Kiedy zrozumiemy że MUSIMY stosować małą retencję na masową skalę?

fot. red.

Kiedy zrozumiemy że MUSIMY stosować małą retencję na masową skalę? Może ktoś nie zauważył, że klimat się zmienia. 20 lat temu było inaczej, względnie normalnie, w Krakowie nawet latały wróble! 40 lat temu, jeszcze były normalnie cztery pory roku, co więcej można było rozpoznać jak się rozpoczynają, mają czas przejściowy (np. Przedwiośnie). Dzisiaj mamy wariant klimatyczny kraju w strefie około zwrotnikowej, dosłownie z dnia na dzień temperatura może wahać się o 20 stopni! Pojawiają się gwałtowne zdarzenia pogodowe, wiatr jest poważnym zagrożeniem. Jednak największym problemem jest generalny deficyt wody i jej miejscowe i okresowe braki.

Wielkopolska pustynnieje, wiadomo to już z opracowań naukowych z lat 60-tych! Wówczas już mówiło się poważnie o zagrożeniu dla najlepszych areałów dla naszego rolnictwa. Wisła wysycha, widać to gołym okiem w centrach miast. Z Odrą nie jest dużo lepiej, chociaż tam, stare prusko-niemieckie prace melioracyjne i stworzenie całego systemu zapór, jazów, przepustów i innego rodzaju urządzeń wodnych – swoje robi do dzisiaj. Odra jest generalnie rzeką uregulowaną, chociaż nie można powiedzieć, żebyśmy jakoś przez te wszystkie lata szczególnie się do poprawy stanu infrastruktury przeciwpowodziowej przyczynili. Pamiętamy dramatyczną powódź i jak bardzo ucierpieli mieszkańcy np. Wrocławia.

Wiadomo, że przeliczeniowo „na głowę”, to nasze zasoby wody słodkiej są na poziomie Egiptu, który ma bardzo dużo piasku, dużo ludności, ale także i potężną i przepiękną rzekę. Nil jest jednym z cudów natury, a umiejętna gospodarka jego wodami i wylewami, pozwoliła na zbudowanie jednej z najbardziej imponujących cywilizacji w znanej historii ludzkości. Tego samego nie można powiedzieć o wielkim dziele tworzenia z przypadku nad Wisłą. Jednak skala problemów jest analogiczna, dlatego warto jest pomyśleć o wodzie, w kategoriach towaru deficytowego.

Woda jest podstawą wszystkiego w gospodarce, a nawet można powiedzieć więcej, woda jest podstawą wszystkiego w ludzkiej cywilizacji. Dla większości ludzi woda jest zauważana jako problem dopiero wtedy, kiedy jej nie ma w wodociągu. Nie dostrzegamy jej, nie widzimy jaka jest ważna, co więcej – nie mamy świadomości, jak niesłychanie trudno jest ją gromadzić, przetwarzać i dostarczać. Na szczęście lata w Unii Europejskiej bardzo nam pomogły, jeżeli chodzi o oczyszczanie ścieków, jednak porażka jaką odnotowaliśmy w stolicy – jest dowodem na to, że gdyby głupota dawała skrzydła, to można by latać. Jest czymś po prostu niesamowitym, jak bardzo tam się nie udało, jak wielki to wstyd i jak poważne to niesie konsekwencje. Nie dość, że postawiono znaki zapytania nad wydawaniem pieniędzy unijnych, to jeszcze dosłownie zalano szlamem całą Wisłę! Szkoda słów! Wstyd!

Rząd powołał spółkę wodną, która ma koordynować problematykę wodną w skali całego kraju, jednak – nie ma realnych wyników jej działania, poza podwyżkami cen za cyrkulację wody. Czas mija, a ani wielkich, ani średnich, ani małych zbiorników retencyjnych nie widać. Nawet pan (niestety) Prezydent naszego kraju, miał promować ideę „oczek wodnych”. Jednak nic z tego nie wyszło, poza systemem dopłat, którego większość ludzi nie rozumie. Pojawiły się za to liczne filmiki o komarach, które masowo zaczynają żyć przy stojącej wodzie np. w beczce. No taki mamy klimat i nic się na to nie poradzi, miało być wspaniale, a wyszło jak zwykle.

Szokiem dla wielu ludzi jest podatek „od deszczówki”, czyli opłata jaką mają płacić właściciele nieruchomości zabudowanych. W skali kraju będą z tego poważne kwoty, należy mieć nadzieję, że rząd to wykorzysta do celów związanych z wodą, jej retencją, zagospodarowaniem i zapewnieniem jej najwyższej jakości. Będąc jednak realistą, trzeba być sceptycznym i podejrzliwym.

Sam pomysł na małą retencję wody, jest dla nas zagadnieniem STRATEGICZNYM, równie ważnym jak zabezpieczenie energii elektrycznej i paliw. W istocie, nie ma niczego ważniejszego, ponieważ bez wody – siada rolnictwo i osadnictwo. Tylko poprzez małą i średnią retencję, możemy spowodować, że w naszym kraju poprawi się bilans wodny. Powodzenie tego przedsięwzięcia wymaga jednak włączenia dwóch ważnych aktorów. Pierwszym są samorządy terytorialne, a drugim są rolnicy. Na pewno przydałaby się także pomoc, ze strony Lasów Państwowych i innych dużych posiadaczy ziemskich np. jednego z kościołów. Chodzi o to, żeby spowodować masowe zachowania, żeby zapewnić w dosłownie milionach miejsc – przechowywanie wody. Wiadomo, że nie z dnia na dzień, ani z roku na rok. Potrzebny jest plan – budowa sieci lokalnych, powiatowych i wojewódzkich i spięcie wszystkiego w jedną całość.

Można sobie wyobrazić sytuację, w której władze państwowe zapewnią dla wszystkich dostęp do projektów budowlanych, wyspecjalizowanych pomiarów, przygotowania inwestycji pod lokalne wymogi terenowe i wodne, tak żeby wszystko co będzie budowane, w zamyśle ogólnym tworzyło system.

To jest do zrobienia i do wdrożenia, wymaga jednak konsekwencji i działania w wymiarze realnym, a nie fikcyjnym. Można sobie wyobrazić dotacje dla rolników, można sobie wyobrazić obniżenie stawki podatku VAT za materiały używane do budowy instalacji wodnych. Co więcej, można nawet płacić rolnikom i samorządom za utrzymanie i zapewnienie sprawności działania (retencji), tych instalacji w praktyce. Beczka na wodę przy rynnie to mało, ale i to jest potrzebne! A raczej miliony beczek, ale koniecznie z przykryciem bo inaczej zjedzą nas komary, nie ma już wróbli, które pożerały je w łańcuchu pokarmowym…

Uwaga, nie ma alternatywy. Realnie mamy jakieś 10 – 15 lat, trzeba będzie być przygotowanym na poważne zmiany w rolnictwie i w funkcjonowaniu społeczeństwa. Wzorem jest pewien mały bliskowschodni kraj i nie jest to Liban…

7 komentarzy do “Kiedy zrozumiemy że MUSIMY stosować małą retencję na masową skalę?

  • 28 czerwca 2021 o 05:29
    Permalink

    Potrzebny artykuł.

    Wiele zaniedbano w sprawie wody w Nadwislańskim Macondo.

    W latach 60-tych, aż do 70-tych – nadmiernie MELIOROWANO ziemie z użytkami rolnymi. Były nawet szkoły średnie kształcące meliorantów.

    Tak wówczas widziano potrzeby rolnictwa, żeby “na polach” nie stała woda …

    Wiadomo, że woda po paru dniach opadała, były pewne straty w plonach – ale efekt DZIŚ mamy taki, że w zasadzie nikt już się tym nie zajmuje, a stara infrastruktura melioracyjna – niszczeje.

    Może to i dobrze, bo ZIEMIA powinna trzymać wodę, a nie żeby się jej jak najszybciej pozbywać.

    Stąd w tych planach retencji i działalności POLSKICH WÓD – powinno to być uwzględnione, tzn. dopłaty dla rolników “dotykanych” zalaniami, bo te muszą się pojawiać.

    Z tym że klimat w Polsce już tak się popsuł, że nie ma już normalnych opadów, tylko są PUNKTOWE nawałnice wiatru, opadów (w tym gradu!), o ponadnormalnych rozmiarach.
    A systemy melioracyjne (o ile jeszcze gdzieniegdzie działają) oraz miejskie systemy odprowadzania wody opadowej – nie były PROJEKTOWANE na te ekstremalne OPADY.

    Stąd dramatyczne obrazy w TVP, jak to ludzie w miastach chodzą po kolana w wodzie lub zalane kilka hektarów upraw rolnych.

    Te wody po paru godzinach opadają, szacowane są powstałe szkody, a nadmiarowa woda – zamiast pozostać w zbiornikach retencyjnych – spływa rzeczkami – do Bałtyku …

    Nie ma pomysłu na całościowe lub REGIONALNE ogarnięcie problemu.

    Mamy zatem dwa stany:

    1. Narastające pustynnienie kraju,

    2. Gwałtowne ulewy i podtopienia.

    Pomiędzy tymi STANAMI zajmujemy się głupotami, a pustynnienie obszarów Polski – narasta.

    Powtórzę PYTANIE AUTORA: “Kiedy zrozumiemy że MUSIMY stosować małą retencję na masową skalę?”

    Do momentu, jak woda dla LUDNOŚCI zacznie być RACJONOWANA, nawet na KARTKI.

    To będą dyżurne BECZKOWOZY, wydające kilka wiader wody na rodzinę na tydzień, po odebraniu od nich PARAGONÓW-KUPONÓW wodnych, oczywiście – niepodrabianych domowym sposobem …

    Sygnałem budzącym POLITYKÓW będą PUSTE rurociągi przesyłające ropę i gaz z Federacji Rosyjskiej po 2022 roku.

    Otóż tymi pustymi rurociągami będzie można przesyłać wodę z syberyjskich rzek, ale tylko to minus 5 stopni, potem należy je opróżnić …

    Perspektywa zamiany RUSKIEGO GAZU na Rosyjską Wodę, może spowoduje DZIAŁANIE WŁADZ, bo będzie chodziło o zmniejszenie kolejek ludzi z wiadrami w Nadwislańskim Macondo, co w okresach przedwyborczych rozłoży KAŻDĄ rządząca władzę.

    Na razie na Żoliborzu woda jeszcze jest, więc nic się nie będzie robiło.

    Jak zacznie jej TAM brakować, to się zgromadzi 50-60 wozów strażackich z wodą.

    80 policyjnych radiowozów już tam kiedyś stało …

    Odpowiedz
  • 28 czerwca 2021 o 07:44
    Permalink

    Jak się do oczka wpuści rybkę to ona te komary zje. Pojawi się też nietoperz, który zjada 3000 (to nie pomyłka) komarów dziennie. Nie ma co więc demonizować tego komara. Poza tym wieczorem to się śpi, a jak się nie śpi, to się ubiera. Można się zabezpieczyć pijąc całą masę witaminy b6, komar nie tyka takiej krwi.

    We Francji rowy wypełnione są wodą po brzegi. Wszystkie na końcu mają jakąś tamkę. Tyle, że u nas padają jeszcze deszcze i z tak wypełnionego rowu z podniesioną wodą gruntową w porze deszczowej uprawy chyba zgniją bo i też pustynią nie jesteśmy. A że będziemy? To tylko prognoza. Od 15 lat moja amatorska studnia wody powierzchniowej ma tyle samo wody i niezmiennie jest na głębokości 1,5 – 2 metry. Tu się nic nie zmieniło.

    Sporo lat już mineło odkąd Straż Pożarna pełni raczej rolę kryminalisty zamiast misyjnej. JUż pominę odmowy gaszenia dachów bo “zagraża to życiu strażaków”. Oni się wzięli za opinie dot. obiektów i na każdym terenie mają barona, który decyduje czy obiekt spełnia wymogi. A jest z tym różnie, bo przestrzeganie i interpretacja przepisów to bardziej kwestia pełnej kieszeni. Kuriozalne wymogi np:

    – przenoszenie węża gaśniczego z klatek schodowych na korytarze (człowiek ma się spalić i dopiero dojść do tego węża?)
    – montowanie na klatkach schodowych oddymiania w oknach dachowych (nie udusimy się, spokojnie, spłoniemy żywcem po otwarciu klapy a klatka zadziała jak komin)
    – montowanie tzw. suchych zaworów na ścianach obiektów
    – montowanie drzwi otwierających się w odpowiednim kierunku
    – liczenie stopni zjazdu dla wózków inwalidzkich (to te głupie zjazdy ciągnące się na kilkudziesięciu metrach by pokonać wzniesienie jednometrowe, i z których mało kto korzysta)
    – zatwierdzanie by drzwi otwierały się w prawidłową stronę
    – a przy tych wszystkich wymogach szkolenia by nie gasić pożarów na własną rękę, dziś właściciel hotelu/dpsu/instytucji po zauważeniu malutkiego ognia w rogu pomieszczenia ma obowiązek wyprowadzać wedle schematu ludzi, nie wolno mu go ugasić czyli np przydeptać butem.
    – sposób przeliczania drogi ucieczki w metrach też jest ciekawy. Jest zupełny zakaz skracania drogi po skosie w trakcie ucieczki. Trzeba uciekać środkiem korytarza a gdy ten się łamie z innych korytarzem prostopadłym to trzeba osiągnąć punkt styczny w jego przecięciach po środku szerokości, obrócić się o 90 stopni i uciekać dalej. Tak jest, nie zmyślam.
    – chodzenie z linijką i pomiar wysokości sufitów i szerokości drzwi. Wysoki sufit to większe koszty ogrzewania, ale kogo to interesuje
    – montowanie systemów ppoż, dziś to obowiązkowa centralka na stale połączona ze Strażą decyduje czy się pali i nawet jak przypalimy coś na kuchence gazowej to pod drzwiami bez naszej wiedzy mamy brygadę strażaków. Każdy wyjazd płatny.

    Tym się dziś zajmuje straż, tworząc sobie zresztą rewiry nie do przejścia. A kieszenie głębokie. A mogliby pomagać ludziom, mogliby budować im oczka, tamki w rowach, oczyszczać z gałęzi dna rzek, robić podcinki niebezpiecznych drzew, uczyć w szkołach jak ważna jest wentylacja w domu, co to jest jeden gaz, drugi, jak się szybko umiera w wannie przy piecu gazowym i cofce, który ogień gasić wodą a który kocem. Fakt, to sa wymogi unijne, ale zwiedziłem też Europę i widziałem, że dla Niemca czy Francuza liczy się przetrwanie obiektu (a w związku z tym wszystkiego co po drodze, czyli pracy, podatków, zadowolenia) kosztem szerokości drzwi czy wysokości sufitu, w Polsce obiekt zamykamy i zwalniamy pracowników lub nakładamy kilkudziesięciotysięczne kary właścicielom tych obiektów.

    Przypomnę tragedię w USA w WTC. Tam tak bardzo skupiono się na przepisach, że zapomniano o człowieku. Ten głupieje im z dnia na dzień zresztą, i kiedy doszło do tej tragedii to cała masa ludzi zginęła bo zatrzasnęły im się (zblokowały) drzwi na klatkę schodową. Gdyby uczyć ich mądrości to wiedzieliby, że obok drzwi jest zwykły gips-karton który można wydłubać palcami. Nie wiedzieli. To były dzieci w przedszkolu.

    Sporo odbiegłem od sensu artykułu, ale to i tak wszystko wiąże się z tematem przewodnim.

    Odpowiedz
    • 28 czerwca 2021 o 12:25
      Permalink

      “Powiedasz” pan – “aż’ 3000? TO JA mam lepszego pomysła – https://www.domiporta.pl/poradnik/7,126866,27013074,nie-chcesz-komarow-zapros-jerzyki-zjadaja-do-20-tys-owadow.html
      Przyzna pan że wymienione przez nas proporcje sprawiają wrażenie?

      “Poza tym wieczorem to się śpi,..” E, tam – wieczorem?

      “Można się zabezpieczyć pijąc całą masę witaminy b6… ” Byleby nie przesadzać, suplementuję B-50 aktywny B-kompleks i ne ma problema ,żona też! Nie działa, w moim przypadku aktywuje się taka mądrość ludowa “kto pije i pali ten nie ma robali)) Cóś jest na rzeczy?

      “JUż pominę odmowy gaszenia dachów bo “zagraża to życiu strażaków”. ” 🙂
      Znane są przypadki “ścisłej rejonizacji”, trochę za granicę powiatu tragedia ma miejsce – i nie pojedzie!!! 🙂 Woot!

      “Przypomnę tragedię w USA w WTC. ”
      TO ja panu przypomnę ostatnie ….Обрушилось здание во Флориде https://www.youtube.com/watch?v=_Q8VL3Q4B1Q

      США: О происшествии во Флориде https://www.youtube.com/watch?v=NRKBiMQr2Co&t=1s

      “Niegłupie i niestare chałupy”, a-składają się ‘bez powodu”niczym klocki Lego układane przez maluchów!

      “Sporo odbiegłem” .Sporo! Nawiasem mówiąc też (niekiedy) 🙂 tak mam!
      W poruszonych końcowym wątku polecam książki: https://www.oficyna-aurora.pl/slawomir-m-kozak,s421543402

      Odpowiedz
  • 28 czerwca 2021 o 09:55
    Permalink

    Ajjjjjjjjjjj! “20 lat temu było inaczej, względnie normalnie, w Krakowie nawet latały wróble! “No pacz Autorze – żal! Kiedyś “tam”, też ‘latało wszystko” co tylko unosi się w powietrzu ( i to nie tylko z “szybkością światła, na wysokości lamperii”). U mnie, paka ‘wszystko-lata” lata i świergocze piejąc pieśń radosną, a ciesząc moje, i nie tylko moje (zapewne) stare ucho. Interesno, ile jeszcze? ‘Pływają w powietrzu” nawet boskie JERZYKI!
    https://wiecznaziemia.wordpress.com/2018/03/18/wspanialy-jerzyk-zwyczajny/

    https://wiecznaziemia.wordpress.com/2020/07/10/apus-apus/

    Odpowiedz
    • 28 czerwca 2021 o 10:57
      Permalink

      We Wrocławiu też już nie ma a pamiętam jak latały całymi chmarami. Rzeczywiście pożerały komary, mszyce i inne małe paskudztwa.

      Odpowiedz
  • 28 czerwca 2021 o 10:38
    Permalink

    Odpowiedź – nigdy, przenigdy! My nie rozumiemy, nie zrozumiemy i nic nie zrobimy co ma sens.

    Odpowiedz
  • 28 czerwca 2021 o 13:28
    Permalink

    Szanowny Panie Redaktorze, oczywiście i Koledzy,
    – przecież mamy PLANDEMIę, więc po co zajmować się takimi drobiazgami ?

    Na razie to 1,5 roku (PóŁTORAROKU !), ale tak łatwo nam nie pójdzie, przecież wirusy mutują z 20 razy na rok…
    – grecki alfabet jest spory, a i np. pory roku, miesiące, dni tygodnia stoją naszym fachowcom od (naszego, bo oni mają swoje) zdrowia do dyspozycji…

    Jak cudnie by to np. brzmało:
    – “Wirus Omega, odmiana jesienna, typ marcowy z czwartku”…

    A i odpowiednia szczepioneczka by się znalazła….

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.