Kultura

Kim jesteś mój wrogu?

Dlaczego? Kto? Jak? Kiedy?

Kim jesteś i dlaczego mnie nienawidzisz? Jak to się stało, że taka nienawiść w tobie? Skąd się ona tam wzięła? Kto jad jej wsączył w twe serce? Kto umysł zatruł tobie? Kto zniewolił twe istnienie? Kto zaślepił oczy? Kto spętał język twój? Dlaczego mnie prześladujesz? Dlaczego tyle w tobie złości? Dlaczego lat tyle się to już ciągnie? Czy nigdy nie ustaniesz? Czy nigdy twe serce nie zazna spokoju? Czy nigdy nie wyzwolisz się z kajdan swego umysłu? Co jeszcze? Co jeszcze wymyślisz? Jakim jeszcze niecnotom dasz się uwieść? Kto ciebie nienawidzić tak nauczył zajadle? Kto nienawiść twoją w sercu ci podsyca? Kto mami obietnicą wyimaginowanej zemsty? Kto zaćmiewa twe oczy, że nie widzą już we mnie bliźniego ci człowieka? Na czyim chadzasz postronku? Co pchacie w otchłań zła? Kto cię do nienawiści przymusza? Kto myśli twe hańbi?

Twój ogień nienawiści

Poznań
2013-12-05

jest w tobie źródłem zła
wszelkiego zła jakim
ranisz me serce

ten ogień w tobie nie gaśnie
ten ogień w sobie ty sam podsycasz
co dnia
karmisz się złością
karmisz zawiścią
karmisz zazdrością

twój ogień nienawiści
niszczy co ludzkie w tobie
wypala ostatni krzyk sumienia

twój ogień nienawiści
szalejąca burza krzywd
oślepia cię i spokój ci burzy
twój ogień nienawiści
cała w tobie złość
ty nienawidzisz
ty jeden tylko masz cel

zniszczyć spalić znieważyć mnie
zaszczuć zatruć zniewolić
zastraszyć upodlić upokorzyć

tym żyjesz tym karmisz serce krwawe swe
tym płoniesz w tym wypalasz się

me schronienie w Bogu jest
On ochroną mą
balsam Jego miłości
łagodzi rozpacz i ból
Bóg mój Miłość ma
gdyby nie Ona
nawet ja ni potrafiłbym
kochać cię

Adam Gabriel Grzelązka

Wróg twój czuwa

Co jeszcze? Co jeszcze złego mi uczynisz? Co jeszcze tai się w twych mrocznych myślach? Dokąd zwiedzie cię twe ciemne pragnienie? Jakie sny nawiedzają cię nocą? Jakie chmury tłumią ci słońce? Jaka żółć zalewa ci oczy? Co mroczy się w twych źrenicach? Co jeszcze? Co jeszcze? No, powiedz, co jeszcze? Co jeszcze przeciwko mnie knujesz? Jaki owoc zgniły zrodzi twe serce obumarłe?

Ty nigdy nie odpuszczasz. Ty nigdy nie masz dosyć. W twej głowie chorej od zła wyrządzanie od pomysłów się roi. Ciebie rozsadza, gdy niczego w mym życiu nie nabroisz. Ty spać iść nie możesz, gdy choć małej nie wsadzisz mi pod paznokieć szpili. Gdy chodź jednego złego na mnie nie wypowiesz słowa, język cię świerzbi, język cię twój pali. Dla ciebie dzień bez złośliwej psoty, dniem straconym. Ty inaczej żyć nie umiesz, niźli nastawać na moje. Nie jesz, nie pijasz, nie sypiasz po nocach. Wrogość ci na to nie pozwala. Jad wewnętrzny apetyt odbiera. Ty chory się robisz, zieleniejesz ze złości na twarzy, skręca cię w trzewiach, gdy widzisz, że mam się dobrze, ze zdrowie moje w rozkwicie, że ludzie mnie poważają. Wbrew tobie. Wbrew twoim oszczerczym słowom. Wbrew wodzie słów twych zatrutych jadem.

Twarz twoja wykrzywiona. Twarz twoja zszarzała. Twarz twoja w grymasach zastygła. Twarz twoja niczym goryczy czara. Twarz twoja zajadła. Twarz twoja gorzka od wściekłości. Szyderstwo gości w twych oczach. Żółć wypala ci oczy. Co w sercu nosisz, w twarzy się przelewa. Co w sercu nosisz, usta twe wypalą. Co w sercu swym nosisz, mrokiem odbija się w oszalałych oczach. W sercu melodia jaka gra ci do makabrycznego tańca, iskrą nienawiści w oczach to idzie odczytać. Twa postać przygarbiona wciąż się przemyka. Twa postać czai się po rogach. W zaułkach i cieniach ty się chowasz. W oczy nie patrzysz, dobrego na dzień dobry nie wybąkniesz choćby słowa. Chowasz się, wzroku mego unikasz, a wzrok twój w plecy mię bodzie. Wzrok twój w plecy mię pali. Zazdrość twa mię ściga.

Ale ty?

Gdybyś chociaż był obcy mój wrogu! Gdyby chociaż między nami dalekie były więzy pokrewieństwa! Ale nie! Tyś krew z krwi rodziców naszych. Tyś kość z kości przodków wspólnych. Twoja twarz nie jest twarzą obcą. Ty, mój wróg, nie jesteś bezimienny. Ty mój wróg nie jesteś nikim odległym. Ty, mój wróg, czaisz się za rogiem. Twoje zasadzki wciąż nowe. Twe dzieło zniszczenia wciąż we mnie godzi. Twa nienawiść spać mi nie daje. Twa złość zatruwa dnie moje.

Gdy ranne wstają zorze, gdy noc przed dnia światłem uchodzi, mnie ze snu niespokojnego niepokój budzi. Co dzisiaj, mój wrogu? Jakie kolejne twej nienawiści dzieło? Czym dzisiaj we mnie ugodzisz? Czym we mnie zamierzysz do ciosu?

Rozumiem, gdy obcy człek wilkiem na me gardło nastaje. Jego nic ze mną nie łączy. On nie wie kim jestem. On jest obcy. On mi nieznany. Nienawistną wrogość jego łatwiej znieść przychodzi. Ale ty? Ty, mój wrogu, nie mieszkasz gdzieś daleko, w nieznanej świata stronie. Ty nie masz bezimiennego wizerunku. Ty, mój wrogu, tyś jest sąsiad mój. Ciebie napotykam każdego dnia. Z tobą złączone są me losy. Od ciebie dzielą mnie jeno cienkie ściany wspólnego domu. Życie nasze złączone. Życie nasze nawzajem się przeplata. Ty mój wrogu, nie odpuszczasz. Ty mój wrogu napadasz na mnie znienacka. Ty mój wrogu, co dnia na mnie czyhasz. Zniszczenia dzieło co dnia dotyka mego mienia. Co dnia serce me krwawi ranami przez ciebie zadanymi.

Mój osobisty wrogu, dlaczego? Wciąż tego nie pojmuję? Dlaczego mnie nienawidzisz? Dlaczego czyn twój każdy przeciwko mnie wymierzony? Skąd ci się to wzięło? Jak możesz żyć tak złością przesycony? Wrogu mój bliski. Nie obcy. Nie daleki. Wrogu zza ściany. Wrogu z własnej macierzy. Wrogu braterski.

Krzywd twej dłoni w mym życiu nie masz końca. Ran twoich w sobie noszę bez liku. Cios za ciosem na mą głowę z twej strony. Bez uzasadnienia. Bez ostrzeżenia. Dla czystej złośliwości. Z powodu ślepej nienawiści. Twa nienawiść nigdy w tobie nie gaśnie. Twa nienawiść nigdy w tobie nie zasypia. Twa nienawiść żelazną ręką swe sprawuje nad tobą rządy. Twa nienawiść los twój w garści ściska. Tyś gejzerem jest nienawiści. Źródłem krzywd niewyczerpanych. Tobie zło mnie wyrządzane nigdy się nie nudzi. Ty nie śpisz, nie jadasz, ty nad nowymi prześladowaniami rozmyślasz.

Poznań, 2013-12-04
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 komentarze

  1. Tresc ptania tytułowego, jest niezwykle pojemna, kazdy z nas mógłby “podstawic” do treści pytania tytułowego swoja “skromną osobę”. Osobę , która to niejednokrotnie jest brutalnie napastowana, przez oponenta szczycącego się swoim “tolerancyjnym ” postrzeganiem drugiego czlowieka.” Ale tylko i wyłącznie pod warunkiem, że ten ktos “śpiewa w moim chórze”. W innym przypadku – biada mu. Ot taka swoiscie pojęta forma “demokracji”. Nikt nie jest bez winy… wezyscy powinniśmy przynajmniej dążyc, by stawac się “znośniejszymi” w kontakcie z drugim człowiekiem, tak CZŁOWIEKIEM, a nie wrogiem. Wówczas to nie będziemy kontaktowali się w trybie: hiena i ofiara.

  2. Bardzo aktualne i niestety prawdziwe i jednocześnie szkoda, że dominujące zachowania.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.