Każdy kto będzie rządził po Tusku może łatwo zostać wielkim reformatorem!

Narzekamy, psioczymy, złorzeczymy, klniemy itd., na rząd pana Tuska i styl jego rządzenia, zarzucając mu wszystko co najgorsze, podczas gdy tymczasem, powinniśmy dostrzec w nim genialnego męża stanu, który patrzy na rzeczywistość w długiej i bardzo długiej perspektywie. Przecież to wszystko co pan Tusk z takim poświęceniem zrobił i wszystko to, czego nie zrobił to wspaniała sprawa, to nic innego jak przygotowanie kraju i społeczeństwa do ostrych reform, jakie wprowadzi – oczywiście dla ratowania sytuacji i kraju – „po Tusku” kolejna ekipa. Co przy sprytnej propagandzie nonszalancji i zwalania wszystkiego co złe na pana Tuska, może się udać, nawet jeżeli reformy byłyby „krwawe” i wymagałyby zastosowania procedur szokowych dla społeczeństwa i gospodarki. Ludzie łykną wszystko, dosłownie każdy kit – wystarczy ładnie złożyć kilka słupków z zadłużeniem sprzed „ery Tuska” i po tym historycznym nieszczęściu jakim są rządy tego pana! Słupki zrobią swoje, okraszone komentarzem kilku młodych gniewnych mainstreamowych ekonomistów, zdziwieniem profesorów, bulwersacją autorytetów – no, bo jak tak można było zrobić… Oj nie zabraknie obecnemu premierowi pogrobowców, oj nie zabraknie…

Tymczasem, ten kto przyjdzie będzie mógł zupełnie swobodnie przez pierwszą kadencje uzasadniać wszystko, dosłownie każdą decyzję, każdą konieczność wyrzeczenia dwoma słowami „bo Tusk”. Naród usłyszy dlaczego musi podlegać kolejnym ciężarom, dlaczego dalej musi płacić i cierpieć, oczywiście na osłodę dostanie – jeżeli to będzie prawnie i fizycznie możliwe, także pociechę w postaci prześladowania wielkiego winnego, jednakże samą nienawiścią nie da się żyć, trzeba coś włożyć do garnków!

Praktycznie każdą rzecz będzie można zwalić – zgodnie z prawdą na brak pieniędzy, ze względu na znaczne zadłużenie państwa i wymagać od mieszkańców kraju kolejnych poświęceń, kolejnych ofiar! Po prostu coś wspaniałego, a władzy tak zdobytej nie będzie potrzeby oddać przez trzy kolejne kadencje, no bo wiadomo, że odbudowa musi trwać przynajmniej o kadencję dłużej niż psucie!

Jeżeli zatem popatrzymy na dwie kadencje pana Donalda Tuska przez pryzmat przygotowania gruntu dla kolejnej ekipy władzy, to naprawdę nie dało się kraju przygotować lepiej, oczywiście w negatywnym rozumieniu tego słowa. Nikt nie będzie mógł mieć pretensji do nowej władzy o nic, bo uzasadnieniem zawsze będzie to samo – ten sam „pomidor”.

Jeżeli ten scenariusz się ziści, to naprawdę zapłacimy straszną cenę, za transformację i sterowaną demokrację, zapłacimy straszną cenę za poligon doświadczalny dla zachodu i za szkolenie naszej niestety elity. Nie ma bowiem takiej skali krzywd, które można byłoby komuś wyrządzić w zamian za to, jak elita nas traktuje. Po prostu nie da się zapłacić za cierpienie prawie 40 mln narodu, który wymiera ze względu na głupie i jałowe zarządzanie przez własnych – niestety – idiotów.

Jednakże przy odrobinie wysiłku, następca Donalda Tuska, może z łatwością zostać wielkim reformatorem i zapisać się na lata w pamięci Narodu oraz na serio pozytywnie w historii państwowości. Wystarczy jedynie na otwarciu – sporządzić bilans, nie rządów jakiegoś tam poprzednika, ale całej transformacji i powiedzieć Narodowi prawdę, a następnie wskazać trzy możliwe scenariusze – pozytywny, jeżeli zdecydujemy się na pakiet proponowanych reform, negatywny, jeżeli nie zdecydujemy się na zmianę dotychczasowego dogmatu transformacji oraz neutralny, czyli – że niby uda się nam prześliznąć, ale zawsze za jakąś cenę np. za cenę nienarodzonych pokoleń, niewybudowanych mieszkań, nie zjedzonych obiadów itd.

Przecież w istocie – nikt, nigdy nie powiedział Narodowi prawdy, o tym jak jest! Może władza okupacyjna niemiecka zaraz po rozpoczęciu okupacji – jeszcze we wrześniu i październiku 1939 roku napisała w gazetach zwanych gadzinowymi prawdę o wartości polskich sojuszy i o naszej ówczesnej elicie (warto poczytać, naprawdę warto), ale poza tym nikt się później w naszej najnowszej historii na to nie odważył, może Gomułka próbował, ale też nie w pełni.

Tym razem jednak Polacy zasługują naprawdę i tylko prawdę, albowiem jeżeli ma nie być ciepłej wody w kranie, to warto jest się zawczasu dowiedzieć dlaczego.

Przy czym uwaga, wiadomo że politycy kłamią lub nie mówią prawdy i nie możemy wymagać, żeby powiedzieli nam prawdę i wskazali drogę przed wyborami. Wybory mogą sobie zrobić jak zwykle cukierkowo – lukrowane i na tematy zastępcze, natomiast po wyborach nie będzie sielankowo i żeby uniknąć wojny domowej i rozliczania establishmentu przy pomocy sznurka do wieszania prania – potrzebna jest nowa umowa społeczna. Jej podstawą musi być odarcie – złodziejów, hien, bandytów i pospolitych łotrzyków – Ojców (i matek) transformacji z jakiejkolwiek chwały i nazwanie ich po prostu jako nieudaczników po imieniu. Bez rozliczenia, bez kar, bez konfiskat, bez pokazowych procesów – gdzie na ławie oskarżonych zasiądzie na raz po kilkunastu przedstawicieli nieudolnego establishmentu – i tak będziemy mieli w kraju rewolucję, ponieważ ludzie już mają naprawdę dość i nie zamierzają udawać, że coś przemilczą.

Potem już będzie z górki, ale najpierw trzeba rozliczyć złodziei i marnotrawców!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.