Polityka

Jeżeli prawica wygra wybory rzeczywiście zmieni ten kraj…

 Jeżeli prawica, a ściślej prawicowa-prawica wygra wybory – błyskawicznie zmieni nasz kraj na taki, w jakim nie będziemy chcieli nigdy żyć. Nie chodzi o jakiś totalitaryzm i zamykanie ludzi na stadionach, współcześnie wystarczy sprawdzić e-maile, co ojciec pisał do syna i już ma się bazę danych dla np. obywateli którzy używali słowa „s…….n” w jednej frazie wraz z nazwiskiem ulubionego polityka prawicy. Można w prosty banalny sposób wyselekcjonować tych wszystkich, którzy tak się wyrażali w elektronicznych kanałach informacji. To nie jest problem, wystarczy jeżeli tylko macie państwo możliwość korzystania z odpowiednich narzędzi i baz danych.

Jednakże są jeszcze gorsze metody niż inwigilacja elektroniczna. Najgorsze są bowiem metody klasyczne – w tym perfidny donos. Nie ma nic gorszego niż doniesienie środowiskowe, no może już tylko doniesienie rodzinne – jak żona na męża, syn na ojca. W naszych realiach na pewno możliwa jest inwigilacja środowisk pracy, zwłaszcza tej uzależnionej od pieniędzy publicznych, tam prawicowa-prawica może działać zgodnie z modelem wypróbowanym już w pewnej instytucji państwowej, którą w praktyce zmonopolizowała.

Inwigilacja sąsiedzka też nie jest bez znaczenia. W końcu jak policja robi wywiad o „figurancie”, to zawsze w sposób sprytny rozpytuje się wśród sąsiadów, przebierając się za kominiarza, albo zawiedziony zakład „wod-kan-gaz-co”, któremu zły sąsiad podobno nie zapłacił. No a że zawiści sąsiedzkiej nigdy nie brakuje, to sami państwo rozumiecie, że kartoteki można bardzo łatwo mieć grube.

Pozostaje jeszcze inwigilacja przez organizacje społeczne i religijne. Jak ktoś miał dużo zdrowego rozsądku, to odpowiednio wcześniej ukrył się w organizacji związkowej lub innego typu np. religijnej, której działacze mają mocne konotacje na prawicy. W ten sposób istnieje szansa na przetrwanie w systemie, który dopiero pokaże nam swoje okrucieństwo.

Najgorsze jest to, że w wielu sytuacjach krytycznych człowiek jest zawsze sam przeciwko grupie, często rodzinie i najbliższym. Jednakże jeżeli jest przeciwko państwu jako systemowi – to w ogóle sytuacja staje się krytyczna, ponieważ wszystko co można zrobić to próbować przetrwać. Jak bywa o to trudno, pamiętają nieliczni dysydenci, zwłaszcza ci, którzy nic nie zyskali na przemianach poza ryzykiem i ewentualnymi problemami.

Warto się zastanowić, czy to wszystko czego się boimy pod hasłem – „prawica u władzy”, to nie są koszty systemowe, które musimy ponieść jako społeczeństwo, żeby żyć w „nowym i lepszym” kraju? Może to brzmi przewrotnie, jednakże jeżeli większość społeczeństwa wybierze nową wspaniałą przyszłość dla państwa i Narodu w postaci rządów – sami państwo wiecie kogo, to niby dlaczego miałby się ktoś przeciwstawiać w znaczeniu systemowym? Zmiany będą ewidentną logiką systemu, w pełni zgodną z jego całością i zasadami jego ewolucji.

Podobna sytuacja dzisiaj ma miejsce na Węgrzech, gdzie władza odwołała się do retoryki nacjonalistycznej, a powierzone jej przez społeczeństwo poparcie przekracza najśmielsze oczekiwania wszelkich „nienawistników”. Dzisiaj na Węgrzech obóz rządzący może w sposób dowolny zmienić konstytucję państwa i nic nikomu do tego, to znaczy w jego zasięgu jest nawet wystąpienie z Unii Europejskiej. Wszyscy krytycy Viktora Orbana powinni pamiętać, że w wydaniu naddunajskim jest on prawicą „pro europejską”, a oddech „prawdziwych Węgrów” czyje mocno na karku. Z punktu widzenia zwykłych ludzi na Węgrzech nic się nie zmieniło, a przynajmniej zmieniło się coś w warstwie niewidocznej, jedynie poza próbami regulacji mediów, chociaż te w mainstreamie były na Węgrzech wyjątkowo wredne.

Wiele mówi się o tym, że dla naszej prawicowej-prawicy to co się dzieje na Węgrzech stanowiło wzór i pewnego rodzaju ideał, no przynajmniej do momentu zanim Węgrzy okazali się bardzo pragmatyczni w stosunku do Federacji Rosyjskiej. Można jednak sądzić, że generalne zmiany w państwie, tj. ograniczenie trójpodziału władzy na rzecz przewagi władzy wykonawczej – to będzie główny kierunek zmian. Będzie trochę strasznie, będzie na pewno też dużo śmiechu, może przestanie grasować „seryjny samobójca”? Pożyjemy zobaczymy, podział na prawicy daje nam pewną rękojmię, że najpierw zgodnie z modelem każdej „rewolucji” panowie będą rozliczać sami siebie – we własnych środowiskach. Trzeba przyznać, że dość sporo krwi już sobie napsuli, więc mają się czym i kim zająć na pierwszy ogień…

Jest jednak pewien symbol, który jeżeli się odtworzy to będzie znaczyło, że już jest bardzo źle. Mianowicie jeżeli w naszym kraju doszłoby do odtworzenia idei „Berezy Kartuskiej” i jej implementacji na szerszą skalę niż rzekome outsourcowanie w Starych Kiejkutach, to będzie znak że trzeba z Polski wyjechać, jeżeli komuś o niezależnym myśleniu – życie miłe.

2 komentarze

  1. Wykreowany , ponury “dowcip” losu,podpowiada nam
    iż w RP nie ma (i nie widać w zasięgu wzroku),partii
    stricte “lewicowo – lewicowej”.
    No bo chyba nikt rozsądny politycznie nie zaliczy
    do w/w. grona “brylujących” aktualnie i w przeszłości
    (najnowszej) – kameleonów politycznych udających lewicowość) oni mieli(jeszcze) swoją szansę w teście
    na wiarygodność, w początkach 2000- ych, wraz z ponad
    40% poparciem, i to się nigdy “ne vrati”…no bo dlaczego
    mamy głosować na marną imitację PO?
    Jeśli już, to wyżej cenię “oryginał”.
    Co do końcowych zdań tekstu, fakt historia lubi się
    powtarzać, nawet bywa ze jako tragi/farsa…
    nie bez znaczenia jest też kierunek wyjazdu, po to by
    z deszczu nie wpaść pod rynnę…a już mając na uwadze
    niektóre komentarze oszołomów solidarnościowych (nawet
    “tutaj”), chciałem napisać demokratów – pod warunkiem
    że MY koniecznie MUSIMY przyjąć za własny ICH
    światopogląd…

  2. Zgadza się!Jedyny scenariusz:Wygrywa lewicowa lewica(której nie ma),nawiązujemy bliskie i przyjazne stosunki z Rosją, występujemy z NATO i z Unii. Tylko z obecną mentalnością i powszechną rusofobią,podsycaną gorliwie przez oficjalne przekaziory i polityków naszego dzielnego narodku nie ma szans. Do tego szalejący
    klerykalizm. Może za 20, 30 lat?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.