Ekonomia

Kiełbasa za 47 Zł to drogo (cz.1)

 Kiełbasa za 47 Zł to drogo – wolny rynek sprzyja tylko wzrostowi cen?

Kiełbasa za 47 Zł to drogo. Zwłaszcza, że ma się w pamięci, jak taka sama kiełbasa, w tym samym sklepie całkiem nie dawno kosztowała 37 Zł. Całkiem niedawno oznacza przed wakacjami w 2019 roku. Mówimy więc o okresie mniej więcej kilku miesięcy, nie mówimy o roku, ani nawet o pół roku. To samo w sobie jest niesamowitą perspektywą. Nasza rzeczywistość ekonomiczna jest stabilna, jednak w odniesieniu do sytuacji zwykłego człowieka nie jest łatwo. Zwłaszcza, że media o tym nie piszą, nie mówią i nie relacjonują rzeczywistości.

Realia ekonomii z perspektywy koszyka dóbr podstawowych są bezwzględne, brutalne i rzucają na kolana. Kilogram kiełbasy, owszem naprawdę dobrej i dużo lepszej, niż nazwijmy to kiełbasa standardowa jaką można kupić nieco taniej, nie powinien tak dużo kosztować. Mówimy o odniesieniu się do przeciętnych zarobków, czy też siły nabywczej przeciętnych emerytów i rencistów. To olbrzymia część społeczeństwa, która jest skazana na wegetację, jeżeli w ogóle potrafi utrzymać swój status bytowy, co samo w sobie jest nie lada wyczynem.

Jak tak naprawdę działa rynek produktów żywnościowych?

Bariera 50 zł za kilogram krajowej wędliny jest barierą spożycia. Po prostu płacenie więcej za kawałek świnki jest czymś chorym. Oczywiście wiadomo, że to wymaga obróbki i logistyki, jednak jest to cena, której akceptować nie można. Nie zarabiamy tak dużo, żeby było nas stać na funkcjonowanie w realiach, w których trzeba pracować trzy godziny, żeby kupić kilogram kiełbasy!

Na pewno rynek produktów rolniczych się skomplikował, susza powoduje że wszystko jest droższe, w tym pasze. Jak te drożeją, to musi drożeć też mięso. Przecież świnki czy kurczaki, nie rosną z powietrza i wody. Trzeba dać jeść bo każde stworzenie jeść musi. Zwłaszcza, jeżeli ma przybierać na wadze i być później jedzeniem dla nas, lub innych zwierząt w łańcuchu pokarmowym na końcu którego jest człowiek.

Nie jest jednak jeszcze tak źle, żebyśmy nie byli w stanie się wyżywić. Co więcej, jesteśmy eksporterem gigantycznej ilości żywności. Wyniki eksportu są naprawdę imponujące. Istotnie widocznej w sklepach naszych sąsiadów. Dlaczego więc, przy mimo wszystko nadprodukcji i olbrzymiej konkurencji w handlu, produkty żywnościowe drożeją nadal? Sklepy są na każdym rogu, przepełnione żywnością. Mamy jej nadmiar, jest to rynek niesłychanie konkurencyjny. Dlaczego więc ceny nie podlegają standardowej grze rynku? Może coś z rynkiem jest nie tak? Nadmiar towaru i on nie tanieje? Wręcz przeciwnie – drożeje? Co działa źle? Może sama definicja wolnego rynku jest fałszywa?

Realia są takie, jakie widzimy. Pomimo nadprodukcji i olbrzymiej konkurencji produkty nie tanieją. To oznacza, że nas okłamano jeżeli chodzi o prawa wolnego rynku. Bo popyt jest mniej więcej taki sam, nie przybyło nam kilka milionów kiełbasożerców. Dlaczego więc żywność – już nie tylko kiełbasa drożeje?

Problem dotyczy rynku dóbr podstawowych, które są generowane na samym dole całej gospodarki i od nich zależy wszystko inne. Tutaj liczy się żywność, nośniki energii i mieszkania. Jeżeli proces produkcyjny i łańcuch podażowy któregokolwiek z tych elementów podlega zakłóceniom, to potem odbija się na całej gospodarce. Działają tutaj efekty mnożnikowe i efekty skali.

Władza poprzez Sejm wprowadziła kontrolę cen detalicznych energii elektrycznej. Ograniczono wzrost cen w sposób sztuczny i na przekór realiom, ponieważ nośniki energii elektrycznej drożeją, jak również drożeją koszty związane z jej produkcją (emisja gazów).

Zapraszamy w najbliższych dniach na kolejną część felietonu.

36 komentarzy

  1. też widziałem kiełbasę wiejską za już uwaga 49 zł i nie była to kiełbasa lepszej jakości z polskiego miesa. O tym się nie mówi ale u nas kupują dużo mięsa ze świń z norwegiio lub Danii które jest fgorsze. i z niego robią kiełbase. ta z naszego miesa jest lepsza ma mniej chemi – a przede wszystkim nasze świnie nie żyją chemią kolejne pokolenie a to wielka różnica.

  2. Wierny czytelnik

    Cieszę się że wreszcie życiowy temat, takie lubię. Starczy o militariach. Na pytania a z artykułu odpowiem… Wiecie że będzie drożej i co nam zrobicie? Władza się zawsze wyzywi

  3. Nie zapłacę tyle za kiełbasę bo jest to za dużo. Boczek króluje

  4. Autor przesadza.

    Przecież “Janusze” i “Grażynki” na grilla kupują tańszą kiełbasę “grillową”, z dużą zawartością łoju …

    I wszyscy są zadowoleni, w tym z “dobrej zmiany”.

    Że nie ma samochodów elektrycznych, że nie działa port w Baranowie i przekop Mierzei Wiślanej jeszcze nie przekopany?

    To są szczegóły, jak ta kiełbasa po 47-49 zł za kilogram.

    Nie jest obowiązkowe jej kupowanie, szczególnie przez Emerytów i Rencistów.

    Poza tym jedzenie nadmiaru mięsa nie jest zdrowe.

    Można zmienić dietę na bardziej wegańską i bardziej urozmaiconą, np. jeść kasze.

    Mamy “wolny rynek” gdzie reguły ustalają “wolni kapitaliści”.

    Sami dokonaliśmy tego wyboru 4 czerwca 1989 roku, to teraz trzeba z tym żyć.

    Amen w Nadwislańskim Macondo.

    • krolowa bona

      Komentatorze @Inicjator… a po co Panu samochody elekryczne do szczescia….to bardzo droga i bezsensowna impreza….przede wszystkom do produkcji akumulatora do samochodu elekrycznego sa konieczne tzw.rzadkie metale min.lit i stront i inne, ktore wdobywa sie glownie w regionach ,gdzie sa prowadzone wojny i tak na jeden akumulator przypada srednio 4 trupy w Kongo, a tych metali to satrczy tylko na pare samochodow a nie na produkcje masowa, dalej trzeba duzo, duzo mniej pracownikow i firmy produkijace samochody rozpudzcza cis ok.80-90% swoich zatrudnionych ale pytanie podstawowe skad Pan wezmie tyle pradu do tych samochodow….z elekrowni weglowych,.ktore wypuszczaja tyle CO2, ze sie Greta Thunberg awanturuje po calym swiecie, zreszata bez exportu pradu z polskich elekrowni weglowych, za.ktore UE napada ba Polske ciupsgami to w Niemczech bylo by ciemno i stanela by produkcja,gdyz cesarzowa powylaczala i dalej wylacza eklekrownie atomowe….takie draki..kto moze w Niemczech zaplacic za swiatlo to jest zamozny,.gdyz prad to w Niemczech luxus…..dorze, ze tch samochodow elekrycznych w Polsce nie ma, bo innaczej popyt na prad by skoczyl cos 30x lub wiecej..skad go brac i wegla nie starczy….trzeba dopuscic samochody na wodor …technologia na to jest od lat i nawet np.w Niemczech stacje, gdzie mozna zatakowac wodor ale lobby naftowe nie pozwala….poza tym z CO2 da sie produkoeac zaplon wodorowy do samochodow, samolotow, statkow i maszyn….trza zmienic perspektywe…

      Bylo takie stare,.polskie przyslowie “nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo”….

      • Dojrzały (były 50-parolatek)

        @krolowa bona
        – chyba nie pod właściwy temat wyszła królowej ta odpowiedź, ale tak, czy owak, chętnie nawiążę do tematu…
        Chodzi o samochody elekryczne, a szczególnie o akumulatory…
        Słyszała zapewne królowa, że Tesla robi potężną montownię akumulatorów również w Niemczech…?
        – no właśnie, przed kilkoma laty w USA wybudowali (Tesla) największe zakłady akumulatorów (do napędzania samochodów) na Swiecie….

        Nic by w tym nie było takiego złego, tylko…, ten rynek zbytu !
        Azjaci (Chiny, Pakistan, Indie) nie potrzebują akumulatorów, mają swoją produkcję, w Rosji, Kanadzie, także w samym USA taki napęd odpada, w Afryce i pozostałych częściach Swiata brak struktur przesyłowych, więc co zostało ?
        – no właśnie, przygłupi Europejczycy, tutaj może być rynek zbytu !

        Czy “po dobroci” (dopłaty do elektycznych), czy “siłą” (spreparowanie przepisów), ale tak przygotuje się europejski rynek, że na następne lata zbyt będzie zapewniony…

        A że to bezsens i technicznego punktu widzenia, nie ma racji bytu…?
        A kto tym się przejmuje ?
        – Europejczycy są bogaci, za kilka/kilkanaście lat będzie nowa “zmiana” (rodzaju napędu)…

        Najważniejsze, że Tesla pospłaca swoje kredyty…

        Ps – czekam tylko do pierwszych przymrozków i opadów śniegu…
        – chcę widzieć tych nieszczęśników w e-mobilach, jak i czym bądą ogrzewać te pojazdy, a w razie opadów śniegu, jaką energią będą podgrzewać przednią szybę, by padające płatki śniegu jej nie pokryły…

  5. A mi się wydaje, że to nie do końca wina “wolnego rynku”, tylko ideologicznego i doktrynerskiego grzebania przy nim. To samo w końcu spotkało gospodarkę planowaną PRL-u: doktryna stała się ważniejsza od życia, planowania było za dużo, co później mogły wykorzystać siły zewnętrzne. Obecna władza też doktrynuje przy gospodarce próbując narzucić jej swoje wzorce, nie licząc się z realiami, więc takie rzeczy w sumie mnie nie dziwią. Tak więc ten cały “wolny rynek” nie jest znowu taki wolny jak się o nim mówi, a gospodarka planowana okazała się przeplanowana. Błędne koło.

    • Z mitem wolnego rynku, doskonale rozprawia się Styglitz.
      https://krytykapolityczna.pl/gospodarka/koniec-neoliberalizmu-i-nowy-poczatek-historii-stiglitz/

      To kolejny Yeti.
      Nikt nie złapał, wszyscy widzieli.
      Ale, tak jak inni kapłani, sporo się na tej religii można dorobić.

      • krolowa bona

        @wmw….swietna puenta, znakomity komentarz …Prof. Stiglitz to gosciuwa i nie boji sie tak jak inni, nie jest tak lasy na “piniadze” lobbystow
        “Wolny rynek” co to jest Ufo, Yeti czy moze potwor z Lochness ?

        Cos takiego jak “Wolny rynek” to ma czasowo.miejsce poczas wojen lub krotko po nich, jak ludzie szmugluja towary skad sie da i wymieniaja na chleb i slonine…np.w Niemczech sa legendy na.temat papierosow i ponczoch “nylonowych”(ze szwem ) pozyskiwanych od anerykanskich zolnierzy ze strefy militarnej,.kto mial ponczochy nylonowe i papierosy to mial slonine i chleb….

  6. Autor słusznie zauważył – też uważam że żyjemy w w wydmuszce medialnej
    nie mającej odniesienia do rzeczywistości.
    Jak chcę pocieszyć oko widokiem prawdziwego mięsa i słoniny (zwłaszcza sała) wchodzę na ruskojęzyczne videoroliki, i,i,i już jestem wku*ny bezspornym faktem że u nas dookoła NIESTETY prawdziwy Zachód!

    https://www.youtube.com/channel/UCS3TLgeM9gEiLEGT1glAK6w/videos

    • Afrykański Pomór Świń załatwi polską wieprzowinę na cacy.

      DAWNO PANA NIE BYŁO. JAK MIŁO. WEB. JÓZ.

      • …załatwiŁ! Ale czy TO AFŚ, czy raczej urzędniczy pretekst w interesie rolnych przemysłowców świńskich? Skutek? Różne takie “Smithfield Food ” górą w Polsce. TO smacznie i zdrowo nie wróży!

        Tysiące traktorów blokują ulice w RFN. Wojna o glifosat w całej UE, USA i Kanadzie – Agnieszka Zell
        https://www.youtube.com/watch?v=Oo1qvMpOZpI&t=24s

        “Po nas”- choćby potop… Panie …Ty widzisz i nie grzmisz?!!
        Debilizm (chłopska chytrość i prymitywna “przebiegłość” ) unijnych bauerów nie ma końca. Nasi polscy truciciele łudzą się ze z tego cyrku wyjdą cało? Jontek ‘pryska” rzepak, a Maciej grykę i ‘inne” zboża tuż przed kombajnowaniem i TO wszystko przetworzone “jutro” na produkty spożywcze 🙂 kupią w supermarketach gdzie (ponoć) ‘tanio, smacznie i zdrowo…”.
        To nic że jutro zaśpiewają “witaj królowo…”, skoro dziś porządnie i z mniejszym nakładem pracy – zarobi. Jaka i czyja TO
        mentalność?!
        Rządzący muszą mitygować propagatorów (siewców śmierci) kostuchy. Rozsądek przychodzi z najmniej oczekiwanej strony. O czasy… Epidemia ASF wybuchła kiedy dziki zaczęły chodzić po drzewach w lasach
        https://www.youtube.com/watch?v=XbjPqMueHZ0&t=14s
        Ciemny lud TO kupi…

  7. Zgadzam się to chora cena. 3godziny płacym minimalnej na kilogram kiełbasy. Za komuny tak nie było.

    • Mocium Panie za komuny to ja dwa razy w tygodniu w sklepie GS-u kupowałem po kilogramie kiełbasy, a czasami dwa, jak jakieś wiejskie picie się szykowało. I to była najprawdziwsza najzdrowsza Polska kiełbasa bez chemii, która nawet w lodówce po 5 dniach zieleniała, czyli trzeba było zjeść, aby nie zmarnować. Aż ślinka leci, gdy wspomnę nazwy, podwawelska, śląska czy toruńska. Obecne kiełbasy są tylko z nazwy takie jak tamte w PRL-u.

      Wtedy świniaczek rósł rok czasu na naturalnej żywności wyprodukowanej przez rolnika. Sam chodziłem na bagna łapać rzęsę, na pokrzywy, aby zrobić z tego paszę zmieszaną z ziemniakami i ospą z własnego zboża zmielonego, dzięki temu mięsko było zdrowe i smaczne. Dzięki temu Polska Ludowa rosła w siłę, a Polaków przybyło aż 14 mln po wojnie. Teraz już takiego tucznika naturalnego chowu chyba już nigdzie nie ma, bo nawet na wsi rolnicy dla siebie karmią tuczniki paszą z korporacji, bo nie chce im się popracować, wolą się modlić i kiepskich oglądać.

      Ale z drugiej strony to już sam nie wiem, mogłem coś pokręcić, bo mendia piszą, że był tylko ocet na pólkach? Stary już jestem więc, sam już nie wiem, czy to co napisałem, to może sen, marzenia? Może w tej komunie jednak było aż tak źle, że nastąpiło wypracie z pamięci tego totalitarnego systemu? 🙂

      • Też co nieco (jeszcze) pamiętam. 🙂
        1. Na prowincji goowno było, a jeśli już rzucili to było że napiszę
        ostrożnie mało smaczne, no i trzeba było odstać swoje od wczesnego rana kilka godzin w tasiemcowej kolejce, Miecławie uprzedzam (spodziewane) wyjaśnienie że “to było sporadyczne, skutek i efekt strajków solidarnościowych. Nieprawda, piszę o czasach
        późnego Gomółki i młodego Gierka, zaznaczam “młodego” BO w drugiej połowie 70′ w sklepach już z reguły były – puste haki.
        2. Po “prawdziwą” kiełbasę ( i inne wyroby) jeździło się do stolycy, to tylko 160 km. w jedną (Droga do pracy https://www.youtube.com/watch?v=ZEYAW0nGmG0)
        stronę i z powrotem 160 co daje 320. NOOO, tam “zwyczajna” po 44 zł. (pamiętam bez sprawdzania) posiadała swoją urodę w postaci smaku i zapachu co było czuć w pociągu wieczorowa porą zmierzającym na prowincję był to
        tzw. “pociąg kiełbasiany”. Wielkie aglomeracje przemysłowe były
        nieźle zaopatrzone, natomiast na prowincji był smród, i ubóstwo
        i nie koloryzuj gdyż mam swoje lata. “Teraz już takiego tucznika naturalnego chowu chyba już nigdzie nie ma,” Pewnie nie ma.
        Przewagę nad obecnymi czasami widzę taką że kiedyś ‘biło się”
        no może nie co tydzień, a raczej pod jesień i “roczne święta” i na pewno nie były to 1.05. czy 22.07, ani też nie 12.10. 🙂 była prawdziwa wolność. Dziś za taką samowolkę mogą w dybach odstawić kmiotka
        hardego i nieposłusznego do najbliższego cyrkułu i do tiurmy na wikt i opierunek państwowy. To jeszcze i tak nie najgorsze rozwiązanie kwestii
        chłopskiej BO np. mogliby – rozstrzelać wraz z całą rodziną i
        najbliższymi sąsiadami (wiedział nie powiedział…) Wychodzi na to że – Dobre Państwo…
        “oglądać kiepskich” Świat według Kiepskich 28 – Odcinek 8 – Widzisz i grzmisz https://www.youtube.com/watch?v=rj2l3uTIW_w

        “Stary już jestem więc, sam już nie wiem, czy to co napisałem, to może sen, marzenia?
        Z każdym oddalającym się rokiem widzisz b. kolorowo. Idealista.
        A jak było, średnio, nie tragicznie i nie idylla. Były tez “strefy
        specjalnego zaopatrzenia” ale tam to już normalny świat pracy
        nie miał wstępu… za wyjątkiem “weteranów pracy i walki”, takie też przysługiwało ‘zaopatrzenie medyczne” owym weteranom w Poliklinikach, ale to raczej podlegających resortowi SW.

        • No to miałeś to nieszczęście mieszkać w kiepskim rejonie Polski. W moim powiecie w dawnym województwie bydgoskim do 1980 roku niczego specjalnie do życia nie brakowało, a już mięsa i wędlin na pewno, jak tylko zasięgam dziecięcą pamięcią od późnych lat Gomułki, choć na zakupy samodzielnie chodziłem dopiero za Gierka. Oczywiście, aby dostać wędliny trzeba było iść od rana do sklepu bo na południe już nie było. Wtedy przywożono tylko tyle, żeby zeszło z haków jednego dnia. Nie stosowano chemii w takim stopniu jak dziś, więc nie mogły sobie wędliny leżeć kilkanaście dni, jak dziś, aby się nie zmarnować.

          Problem zaczął się faktycznie dopiero w 1980 roku i czasami trzeba było postać w kolejce, ale nigdy nie chodziłem o 4 rano aby zapisywać się na listy i stać w kolejce, jak inni ludzie. Wtedy uznaliśmy, że sami będziemy sobie robić wędliny i zwiększyliśmy własny ubój w swoim gospodarstwie, a ojciec sam wszystko robił; zwiększyłem też hodowle królików, co w sumie wyszło nam na zdrowie. Fakt że jako rolnicy byliśmy samowystarczalni, natomiast w miasteczku ludność musiała się męczyć w kolejkach. No ale skoro połowa z nich popierała styropian, to takie były efekty.

          Ale faktycznie były rejony, gdzie spekulantów było więcej, stąd i problemy nawet za wczesnego Gierka. No a potem wiadomo, wiosna styropianowa załatwiła sprawę.

          Wszystko zależy od rozwoju społecznego, jeżeli masz społeczność lokalną na poziomie, która dba o swoje interesy i nie kombinuje kosztem innych, to jest lepiej, jak nie to jest gorzej. My mieliśmy dobrego kierownika zaopatrzenia i nikt w sklepach GS-u nie ukrywał pod ladą dla swoich. Wtedy też ludzie tak nie wybrzydzali, brali co jest, czyli raz była dostawa jednego rodzaju, innym razem drugiego itd., i każdy był zadowolony, a kupował na kg a nie na dkg. A dziś jak patrzę, gdy ludzie wybierają sobie na plasterki mięsopodobne śmieciowe wędliny i inne takie niby produkty mięsne, jeszcze przy tym wybrzydzając, to mam tylko uśmiech politowania dla ich stanu umysłu.
          Dlatego wtedy żyło się nam normalnie, bo i miałem to szczęście żyć w normalnym środowisku, prawdziwie czerwonym.

          • “Nie stosowano chemii w takim stopniu jak dziś, więc nie mogły sobie wędliny leżeć kilkanaście dni, jak dziś, aby się nie zmarnować.”
            Miecławie, nafaszerowane chemią “po trzech” dniach
            “wędliny” stają się oślizłe i waniajet (nie poleżą!) Wniosek:były już wówczas
            nieźle faszerowane…. nie wiem jak było ale pamiętasz – krążyła wówczas wśród ludu pracującego miast i wsi opinia/fama że stosowano papier toaletowy jako forma wypełniacza w – stąd braki tegoż na rynku. 🙂
            Wędlina wyprodukowana wedle “sarmackiej” receptury, nie potrzebowała takich wynalazków
            jak komory chłodnicze czy lodówki, o “dobawianiu chimii” nawet nie wspominam. Tyle że w takim przypadku nie ma już miejsca na geszefty. TU masz “scenkę rodzajową” gdzie widzimy pierwsze próby “uczonych wchodzących
            w kiełbasy” 🙂 – Reklama “Dobry Smak”
            https://www.youtube.com/watch?v=BWEYVtuOpaE&feature=emb_title i stosowna reakcja… 😃
            A TU wyjaśnienie fenomenu: ‘Zapewne większość osób zainteresowanych tym tematem nie wie dlaczego reklama z komisarzem ludowym w roli głównej, budzi u widza pozytywne skojarzenia.Wydawało by się że powinno być odwrotnie. Czy to jakiś paradoks? oczywiście to nie paradoks a pozytywne skojarzenia mają swe realne historyczne powody.
            Reklama jest aluzją do osoby Anastasa Mikojana i jego ukochanego dziecka -przemysłu spożywczego.
            Mikojan z pochodzenia Ormianin był półsierotą i żył na “łaskawym chlebie” u krewnych zmarłego ojca, ale kiedyś pewien hierarcha cerkiewny wizytujący kaukaskie zadupia po krótkiej i przypadkowej rozmowie z chłopcem zorientował się że ów ma łeb nie od parady i ufundował mu edukację w słynnym tyfliskim seminarium duchownym (tym samy do którego uczęszczał Stalin).
            Mikojan w przeciwieństwie do Stalina ukończył seminarium w dodatku z wyróżnieniem.W 1934 r Stalin powierza Mikojanowi resort przemysłu spożywczego czyli coś co praktycznie nie istniało.Nie istniało choćby z tego powodu że intensywna i okupiona ogromnym wysiłkiem industrializacja przyniosła pozytywne rezultaty ale też zrodziła nowe problemy.Liczba mieszkańców miast zwiększyła się kilkakrotnie nie mówiąc już o tym że powstały całkiem nowe będące zapleczem dużych ośrodków przemysłowych.Aby zaopatrzyć te ogromne ludzkie masy w podstawowe produkty już nie wystarczały przejęte po 1917 r piekarenki i masarnie,trzeba był czegoś większego,czegoś z większym rozmachem -fabryk żywności.
            Mikojan otrzymał potrzebne środki,zgromadził fachowców co nie było zadaniem łatwym jeśli pamiętamy że przez kraj przejechał miażdżący walec rewolucji i wojny domowej.(Umnych wybito lub zmuszono do ucieczki).
            Rozpoczął od wizytowania państw które miały doświadczenie w produkcji żywności na masową skalę,głownie USA i Niemcy,zakupił kilka linii produkcyjnych i technologii.Wkrótce w ZSRR jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kombinaty przemysłu spożywczego.Pozytywną konsekwencją tego było pojawienie się na rynku dużej ilości produktów w tym takich których w przedrewolucyjnej Rosji,poza Moskwą i Petersburgiem nigdy nie było:konserwy,mleko w proszku,koncentraty.
            Miłą i życzliwie zapamiętaną “obsesją” Mikojana była JAKOŚĆ.Mikojan osobiści dozorował i zatwierdzał wszystkie receptury co poskutkowało ich bardzo wysoką jakością a wedle obiektywnych ocen współczesnych tj dzisiejszych fachowców opracowane przez niego wymogi sanitarne obowiązujące przy produkcji żywności były najsurowsze nie tylko w ówczesnym ale i dzisiejszym świecie.
            “Fałszowanie” produktów poprzez ignorowanie receptur czy “podszywanie się” pod nazwę wyrobu, było surowo karane nierzadko bardzo surowo.
            A takie przypadki ze względu na niedoskonałość natury ludzkiej niestety się zdarzały.Tak było w przypadku słynnej “kiełbasy doktorskiej” Receptura wyrobu o tej nazwie opracowana z myślą o rekonwalescentach potem weszła do produkcji masowej zakładała zawartość w 100 kg wyrobu:25 kg wołowiny,75 kg chudego mięsa wieprzowego,3kg jaj,2kg mleka.
            W 1939r staraniem Mikojana wychodzi kultowa książka kucharska Książka o smacznym i zdrowym jedzeniu,kultowa bo ponoć jedna z najlepszych książek kucharskich jaką kiedykolwiek wydano.Mikojan zmuszony był stoczyć istny bój z tymi towarzyszami-decydentami którzy chcieli aby miała formę naukowego traktatu.Mikojan argumentował że przede wszystkim to książka kucharska i krótkie komentarze naukowe-owszem ale nade wszystko musi być kolorowa a zawarte w niej przepisy możliwe do wykonania w każdej domowej kuchni.
            Mikojan (na sugestie Stalina) zorganizował zespół winiarzy którzy opracowali technologię produkcji radzieckiego szampana .Lody,słynne radzieckie lody ,przez dziesięciolecia mające zasłużoną opinię najlepszych na świecie,też były “dzieckiem” Mikojana.Pewnie w wiedeńskich czy paryskich cukierniach były lepsze ale stworzenie elitarnego (choćby przez miejsce usytuowania) produktu to żadna sztuka.Sztuką jest stworzenie groszowego,masowego,dostępnego każdemu,wyrobu o dość dobrej jakości.
            PS
            “Kiełbasę doktorską” produkuje się i dziś ale współczesna receptura istotnie różni się od pierwotnej.Wolno stosować skrobie,soje,chemiczne środki żelujące i pół tablicy Mendelejewa,więc mam nadzieję że teraz rozumiecie dlaczego aluzje zawarte w reklamie “Dobry smak” budzą pozytywne skojarzenia.
            Za: Prawda2.info”
            A TUTAJ: masz ‘ukaz” w temacie:
            https://pp.userapi.com/c844321/v844321139/1d53a8/QvnKwI_ikx0.jpg i stosowny komentarz do dnia dzisiejszego: Старость добивают. Юность убивают.Славу предают. Родину сдают.
            P/S
            И НИКАК ПАРАЗИТАМ НЕ НАСЫТИТЬСЯ…

            A swoją drogą w nawiązaniu do tytułu tekstu K. (przypominam sobie że już kiedyś linkowałem),
            otóż cena prawdziwej kiełbasy,( wedle opinii fachowców w temacie), wytworzona z prawdziwego mięsa, w naturalnym cyklu produkcyjnym (chłopskie
            manufaktury) winna kosztować nie 47 a około 500 zł.
            polskich (tak, tak piątka z dwoma zerami!) 🙂
            Smacznego i na zdrowie!

            Myślę że w temacie historii i dnia dzisiejszego kultowej ‘Doktorskiej” @Kamczatka mógłby
            uzupełnić bądź też sprostować moje “rewelacje”…
            Czekamy?

          • @krzyk58. 2 grudnia 2019 at 09:02

            No reklama “Dobry Smak” jest fantastyczna. 🙂
            Gdyby teraz tak zrobić kontrolę jakości to pewnie ten czerwony przycisk grzałby się bez przerwy, aż zabrakłoby producentów. 🙂

            A tak ogólnie nie masz racji. Normy były wyśrubowane i kontrola jakości prawdziwa. Świeże i nie faszerowane wędliny i dziś w lodówce dłużej nie poleżą. Wtedy pamiętam były też podsuszane wędliny, m. in. Krakowska sucha, leżała dłużej, sucha dobra i bez chemii, rarytas. Tego smaku już nie uświadczysz, ale to wynik braku mięsa z tuczników chowanych na naturalnych paszach, długo i w naturalnych warunkach. Dziś tylko dziczyzna spełnia wymagania naturalności. Więc gdy zrobię sobie taką wędlinkę z dzika, lub jelenia, to mam namiastkę tego co jadałem w PRL.

            Niestety twój “jaśnie pański” obraz jest totalnie skrzywiony. Moja babcia odpowiedziałaby ci na to, że w przeciwieństwie do II RP, gdzie głodowała i wędliny smaku nawet nie znała, to w PRL mogłaby stać w kolejce i całą noc po wędlinę wiedząc, że coś tam dostanie. Pamiętam, jak w latach 80-tych rozpoczęły się kolejki i ludzie narzekali, że był wydział, po pół kilograma tylko sprzedawali na osobę, a ona ze spokojem wujkowi mieszkającemu po sąsiedzku, który pluł na komunę, że wywozi mięso do ZSRR a w kraju nie ma, odpowiedziała, że trzeba się dzielić, jeżeli w Rosji głód trzeba pomóc, kto ci popaprańcu życie uratował, jak nie ruski, zgniłbyś w niemieckiej niewoli (siedział na robotach przymusowych i armia czerwona go uwolniła). 🙂

            Legendy chodziły o przyspawaniu wagonów do szyn. Durnie cieszyli się jak dzieci z tego powodu, że wagony do ruskich nie pojechały podobno z mięsem, a potem w III RP ze spuszczoną głową wujek odpowiadał mi, jaki był głupi, że nie szanował tego co miał w PRL i własnym dzieciom zgotował udrękę.

            Ogólnie @Dojrzały ci już poniżej odpowiedział.
            W II RP lud głodował i zapałki dzielił na czworo. Pyry i kapusta kiszona, brukiew i lebiodka to była podstawa wyżywienia, a o kiełbasie na co dzień nikt nawet nie marzył, skoro kawałek mięsa był tylko od święta. PRL był dla nich zbawieniem od głodu, tyle tylko że pokolenia przedwojenne to pamiętały i szanowały, a pokolenia urodzone po wojnie już tego nie dostrzegały. No ale cóż tak działa selekcja naturalna, teraz na śmieciowym jedzeniu pokolenia styropianu wymierają w kolejkach do lekarza. Mają więc przyśpieszony tryb odejścia na tamten świat skoro modlili się o wolność, zamiast myśleć i uczciwie pracować. “Jaśnie państwo” i jedynie słuszna instytucja religijna mogą być dumni ze zniszczenia Polski Ludowej i podstaw bytu narodu. Pogratulować rozumu.

        • Dojrzały (były 50-parolatek)

          @krzyk58
          Jeśli chodzi o Twoje doświadczenia z “brakami” , raczej nie mogę się do tego ustosunkować, może tak u was tak i było…
          – ja pochodzę z jednego z miasteczek Górnego Sląska i odkąd pamiętam, to fakt, mama chcąc zrobić tygodniowe zaopatrzenie w mięso i wędlinę musiała trochę “postać” w kolejce u “rzeźnika”, ale zawsze coś do domu “przytachała”…
          Nie zawsze było to, czego, by się chciało, ale z “pustym” na pewno nie wracała…

          Dopiero po 80-ym zaczęły sią pierwsze prawdziwe problemy…
          – to, jak już o tym wspomniał Kolega Miecław, był wynik walki o “wolność, demokrację i kapitulizm” solidurni…
          Strajkowano prawie w całej Polsce, zakłady stały często tygodniami, a czasem i po miesiącu czasu…!
          – skąd więc miał być towar !?
          Może to mieli nam go Niemcy, albo Francuzi dostarczyć ?

          W dodatku, solidurnie wywalczyły pełnopłatność czasu strajkowania, więc praktycznie, nie wyprodukowawszy żadnego towaru, na rynek wewnętrzy wpłynęło masę pieniędzy bez pokrycia…
          – potem się dziwili, że inflacja…

          Ach, durnie, durnie…
          – i to solidarnie!

          A co do jakości ówczesnych produktów mięsnych, to możesz mi Krzyku wierzyć, były robione zdrowo i rzetelnie. Sciśle z procedurami ustalonymi przez żywieniowców…
          – moja żona pracowała w tamtych latach (już lata 80-e) na etacie powiązanym z kontrolą tych procedur w jednym z największych wówczas zakładów w Polsce (OPPM w Bytomiu)…

          Reasumując, niezależnie od tego, jak bywało, zauważ Krzyku, że w tamtych czasach raczej nikt nie chorował, a tym bardziej nie umierał z niedożywienia, czy wycieńczenia…
          – społeczeństwo było zdrowe, prawidłowo zbudowane (porównaj z dzisiejszymi pokrakami, szczególnie USA, czy Europy Zach), a to, że nie było tyle produktów, ile jest teraz w sklepach, to chyba wychodziło tylko na “dobre” (ile człowiek miał radości, jak celebrował pewne rzeczy!)….
          Np. takie święta Bożego Narodzenia kojarzyły mi się zawsze z zapachem pomarańcz (wiadomo, tylko w tym okresie były dostarczane). Teraz, gdy mogą je kupić “zawsze i wszędzie”, ani mi one nie smakują, ani nie sprawiają już radości…

          • “Strajkowano prawie w całej Polsce, zakłady stały często tygodniami, a czasem i po miesiącu czasu…!
            – skąd więc miał być towar !?’
            Też tak kiedyś dedukowałem, jeno w takiej uproszczonej opinii na użytek gawiedzi sporo gołych faktów które zgrzytały.
            Zauważ że ten sam mechanizm “wadliwego” zaopatrzenia i redystrybucji
            środków pierwszej potrzeby (acz nie tylko) występował z reguły we wszystkich kdl, noo może za wyjątkiem Czechosłowacji , Węgier i NRD.
            Przypominam sobie że niedawno likowałem v.rolik z ru-neta, gdzie
            poważni historycy omawiali ten sam problem z zaopatrzeniem w podstawowe artykuły żywnościowe, papierosy i alkohol pomimo ŻE
            “wszystko ” produkowano pełną parą w tamtym czasie, ( w sklepach nie było nic, sporadycznie “rzucali”) a mówimy o drugiej połowie 80′, “czasy pierestrojki i glasnos’ti” nikt raczej w ZSRR
            nawet nie myślał jeszcze o powszechnym strajkowaniu. Jak wytłumaczysz ten fenomen?
            Moim zdaniem, BA! Jestem pewny że TO była grubsza gra “pewnych kół”
            w partiach rządzących w naszym przypadku niektórzy towarzyszy w KC PZPR, grali ostro na maksymalne wk*nie Narodu. Wot i wsio, być może odszukam filmik co nie będzie takie proste z uwagi na mnogość mojego linkowania.
            Taak, to była doskonała analiza ówczesnej sytuacji na przykładzie ZSRR
            mechanizm “kulejącej gospodarki” wcześniej przerabiano w PRLu. Polska była poligonem.
            “A co do jakości ówczesnych produktów mięsnych, to możesz mi Krzyku wierzyć, były robione zdrowo i rzetelnie.” Generalnie TAK BYŁO, przynajmniej nie ma analogii do tego co teraz mamy na półkach.
            W teorii obowiązywały NORMY (Państwowa, Branżowa)..jednak musisz przyznać że z jakością towaru na rynek wewnętrzny “różnie bywało”, co jest raczej tajemnicą poliszynela… towar z ‘odrzutu na export” cieszył się uznaniem (polskiego ) klienta.
            Dalej (trzy końcowe) akapity – pełna zgoda. 🙂
            Przypominam sobie (w tej chwili) newsy zamieszczane w latach 70 i 80 w głównym wydaniu DTV o tym że statek z cytrusami wypłynął już z portu na Kubie… 🙂 (wcześniej urodzeni na pewno pamiętają)
            o dalszej drodze informować będziemy Państwa…
            Też tak postrzegam spowszechniałą codzienność,
            nawet obiad niedzielny już nie ma takiego klimatu
            i uroku, skąd TO się bierze, ano jest to skutek ciągłego
            przepływu piasku w klepsydrze…nawet święta nie mają tej magii, gdyż wszystko utraciło nimb i aureolę.
            A poprzez takie ponuractwo nie “żyje się radośniej , weselej…” 🙂

  8. Im więcej przejmą rynku wielkie sieci handlowe, tym łatwiej będą mogły narzucić poddostawcom ceny sprzedaży ich produkcji, i tym więcej żądać od klientów.
    Wzrasta marża zysku, wywożonego za granicę…..
    Myslę, że to cała tajemnica.

    Rząd nie zrobi z tym nic, bo wyższe ceny skutkują wyższymi wpływami z vat.

    Odrębna kwestia, to afrykański pomór świń, dziesiątkujący stada hodowlane w wielu krajach, i gigantyczny skup mięsa na rynkach światowych przez Chiny.
    Musi się to przełożyć na ceny surowca.

    • krolowa bona

      @wmw…tak wielkie sieci narzucaja rolnikom ceny za wszystko, od lat jest tragedia z cena za mleko, ktora te giganty z sieci handlowych tak zanizaly, ze rolnicy dokladaja do produkcji mleka..
      We Francji i w Niemczech cos ok. 30% /rok gospodarstw rolnych jest porzucanych lub prtejmowanych przez banki a rolnicy popelniaja masowo samobojstwa, gdyz ciezko pracujac nie zarabiajac nic i nie moga splacic kredytow za maszyny, nasiona i nawozy itd….
      Kiedy, cos 20-30 lat temu zaczelo sie to zjawisko w Indiach, jak rolnicy nie mogli splacac “Monsanto” za manipulowane genetcznie nasiona i nawozy do nich….te nasiona z “monsanto” to trzeba zawsze kupic 2-3-4 razy do roku, gdyz rosliny z nich wyrosle sa tak zmanipulowane, ze nie ma z nich nasion na nowy zasiew…to tragedia dla ludzkosci…..
      Koncern”monasnto” sprzedal sie niemieckiemu koncernowi”bayer leverkusen”, bo mial procesy o odszkodowania i nowe za glyfosat.

      Teraz Firma”bayern” ma te procesy….co za syf i beznadzieja z amerykanskimi patentami na rosliny i nasiona.. Taki syfilizm pozbawil ludzi pozywenia i wywolal spekulacje na gleldach… i ile to zyc ludzkich pochlonelo i mld kapitalu a po tych atrakcjach z “monsanto” wymieraja insekty i pszczoly,.ktore zapylaly rosliny i drzewa …..i “robily” ludziom pozywienie…..
      Teraz to do tapylania trzeba sobie kupic insekty,ktore firma przywiezie ba pole lub na plantacje.do zapylenia…. jest popyt na te uslugi…”wolny rynek”, co nie ?

      • TO nie do końca tak – “bauery” zaakceptowały na poważnie
        TO co oferują spadkobiercy dr. Mengele w temacie “nowoczesnego rolnictwa”. Merkel musi mitygować
        entuzjastów ‘postempu”…a swoją drogą – “dobrze im tak’! 🤣

      • Dojrzały (były 50-parolatek)

        @krolowa bona
        Z ceną mleka (a i innych produktów rolniczych), to nie tak zupełnie, fakt, sieci handlowe w końcowym efekcie narzcają również ceny producentom żywności, ale nie bezpośrednio rolnikom….
        – największy wpływ na ceny w tym przypadku, mają NOWOCZESNE TECHNOLOGIE !

        Dokładnie chodzi o to, że kiedyś z 1 litra pełnego mleka (prosto z udoju) uzyskiwano np. 10dkg masła, 100ml śmietany, 300-400ml tłustego/chudego mleka i 20dkg jakiegoś sera, to przy obecnych “technologiach” z tego samego 1 litra uzyskamy pół kostki “masła”, 5 litrów zabielanej, 3% mlekopodobnej lury, no i oczywiście, 3 kg plastykowych, seropodobnych produktów…

        Oczywiście, wymienione ilości podałem sarkastycznie, chodziło mi o zobrazowanie przykładu…

        A co do Bayera, to przypuszczam (ale są to moje prywatne przypuszczenia), że po prostu Bayer dostał od krowopasów “propozycję nie do odrzcenia” i nie miał innego wyboru…
        – przecież EU, a w szczególności DE to również Zahlsklaven (pachołki do płacenia) Amików…

  9. Duńska wieprzowina nie tyle jest gorsza co zwyczajnie pochodzi z zapasów to zamrożone półtusze które mają naprawdę więcej lat niż Wam się może wydawać 😉

  10. Ponieważ jestem głównie roślino żerna to cena kiełbasy jest mi obojętna, moim kotom też, ponieważ nie czytają paragonów. Ważne aby miały jedzenie i tego skrupulatnie pilnują.

  11. Sprawa jest stosunkowo prosta. Biznes nie może stracić swoich zysków na podwyżce płacy minimalnej i innych kosztów pracy, podatków itd. Musi utrzymać przynajmniej status quo, więc podwyżki są konieczne.
    Tak więc dobrej jakości produkty będą relatywnie drożały wraz z podwyżkami. Tracić na tym będą zwykli konsumenci, ale nie biznes. Dopóki ludzie będą w zastępstwie prawdziwej żywności kupować śmieciowe jedzenie nafaszerowane chemią, dodatkami bez limitu, które są tylko mięsopodobne z dodatkiem glutaminianu sodu oszukującym nasz smak, to nic się nie zmieni. Inna sprawa, że powszechna bieda i spadająca siła nabywcza złotówki wrzuca konsumentów samoczynnie w śmieciowe jedzenie, bo nie stać ich na kiełbasę za 47 zł/ kg nawet raz na miesiąc. Od święta kupią sobie 20 dkg w plasterkach na kanapkę. Tak żyją miliony naszych biednych emerytów, na śmieciowym jedzeniu, a potem mendia ubolewają nad wysoką umieralnością Polaków i najwyższym wskaźnikiem nowotworów w Europie. Tu już modlitwy nie pomogą i szkoda, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, komu taki stan zawdzięcza. Dziwię się, że jeszcze emerytów stać na dawanie na tacę, na utrzymanie instytucji religijnej, której m.in. zawdzięczają obecny stan życia na jałmużnie. Kiedy Polacy zaczną myśleć i zrozumieją korzenie swej biedy?
    https://wolnemedia.net/europejska-mapa-raka-polacy-umieraj/
    Wyguglać na facet.onet.pl: “Polacy żyją coraz krócej. Nasz przyrost długości życia… zatrzymał się”.

    Prawdziwe jedzenie będzie więc drogie i dostępne tylko dla klasy średniej i wyższej ekonomicznie.
    Problem można rozwiązać wprowadzając ceny regulowane i wprowadzając standardy żywności, aby zmusić biznes do pracy na rzecz społeczeństwa ograniczając ich bezwzględną pogoń za zyskiem.
    Tzw. wolny rynek, ale nie ten pierwotny w gospodarce drobnotowarowej, tylko kapitalistyczny nastawiony na zysk jest błędnym kołem, bo w pogoni za zyskami biznes tnie koszty, gdy na rynku nie schodzą drogie produkty, to kolejny raz tnie koszty materiałowe, czyli produkuje śmieciowe jedzenie karmiąc najbiedniejszych trucizną.
    Moja ulubiona szynka wieprzowa suszona “specjał” z Chaty Podlaskiej w ciągu roku zdrożała z 90 zł/kg do 106 zł/kg. Dlaczego, skoro przecież to czysta wysuszona szynka z przyprawami? To jest właśnie efekt dobrej zmiany. Ożywienie gospodarcze, ale bez strat dla biznesu. Moja pensja w ciągu roku nie wzrosła w ogóle. Ponoszę więc stratę, chcąc się żywić zdrowo, bez chemii. No ale przecież dobra zmiana to liberałowie i kapitaliści działający pod fałszywą flagą egalitaryzmu i większej empatii dla biednych. Nie są socjalistami ale liberałami, jak ostatnio prezes podkreślił. 🙂
    No tak wynika z opinii pani profesor, broń boże nic nie zmyślam. 🙂
    “Prof. Małgorzata Jacyno, socjolożka z UW, od pewnego czasu w różnych lewackich mediach powtarza dość zaskakującą tezę, że PiS jest partią „ultraliberalną”. Jarosław Kaczyński w debacie sejmowej postanowił udowodnić, że ma rację.
    (…)
    Wizja, którą zarysował Jarosław Kaczyński jest wizją państwa kompletnie zatomizowanego, podnoszącego amoralny familizm do rangi racji stanu, akceptującego pełną prywatyzację zaspokajania potrzeb w miejsce jakichkolwiek więzi społecznych.”
    https://pl.sputniknews.com/pisza-dla-nas/2019112911428296-liberal-jaroslaw-kaczynski-sputnik/

    Ta rzekoma chrześcijańska demokracja wyjdzie nam bokiem. Jeszcze nikomu w historii na bazie katolickiej religii nie udało się stworzyć sprawiedliwego systemu społecznego.

  12. Ocet na półkach za PRL to sławny obecnie temat. A moje koty jadły morszczuka i jeszcze narzekały. Obecnie koty dostają kiełbasę śląską i nie chcą jej jeść. Posłużę się stwierdzeniem pewnej pani : taki mamy klimat.

    • Faktycznie, przypominam sobie krążące powiedzenie – ‘jedzcie dorsze,
      go*o gorsze”, co świadczyło o wybitnej taniości owej ryby dziś już nie tak taniej, a w ogóle temat ryb to temat….nawet nie rzeka a ocean. Pozdrawiam

  13. Ta służalcza pozycja, ten hołdowniczy przyklęk wyjaśnia wszystko. https://www.tygodnikprzeglad.pl/najnowszym-492019-numerze-przegladu-polecamy/

    • …. CZY, aby na pewno? Flora Lewis – ‘musiała być znaną postacią” https://en.wikipedia.org/wiki/Flora_Lewis , skoro na łamach pewnej gazety dla tubylców (ćwierćinteligentów), zamieszczono (03.06.02′) pośmiertny panegiryk (B. Węglarczyk).

      “W dyskusję o Październiku dobrze wpisuje się ważna książka………”tiaaa…

      “Dzięki polskiej rewolucji, która przyniosła ze sobą swobodę wypowiadania się, zadawania pytań i utrzymywania kontaktów z Zachodem, w Polsce, jak nigdzie indziej, można dowiedzieć się, co piszczy za potężnymi zazwyczaj i dźwiękoszczelnymi murami reżimu komunistycznego. W Polsce, jak nigdzie indziej, można uzyskać informacje o toczących się sporach, ukrytych motywach działania, skrywanych konfliktach osobowości, które tworzą politykę w komunizmie i wpływają na funkcjonowanie jego administracji. Przede wszystkim jednak, na podstawie polskiego doświadczenia można starać się określić, jak dużo wolności mogą wyszarpać dyktaturze odważni ludzie oraz jakie są szanse na to, żeby mogli pójść o krok dalej i zdobyć jeszcze więcej.” Amen. https://ksiegarnia.pwn.pl/Historia-pewnej-nadziei,804445239,p.html

      Tak czy owak – zawsze ….nie, niestety,nie Nowak… 😏

      • Krzyku, czytam mniej aniżeli Ty. Jednak czytam to co mnie interesuje. Skoro czytasz wiele to z pewnością przeczytałeś również, że pewien kraik z bliskiego wschodu i nie jest to Liban, obiecał Polsce, że zniszczy tejże Polsce opinię na świecie no i właśnie to realizuje. Czy się uda? a to się jeszcze okaże jak powiedział mistrz Zen.

        • Też pozostaję z nadzieją, a nawet “czymś więcej”, iż owe
          obietnice wrócą do nadawcy życzeń w formie karmy …
          A swoją drogą po 89′ ów spektakl (cyrk) ‘wnieśli na deski”
          nowojorscy żydzi -w formie szantażu twierdząc przy tym iż:
          . (…) Będziemy im to powtarzać dopóki Polska ponownie nie zamarznie. Jeśli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań będzie publicznie atakowana i upokarzana na forum międzynarodowym”. https://pl.wikipedia.org/wiki/Israel_Singer MY Polacy, pamiętamy tamte chamskie i wredne słowa… wiemy, też KTO jest Naszym śmiertelnym wrogiem.
          Pozdrawiam

  14. Ю.Н.Жуков и Е.Ю.Спицын в студии МПГУ. “Сталин и «холодная война»”
    https://www.youtube.com/watch?v=b0S39DbzFUg&t=166s

  15. Czy byl, ktokolwiek, w historii, ktory by argumentowal ze, na bazie katolickiej religii uda się stworzyć sprawiedliwy system społeczny…?

    Mieclaw napisal. (…)
    Jeszcze nikomu w historii na bazie katolickiej religii nie udało się stworzyć sprawiedliwego systemu społecznego.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.