Jutro… Jutro już nie porozmawiamy…

Czasami bywa za późno, by wyjaśnić pewne kwestie, nieporozumienia, nurtujące frustracje i komplikacje spowodowane życiem codziennym przesłaniają zwyczajny ból, rozczarowanie i żal. Można je zdusić w zarodku, aczkolwiek zwleka się i czeka, niejednokrotnie, na samoistny rozwój wydarzeń. Wiele osób lubi być cichymi obserwatorami schowanymi za cieniem, jaki roztacza firanka odgradzająca nas od świata. Tak jest najłatwiej. Bierność i nieczułość powinny być drugim imieniem człowieka. Jego skrywaną naturą. Jednak niestety, kiedy tzw. znieczulica dotyka osób nam ukochanych, możemy jedynie załamać ręce i zapłakać w samotności, ponieważ ich decyzji zmienić nie możemy. Czasem porusza skamieniałe serca – obca, odległa krzywda, które są jednak głuche, na cierpienia znajdujące się pod ich własnym dachem…

Rozczarowaniu można zapobiec. Wystarczy usiąść razem, spojrzeć sobie głęboko w oczy i zdobyć się na szczerą rozmowę. Ubolewam, że nieliczni znajdują w sobie odwagę i siłę na podjęcie takiego kroku. Kroku popartego czynami, o których moje przyjaciółki mogły tylko pomarzyć.

Trzy różne historie. Poruszające i tragiczne. Trzy Kobiety, rzucone przez los otchłań rozpaczy, by dotknąć szaleństwa. Poznały smak obłędu, ale wyciągnęły wnioski, by odnaleźć swoją niepowtarzalną, wyjątkową ścieżkę, prowadzącą wprost do bram szczęścia.

Eliza jest 40 latką. Niezamężną i bezdzietną. Jej życie kręci się wokół pracy, spotkań z chłopakiem i cotygodniowych wypadów z wieloletnią powiernicą do baru. Cieszyła się z życia, jakie prowadziła, jednak w najgorszych koszmarach nie sądziła, że może zastać w sypialni w fizycznym uścisku -przyjaciółkę z dzieciństwa i obecną miłość.

Jedno przez drugie tłumaczyło się z zaistniałej sytuacji. Eliza zadała tylko ciche pytanie: ile to trwa? Aldona odpowiedziała ze łzami w oczach, że pół roku. Czy należało coś jeszcze powiedzieć?? Nie. Nie była w stanie. Dumna prawniczka, trzasnęła drzwiami od ich wspólnego loftu, tym samym na zawsze zamykając swoje serce przed mężczyznami. Igor i Aldona bezpowrotnie zniknęli z jej świata.

Dla niej za późno było na rozmowę i wyjaśnianie czegokolwiek…

Anna jest 35 latką, która mieszka z mamą. Ich relacje odwiecznie były burzliwe i mocno konfliktowe, jednak potrafiły znaleźć nić porozumienia, która je nierozerwalnie łączyła. Ania zawsze była uczuciowa i empatyczna, z łatwością okazywała uczucia. Jej rodzicielka wręcz odwrotnie. Mariola emanowała chłodem, dystansem i oschłością.

Kiedy córka miała wypadek samochodowy, matka nie umiała odpowiednio wesprzeć jedynaczki, która w jednej sekundzie straciła fizyczną sprawność. Aspiracje i plany musiały ulec zmianie. Mariola myślała, że będąc twardą i nieugiętą, przekaże Annie swoją siłę. Myliła się. Dziewczynę zawiodła osoba, której ufała. Okazało się, że w starciu z bólem i niemocą jest tak naprawdę pozostawiona sama sobie.

Dopiero po jakimś czasie kobieta dostrzegła błędy w swoim zachowaniu i postępowaniu. Dla Anny jednak, było już za późno na rozmowę i naprawianie zniszczonych relacji. Potrzebowała matki tu i teraz…

Gabriella – piękna kobieta, mająca stabilne i poukładane życie. Jasna sytuacja majątkowa, ogromny dom z ogrodem, dwójka rozkosznych pociech i cudowny mąż u boku. Pozornie ma wszystko, czyżby?

Spokój domu zaczęły zakłócać głuche telefony, potem głosy zranionych i rozgoryczonych kochanek, jej idealnego Michałka.  Cios nadszedł nagle i niespodziewanie. Prawda skrywana od lat wyszła na jaw. Po 10 latach, intrygi męża poznała osoba najbardziej zainteresowana, jego małżonka.

Skruszony, zapłakany, błagał Gabi o jeszcze jedną szansę i wybaczenie. Kajał się na kolanach. Pragnął ratować rodzinę i uczucia, jakimi kiedyś się darzyli. Wierzył i liczył, iż po dekadzie zakłamania, wystarczy jedna rozmowa by zapomnieć i wymazać z pamięci wszystkie kobiety przechodzące przez ich wspólne łóżko.

30 latka wracała myślami do chwil, kiedy małżonek spóźniał się na kolacje, odwoływał umówione spotkania, opuszczał rodzinne imprezy, pachniał obcymi perfumami… I nagle wszystko nabrało wyrazistości, przypuszczenia okazały się oczywiste i realne. Tej nocy nie zasnęła, rano spakowała walizki również z rzeczami dzieci, zostawiła klucze na marmurowym, zimnym blacie. Zatrzasnęła drzwi nie oglądając się za siebie.

Dla niej było już za późno na rozmowę i ratowanie czegokolwiek…

Dramatyczne losy tych kobiet mogą być nauczką dla wielu z nas. Radą, by nie zamiatać problemów pod dywan, gdyż i tak nie można zmienić już raz obranej drogi…To przykłady zdarzeń, które wielu z nas zna – nie tylko z autopsji, a zatem jest co przemyśleć i natychmiast działać.

Sprawić, żeby na naszych życiowych drogach, było jak najmniej wypadków, a w przestrzeniach emocjonalnych jak najrzadziej zdarzały się momenty, kiedy jest za późno na słowa…

… za późno na cokolwiek…

7 myśli na temat “Jutro… Jutro już nie porozmawiamy…

  • 15 kwietnia 2013 o 07:41
    Permalink

    Bardzo ciekawe ujęcie, prawdopodobnie przez osobę z wybitną wrażliwością!

    Odpowiedz
    • 15 kwietnia 2013 o 17:27
      Permalink

      Dziękuję. Zawsze staram się ukazywać niekonwencjonalną stronę choćby i prostego tematu.

      Odpowiedz
  • 15 kwietnia 2013 o 21:27
    Permalink

    Temat jest trudny, zatem odniosę się tylko do jednego zdania autorki – należy ze sobą szczerze rozmawiać. Ponieważ nie wszyscy potrafią rozmawiać więc tym bardziej należy pisać. Być może czytając takie teksty łatwiej będzie rozmawiać.

    Odpowiedz
    • 15 kwietnia 2013 o 21:52
      Permalink

      Ma Pani rację szczera rozmowa to podstawa.

      Odpowiedz
  • 15 kwietnia 2013 o 22:38
    Permalink

    Czy naprawdę uważacie, że szczera rozmowa to panaceum na całe zło tego świata? Relacje między ludźmi bliskimi sobie nie są racjonalne – argumenty “za” i “przeciw” wydają się omijać to, co najważniejsze. Miłość to żywioł, który jest obojętny na wszelkie uzgodnione wspólnie strategie i taktyki. Tak myślę. Chciałbym się mylić.

    Odpowiedz
  • 16 kwietnia 2013 o 13:23
    Permalink

    Wiele racji masz Diaz i niestety ja również chciałabym żebyś się mylił. Przemawia przez Ciebie mądrość i doświadczenie, które niejednokrotnie stało osłupiałe i nie wierzyło w to, co musiało przyjąć jako fakt. Ludzkie relacje są skomplikowane i bardzo indywidualne. Często prawda staje się,,kością niezgody” – jeśli jest niechciana i nieoczekiwana. Osobiście w relacjach z najbliższymi chciałabym szukać rozwiązań w rozmowie i wspólnych kompromisach. Jak jest wiemy z codziennego życia, na które mamy jednak wpływ.

    Odpowiedz
  • 16 kwietnia 2013 o 18:56
    Permalink

    Chyba nikt z nas nie zna racjonalnej miłości. Czyż, nie? 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.