Kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego a aksjologia Unii Europejskiej

O kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego już można powiedzieć, że jest brudna, daleka od merytoryczności tak niesłychanie potrzebnej przy sprawach europejskich. Dwie największe partie polityczne nie pałają do siebie sympatią, a dodatkowo pozwalają się rozgrywać cynikowi i mistrzowi wszechmanipulacji. W istocie głupowate klipy wyborcze zastępują realną kampanię i rzeczową dyskusję. Jednakże nie można się dziwić partiom, naprawdę strategia oparcia się na marketingu politycznym i konkurowania w oparciu o marketing polityczny jest genialna. Po co marnować czas na sferę realną i jeszcze wejść w sytuację bez wyjścia? Przecież o wiele lepiej jest napisać wieczorem założenia do scenariusza, które rano ktoś dopracuje po południu zrobi z tego scenopis z rysunkami i przy kolejnej kolacji to zatwierdzamy i jeżeli tylko znajomy adwokat nie powie, że przesadziliśmy z nadużyciem wizerunku – natychmiast do realizacji. Potem emisja o nią nie jest trudno w dobie mediów społecznościowych, nawet jeżeli oficjalna telewizja jedna czy druga się wzdraga – to marketing wirusowy zrobi swoje. Nie da się prościej i w istocie taniej, to genialny sposób na spłaszczenie całego procesu przedstawiania się wyborcom i zobowiązywania się wobec nich do minimalnej projekcji fikcji.

Kampania wyborcza jaką obserwujemy w swoich założeniach przypomina tłok w autobusie podmiejskim. Jest w nim tłoczno, ale warunkiem wejścia do środka jest udawanie, że wszystko jest w porządku – hipokryzja na dzień dobry. Zaraz pojawią się kolejne spoty, może książki liderów. Stopniowo, małymi krokami – będzie nakręcana spirala nienawiści.

Problemem tu nie są nawet naiwne w treści i proste w przekazie filmiki, ale chodzi o uwrażliwienie opinii publicznej na głupotę. Ludzie może i obejrzą filmik, jednakże to co sobie pomyślą – po takim potraktowaniu przez partie to już mało kto pójdzie do urn. Nawet jak pójdzie, to będzie bardziej gotów głosować przeciwko – niż za, ponieważ negatywne wzorce pozostają, przyswaja się je nadzwyczajnie łatwo i szybko.

W ostateczności w takich warunkach normalny dialog, poza ewentualną debatą liderów jest praktycznie niemożliwy, będzie się to działo ze stratą dla realiów. Zamiast dyskusji o Europie i uświadomienia klasie politycznej i społeczeństwu – jak ważna jest Europa i sprawy europejskie będziemy mieli festiwal głupoty i naiwności propagandowej – oczywiście za publiczne pieniądze! Tak się kończą partyjne pomysły na „think tanki”. Niestety dotychczasowe spoty po prostu obrażają adresatów przekazów w kontekście ich zdolności percepcyjnych. Ludzie nie są ograniczeni w rozumowaniu, widać co partie myślą o przeciętnych wyborcach! To jest przerażające! Poniżające i zatrważające!

Nie ma w ogóle rozmowy o wartościach, o tym co uczyniło Unię wielką, co spowodowało że do niej wstąpiliśmy, co ją spaja, co powoduje ze jej przesłanie jest uniwersalne i ponadczasowe – odpowiednie dla wszystkich. Brak takiej dyskusji to nie tylko olewanie wyborców, ale to przede wszystkim spłaszczanie idei Unii Europejskiej do przekleństwa grantozy! Nie można pojmować Unii tylko w kontekście Unii transferowej – jeżeli dzisiaj politycy olewają aksjologię – wspaniały gmach unijnych wartości – to w kolejnych wyborach nic nie będzie nikogo interesować. Jak upadnie idea – upadnie wszystko inne, albowiem ten gmach naprawdę spaja się ideami! Trzeba to jednak rozumieć. No i ciągłe pytanie – co się stanie jak przestaną to rozumieć Niemcy? Wszystkiego najgorszego – eurosceptycy!

Uznając jednak rzeczywistość za taką jaka ona jest – nie mamy wyboru, trzeba uczestniczyć w tym co „objawiają” nam politycy. Warto próbować odczytać z ich komunikatów „spotowych” prawdziwe intencje i to co mają nam wyborcom do przekazania. Jednakże obraz jaki się wyłoni może przerazić i okazać się bardzo przykry, ponieważ nie będzie tam odniesienia do realiów.

Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na dwie kwestie w stosunku polityków do Unii Europejskiej. Wiadomo, że przyjęcie waluty Euro jest zagadnieniem zasadniczym i o znaczeniu fundamentalnym. Stosunek polityków do tego pomysłu w zasadzie wystarcza za jakiekolwiek inne probierze „europejskości”. Drugą sprawą jest kwestia reform Unii Europejskiej, czyli pogłębiania jej dalszej integracji. W tym szczególnie ważne stają się sprawy zmiany Traktatu, na nowo definiujące obowiązki państw w Unii i jej ostateczne możliwości działania na wytypowanych jako wspólne płaszczyznach.

Nie ma dla naszego kraju niczego ważniejszego niż trwałe zakotwiczenie w strukturach unijnych. W tym kontekście, zwłaszcza w obliczu przedstawianego tak naiwnie kryzysu i zagrożenia „ze wschodu” po prostu posiadanie Euro to kwestia narodowego bezpieczeństwa. Warto dokładnie przyglądać się wszystkim tym, którzy będą przeciwko Euro – zastanawiając się, czyje interesy ci ludzie w rzeczywistości reprezentują? Bo uzależnionej w 80% od strefy Euro Polski na pewno nie. A bajki o „amortyzacji” jaką zapewnia nam złotówka proszę spuścić w toalecie, ponieważ ta amortyzacja ma też drugie oblicze w postaci – degradacji ekonomicznej społeczeństwa. My nie potrzebujemy już więcej dostosowywać się do koniunktury, tylko za nią podążać lub jak będziemy na tyle zdolni – ją wyprzedzać – ciągle się bogacąc. Scenariusz zbiednienia całego państwa, gospodarki i obywateli – w imię poprawienia konkurencyjności naszej gospodarki już kilka razy przerabialiśmy i nam wystarczy.

Oczywiście obecnie musimy być podwójnie czujni – chodzi o nastroje eurosceptyczne w krajach zachodniej Unii. Może się bowiem okazać, że rzeczywiście we wrześniu polskie dzieci nie pójdą do szkoły. Premier Donald Tusk miał rację uwrażliwiając wyborców na ważność dokonywanych wyborów w nadchodzącym głosowaniu. Od tego jaką opcję wybierzemy – może zależeć los Europy, ponieważ układ głosów w Parlamencie Europejskim nie jest dany raz na zawsze. Jeżeli zwyciężą eurosceptycy – to nie tylko możemy spodziewać się rewizji budżetu unijnego, czy też zmian zasad przyznawania świadczeń, ale przede wszystkim nastąpi zmiana oficjalnej aksjologii Unii Europejskiej. Konsekwencji przewartościowania całego systemu lepiej jest sobie nawet nie próbować wyobrażać.

2 komentarze do “Kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego a aksjologia Unii Europejskiej

  • 29 marca 2014 o 07:31
    Permalink

    Nie istnieje dyskurs o wartościach w przestrzeni publicznej, bo dyskutanci musieli by je szanować – a na to się nie zanosi.
    Pozostała kampanijna młócka.
    Młockarnie już ruszyły.
    Tylko że z takiej operacji mamy więcej plew niż ziarna.

    Odpowiedz
  • 29 marca 2014 o 08:24
    Permalink

    Niesłychanie ważny tekst, panie Krakauer o Aksjologii w Unii to w kraju nad Wisłą NIKT NIE SŁYSZAŁ… jeno dutki w głowie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.