani “dotyczy osob bardzo zorientowanych na kosciol r-k w Polsce …”
        niekoniecznie, także tych myślących kategoriami
        konserwatywnymi,a “wiara” to prywatna sfera duchowa, ‘młodzi” także wierzą (jeszcze) w atrybuty “wolnego świata” i “rynku” ,co nie znaczy że nie przybywa przebudzonych…to tyle w kwestii ‘mohera’.
        Do pozostałych znaków zapytania ustosunkuje się krótko – nie, nie jestem na 100% tą osobą,gdyż na pewno ‘ja to nie ja’ 🙂 pomimo wysokiego wzrostu, czy pracy/służby niegdyś, w jednej z jednostek organizacyjnych podległych MS.Jednak to już naprawdę
        historia mocno “trącąca naftaliną’… 🙂

        Pozdrawiam

        Odpowiedz
      • 6 czerwca 2016 o 15:02
        Permalink

        @krzyk58, 06.06’2016,08:43

        O.K.
        A to wielka szkoda, dzieki za wyjasnienia, pozdrowienia

        Odpowiedz
  • 5 czerwca 2016 o 17:17
    Permalink

    W polityce, rozwoju gospodarczym i codziennym życiu najbardziej istotny jest kompromis. Jeżeli ktoś dąży tylko do zwycięstwa, to bardzo często okazuje się, że jest to pyrrusowe zwycięstwo.

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2016 o 19:05
    Permalink

    Władze w PRL też nie uznawały ustępstw i kompromisu z opozycją oraz “poddanym Ludem”.

    W zasadzie słowu kompromis towarzyszyło często określenie ZGNIŁY, co dotyczyło sfery ideologii.

    Uważam że Prezes reaktywuje w nowych ramach PRL-bis.

    Krok po kroku.

    On ma taką PRL-owską kalkę w głowie i do niej wraca.

    A Jego otoczenie (rzesze towarzyszy SZMACIAKÓW), też to popiera.

    Taka powtórka z rozrywki, tylko obserwatorom wkrótce może nie być do śmiechu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.