Polityka

Katastrofa smoleńska – wypadek, czy zamach to wszystko jedno

 Nasz kraj jest rozdarty przez spór na temat prawdy o „Smoleńsku”. Pod tym eufemizmem kryje się bardzo istotny podział społeczny – wyklarowany, zbudowany i oparty na rozumieniu przez Polaków prawa do samookreślenia się w opozycji do istniejącej rzeczywistości i sposobu przedstawiania w niej faktów, w tym także samego nazywania prawdą określonych faktów a deprecjonowania innych.

Podział na zwolenników domagających się prawdy „o Smoleńsku” i resztę społeczeństwa, która uważa tych pierwszych za nieuprawnionych do domagania się innej prawdy niż oficjalna jest wyraźny i liczący się. Podział ten z wyżyn społecznych dotyka całego społeczeństwa, jest obecny w biurach, domach, kościołach, na ulicach. Polacy podzielili się i toczą spór podsycany przez różnego rodzaju ekspertów, w tym samozwańczych ekspertów o to, z jakich przyczyn doszło pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku do katastrofy lotniczej.

Znaczna część społeczeństwa jest przeświadczona, że w sprawie tych wydarzeń oficjalne media – i władza nie mówią całej prawdy. Osoby te rozczytują się w niesłychanie licznych opiniach i nawet raportach, mających świadczyć o tym, że do katastrofy mogły przyczynić się osoby trzecie – a nawet mogło dość tam do zamachu. W skrajnych przypadkach, winą za katastrofę obarczana jest strona rosyjska, niektóre osoby – mówią wprost o zamachu przygotowanym z polecenia – na zlecenie „czynników rosyjskich”. Jest mowa o nadzwyczajnej wytrzymałości brzozy, o którą zawadziło skrzydło samolotu, o nadzwyczajnym charakterze mgły, o spowodowaniu zafałszowania wyników instrumentów pokładowych, zdarzają się podejrzenia o podłożenie ładunków wybuchowych na pokładzie samolotu, a także o rozpyleniu specjalnego gazu, który przyczynił się do katastrofy. Tym w znacznej mierze fantastycznym przypuszczeniom towarzyszą także stosunkowo solidnie przeprowadzone analizy, jakości oświetlenia i systemu zarządzającego pracą lotniska.

Oficjalne polskie i rosyjskie czynniki – wskazują, jako przyczynę katastrofy problem w prawidłowej ocenie wysokości samolotu w krytycznym momencie. Nie mają znaczenia niuanse w orzeczeniu strony rosyjskiej i dochodzeniu biegłych polskich. Samolot z niewyjaśnionych do końca przyczyn był zbyt nisko – w miejscu, w którym powinien być wyżej. Splot nieszczęśliwych okoliczności i być może błędów ludzkich – przy skrajnie niekorzystnych warunkach atmosferycznych doprowadził do jednego z największych dramatów państwowych w historii Rzeczpospolitej.

Odrzucając na bok sferę faktów, przyjmijmy, że faktycznie w samolocie lecącym do Smoleńska z polską delegacją doszło do zamachu, lub uległ on katastrofie w wyniku celowego działania czynników zewnętrznych nad terytorium Federacji Rosyjskiej. Dla uproszczenia, można przyjąć, że został zestrzelony. Idąc tym tokiem rozumowania przyjmijmy, że winę – a nawet sprawstwo udało się ustalić, jako przyczynę leżącą po stronie rosyjskiej. Przetrzymywanie wraku samolotu w skrajnie niekorzystnych warunkach, wykluczających konserwację jest celowe i służy zatarciu śladów. Można w dywagacjach posunąć się do skrajności, zakładając, że polskiemu rządowi znane są fakty wskazujące na zamach i poszlaki prowadzące do sprawców po stronie rosyjskiej – nawet w rozumieniu winy państwowej. Innymi słowy wyobraźmy sobie sytuację, że stwierdziliśmy w kraju ponad wszelką wątpliwość, że doszło do zamachu (celowego działania), a odpowiedzialnym za jego przeprowadzenie jest państwo rosyjskie. Byłoby to zgodne z domniemaniami i przypuszczeniami części zwolenników tezy o rosyjskiej winie państwowej.

Co w konsekwencji by się stało? W jakiej sytuacji byśmy się znaleźli? Jaki komunikat poszedłby w świat? Jest oczywistym, że po stwierdzeniu rosyjskiej winy państwowej – zwłaszcza, jeżeli byłaby to wina umyśla powinniśmy natychmiast zareagować. Dodatkowo powinniśmy domagać się stosownego odszkodowania. Jak taki scenariusz lub scenariusze mogłyby wyglądać? Poza tym, jaki wpływ na scenariusze polityczne na krajowej scenie politycznej – miałoby ziszczenie się opisywanego scenariusza, a w przypadku skrajnym nawet przyznanie się Rosjan do winy pośredniej lub nawet bezpośredniej.

Pierwszym i zasadniczym skutkiem ziszczenia się scenariusza „zamachu”, byłoby trwałe przetasowanie na polskiej scenie politycznej. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że partia opozycyjna – stawiająca, jako jeden ze swoich celów potrzebę wyjaśnienia przyczyn katastrofy – zdobyłaby władzę.

Jak wówczas mogłaby zareagować Polska względem Rosji? Teoretycznie można domagać się odszkodowania oskarżając władze Rosji przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Można postawić ultimatum, w konsekwencji zerwać stosunki dyplomatyczne – albowiem z państwem posługującym się metodami terrorystycznymi nie można utrzymywać relacji. Przyjmijmy, że w ramach retorsji w ogóle ustałyby stosunki polityczne i gospodarcze pomiędzy naszymi państwami. Rosjanie wykorzystując omijające Polskę systemy przesyłowe – wstrzymaliby eksport surowców energetycznych do Polski. W konsekwencji, jako kraj pokrzywdzony – moglibyśmy się zdecydować na wypowiedzenie Rosji wojny. NATO nie uznałoby zasadności agresji polskiej na terytorium Federacji Rosyjskiej – Obwód Kaliningradzki, bo tylko tam mamy wspólną granicę i wezwało kraje członkowskie do neutralności. Wynik konfliktu można przewidzieć, jako niekorzystny dla Polski, zostalibyśmy upokorzeni okresową okupacją części kraju lub nawet odebraniem części terytorium. W efekcie władze Polski wystąpiłyby z NATO oraz Unii Europejskiej, ze względu na pozostawienie nas samych w obliczu zagrożenia.

Przyjmując scenariusz mniej pesymistyczny, władze polskie po ujawnieniu faktów – jednostronnie oskarżają Rosję o zamach lub rażące nieprawidłowości celowo prowadzące do katastrofy (zamiar), dodatkowo sądzą byłych najwyższych funkcjonariuszy publicznych w kraju – żeby udowodnić ich winę i skazać. Równolegle, jako kraj zrywamy wszelkie kontakty polityczne z Federacją Rosyjską a w ramach Unii Europejskiej i NATO jesteśmy izolowani, jako „gorący kartofel”, albowiem nikomu nie chce się „umierać za Gdańsk” tym razem w konflikcie Polski z Rosją. Na długie lata znajdujemy się w formalnej izolacji ze wschodem i w dalekim dystansie z zachodem, możliwy jest jakiś scenariusz zawieszenia członkostwa – lub doprowadzenia poprzez czynności faktyczne władz polskich do porzucenia przez nas struktur sojuszniczych. Przy tym wszystkim zrywamy wymianę gospodarczą z Federacją Rosyjską importując całość surowców energetycznych drogą wodną, co może stwarzać problemy, ponieważ nie mamy marynarki wojennej zdolnej do przynajmniej punktowego zabezpieczenia naszych interesów.

Możliwe są jeszcze inne rozwiązania i scenariusze, na przykład taki, że nasz rząd wie od dłuższego czasu o faktycznych przyczynach katastrofy i nie chcąc skazywać się na czynności w sferze faktycznej – milczy, aby nie doprowadzić do zerwania relacji z Rosją i ziszczenia się jednego z powyższych scenariuszy. Liczą się tutaj wszelkie konsekwencje wewnętrzne – na scenie politycznej jak i zewnętrzne na scenie międzynarodowej. Jako państwo jesteśmy, bowiem uzależnieni od współpracy z naszymi sojusznikami i partnerami handlowymi oraz od Rosji.

Mając na uwadze powyższe political fiction należy stwierdzić, że jako kraj nie mamy pola manewru. Liczenie na instytucje międzynarodowe – np. ONZ, w którym Rosja ma prawo weta nie ma żadnego sensu. Problem polega na tym, że nasz problem jest zbyt dużego kalibru – żeby można go załatwić w ramach relacji międzypaństwowych bez skrajnego pokajania się strony winnej. Można spodziewać się, że honor naszego państwa, – ale nie racja stanu, wymagałby podjęcia kroków zasadniczych. W razie potwierdzenia faktów – mielibyśmy do czynienia z zabiciem głowy państwa. Trudno sobie wyobrazić inną reakcję niż wypowiedzenie wojny. Oczywiście to skończyłoby się dla nas katastrofą. Wysuwając inne roszczenia i stale oskarżając Rosjan o zamach – nawet, jeżeli znajdziemy dowody w efekcie będziemy się tylko ośmieszać i narażać na międzynarodowy ostracyzm. Świat na pewno nie zaryzykuje rewolucji energetycznej – i ogólnego kryzysu w imię solidarności z Polską – podejmując bojkot polityczny i gospodarczy Federacji Rosyjskiej. Tego nie możemy oczekiwać.

Rozwiązanie problemu decyzyjnego strony polskiej jest wyzwaniem dla znawców teorii gier i logicznego myślenia. Naprawdę stoimy przed nie lada wyzwaniem, – któremu czego można być pewnym nie bylibyśmy w stanie sprostać. Samodzielne bojkotowanie Rosjan, byłoby dla nich utrudnieniem i naraziłoby nas na dramatyczne straty gospodarcze, w tym na zachodzie. Trzeba sobie powiedzieć jasno – nic nie jesteśmy w stanie im zrobić nawet w przypadku udowodnienia im winy – sprawstwa państwowego – zamachy czy nawet zestrzelenia naszego samolotu państwowego. Jest to oczywiste dla każdego, kto zna się na realiach polityki.

Dlatego, w naszym interesie powinno być bolesne, ale mimo wszystko wyciszenie sprawy. Należy ją dodać, jako kolejną na liście narodowych dramatów, wspominać ofiary a zarazem wyciągnąć z niej wnioski.

A wniosek z katastrofy smoleńskiej w sensie rachunku strategicznego musi być niesłychanie brutalny:

Musimy budować państwo na nowo, w oparciu o inne paradygmaty rozwoju społecznego i gospodarczego niż dotychczas. Nie wolno nam pomijać komponentu militarnej siły państwa, albowiem tylko on jest ostatecznym gwarantem nie tylko naszego znaczenia, ale także przetrwania.

Polska ma bardzo ograniczone pole decyzyjne w kwestii smoleńskiej. Nawet uprawdopodobnienie wersji zamachu na życie Prezydenta RP i ewentualnego udziału w nim strony rosyjskiej będzie oznaczać jedynie mniejsze lub większe straty w konsekwencji ujawnienia takiej wiedzy przez Polskę. Jesteśmy zbyt słabym krajem, żeby dochodzić swoich praw na arenie międzypaństwowej.

Dla zilustrowania tej tezy wystarczy drobiazg technologiczny: o ile w lepszej sytuacji bylibyśmy, gdybyśmy odpowiednio wcześniej dysponowali własnym satelitą szpiegowskim – nakierowanym na obszar nas interesujący. Jak niesłychanie ciekawym materiałem do oceny katastrofy mogłyby być nasze własne zdjęcia miejsca katastrofy dokonane w czasie rzeczywistym. Dodatkowo zapisy rozmów, aktywność innych statków powietrznych, analiza widma itp. Niestety jesteśmy tak ekstremalnie słabym i niesamodzielnym państwem, że zupełnie nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie takich informacji.

10 komentarzy

  1. Chyba nikt tego nie zauważył o czym pan pisze, faktycznie – nawet jeżeli wina za t zdarzenie leży na domniemanych sprawcach to i tak nic to nam nie daje bo nic nie jesteśmy w stanie im zrobić. Faktycznie jesteśmy słabym krajem.

  2. nadstawmy najlepiej drugi policzek albo najlepiej wypnijmy dupę, Rosjanie to lubią .

  3. Żadne tam zrywanie kontaktów dyplomatycznych czy wypowiadanie wojny nie jest konieczne. Ale akcja propagandowa wskazująca nie tyle na winę, co na katastrofalny bardak w Federacji Rosyjskiej – jak najbardziej. Należałoby w tym celu nagłaśniać wszystkie katastrofy lotnicze w Rosji, a nawet mniejsze incydenty. Wszystko połączone jedną myślą przewodnią – Rosjanie nie są w stanie samodzielnie rządzić państwem, a już w żadnym wypadku dysponować bronią jądrową. Należy zatem poddać ich międzynarodowej kurateli.
    A niezależnie od tego polskie służby specjalne powinny zrobić wszystko, żeby zła pogoda i błędy pilotów doprowadziły do katastrofy samolotu ukochanego przywódcy rosyjskiego. Mając, oczywiście, już ułożony tekst depeszy kondolencyjnej.

  4. ciekawie mówisz – jakby były polskie ? To czyje są ? Przecież Polacy w nich pracują – a nawet mają prawo do wcześniejszej emerytury… – czemu to nie są nasze służby. Coś kłamiesz i przekręcasz…

    • Nasze sluzby specjalne,to byly za slynnej”dwojki”1 938 ale juz po wojnie.Byly wiekszosci kierowane zmoskwy.a teraz?Powiedzmy sobie prawde nikt ,znajacy te formacje ,nie uwierzy,ze po tylu latach wplywow rosji,nadal nie maja swoich ludzi.druga strona t USA ktorym rzad PL.lize tylek.wtedfy gdy nas potrzebuja jestesmu fine..a tak chlopiec do bicia.Wiec nikt w naszy imieniu nie zaryzykuje konfliktu z Putinem.Tak jak w 39.Smutne ale prawdziwe.Mozemy tylko bla,bla,bla.

    • Nasze sluzby specjalne,to byly za slynnej”dwojki”Lecz od czasu wojny Byly wiekszosci kierowane z Moskwy.A teraz?Powiedzmy sobie prawde nikt ,znajacy te formacje ,nie uwierzy,iz po tylu latach wplywow rosji,nadal nie maja swoich ludzi.Druga strona to USA ktorej rzad PL.lize tylek.wtedy gdy nas potrzebuja jestesmy fine…a tak chlopcem do bicia.Wiec nikt w naszy imieniu nie zaryzykuje konfliktu z Putinem.Tak jak w 39.Smutne ale prawdziwe.Mozemy tylko bla,bla,bla.

  5. Polacy pracują też w Lidlu, co jednak nie znaczy wcale, że to polska sieć. W polskich służbach specjalnych mogliby pracować choćby sami Eskimosi. Bo nie ten, kto w nich pracuje, czyni je polskimi, tylko interes państwowy, któremu służą. Jeśli działają w interesie Polski, to są polskie.

  6. ale polskie z polskiej krwi i kości? a kto ma definiować polskość – macierewicz? już zdaje się próbował …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.