Wojskowość

Jeżeli mamy wojnę na Ukrainie to…

 Jeżeli jak twierdzi jeden z ministrów rządu w Polsce – mamy wojnę na Ukrainie, to oznacza dla nas zupełnie nowe okoliczności i zupełnie nowe odniesienia. W szczególności nowe obowiązki dla państwa, jak również pewne wytyczne dla obywateli, które mogą mieć istotne znaczenie w przypadku ziszczenia się czarnego scenariusza.

O sprawach tajnych nie mamy wiarygodnych informacji, tutaj nie można posługiwać się plotkami, nawet z najbardziej poczytnych blogów, jednakże faktem jest że od początku kryzysu nie przeprowadziliśmy żadnych liczących się i istotnych działań mających na celu uszczelnienie naszej wschodniej granicy oraz zabezpieczenia „korytarza litewskiego”, w przypadku wojny pełnoskalowej z termonuklearnym Imperium, które nasz pan premier jawnie i wprost oskarża o mieszanie się do wewnętrznych spraw na Ukrainie.

Co więcej można nawet przypuszczać, że nie zrobiliśmy nic więcej poza zwykłym zabezpieczeniem granicy – poprzez nasilenie czujności Straży Granicznej. Wiadomo, że dozór elektroniczny NATO to bardzo dużo, albowiem na ekranach monitorów dokładnie widać gdzie, co się przemieszcza, a nawet można odczytać tablice rejestracyjne przemieszczających się pojazdów – to nie jest żaden problem. Bardzo dobrze że taką i miejmy nadzieję, nie tylko taką informacją możemy dysponować. Jest jednak jeszcze problem zupełnie innego rodzaju, mianowicie – ktoś musi tej granicy fizycznie pilnować, w taki sposób, żeby była ona nie do przeniknięcia – przynajmniej na poziomie średniej wielkości zorganizowanej grupy zbrojnej lub paramilitarnej. Mówimy o realnym potencjale wojskowym na granicy oraz o siłach zdolnych do dokładnego filtrowania przenikających grup jak również pilnowania porządku w ewentualnych obozach internowania – nie można sobie bowiem wyobrazić sytuacji, w której nasz rząd wpuści do Polski bojowników przegranej sprawy, którzy jeszcze wczoraj strzelali do swoich sąsiadów.

Jest jeszcze inne niebezpieczeństwo, jeżeli bowiem już na Ukrainie działają – uwaga to informacje niepotwierdzone – zagraniczni doradcy wojskowi z profesjonalnych firm zajmujących się dostarczaniem usług bezpieczeństwa – to znaczy, że mamy do czynienia z niezależnym planowaniem wojskowym na szczeblu taktyczno-operacyjnym. Takie postępowanie ze strony tamtejszego rewolucyjnego rządu byłoby jak najbardziej uzasadnione, ponieważ własnym ludziom nie mogą ufać w 100% jeżeli chodzi o planowanie, gdyż niebezpieczeństwo wycieku informacji jest tam oczywistością, zresztą w kilku przypadkach skarżyli się już na to oficjele nowych władz w Kijowie. Działania wojska natomiast można wymusić przy pomocy terroru – poprzez zwykłe „chronienie” rodzin wyższych oficerów – zapewnia się ich lojalność a następnie wymuszanie przez nich rozkazów na podwładnych. Oczywiście zawsze pomogą w tym odpowiednio zmotywowane rewolucyjnie i dolarowo – specjalne siły bezpieczeństwa, zdolne do pacyfikacji nieposłusznych oficerów, podoficerów i mniejszych pododdziałów. Naprawdę posłuch można wymusić, może bez entuzjazmu, ale broń będzie strzelać, czołgi będą jeździć. Poprzez odcięcie planowania na inny poziom – poza zasięg dotychczasowego dowództwa – można osiągnąć efekt pośredniego zaskoczenia i nawet walczyć na własnych warunkach planując szersze operacje.

Elementem takich planów wariantowych dla działań sił własnych, sił nieznanych czy też poprzez wmanewrowanie przeciwnika – może być włączenie do konfliktu państwa sąsiedniego. Nie trzeba wiele, wystarczy nawet krótkotrwałe przeniesienie działań zbrojnych na teren sąsiedniego państwa, które spotka się z przeciwdziałaniem drugiej strony, ewentualnie – wystarczy nawet oskarżenie o organizowanie logistyki, udzielanie wsparcia, prawa pobytu tolerowanego, ułatwienie przenikania przez granicę itd.

Musimy być na to przygotowani, albowiem w wojnie nowego typu, w której komponent informacyjny – czyli to, co podają światowe media ma znaczenie równie ważne jak sytuacja rzeczywista. Problem polega na tym, że przy całej możliwej nieudolności naszych władz państwowych – możemy zostać wmanewrowani w konflikt jako strona wspierająca, nawet niczego nie robiąc poza ogólnym przygotowywaniem i zabezpieczaniem z ewentualną pomocą humanitarną. Nie będzie wówczas miało znaczenia to, co się naprawdę stało, tylko to co pokazały media na całym świecie. Sądząc po prędkości reagowania państw zachodnich – zupełnie dzisiaj rozbrojonych i nastawionych pacyfistycznie – nie mamy co liczyć na szybką pomoc ze strony NATO, może z wyjątkiem sił szybkiego reagowania.

Potęga NATO-wskiego lotnictwa nie będzie tu miała znaczenia, ponieważ terroryści potrafią doskonale się maskować i nie da się rozdzielić celów cywilnych od wojskowych z kabiny samolotu F-16. Jak grupy paramilitarne już przejdą – już jest po zawodach, wówczas mamy problem wewnętrzny z którym sobie nie poradzimy, ponieważ te grupy będą chciały przeniknąć dalej – przynajmniej ratując swoich liderów (i rodziny). Natomiast nasi zachodni sąsiedzi i reszta Unii będzie wywierała na nas nacisk, żebyśmy problem zostawili u siebie. W efekcie może być dramatycznie, zwłaszcza w Polsce południowo-wschodniej.

Reasumując, jeżeli zgodnie z wypowiedziami przedstawicieli aktualnych polskich władz mamy wojnę na Ukrainie, to na powyższe pytania muszą znaleźć się odpowiedzi i muszą być przeprowadzone przygotowania. To wszystko kosztuje, każdy ruch, każde działanie to duże koszty. Czy słyszał ktoś o zwiększeniu budżetu MON i odpowiednich służb (wszystkich) na ten rok i na przyszły? Może jest planowana jakaś pomoc dla przygranicznych samorządów, które mogą być najbardziej obciążone skutkami ewentualnych działań powstrzymujących, jak również będą stanowić naturalną bazę dla rozlokowania uchodźców. Miejmy nadzieję, że to wszystko się dzieje, jak również to że wszystko jest koordynowane na odpowiednich szczeblach ponadnarodowych. Miejmy nadzieję…

Jeżeli jednak państwo się nie sprawdzi i nie uda mu się przetrwać czekającej go próby – gdyby ona miała miejsce, to… no właśnie – to, co wtedy?

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

4 komentarze

  1. Rubaszny kłamczuszek

    Panie daj pan spokój z opiniami tych nieudaczników, raz pan jeszcze się odnieś do ich słów to nie będę pana czytał. Oni nie mają już nic do powiedzenia.

  2. Rozwoj sytuacji wskazuje na to, że odpowiedzialne za wywolanie zawieruchy na Ukrainie Stany Zjednoczone zainteresowane są zaostrzeniem konfliktu. Liczą na to, iż z nieuchronnej wojny domowej wspierane przez nich siły ultranacjonalistyczne wyjdą zwycięskie. Co prawda zwyciestwo to moze tylko oznaczać podział Ukrainy na środkowo-zachodnią, stanowiącą kondominium amerykańsko-rosyjskie, oraz przyłączoną do Rosji bądź tworzącą zbliżony do Rosji nowy byt państwowy południowo-wschodnią, jako np. Repbulika Noworossija. Ale takie rozwiązanie nie jest napewno celem prezydenta Putina, gdyż ukraićska “resztówka” stałaby się zarzewiem ciągłych konfliktów i śmeirtelnym wrogiem Rosji. A Rosja nie chce z pewnością powiększać kręgu swych wrogów. Wladimir Putin wolałby z pewnoscią zachować Ukrainę jako jeden byt państwowy w postaci konderacji, zdemilitaryzowanego i politycznie neutralnego państwa, tzn. nie przynależnego do żadnego z sojuszów militarnych i bloków gospodarczych z zagwarantowynym dla Rosji prawem veta przy podejmowaniu decyzji dot. spraw ustrojowych. Takie państwo nie byłoby w pełni suwerenne, albo aby użyć współczesnej nowomowy – byłoby suwerenne inaczej. Dla ludności Ukrainy i dla pokoju w Europie oraz gospodarki europejskiej byłoby to rozwiązanie najlepsze. Problem w tym, że trudno będzie osiągnąć zgodę USA dla takiego rozwiązania. USA nie jest potrzebna spokojna, zamożna i nie skonfliktowana z sąsiadami Ukraina. One dążą do pomniejszenia pozycjiRosji przy pomocy dzikich pachołków, spadkobierców Siczy Zaporożskiej. Więc Ukraina może jescze przez dłuższy czas płonąć, a my nie jesteśmy – jak Krakaueer słusznie zauważa – na to zupełnie przygotowani. A powinniśmy przede wszystkim zabezpieczyć się przed przenikaniem owych zdziczałych hord, pochodzących w znacznej części z naszych byłych terenów wschodnich, na nasze terytorium. Nie chcemy ich tutaj! I niech Bóg uchowa polski rząd przed dostarczaniem jakiejkolwiek pomocy dla samozwańczych władz ukraińskich. Nie wolno nam hodowań węża na własnej piersi. Pomocy można i należy udzielać cywilnym ofiarom
    tej brudnej wojny! Im i tylko im!

  3. inicjator_wzrostu

    Ministrowie polskiego rządu niepotrzebnie używają słów, które w dobie MNOŻENIA SIĘ informacji w sieci – może wywołać niepożądane działania innych.
    No bo skoro Polski Minister mówi że jest wojna – no to ją możecie mieć!
    Bo skoro o niej mówi MINISTER, to znaczy że Państwo Polskie jest do takiej wojny przygotowane albo zaczyna się właśnie do niej przygotowywać.
    Czy oni nie rozumieją, że żeby licytować w grze – trzeba mieć KARTY!

  4. probabilis

    Brawa dla Polski ipolskiego rzadu za”demokratyczna”pomoc w ostatnich pol roku dla Ukrainy.Krakauer,dlaczego odrazu taka panika??obozy dla internowanych??Czy to sa chwalone “европейские ценности”??.Pan Putin nie zbiednieje na kilkaset czolgow ewentualnie wypozyczyc dla chcacych “godnie odwiedzic”przyjaciol.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.