Polityka

Kadencyjność a może losowanie sędziów w sądach?

 System sądownictwa w Polsce jest niereformowalną zaszłością, silną swoim zwyczajem, ugruntowanym w tradycji sprawowania wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Podstawą systemu są Sądy, oparte na składach orzekających, w których profesjonalni sędziowie pełnią kluczowe funkcje i stanowią wyroki w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej. Sądów mamy kilka typów, wypełniają szereg związanych z funkcjonowaniem państwa funkcji ich pozycja systemowa jest niepodważalna.

O ile organy państwa na szczęście respektują wyroki sadów, których jakość na przestrzeni czasu ulega zdecydowanej poprawie, to bolączką systemową, szkodliwą z punktu widzenia państwa jest długotrwałość i przewlekłość postępowania sądowego. Jest to jedna z głównych przyczyn, obok, różnych (stosunkwowo rzadkich) afer związanych z wymiarem sprawiedliwości, która mocno bulwersuje opinię publiczną.

Na ocenę funkcjonowania sądów, rzutują także pogłoski na temat nepotyzmu w administracji sądowej, a także – zamknięcia środowiska orzeczników na dostęp do zawodu dla osób „z poza” branży.

Prawdopodobnie największą słabością polskiego modelu sądownictwa, jest oderwanie Sądów od społeczeństwa, mianowicie obywatele nie zdają sobie sprawy z roli i znaczenia sądów, bo albo sprawy „trwają i trwają”, albo wyrok jest „w zawiasach”, albo ma się kogoś znajomego, kto pomoże złożyć właściwy wniosek we właściwym dzienniku podawczym i we właściwym czasie, a także przypadki prywatnych znajomości pomiędzy członkami składów orzekających a adwokatami nie są rzadkością i „lud” wie, do kogo iść z daną sprawą. Na takim rozumieniu sprawiedliwości w jej powszechnym wydaniu, cierpi przede wszystkim stan poszanowania prawa w kraju, albowiem ludzie albo się zbytnio boją sądów, (bo długo, bo niesprawiedliwie, bo nie ma sensu), albo unikają drogi sądowej ze względu na brak wiary w sens samego postępowania (sprawy konsumenckie, małe pożyczki, sprawy związane z prawami pracowniczymi itp.).

Odrębną barierą w dostępie do, a zarazem zagadnieniem wyjątkowo ograniczającym dostęp do sądu, są ceny usług radców prawnych i adwokatów. Wszelkie sposoby na „poluzowanie” dostępu do zawodów prawniczych nie zdały rezultatu, a „lud” wie, że na adwokacie nie można oszczędzać, albowiem brak „papugi” to sprawa przegrana po linii proceduralnej. Jest to oczywiście przyczyna pozasystemowa.

Sama konstrukcja wymiaru sprawiedliwości w Polsce, opiera się o jego profesjonalizację z udziałem przedstawicieli społeczeństwa, w praktyce pozbawionych jakiegokolwiek znaczenia (nie ma spraw, gdzie ławnicy orzekają inaczej niż przewodniczący składu). W efekcie profesjonalizacji, sprawy trwają, a poczucie sprawiedliwości społecznej, jest uzależnione od woli i sposobu subsumpcji faktów dokonywanej przez zawodowych sędziów, których kompetencje nie podlegają krytyce, z samej natury polskiego wymiaru sprawiedliwości. W praktyce, w polskim procesie cywilnym, karnym lub gospodarczym (w tym rejestrowym), obywatel jest wydany na dobrą lub złą wolę sędziego, obwarowaną morzem przepisów i tzw. metodyką pracy sędziego (w kategoriach sprawach).

System ten funkcjonuje, tak jak widać, ludzie otrzymują wyroki, w społecznym odbiorze, bardzo często niezrozumiałe. Zaskakują zwłaszcza sposoby pojmowania sprawiedliwości, wobec uprzywilejowanych grup obywateli. W Polsce przyjął się zwyczaj, że wyroków sądu się nie komentuje, co jest kolejnym z elementów ubezwłasnowolnienia społeczeństwa (zaraz za brakiem prawa do oceny kompetencji orzeczników). Dlatego można postawić tezę, że w Polsce, praca sądów ma, co do formuły charakter administracyjny. Praktyka orzekania i pracy sadownictwa, powoduje, że wyroki sadów w praktyce nie różnią się od decyzji władzy administracyjnej państwa, albowiem w polskim modelu, sąd w praktyce nie różni się od innego rodzaju urzędu, posiadającego dyskrecjonalny katalog uprawnień. Pomimo niezależności i niezawisłości sędziów.

Mało osób zdaje sobie sprawę z katalogu uprawnień i specjalnego traktowania sędziów orzeczników w Polsce. W praktyce sędzia jest w naszym kraju zupełnie nietykalny, o czym miał okazję przekonać się każdy, z kim sędzia się zderzył (zdarza się), lub popadł w zwykły sąsiedzki konflikt (o miedzę, o wyciek, o szczekanie psa). Organy porządku publicznego, nie tylko, że nie mogą egzekwować prawa względem przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, ale z zasady biorą ich stronę. W praktyce oznacza to, że sędzia – sprawca wypadku może odjechać z miejsca wypadku, (jeżeli zechce), a o sprawdzaniu trzeźwości w praktyce (bez zgody) nie ma mowy. Ten zakres przywilejów, można zrozumieć ze względu na faktyczną potrzebę ochrony niezawisłości sędziów, albowiem tym sposobem nie podlegają oni pod różnego rodzaju konsekwencje np. prowokacji. Jednakże, nastawienie organów porządku, zwłaszcza policji względem sędziów i prokuratorów, zakrawa na czołobitność i “ubóstwienie”. W efekcie obywatel w konfrontacji z sędzią, w zwykłych sprawach życia codziennego – nie ma żadnych szans. W praktyce nie ma też prawa do sądu, albowiem ta grupa zawodowa doskonale się zna, a jak jest wiedzą nawet małe dzieci.

Drugim elementem sędziowskiej niezawisłości, są środki finansowe, oferowane, co miesiąc, dożywotnio przez państwo od momentu mianowania, bez względu na to czy sędzia sprawuje funkcję czy zaprzestał, czy też odszedł w stan spoczynku. Pod tym względem, sędziowie (i prokuratorzy) są chyba najdroższymi urzędnikami w systemie władzy państwowej. Jedno mianowanie i dożywotnio płacimy.

Praktyka dochodzenia do zawodów prawniczych, nie jest łatwa, a zawód sędziego nie jest wymarzonym zawodem każdego prawnika. Najlepsi „biorą” notariat. Nie gorsi adwokaturę i radcostwo, a reszta idzie na aplikację sądową lub referendarską, która w naszym wymiarze urasta do rangi prawie sędziowskiej. W efekcie, w składach orzekających sądów rejonowych, znajdują się bardzo często osoby, bez znaczącego lub jakiegokolwiek doświadczenia życiowego, dorobku, czegoś, czym wskazują na swoje wyróżniające się predyspozycje z reszty społeczeństwa. Nie chodzi tu o koncepcję tzw. drugiego zawodu dla sędziego, aczkolwiek postulat ten jest bardzo słuszny, problemem jest natomiast praktyka i odbiór społeczny, którego nikt nie bierze pod uwagę, klasycznym uwidocznieniem tego zjawiska „sędziów po egzaminach”, jest orzekanie w sądach rodzinnych Sędziów – kobiet, które nie tylko nie mają dzieci, ale nie mają w ogóle pozakładanych własnych rodzin. Skąd taka osoba ma brać doświadczenie życiowe? Niezbędne przecież w ocenie faktów, a co więcej, w jaki sposób ma górować wiedzą nad matką kilkorga dzieci i decydować o losie czegoś, o czym nie ma pojęcia – rodziny. Tej ulubionej i ukochanej przez państwo podstawowej komórki społecznej.

Odrębnym problemem, jest dobór sędziów do spraw. Każdy sędzia wie, że są wydziały lepsze i gorsze, to znaczy wydziały ze specyfiką pracy sędziego, bardziej lubianą (np. wydziały rejestrowe są bardziej preferowane od wydziałów rejestru zastawów i ksiąg wieczystych). Są wydziały, gdzie sędziowie mają zdecydowanie mniej pracy (czytanie akt), niż w innych. W prawidłowo funkcjonującym sądzie, drogi i ścieżki kariery sędziów są układane w taki sposób, że sędzia, po kolei zalicza poszczególne wydziały, wedle trudności i nabywanego doświadczenia. W efekcie mamy „wyścig szczurów”, do statystyki (rejestry wszelakie), staranność orzekania (przestrzeganie standardów danej apelacji, – aby się z wyrokiem nie wychylić), prace po godzinach, branie akt do domu itp. Niestety, obserwując np. postulaty środowiska samorządowego sędziów, dyskusję na ich forach (zamknięte hasłem dla zwykłych śmiertelników a szkoda), w praktyce funkcjonowania i przebiegu ścieżek kariery, o ich kształcie decyduje wola. Chodzi oczywiście o wolę najwyższego, czyli Prezesa. System działa jak działa, frustracja w tym środowisku to w znacznej mierze jego pochodna.

Warto się zastanowić nad zmianą tego modelu. Obecny sposób doboru ławników, to czysta fikcja. Między innymi, dlatego, nie znaczą oni w praktyce wiele. Przez to podtrzymywana jest fikcja udziału społeczeństwa w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości. Model amerykański (ława przysięgłych orzekająca o winie) jest w naszych realiach systemowych praktycznie niemożliwy. A szkoda, bo idea, orzekania o winie równych stanem oskarżonemu – doskonale odpowiada do podsumowania demokracji.

Czy można, zatem zaproponować jakieś rozwiązanie, które spowodowałoby, że sądy w Polsce straciłyby patriarchalny charakter, stając się realnym ramieniem państwa, podstawą jego funkcjonowania? Można, a nawet trzeba – rozważyć dwa modele.

Model pierwszy, mógłby zakładać kadencyjność funkcji sędziego. Osoba po zdaniu egzaminów, spełnieniu wymogów, aplikacji itd., otrzymywałaby godność sędziowską na np. 5 lub 10 lat. Po tym okresie, automatycznie przechodziłaby np. do adwokatury. Lub na posadę radcy, ale w innym okręgu sądu niż miejsce ostatniego orzekania. Możliwości i wariantów tego typu rozwiązań byłoby wiele. Oczywiście przywileje związane z immunitetem, ograniczałyby się do tego okresu, uposażenie, również obejmowałoby składki emerytalne i itd. W efekcie po okresie kadencji, sędzia mógłby ubiegać się o mianowanie na wyższy stopień SSR-SSO-SSA, na podstawie odrębnie ustalonych procedur i wyników oceny. Alternatywnie, mógłby podjąć pracę w adwokaturze, lub jako radca prawny, albo notariusz – mając wspaniałe doświadczenie, olbrzymią wiedzę i obycie w przepisach. Ale, nie mając szeroko zakrojonych znajomości, albowiem większość osób z jego rocznika podzieliłaby jego los, albo pracowałaby w innych okręgach. Byłaby to prawdziwa rewolucja. Uszczegółowienia wymaga określenie, kto wybierałby sędziów z listy spełniającej wymagania formalne (z listy po konkursowej).

Model drugi, mógłby opierać się o losowanie, to znaczy – na określoną ilość wolnych etatów, byłaby losowana określona ilość kandydatów. Miejsce orzekania, pracy i życia sędziego – zależałoby, zatem od ślepego losu. Miałoby to uzdrawiające skutki dla wszelkiego rodzaju lokalnych koterii, a zarazem spowodowało uśrednienie standardów orzekania. Dla wzbogacenia tego systemu, sędzia w połowie kadencji, mógłby np. brać ponownie udział w losowaniu na życzenie, jeżeli dane miejsce mu nie odpowiada. Ale o miejscu orzekania zawsze powinien decydować ślepy los, który co wiemy już od starożytnych Greków jest jedynym sposobem na wybór w pełni wolny od wszelkich nacisków.

Przyjęcie proponowanych zmian, miałoby kolosalne skutki, dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Jeżeli za zmianami dotyczącymi składów orzekających, poszłyby także przekształcenia w sekretariatach sądowych, mielibyśmy do czynienia z nową, jakością pracy wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju.

Proponowane modele, z pewnością wywołają oburzenie wielu sędziów, ale szanowni państwo – obywatel płaci, obywatel ma prawo wymagać. Nikt was do zawodu nie zmusza. Rozumiem powody, dla których praca w „małej dziurze”, była by prawdziwym skazaniem dla wielu, jednakże innego sposobu, na rozerwanie łańcuchów niemocy systemowej prawdopodobnie nie znajdziemy.

Jeżeli, zamierzamy na serio zreformować kraj, należy zacząć od jego fundamentów, a sądy i prokuratura to jego dwa kluczowe filary. W tym wymiarze, zmiany są nieuchronne, oby nie okazały się pozorne.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.