Paradygmat rozwoju

Jeżeli w Unii Europejskiej nastąpią zmiany musimy mieć plan „B”

 Zbyt wielu zależy na osłabieniu unijnej integracji, co prawda interesy spajające Unię są potężne, jednakże siła negatywnego – czarnego PR-u, negatywnie oddziałującego na spójność całości jest olbrzymia, w konsekwencji długotrwałych wysiłków – w końcu będzie musiała wywrzeć swój negatywny skutek na Unię.

Obecność Donalda Tuska na samym szczycie unijnych struktur może utrudnić, zamiast ułatwić nam zadanie, ponieważ niezwykle trudno będzie nam formułować jakąkolwiek politykę alternatywną wobec głównego nurtu wydarzeń europejskich. Po pierwsze nie będzie miał kto tego zrobić, a po drugie jakiekolwiek próby trzeźwego spojrzenia na Unię i zmiany w niej będą natychmiast kontrowane przez „obóz słuszności” jako sprzeczne z polską racją stanu itd. Podczas, gdy będzie chodziło o ratowanie wygodnych posad i wysokich emerytur. Uwaga, nie mówimy tutaj o scenariuszy polskiego veta, bardziej chodzi o możliwość elastycznego odnoszenia się do zmian w unijnej rzeczywistości. Jako państwo niepodległe musimy posiadać pełnię spektrum możliwości, nie możemy w żaden sztuczny sposób się krępować, tylko dlatego bo ktoś ma ciepłą posadkę. Przykładowo w kontekście ewentualnej zmiany Traktatu w sposób zgodny z szantażem Wielkiej Brytanii – należy przeprowadzić też inne zmiany, równoważące wzajemną pozycję, jeżeli oni uderzają tam, gdzie my potrzebujemy wsparcia, to my pozbawmy ich prawa do swobody przepływu kapitału z City. Zawsze jest coś za coś, nie wyjście Wielkiej Brytanii z Unii nie jest alternatywą – jak im się nie podoba lepiej żeby wyszli teraz, wszyscy poniesiemy mniejsze koszty.

Możliwość osłabienia instytucjonalnego Unii jest prawdopodobna, wówczas wyłoni się Strefa Euro, kwestią wtórną jest to czy formalnie w ramach traktatów, czy jako osobna przestrzeń tak nielubiana idea – Unii w Unii. My zmarnowaliśmy swoją szansę, nadal nie jesteśmy gotowi do przyjęcia wspólnej waluty, na własne życzenie pozostawiliśmy się poza głównym rdzeniem przemian.

Dlatego trzeba spróbować antycypować ten scenariusz i względnie szybko przygotować kraj do przyjęcia wspólnej waluty, – co wcale nie znaczy, że tą walutę należy szybko przyjmować, może się jednak okazać, że dla nas będzie to znowu przywilej, a nie naturalne wejście na kolejny etap integracji. Z przywilejami jest natomiast tak, że zawsze się za nie płaci i to bardzo wiele.

Takie nastawienie powoduje, że musimy mieć plan „B”, który rzeczywiście będzie zabezpieczał nasze narodowe interesy i to te realne, a nie tylko i wyłącznie powtarzanie euroentuzjastycznych banałów, które nie przekładają się na rzeczywistość, w której żyjemy. Stać nas już na to, żeby przynajmniej mieć możliwość pośredniego wyartykułowania własnych interesów i nawet pozyskania kilku innych państw, które mają podobne spojrzenie na rzeczywistość jak i my.

Ponieważ obecność w Unii postrzegamy także przez pryzmat narodowego bezpieczeństwa, należy za wszelką cenę doprowadzić do konsekwentnych zmian na tym polu, to znaczy jeżeli mają być zmiany w Unii, to takie żeby kwestia bezpieczeństwa została w nich w sposób adekwatny do wyzwań uwzględniona.

Przy tym pasowałoby nagromadzić trochę pieniędzy, ponieważ w czasach zmian zawsze nadarzają się okazje do bardzo korzystnych przejęć. Poza tym, nigdy nie wiadomo jak zareagują rynki, może się okazać, że pożyczanie pieniędzy znowu bardzo podrożało i nie będzie nas stać na finansowanie deficytu tak jak do tej pory. W dłuższym okresie czasu będziemy musieli ulec, jednakże w okresie przejściowego wahania się ścian systemu powinniśmy być przygotowani.

Ze względu na możliwą zmianę politycznej ekipy rządzącej w kraju, w naszym interesie jest wypracowanie mechanizmów, które byłyby uniwersalne ponad jakimikolwiek podziałami. Jeżeli to się nie uda, to możemy być przedmiotem zmian a nie ich beneficjentem. Naprawdę nie trzeba wiele, jesteśmy krajem o określonym potencjale i powinniśmy go wykorzystać. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy chociaż raz byli mądrzy przed szkodą.

2 komentarze

  1. Może nie tyle zbyt wielu zależy na osłabieniu unijnej integracji, co zbyt wielu po 10-latach przynależności do UE robi rachunek zysków i strat. Po której stronie jest przewaga nie wiem, to wymaga głębszej analizy, wymienię tylko zauważonych prze zemnie sytuacji.

    – ZYSKI
    – zmalało w Polsce bezrobocie, ponieważ pomiędzy 2-3 miliony w większości młodych i wykształconych wyjechało za chlebem
    – ci co wyjechali nie będą stali w kolejce po zasiłki
    – nie będą chcieli żadnych tanich mieszkań
    – nie będą zajmowali kolejki do lekarzy specjalistów itd..

    -STRATY
    – Zlikwidowano w Polsce przemysł i dorobek poprzednich pokoleń, choć jak się dobrze zastanowić to właściwie też można to wpisać po stronie zysków.Rząd/urzędnicy mają mniej problemów mogą się zatem zająć własną rodziną, wyposażeniem dopiero objętego gabinetu itd..
    Postaram się przestać narzekać, choć nie obiecuję, że mi się uda.

  2. Prawda Wieczorynko

    Na płacz za póżno
    Zobaczymy co zdziala
    Berlin i Paryz to oni
    de facto sa Panami.
    Poczekajmy az
    się ulozy.
    Po co nam Anglia kon
    trojanski us.
    chcieli to majá.
    i tyle.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.