Polityka

Język elit pod kloszem

 Politycy to zwykli ludzie, zwłaszcza nasi polscy politycy. Nie ma u nas elit nawet w znaczeniu przedwojennych popłuczyn po wielkiej polskojęzycznej elicie, jaka przez wieki przepuściła ten kraj i pracę mas przez własne układy pokarmowe. To, co mamy dzisiaj to wynik zmiany układu, jaki zaistniał po „Okrągłym Stole” w wyniku konsensusu pomiędzy potomkami elity narzuconej 22 lipca 1944 roku a tym, co Naród zdołał z siebie wykrzesać przez okres PRL-owskiego snu. Stąd mamy to, co mamy, a ściślej tego, kogo mamy. Generalnie, jakość naszych elit nie zachwyca, co więcej do wielu przedstawicieli elity oraz ogólnie do jej sposoby funkcjonowania można mieć bardzo wiele zastrzeżeń.

Wszystko bierze się z wychowania, ponieważ to, czym człowiek za młodu nasiąknie – potem z niego wycieka. Nasi wybrańcy nie mieli francuskich guwernantek, nie uczyli się greki i łaciny, nie liznęli nawet skrawków kultury wysokiej. Co więcej przeważnie nie musieli w życiu naprawdę pracować, ponieważ w poprzednim ustroju każdemu praca się należała i nie wiedzą, co to znaczy nie mieć pieniędzy i nie móc ich w żaden sposób zarobić. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale przeważającej większości, są w śród nich szlachetne wyjątki, ale raczej, jako uczciwi – nie przebili się do pierwszych ław władzy. Rządzą zdecydowanie jednostki najbardziej brutalne w znaczeniu brutalności zachowań politycznych, nie zabija się u nas przeciwników politycznych, ale są inne metody na pozbywanie się ich na różnych etapach konkurowania. Nie oszukujmy się, to nie są baranki wąchające kwiatki – tylko prawdziwe wilki – tak jest zawsze. Tak musi być, bo jeżeli byłoby inaczej – to miej nas Boże w swojej opiece!

W powyższym kontekście nie powinno dziwić to, że politykowi czasami zdarzy się przekląć, zwłaszcza jak rozmawia z kolegami od przysłowiowego kopania piłki, czy też jest w otoczeniu ludzi sobie równych statusem (mniej więcej). Takie rozmowy polityków jak słynne szeptanie Baracka Obamy do Dmitrija Miedwiediewa w 2012 roku w Seulu to gratka dla tych, którzy czytają politykę, albowiem jedno spontaniczne zdanie może dostarczyć więcej informacji niż kilkaset starannie dobieranych komunikatów prasowych. Wszelkie przecieki to zawsze gratka i dosłownie „chleb” dla przedstawicieli analitycznych Think tanków mających „zlecenie” na danego polityka, czy nawet kraj nie mówiąc już o wywiadach, dla których są to prezenty z nieba.

To, czego dopuściła się gazeta „NIE” to majstersztyk. Nie ma już znaczenia, czy rzeczywiście jej dziennikarze dokonali nagrań mikrofonem kierunkowym na Stadionie Narodowym, czy nie. Ważne jest to, że udało się im ukierunkować dyskusję publiczną w tym kierunku, chociaż rząd prosił na swojej stronie internetowej, żeby nie dokonywać powielania tych informacji, co należy w zupełności uszanować, ponieważ szkodzą one wizerunkowi nie tylko polityków, ale także i funkcjonalności naszego państwa. Po prostu nie godzi się pokazywać nagości, a tutaj mamy nagość w jej najbardziej brutalnej postaci z obdarciem ze skóry włącznie, dlatego właśnie trzeba się od tego odciąć a odpowiedzialnych za rozeznanie sprawy szefów służb specjalnych wysłać na placówkę nad piękną rzekę Orinoko lub w jakiś inny malowniczy rejon świata, gdzie będą mogli przez długi czas przemyśleć swój poziom profesjonalizmu.

Jeżeli ktoś jednak spodziewa się, że nasi politycy rozmawiają ze sobą językiem Mickiewicza i Słowackiego jest w błędzie. Nie można mieć do nich o to pretensji, mają prawo przeklinać i upraszczać tak jak i my wszyscy jednakże to, co mówią między sobą, to, w jaki sposób się komunikują – nigdy nie może przedostawać się do wiedzy publicznej.  Uwaga nie bronimy tutaj rządu, ani tym bardziej rządzących, ale bronimy własnego państwa, które niestety jest uzależnione od sprawności, efektywności i zdolności do utrzymania w tajemnicy mechanizmów działania władzy! Więc czy się to nam podoba czy nie musimy zgodzić się z potrzebą konieczności trzymania władzy pod kloszem. Jest to w naszym dobrze pojętym interesie.

Co wyniknie z tych przecieków rzekomych podsłuchów zobaczymy już w najbliższym czasie. Będzie widać podniesienie temperatury dyskusji publicznej – warto obserwować wszelkie drobne uszczypliwości.

One Comment

  1. NIE przesadziło.
    Przecież POLITYCY mają prawo do sfery prywatnej i własnej, nieskrępowanej prywatności!
    Jeśli nie mają – to gdzie są SŁUŻBY?
    Za co bierze pieniądze przesławny BOR?
    W końcu to są NASI POLITYCY, sami ich wybraliśmy.
    Sól NASZEJ, jakże UMĘCZONEJ ZIEMI!
    To już nie mogą sobie poprzeklinać prywatnie.
    Na zakończenie przytoczę zdanie z REWIZORA Gogola:
    Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.