Polityka

Jesteśmy w sytuacji świadomego pacjenta podczas zabiegu na otwartym sercu

 Dramat politycznego podziału kraju na dwa zwalczające się prawicowe obozy i otaczające je polityczne didaskalia, sprowadza się w swojej istocie do braku jednoznacznego autorytetu. W istocie sytuacja jest modelowo podobna do tej sprzed zamachu majowego, czy jak kto woli sprzed stanu wojennego. Chodzi o to, że demokratycznie wybierane stronnictwa polityczne, nie są w stanie się w naszym kraju porozumieć, co do koniecznych reform. Osiągnęliśmy ten sam próg nasycenia co Polska przedwojenna, z tą jedną różnicą, że dzisiaj nie ma Marszałka, który byłby zdolny do przeprowadzenia resetu wewnętrznego – okrutnego, dramatycznego w skutkach i w istocie nie będącego „mniejszym złem” jak jest powszechnie przedstawiany. Dzisiaj jesteśmy skazani na używając medycznych porównań w jakiejś formie sytuację zbliżoną do leczenia czegoś na kształt „dżumy”, czymś na kształt „cholery”, czego drobny przedsmak jeżeli chodzi o postępowanie nowego prezydenta i kłopoty na arenie międzynarodowej jakie może spowodować już mamy. Samo to, że nowa głowa państwa zdołała zaliczyć dwie wizyty zagraniczne, ale nie udało się spotkać z premierem własnego rządu – o czymś świadczy i to jednoznacznie. Niestety negatywnie dla nowego prezydenta.

Pan Andrzej Duda miał szansę na zrobienie tego, co deklarował – rzeczywiste zjednoczenie Polaków, zasypanie podziałów, mógł wykreować się na rzeczywisty autorytet jednoczący Polaków, może bardziej formalny niż osobisty, ale w istocie to nie ma znaczeniu, bo na bezrybiu i rak ryba! Tymczasem wyszło jak wyszło, w zasadzie nawet szybciej niż się wszyscy spodziewaliśmy. Uczynienie z drugiego bezsensownego w większości referendum – czegoś, co idealnie pasuje na kampanię wyborczą swojej byłej partii politycznej, to niestety chyba polityczny cynizm – to straszne, że prawdopodobnie do tego doszło, ale nic na to nie możemy poradzić. Można zapytać na ile pan Andrzej Duda jako prezydent państwa jest tym samym Andrzejem Dudą, za którego się podawał w trakcie kampanii wyborczej? Zostawmy to do oceny wyborcom. Jednak fakty są nie do zaprzeczenia, co to za prezydent, który po prostu nie chce się spotkać z premierem? Co to w ogóle jest? To ma być troska o państwo, państwowiec, polityk i prezydent? Jak nie napisali w Konstytucji – to znaczy się, że nie ma obowiązku? Ciekawe czy pan prezydent ma świadomość tego, jak bardzo szkodzi państwu?

Może Kościół dominujący powinien już mediować jak w stanie wojennym? Biskupi na misje do polityków, uzgadnianie wspólnych pozycji, zbliżenie stron, potem spotkanie – Magdalenka zdaje się jeszcze stoi? Chyba, że ją zamienią teraz na obóz dla uchodźców? No to może na Wawelu? Sale wielkie, można namiot na dziedzińcu postawić. O tak, Kościół dominujący z pewnością by się tutaj sprawdził jako mediator, tylko jest jeden problem, także nie jest autorytetem dla części społeczeństwa, a dla tej która deklaruje wartości i takie tam nastawienie konserwatywne to często tylko instrument, żeby nie powiedzieć dobitniej.

Kampania wyborcza zawsze wykorzystuje problemy a nie odnosi się do możliwości polityków, co więcej podstawą są zawsze emocje a nie logiczna i merytoryczna dyskusja. W wyniku czego, coś takiego jak osobowość w naszych wyborach po prostu nie występuje – poza kilkoma nielicznymi przypadkami wynikającymi z osiągnięć życiowych kilku osób. Skąd wziąć więc autorytet, który mógłby dokonać wewnętrznego resetu – to jak dotąd jedyna sprawdzona metoda? W zamachu majowym – Piłsudski, przy okrągłym stole mieliśmy „mądrość zbiorową” plus episkopat czuwający, żeby obrady prowadziły do skutku. Dzisiaj wszystko wskazuje na to, że albo rządząca prawicowa-prawica sprowadzi na kraj nieszczęście w postaci resetu zewnętrznego, albo tak rozwali ekonomię, że będziemy mieli reset wewnętrzny, który zapewnią nam kapitaliści. Oba rozwiązania są szokujące, przerażające i należy się ich bać.

Społeczeństwo mając dość dotychczasowych władz w części zagłosowało na muzyka, który ogłosił się sam jako „zmianę”, na czym zbudował swój antyestablishmentowy autorytet. Jednak to okazało się zbyt mało, żeby pociągnąć za sobą większość społeczeństwa i „zmiana” przyczyniła się przez selekcję negatywną do zwycięstwa przedstawiciela jednej z opcji w wyborach prezydenckich. Jednak ten pan również nie okazał się autorytetem, ani nawet rzeczywistą zmianą.

Jesteśmy w sytuacji świadomego pacjenta podczas zabiegu na otwartym sercu. Niestety drugi pseudo chirurg wyjął także i wnętrzności, a jeszcze inny dopiera się do trepanacji czaszki. Niestety jak to zawsze u nas bywa, rzeczywistość okazuje się ciekawsza od fikcji, nie jesteśmy na sali operacyjnej, gdzie chcielibyśmy być. Jesteśmy w prosektorium, za życia co prawda, ale pozostawieni na dokończenie się…

3 komentarze

  1. Pan Andrzej DUda okazuje się politykiem mniejszego formatu, niż sądzono.

    Klasa powiatowa (nawet nie wojewódzka) i politykierskie gierki na poziomie poprowadzenia kanalizacji – lub nie, w jakiejś wsi …

    Otoczył się ludźmi podobnego formatu i podobnych niskich horyzontów.

    Do tego musi spłacić DŁUG polityczny wobec partii, której Prezes go namaścił.

    Jeśli wydaje mu się, że jeszcze kiedyś będzie stać go na większą samodzielność, to właśnie ten czas mija.

    Szkoda, zapowiadał się dobrze, a tu powtórka z rozrywki …

  2. Kto może coś zmienić? Zmienić coś mądrze? Autorytet. Bezsporny dla przytłaczającej większości a jednocześnie zwykły człowiek, ze swoimi wadami i zaletami. Taki poza siecią informacji. W zasadzie NIKT dzisiejszych czasów. Który nie istnieje na informacyjnym wysypisku. Którego nie można zaszufladkować. Którego wypowiedzi nie można zmanipulować bo zwyczajnie ich nie ma a jeśli nawet już istnieją to są tak kryształowe że nie pozwalają na manipulację. Ktoś nie uciekający od swojej przeszłości. Ktoś kto NIE ISTNIEJE w przestrzeni publicznej z imienia i nazwiska. Kto mówi i będzie mówił “jak jest” bez zbędnej ekspresji, bez eskalacji emocji, szczerze i prosto by możliwie jak największa cześć Narodu zrozumiała o co idzie gra, jaka jest stawka. Tu, teraz, to nie jest II RP gdzie analfabetyzm, gdzie rozumienie i chęć rozumienia stały na niskim poziomie. To inny świat. Świat w którym mamy dużo więcej wolnego czasu niż wtedy a mimo to trwonimy go na “bzdety” w rodzaju publicznego obnażania się i “lajkowania” czyiś obnażeń. Gdzie marnuje się wolny czas zastanawiają się nad formą treści miast nad samo treścią która nie niesie żadnego znaczącego przekazu. Jednocześnie to świat w którym coraz więcej ludzi staje się coraz bardziej świadomych, w którym rozwój jednostki jest dużo wyżej niż wtedy, coraz więcej ludzi pośród tych co marnują czas, przestaje go marnować, rozważa, docieka, studiuje (nie mylić z byciem studentem na uczelni), wyciąga wnioski i dalej zgłębia współczesny świat by go zrozumieć. Dla tych wszystkich ludzi, potrzeba nam takiego NIKOGO. Takiego lidera idealisty i realisty.
    To że go nie ma, nie oznacza że nie istnieje, to znaczy że jeszcze go nie znamy bo nie został odkryty.

  3. Wreszcie ktoś napisał prawde

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.