Polityka

Jeżeli nie Kwaśniewski to, kto?

 Jeżeli nie Aleksander Kwaśniewski to, kto ma zjednoczyć polską lewicę? Przy tym optymistycznym założeniu, że jakiekolwiek zjednoczenie jest w ogóle możliwe? Były prezydent to osoba ciesząca się ciągle wysokim autorytetem, w dodatku znana z koncyliacyjnego podejścia do spraw, chyba nie ma lepszego kandydata na męża opatrznościowego lewicy. Oczywiście, przy drugim optymistycznym założeniu, że by mu się zechciało zagrać ponownie – godząc się na zdeklasowanie osobowe do innej ligi niż skończył.

Tym się odróżnia wielkich mężów stanu od zwykłych polityków, że ci pierwsi wiedzą, w co można wejść i na jakich warunkach, a w co koniecznie trzeba wejść i w co zdecydowanie nie można wchodzić. Zwykli politycy natomiast traktują proces wyborów demokratycznych, jako zwykłe potwierdzanie swojej wartości – szeroko rozumiane zasługi, niewnoszące nic ponad to, co oni sami wypracowali. W przypadku męża stanu oznacza to wzloty i upadki – czasami bolesne, a w przypadku zwykłego polityka to nic innego jak odcinanie kuponów i zwyczajne nadymanie się na ile się da – zwykła bufonada.

Biorąc pod uwagę obecny stan dewastacji i zamętu ideologiczno-personalnego na polskiej lewicy, nie można oczekiwać od pana Kwaśniewskiego jakiegoś szczególnego entuzjazmu, czy też zakasania rękawów, ubrania gumowców i wyprzątnięcia obornika przy pomocy wideł – z przykrą koniecznością lekkiego dźgania mniej opornych a zadźgania paru zasiedziałych czerwonych świń, które nie wiedzą, że czas najwyższy wyjść już z obory. Coś takiego w ogóle jest trudne do wyobrażenia, albowiem to nie jest metoda lewicowa, tak na lewicy się nigdy nie robiło i lepiej żeby nie robiło się nigdy, albowiem to nie są metody budowania czegokolwiek, poza sytuacją, w której przekroczono już granicę i z chlewika płynie już tylko gnojowica, a świnie nie chcą wyjść – pewne swego, zajęte budowaniem własnego mitu. Niestety z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia, gdzie lewica nie tylko jest bierna i zapatrzona sama w siebie, ale przede wszystkim czeka na cud! A tego cudu nie będzie, albowiem nawet, jeżeli wszystko runie i upadnie, to retoryka lewicy została już dawno skutecznie przejęta przez obie wielkie prawicowe partie, które nie zawahają się obiecywać ludziom nawet przeszczepiania organów lub dostarczania po 20 młodych dziewic – żeby tylko otrzymać się u władzy. Lewica straciła inicjatywę, została rozbita i pokonana, co więcej została moralnie skalana, a z tego skalania nie oczyściła się do dzisiaj, gdyż ludzie nie zapomnieli – przyznajmy jednak – w znacznej mierze wykreowanej atmosfery nagonki na błędy polityków lewicowych poczynając od komicznego zarządzania pewnym miastem z aresztu, poprzez słynne czasopisma a na nagrywaniu pewnego producenta przez pewnego redaktora kończąc. To na trupie lewicy – prawicowa hydra doszła do władzy! Bez błędów Leszka Millera – nie byłoby możliwości na zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości! Naprawdę zapłaciliśmy straszną cenę za dezorganizację i rozpad całego obozu. O niejasnych przesłankach zlikwidowania kariery pana Cimoszewicza nie ma nawet, co wspominać, ale ta sprawa tak jak wiele innych z pewnością w końcu wyjdzie i zadziwi – potomnych!

Wszelkie próby organizowania kawiorowo-kanapowej lewicy na tylnej kanapie pewnego Jaguara nie mają żadnego sensu, nikt z wyborców nie uwierzy zbankrutowanym moralnie, sytym i spełnionym życiowo politykom kawiorowej lewicy. Klub dinozaurów, prawdziwych stachanowców dzieła budowy polskiej lewicy musi odejść w zapomnienie, co prawda nie zniknie, ale raczej niech pisze książki niż projekty ustaw! Nie ma młodych zastępców – dwaj liderzy, którzy od czasów wielkiego upadku dzierżyli władzę nad partią kawiorowej lewicy skompromitowali się totalnie, zupełnie i bezapelacyjnie. Na ich tle rzeczywiście lepszy jest stary dinozaur, albowiem przynajmniej jest wyrazisty i mniej więcej wiadomo, czego można się po nich spodziewać, jednakże, jako osoba stanowi nie tylko zwornik, ale przede wszystkim barierę dla wielu potencjalnych ludzi lewicy.

Druga pseudo-lewica, bardziej ruch człowieka swojego nazwiska niż realna partia polityczna, czyli grupa ludzi skrzyknięta na podstawie kilku radykalnych i kontrastujących haseł – to nic innego jak emanacja społecznego buntu i niezadowolenia plus nadzieje wszelkiego rodzaju mniejszości na normalność. W 90% elektorat prawdziwej lewicy, gdyby tej łaskawie zechciało się pochylić ze swojej kanapy nad prawdziwymi problemami społecznymi, w tym środowisk niszowych, ale jak się okazuje dość zdyscyplinowanych wyborczo i co zostało dowiedzione – wystarczająco licznych, żeby opłacało się przełknąć kawior, wyjąć cygaro z ust i pochylić nad tym specyficznym elektoratem! Niestety to także się nie udało, a właściwie udało się, ale liderowi ruchu swojego nazwiska, który mistrzowsko wykorzystał wszelkie techniki wpływu społecznego i zrobił wynik, – który byłby inaczej dla rządzącej partii trudny do przejęcia, a mógłby nie ujawnić się w wyniku naszych kawiorowców, albowiem te środowiska ich nie trawią.

Jest to sytuacja klinczu, albowiem istniejące i modyfikowane regulacje ordynacji wyborczej wykluczają jakiekolwiek „poziomki”, czy też dowolnie rozumiane inicjatywy oddolne. Żeby zaistnieć – partia musi zrobić wynik w skali kraju! Bez tego w ogóle nie ma mowy o czymkolwiek. Potrzebny jest mąż opatrznościowy, który mógłby pogodzić liderów dwóch ugrupowań już nazywajmy je – lewicowych, czy też lewicujących, dodatkowo skrzyknąć środowiska umiarkowane i zielone – a w ostateczności osiągnąć około 30% głosów na liście sejmowej. Oznaczałoby to, że lewica może i powinna celować w usunięcie jednej z partii prawicowych z drugiej pozycji pod względem udziału we władzy w Polsce. Konsekwencją takiego wyniku – byłaby zdolność koalicyjna, albowiem zwycięska opcja prawicy liberalnej nie mogłaby nie złożyć propozycji tak silnemu ruchowi. Oznaczałoby to przewartościowanie całej sceny politycznej i całego myślenia o kraju, albowiem nagle okazałoby się, że lewica powstałaby jak Feniks z popiołów – silna, zwarta i zjednoczona – zdolna do działania i wzięcia odpowiedzialności za losy kraju.

Wówczas prawie na pewno znalazłoby się godne stanowisko dla pana Kwaśniewskiego, które mógłby piastować – adekwatne do jego potencjału politycznego i ambicji. Stworzyłoby to szansę na wariant z opcją zaprzepaszczoną przez skutki haniebnego działania pewnego redaktora gazety i jego dyktafon – tj. zjednoczenia liberalnej prawicy z lewicą w wielki centro lewicowy obóz narodowy – zdolny do pełnienia władzy nad krajem przez kolejne dwie lub trzy kadencje, z uwzględnieniem możliwości przejęcia modelu niemieckiego – wymieniania się u władzy dwóch wielkich – przewidywalnych partii lub właśnie zawiązywania wielkich koalicji. To jest możliwe, wymaga jednakże żeby pan Aleksander Kwaśniewski chciał być mężem stanu, którego Polska zapamięta nie tylko, jako osobę niefortunnie naśladującą w gestach Papieża, ale człowieka, który odsunął widmo powrotu Prawa i Sprawiedliwości do władzy w Polsce. Ta misja warta jest każdego poświęcenia, nawet degradacji z generała na szeregowca!

One Comment

  1. Zbędny artykuł, bo nie ma w Polsce LEWICY.
    Nie ma ugrupowania wrażliwego na krzywdę społeczną.
    Jakieś kluby dyskusyjne, tygodniki, pozostałości po niby lewicowym SLD – to nie lewica.
    Dopóki nie pojawi się człowiek o jednocześnie: klasy Jacka KURONIA i zdolnościach organizacyjnych Czarzastego, to nic nie ruszy w tym temacie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

eleven − nine =