Paradygmat rozwoju

Jeżeli już się zadłużamy – to TYLKO inwestując w wartość dodaną!

 Jeżeli już się zadłużamy, to TYLKO inwestując w wartość dodaną! W najbliższym czasie nasz skumulowany dług publiczny ma przekroczyć 1 bln PLN, czyli tysiąc miliardów! W przyszłym roku, który ma być rokiem wzrostu gospodarczego, bo nie założono złego scenariusza – mamy mieć deficyt prawie 60 mld PLN! To przerażające proporcje w stosunku do dochodów projektowanych na poziomie 324 mld PLN! To mniej więcej 20% poziomu dochodów budżetowych! Mniej więcej o tyle powinny wzrosnąć obciążenia podatkowe, żeby budżet się mniej więcej zrównoważył. Inaczej wydawanie około 383 mld PLN nie ma najmniejszego sensu, bo to droga donikąd, tak jak i cała taka polityka.

Jeżeli chcemy dalej tak wiele pożyczać, to już daleko nie dojedziemy. Rozwój kraju, o ile to w ogóle można tak nazwać, oparty na długu to droga do ślepego zaułku. Dogmaty neoliberalnego pojmowania gospodarki doprowadzą nas w przepaść. Dalej jest ściana niskich dochodów i braku pracy, pozwalającej ludziom na życie w przestrzeni zmienianej za to, że ich zadłużono. Jaki to ma sens? Przecież to jest tak, jakbyśmy sami zawiązywali sobie sznur! Jeżeli się już zadłużamy, to tylko i wyłącznie inwestując w wartość dodaną. Tylko potrzeby obrony lub klęski żywiołowej mogą spowodować inne wydatki z długu. Każda pożyczona Złotówka powinna po zmaterializowaniu się przynosić dochód, czy też chociaż przyczyniać się do zmniejszenia kosztów uzyskiwania dochodów podmiotów funkcjonujących w przestrzeni publicznej w naszym kraju.

W praktyce oznacza to, że 60 mld deficytu, powinniśmy wydać na coś co jest niezbędne i co pomoże nam w realnym rozwoju, a nawet stworzy warunki do dokonania skoku cywilizacyjnego. Przykładowo można wydać dług na elektrownię atomową, a nie na rozbuchany socjal. Równolegle moglibyśmy inwestować w energetykę odnawialną, w tym różne biokomponenty, dające pracę polskim rolnikom i zwiększające niezależność energetyczną – poprawiające bilans emisji szkodliwych substancji. Pożyczając tyle pieniędzy, moglibyśmy co roku finansować jedną elektrownię atomową średniej mocy, czy też duży blok energetyczny, oparty na nowoczesnym reaktorze bardzo dużej mocy z infrastrukturą towarzyszącą. Proszę pomyśleć, jaki to byłby bodziec inwestycyjny dla naszej gospodarki! Jak natychmiast zmieniałaby się sytuacja w kontekście polityki energetycznej? Dwie korzyści – dużo względnie taniego prądu oraz koniec problemu z węglem, oczywiście w perspektywie, bo przecież nic od razu. Chociaż każda taka elektrownia, czy też duży blok oparty na reaktorze dużej mocy, to byłoby około 3-5% naszych potrzeb energetycznych. W konsekwencji w ciągu 10 lat, moglibyśmy w ogóle przejść w znacznej części potrzeb na energetykę jądrową. Do tego zwiększyć ilość biopaliw w transporcie, jak również energii z biomasy do np. ogrzewana – znaczna część PKB pozostawałaby w kraju. Spadłoby uzależnienie kraju od zagranicy. Rolnicy  mieliby więcej pieniędzy, powstałaby branża, której zależałoby na produkcji energii ze źródeł odnawialnych.

W konsekwencji też mielibyśmy dług, ale mielibyśmy nowoczesną energetykę. Co więcej, bylibyśmy generalnie energetycznie w znacznym stopniu niezależni i przyjaźni dla środowiska, co zmniejszyłoby unijną presję na Polskę w tym względzie. Mielibyśmy też dużo prądu o stałych cenach, a to – przynajmniej w teorii naszej prawie utopii – umożliwiałoby spłatę kredytów zaciągniętych na elektrownie i ich późniejsze modernizowanie i rozbudowę, jak byłoby potrzebne więcej energii. Po spłacie elektrowni, moglibyśmy spłacać zadłużenie, którego nie trzeba byłoby bez końca rolować.

Niestety to oczywiście czysta prawie utopia, to jest możliwe mniej więcej w takim scenariuszu w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, Belgii, Szwajcarii i nawet na Litwie, czy Białorusi. Jednak nie jest możliwe w Polsce. U nas tak się nie da, tylko czy ktoś potrafi wytłumaczyć ten fenomen? Będziemy żyli z olbrzymim długiem, prawdopodobnie zmuszeni do importowania energii elektrycznej. Za to elity utrzymują fikcję rozwoju, a nawet reformowania państwa. Wszyscy za to bardzo boleśnie zapłacimy i to już w stosunkowo nie długim czasie.

8 komentarzy

  1. Niestety nikt nie myśli w ten sposób w tym kraju poza autorem i kilkoma innymi myślącymi ludźmi.

  2. Drogi Krakauerze bądź konsekwentny,jeszcze nie dawno pisałeś o potrzebie zwiększenia wydatków zbrojeniowych?

    TO PRZECIEZ STOI JAK BYK WEB JOZ

    • P.Józefie ,czasami wydaje nam się że widzimy byka,a póżniej okazuje się że mieliśmy do czynienia z krową! To tak ,dla rozrzedzenia atmosfery.Pozdrawiam.1

  3. Autor ma generalnie rację, ale rządzą nami populiści i histerycy.

    Liczy się zaspokojenie potrzeb socjalnych i miesięcznice smoleńskie.

    Aby PiS wygrał kolejne wybory, nic więcej.

  4. Konstytucja nakłada na rząd ograniczenie możliwości zadłużania państwa. W przypadku przekroczenia wartości progowych: nie dopuszcza, wzrostu wynagrodzeń pracowników państwowej sfery budżetowej, ogranicza waloryzację rent i emerytur do poziomu inflacji, zabrania udzielania z budżetu państwa nowych pożyczek i kredytów, ogranicza się wzrost wydatków wielu instytucji państwowych, nakłada obowiązek zrównoważenia budżetów samorządowych, zabrania udzielania państwowych poręczeń i gwarancji.
    Krótko mówiąc nakłada na naród obowiązek oddalenia na kopniakach władzy PiS-u. Czymże jednak jest konstytucja, gdy po podporządkowaniu jej Trybunału władzy partyjnej, można ją omijać zwykłymi ustawami i aktami wykonawczymi?
    To jest chyba główny powód zaostrzenia batalii przeciwko Trybunałowi Konstytucyjnemu. Proponuję partii rządzącej nową formułę partyjnego pozdrowienia: “Po nas choćby potop”.

  5. przeczytałem jak wróciłem z pracy drugi teraz i się zastanawiam czemu Szydło jest premierem a nie pan Krakauer

  6. Slavek Przepiorski

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.