Polityka

Jest już jasne że będą rosły podatki

 Jest już jasne, że będą rosły podatki. Nie jest możliwe utrzymanie wzrostu wydatków z budżetu państwa, w tym w szczególności na kwestie socjalne, przy spowolnieniu gospodarczym, mierzonym nawet niedoskonałym spadkiem PKB. W szczególności w sytuacji, gdy budżet będzie wydawał inne wielkie kwoty na takie sprawy jak np. zbrojenia i inne pomysły dobrej zmiany.

Żeby system się domknął, będzie potrzebne zwiększenie zasilania. Można to zrobić, albo poprzez uszczelnienie systemu podatkowego, jako takiego. O czym jest mowa od dłuższego czasu w kontekście tzw. uszczelnienia dochodów z VAT-u. Można to, też zrobić po prostu zwiększając podatki.

W tym kontekście możliwe są trzy opcje. Po pierwsze zwyczajne zwiększenie podatków, dokonane w sposób ordynarny przez zwiększenie stawek. Można kombinować poprzez zmiany uprawnień do ulg, zmianę progu dochodu wolnego od podatku i na inne sposoby związane z twórczą kreatywnością podatkową. Jest jeszcze trzecia możliwość, chodzi o zmianę filozofii opodatkowania w ogóle, tj. o zmianę systemu podatkowego.

Prawdopodobnie będzie wykorzystany właśnie ten trzeci sposób, zapowiadał to już rząd, jako połączenie podatku dochodowego i głównych obciążeń z tytułu składek na ubezpieczenie społeczne i chorobowe. Od 2017 roku czeka nas reforma prawa podatkowego, będzie bardzo ciekawe to, na ile zmieni się tzw. stopa podatkowa, pokazująca realną skale efektywnego drenowania naszego społeczeństwa podatkami.

Inaczej się nie da, po prostu nie ma możliwości. Może brakować w ogóle pieniędzy na wkład własny do środków unijnych, co byłoby olbrzymią tragedią i zmarnowaną szansą.

Podatki w rodzaju podatku od supermarketów i banków, okazały się kapiszonami. W ujęciu generalnym dają groszowe przychody, nie mające większego znaczenia w skali potrzeb budżetu państwa. O wiele lepszym rozwiązaniem mogłoby być wejście w unijny system opodatkowania dochodów z kapitału. To wielkie zaniedbanie rządu pana Tuska, jednakże zrozumiałe w świetle prowadzonej przez niego polityki zadłużania państwa u zagranicznych pożyczkodawców, którzy płacąc podatek na pewno docelowo przerzuciliby go, na rentowność naszych obligacji.

Wielką niewiadomą jest VAT. Już rząd pana Tuska, który sam podwyższył podatek VAT, zobowiązał się do jego obniżenia, które nie nastąpiło. Prawo i Sprawiedliwość bardzo ostro krytykowało wówczas rządzących za podwyżkę tego podatku, za rzekome nadużycia i nieudolności w jego ściąganiu i rozliczaniu, jak również za niedotrzymanie obietnicy jego obniżenia. Dla wielu stawka 22% podatku była już i tak bardzo duża, albowiem to przecież prawie jedna czwarta wartości towaru lub usługi. Tymczasem, niestety mamy 23% stawki podstawowej i ze względu na dochody państwa, które opiera się na podatkach pośrednich i akcyzowych – należy się spodziewać wzrostu tej stawki. Nie da się bowiem bardziej efektywnie zapewnić dochodów w krótkim czasie.

Zobaczymy czy rząd dobrej zmiany będzie miał odwagę sięgnąć szerzej po opodatkowanie własności i dochodów z kapitału, chodzi głównie o reformę podatku od nieruchomości. Jego obecny kształt, nie spełnia swoich funkcji i jest głęboko społecznie niesprawiedliwy. Mogłyby na tej reformie (katastralnej lub zbliżonej do katastru), bardzo zyskać samorządy. Jednakże wymaga to odwagi, w tym dyskusji o opodatkowaniu gruntów należących do związków wyznaniowych, kościołów i innych organizacji religijnych, nie mających bezpośredniego związku z funkcjami religijnymi. Dlatego jest już jasne że będą rosły podatki. Jest to jedyny sposób jakim rządzący mogą zapełnić budżet środkami na realizowanie swoich obietnic wyborczych, w tym polityk rozdawnictwa socjalnego, które nie są niczym złym, jednakże jeżeli są realizowane na koszt innych podatników, którzy nie są sami zbyt bogaci, to powstają naturalne pytania o zasady redystrybucji dochodu narodowego w naszym kraju. Czy władza jest gotowa na taką dyskusję? Czy będzie się zasłaniać, że to suweren tak chciał i możemy się np. wybujać?

3 komentarze

  1. “Dorożkarz mówił w starej anegdocie, że jego szkapa była tania w utrzymaniu (dzięki czemu miał on sukces): „Już prawie nic nie jadła. Ale zdechła”.
    Ludzie tym różnią się od szkapy, że zanim „zdechną”, przeważnie się „wściekną”.

  2. Damy radę!

    Wiele już przetrwaliśmy to i podwyżki podatków też przetrwamy.

  3. Od zawsze czytamy (za czasów PRL też – nie chce być jednostronna), że podatki płacimy po to aby wydawać je na cele socjalne: budowę dróg,szkół, przedszkoli, żłobków,miejsc pracy, tanich mieszkań w czasach PRL w dużym stopniu to realizowano.
    Obecnie natomiast wymyślono mechanizmy, że na biedzie można się wzbogacić i to całkiem nieźle, co widać po rosnącym w dużym tempie rozwarstwieniu społecznym.
    Nie znam rządu (no może Norwegia i Finlandia mają jakieś zapasy finansowe), który by powiedział, że ma wystarczającą ilość waluty i oprócz płacenia podatków należy również korzystać z nagromadzonych dóbr.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.