Polityka

Kiedy i dlaczego rozpadnie się Platforma Obywatelska?

 Źle się dzieje w partii rządzącej. Twarde postawienie spraw i trzymanie się ideowej strony haseł przez pana Gowina spowodowało, że wszyscy którzy podskórnie czuli, że źle się dzieje, czy też chociaż partia nie wykorzystuje swojego pełnego potencjału zaczęli czuć się ośmieleni do mówienia głośno o swoim niezadowoleniu. Żadna partia nie jest w stanie wytrzymać w pełni oddolnych ruchów skierowanych przeciwko jej linii i jej elicie. Zwłaszcza jeżeli ta krytyka jest symultaniczna, tak jak w tej chwili.

Obecnie w PO trwa potwierdzanie przywództwa przez pana Donalda Tuska, który został rozprowadzony przez kontrkandydata jak małe dziecko we mgle. Jarosław Gowin bezwzględnie atakujący premiera licznymi zarzutami, debatą, odwołaniem do korzeni PO – ośmieszył i osłabił pozycję Tuska pomimo, że ten nie ustąpił mu pola. Ten kto ma inicjatywę w polityce ma zawsze bezwzględną przewagę nad kimś bez autorytetu. Chociaż Gowin przegra bitwę na wewnętrzne wybory, to wygra kampanię tej wojny w postaci bycia wyrzuconym z PO. Wielu działaczy, polityków i parlamentarzystów PO zapewne już mu zazdrości, ponieważ mistrzowsko wyniósł się i lewarował do godności równej krytykowanemu przez siebie premierowi. Nie ma już znaczenia, że jest nielojalny, ponieważ okręt na którym wszyscy płynęli się rozpada. Tak przewrotne są prawa polityki, ale oczywiście to zachowanie będzie już na stałe legitymowało pana Gowina. Przy czym uwaga, to czy zdradził będzie zależało od tego czy wygra, czy nie. Jeżeli okaże się zwycięzcą, to nikt mu nie będzie wypominał „małej” nielojalności.

Ponieważ czekający nas maraton wyborczy będzie bardzo interesujący, tym bardziej interesujące będą przygotowania do niego. Najwytrawniejsi gracze już ustawili sobie kalendarz wyborczy na wszystkie trzy wybory do organów reprezentacji, a co niektórzy jak – to tylko domniemanie – zapewne panowie Tusk i Gowin myślą także o wyborach prezydenckich. Na tym polega kalkulowanie w polityce, żeby umiejętnie się ustawić i wygrać, najlepiej wszystkie trzy wybory do organów reprezentacji i być w obozie, który będzie desygnował kandydata zdolnego do wzięcia żyrandola. Nic poza tymi sprawami się dla polityków w najbliższych latach nie będzie liczyć, jakiś deficyt, jakieś długi, jakaś służba zdrowia, to wszystko nie będzie miało znaczenia o ile nie będzie się dało za pośrednictwem sprytnych haseł przywalić „drugiemu” czy też grać tak, żeby samemu zrobić unik. Na kreatywną politykę proszę w najbliższym czasie nie liczyć, u nas gra się na „psucie” i na scenariusze negatywne. Tylko to się politycznie opłaca a w ostatecznym rozrachunku sprawdza. Jeżeli ktokolwiek ma wątpliwości proszę wskazać przykład kampanii merytorycznej, której postulaty zostały spełnione w ostatnich 23 latach? Równie dobrze moglibyśmy szukać życia na Marsie, chociaż i to wydaje się bardziej prawdopodobne od wątków merytorycznych w naszej krajowej polityce.

Zatem, jeżeli politycy i aspirujący do polityki będą obecnie zabiegać o odpowiednie ustawienie się, potrzebują maszyny politycznej, która swoim sprawnym mechanizmem im to wszystko umożliwi. Najwcześniej zrozumiał to pan Leszek Miller, mistrzowsko trzymając się swojego logotypu – po trupach, licząc po prostu na nowe rozdanie i ucieczkę do przodu. Widać, że już wygrywa, a wszyscy jego krytycy muszą się z nim liczyć w tym sensie, że jego jest i prawdopodobnie będzie na wierzchu. Jeszcze przednim podobną strategię przyjął pan Kaczyński, jednakże to jest zupełnie inna historia, ponieważ on atakuje system stawiając się sam poza jego marginesem. W każdym bądź razie to panu Gowinowi może podziękować za to, że Prawi i Sprawiedliwość stało się „normalną i demokratyczną” partią. Platforma ma ten problem, że przestała być teflonowa. Krytyka się jej zaskakująco łatwo chwyta a każdy, zwłaszcza zwykli ludzie czują pod skórą, że bardzo często – przynajmniej w sprawie pryncypiów jest ona jak najbardziej uzasadniona i celowa. W tym kontekście PO nie gwarantuje, że zrobi wynik, przy czym każdy głupi wie, że u nas decydują liderzy krajowi i logotypy. Nie liczą się żadne programy i żadne lokalne kampanie, jedynie miejsca na liście i odgórny klucz. Oczywiście w różnych wyborach bywa różnie, ale generalnych zasad działania ordynacji nie da się oszukać, głównie za to należy się podziw panu Palikotowi, ale tylko za wynik wyborczy.

Ponieważ PO sypie się już i niczego nie gwarantuje, może się okazać że ludzie przestaną je obstawiać i czymś naturalnym okaże się konieczność stworzenia nowej partii, w której pod nowym logiem pod nowym przewodnictwem ta masa ludzi mogłaby wziąć udział w zbliżających się rozdaniach.

Zawsze jest lepiej stworzyć nową partię przed wyborami, zwłaszcza nawet przez podział istniejącej – idącej na dno, niż tkwić na jej pokładzie – jako obciążony całym bagażem. No chyba że jest dziedzictwo (pozytywne), jednakże takiej partii posiadającej biorące politycznie aktywa nikt by nie chciał opuszczać. W ten sposób sankcjonuj się własną zdradę i wchodzi się jak równy z równym od razu na rozdanie, konkurując oczywiście tylko marketingiem politycznym.

Reasumując powyższe, najbardziej efektywnym scenariuszem dla rozłamowców, którzy skruszą lód a potem już rozpad potoczy się zgodnie z prawami politycznej entropii – jest odpowiednio wczesne wyłożenie kart na stół. Nie oszukujmy się, pan Gowin nie może już liczyć w krakowskiej PO na żadne miejsce. Jeżeli chce być na wznoszącej musi działać, a nie ma lepszego sposobu działania niż pożywić się oderwaniem wielkiego kawałka mięsa od zwierzęcia, które stoi obok i nie jest w stanie się już bronić.

Atawizm, entropia i umiejętność gry zespołowej to podstawowe prawa polityki. Jeszcze przed pierwszymi wyborami możemy spodziewać się upadku PO. Niby wokoło czego tych ludzi miałby zjednoczyć Tusk? Niby czym miałby przekonać Polaków, żeby mu zaufali? No chyba, że zacznie wszystkich straszyć i mówić jak jest naprawdę, wówczas rzeczywiście może przelicytować wszystkich na ciepłą wodę w kranie, bez której w tym kraju prawdopodobnie wybuchnie wojna domowa a na drzewach zamiast liści będą wisieć – dotychczasowi politycy. Polacy to nie są metroseksualni młodzi Hiszpanie, którzy protestują grając na gitarach, przytulając się w namiotach i pijąc wino. Niech nas Bóg broni przed naszą własną zdolnością do destrukcji i ślepym gniewem.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.