Polityka

Jeżeli nie sojusze, jeżeli nie broń masowego rażenia to, co?

 Jeżeli nie sojusze, jeżeli nie broń masowego rażenia to, co jest w stanie wystarczająco odstraszyć naszych potencjalnych przeciwników od ataku na nasz kraj?

Po pierwsze musimy odróżnić dwa a w zasadzie trzy rodzaje spodziewanego ataku na nasz kraj. Po pierwsze mówimy o inwazji pełnoskalowej, do której przygotowań nie da się ukryć bez wiedzy NATO. To przy potędze inwigilacji środków rozpoznania Sojuszu po prostu nie jest możliwe. Byłaby to inwazja na Polskę, mająca na celu pokonanie nas i pokonanie Sojuszu. Po drugie możemy mieć do czynienia jedynie z inwazją na Polskę o ograniczonym charakterze, gdy będzie się liczyć przede wszystkim upokorzenie naszej państwowości i doprowadzenie do wewnętrznych zmian politycznych w kraju. Po trzecie możemy zostać wciągnięci w konflikt, jako niestety sojusznicy krajów prześladujących u siebie mniejszości narodowe, a niestety takie kraje nalezą i do Unii Europejskiej i do NATO. Co jest szczególnie śmieszne jeden z tych krajów prześladuje także polskich autochtonów, jednakże formalnie jesteśmy zobowiązani pójść z pomocą. W praktyce oznacza to, że nasza armia może zostać wciągnięta w pułapkę kotła na odległym terytorium o infrastrukturze niskiej przepustowości, gdzie potencjalny nieprzyjaciel może uderzyć ze wszystkich stron, ponieważ przy pomocy wojsk z własnego i sojuszniczego terytorium oraz z morza, jest w stanie dokonać zamknięcia kotła dzięki własnej przewadze.

Byłoby żałosnym końcem Polski, gdybyśmy obserwowali np. w arabskiej telewizji relacjonującej rzeź oddziałów NATO-bis gdzieś pomiędzy Litwą a Łotwą, ostrzeliwanych z Gradów, dział i niemiłosiernie bombardowanych przez nieprzyjacielskie lotnictwo, a w tym samym czasie – otrzymalibyśmy ultimatum, ostrzegające nas przed atakiem na terytorium państw sąsiednich. Nie mielibyśmy i tak, czym walczyć, a sojusznicy śpieszyliby się z pomocą tak jak teraz dla Kurdystanu, oczywiście korzystając z rosyjskich samolotów transportowych, – bo przecież słabe NATO nie było w stanie kupić swoich własnych przez te wszystkie lata.

Prawdopodobnie ten trzeci rodzaj konfliktu jest najbardziej prawdopodobny, możemy do niego zostać wciągnięci najnormalniej na zasadzie zobowiązań sojuszniczych, jeszcze do tego popychani przez naszych zachodnich sojuszników. W praktyce oznacza to dla nas poważne polityczne niebezpieczeństwo związane z politycznymi wyborami państw bałtyckich.

Odpowiadając na zadane w tytule pytanie należy stwierdzić, że może nas uratować pragmatyczna asertywność. O tym, że przyjmowanie do NATO państw bałtyckich było błędem nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. Natomiast czas najwyższy jest zmienić politykę wobec tych krajów, które fundują swoim mieszkańcom luksusowe warunki życia kosztem wydatków na obronność. Przez 25 lat wolności ani Litwa, ani Łotwa, ani Estonia – nie były w stanie się dorobić nawet symbolicznego lotnictwa bojowego! Ani nawet sensownych wojsk pancernych! O marynarce wojennej w ogóle nie ma, co rozmawiać. Te kraje są słabe na własne życzenie, o wiele słabsze od potencjału, jaki posiadają i jaki prezentują. Mała, ale jakże solidna Słowacja mająca mniej ludności niż te trzy zdane na siebie strategicznie kraje posiada i całkiem sensowne wojska lądowe i całkiem sensowne lotnictwo! Naprawdę się da, tylko trzeba wydawać pieniądze na wojsko a nie limuzyny i rezydencje dla elity.

Zadajmy pytanie, – dlaczego Polacy mają umierać za kraje bałtyckie, jeżeli te kraje przez lata z premedytacją zaniedbywały własną obronność! Co więcej nie były w stanie nawet sensownie wziąć udziału w misjach międzynarodowych! Dlaczego my w swojej po prostu biedzie mamy utrzymywać wojsko, które ma bronić tamtych ludzi, z których cześć nas w ogóle nie szanuje, a nawet otrzymane od nas pieniądze za dużą inwestycję, którą systemowo sabotuje po prostu wydało na swoją wygodę a nie na obronność!

Trzeba wyraźnie powiedzieć naszym sąsiadom i sojusznikom, – jeżeli ktoś oszukuje, czy też nawet nazywając rzeczy po imieniu – po prostu okrada sojuszników – nie wydając, tyle ile zaleca NATO na obronność, niech nie liczy na to, że będziemy za niego nadstawiać głowy. Członkostwo w Sojuszu zobowiązuje, co najmniej do 2% PKB wydatków na obronność, a tak naprawdę na tym szczycie Sojuszu trzeba było ustalić 4% w każdym kraju, w tym z możliwością przekazywania przez kraje, które uznają się za bezpieczne – wsparcia dla krajów na flankach, które uważają się za zagrożone.

W takim stanie Sojuszu jaki jest dzisiaj i przy takim nastawieniu Sojuszników, z których każdy chciałby głównie brać, nie może być mowy o tym, żeby dalej milczeć. Musimy być pragmatycznie asertywni i nazywać rzeczy po imieniu, ewentualnie jeżeli będzie to wołanie niemego na pustyni, nie ma alternatywy – należy uznać, że Traktat nas zobowiązuje jedynie do rozważenia pomocy, jej zaangażowania i formy, a realia należy dookreślić w traktatach bilateralnych, które oczywiście dla całego NATO powinny być dokładnie takie same. Jednakże należy przyjąć, że mogą być kraje, które mogą chcieć ograniczyć się w razie konfliktu jedynie do pomocy finansowej-logistycznej i humanitarnej. Naprawdę lepsze są nawet najsmutniejsze realia niż fikcja. W tej chwili żyjemy jeszcze w resztkach fikcji, wedle której nasze elity się spodziewają, że za atomową kulę ognia nad Kielcami lub Poznaniem – ten sam los spotka Witebsk lub Psków. Nic z tych rzeczy – w takich sprawach nie ma nigdy nic pewnego, jeżeli się samo nie wydarzy.

Musimy jeszcze pamiętać, że nasi Sojusznicy z Zachodu myślą o nas jeszcze gorzej w kategoriach słabości niż My o krajach bałtyckich, których Amerykanie niech najlepiej bronią sami.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

4 komentarze

  1. Panie Krakauer, pakt NATO, oparty dokladnie na tych samych zasadach na jakich byly oparte nasze traktaty z anglia , Francja, i ZSRR ważne jeszcze w sierpniu 1939 roku, jest dla Polski bezwartosciowym swistkiem papieru. Dotyczy to tez innych krajów Europy środkowej.

    Od czasów II-giej wojny światowej polscy i niemeccy generalowie wiedza ze europejski teatr wojenny nuklearnego konfliktu z Rosja w Europie przebiega pomiędzy Renem i Wisła w zależności kto by zaatakował pierwszy . Polskie i niemieckie marionetki polityczne przemilczaja fakt ze niezaleznie czy Polska jest w NATO czy była w Układzie Warszawskim polski naród został skazany na nie istnienie, na wymazanie z karty historii w razie konfliktu pomiędzy wschodem i zachodem.

    Nasza Polska racja stanu a przede wszystkim racja istnienia jako naród jest calkowity pokój w Europie. Polscy politycy którzy poprzez wojenna propagande i wysyłanie broni rządowi banderowcow w Kijowie deklarują się jako wrogowie Rosji w globalnym konflikcie nuklearnych mocarstw, są zdrajcami polskiej racji stanu i powinni pójść pod sąd. Alternatywne, jeżeli psychiatra zdiagnozuje wywiezienie do Tworek w kaftanie bezpieczeństwa jest możliwa opcja. Polska racja stanu to pokój.

    • Bardzo dobry komentarz do artykułu.

    • A może by tak, tylko odkurzyć “plan Rapackiego”???
      Dawne dobre (bo PRL-owskie),doktryny pokojowe,
      jako przeciwwaga do solidarnościowego machania
      szabelką i uprawiania polityki militarystyczno –
      zimnowojennej w czym celuje III RP po 89′.

  2. Ja jednak rozumiem kategorie w których: Litwa, Łotwa i Estonia; kalkulują swoje nakłady wojskowe. Po prostu władze tych państw uznały (poniekąd słusznie), że wniosły do NATO swoje terytorium o niesłychanie cennym, z punktu widzenia planów napastniczych, położeniu geograficznym. Stąd właśnie ich przekonanie o szczególnym zobowiązaniu NATO do zapewnienia bezpieczeństwa paradoksalnie uszczuplonego właśnie tą przynależnością. Oczywiście jest to przykre dla krajów takich jak Polska, które nie mając pieniędzy na oświatę czy ochronę zdrowia, finansują inwestycje wojskowe. Wprawdzie nasi politycy bez żalu oferują ojczyste terytorium do przebudowy na niezatapialny lotniskowiec USS “Poland”, lecz nasz Wielki Zamorski Brat zżyma się i grymasi, a sugeruje abyśmy jeszcze pokryli wydatki na tę przebudowę. Mamy więc prawo czuć się sfrustrowani. Masz czego chciałeś Grzegorzu Dyndało.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

3 + 2 =