Paradygmat rozwoju

Jesteśmy społeczeństwem bez tradycji mieszczańskich

 Oceniając kapitał wymiany międzypokoleniowej naszego społeczeństwa musimy mieć na uwadze oprócz takich doświadczeń jak II Wojna Światowa, także jej długofalowe skutki polegające m.in. na tym, że utraciliśmy sporą część bardzo wątłych tradycji mieszczańskich, jakimi mogło się legitymizować nasze społeczeństwo. Główną przyczyną wystąpienia tej patologii było przesunięcie terytorium państwa na zachód i utrata dwóch wielkich ośrodków miejskich przez wieki, – ale nie autochtonicznie – związanych z Polską i polskością. Był to szok dla społeczeństwa, jakiego nie możemy sobie na dobrą sprawę nawet dzisiaj wyobrazić.

Skutki utraty wielopokoleniowych dorobków, norm porządkujący współżycie, regulacji, a nawet zmiany całej formuły życia – były opłakane. Kolonizacja ziem odzyskanych, w tym doskonale zorganizowanych, ale przeważnie lezących w gruzach miast poniemieckich i Wolnego Miasta Gdańska była jedynie atrapą, ponieważ miasto to nie tylko jeżdżące po nim tramwaje i ulice bez barykad, ale przede wszystkim ludzie ich kapitały i relacje pomiędzy nimi. Tych strat nie odrobimy prawdopodobnie już nigdy, po prostu na zawsze utraciliśmy część potencjału tak jakby wyrwać człowiekowi jedno oko i jedno ucho – rany się z czasem zabliźnią, wykształci wyższa wrażliwość na dotyk i inne bodźce, jednakże to już nigdy nie będzie to samo. O dramacie Warszawy oczywiście nie ma, po co się nawet rozpisywać, w tym przypadku sprawa jest oczywista, jednakże musimy mieć świadomość, że część winy za los ludności cywilnej i jej majątek ponosimy my a właściwie polskie państwo podziemne z jego samozwańczą delegaturą w Londynie. Jednakże zostawmy te kwestie historyczne ba boku, ponieważ nie są one głównym torem naszej analizy.

Straty poniesione wówczas były tym dokuczliwsze, ponieważ straciliśmy olbrzymią część ludności narodowości żydowskiej stanowiącej naturalną część chyba każdej społeczności miejskiej i małomiasteczkowej w Polsce. Nagle amputowano miastom część mieszkańców – opustoszały dzielnice, zabrakło lekarzy, prawników, szewców, krawców, handlarzy – ze względu na dramatyczną zbrodnię zorganizowanego ludobójstwa zmieniła się struktura ludności naszych miast. Oczywiście ludność narodowości polskiej także mordowano masowo – nastąpiły przesiedlenia, repatriacje, pełen rozkład społeczeństwa, które w jego miejskim komponencie trzeba było stawiać na nowo.

Żeby było jednak jeszcze bardziej dramatycznie – straty wówczas poniesione były dla nas cywilizacyjne, ponieważ nasze miasta tak naprawdę ukształtowały swój charakter dopiero pod koniec XIX wieku i na początku XX-tego. Wcześniej „cywilizacja polska”, do Powstania Styczniowego włącznie była cywilizacją wiejsko-dworską. Warto przyznać historyczną prawdę i zgodzić się z faktami, że miasta miały u nas głównie napływowy narodowościowo charakter! Nawet, jeżeli rozpatrzymy kształtowanie się takich ośrodków jak Kraków, Poznań, Lublin, czy specyficzna (rosnąca wokoło rezydencji magnackich) Warszawa – to zawsze element napływowy stanowił w nich znaczny procent mieszkańców. Żywioł polski koncentrował się na dworach, dworkach a częściej w zaściankach i na wsiach. Właśnie z tych powodów – zerwanie tkanki miejskiej przez wojnę spowodowało rozerwanie ledwo ukształtowanych relacji miasto – wieś. Przecież dopiero ślub Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną, córką chłopa z Bronowic, 20 listopada 1900, stał się przełamaniem tabu klas społecznych – uwiecznionym w wiekopomnym dramacie Wyspiańskiego „Wesele”! Wcześniej jakikolwiek związek – czy też związki z klasami niższymi nie wykraczały poza kontakty handlowe na targu.

Mając w rozwadze powyższe – oceniajmy społeczeństwo polskie, jako społeczeństwo w istocie wiejskie – przecież nawet przyjeżdżające do miast „słoiki” to nadal nie jest mieszczaństwo, to nie jest klasa wielkomiejska – to wszystko to nadal są jedynie próby budowy relacji i próby zaczepienia się w realiach, kształtujących się przez naszą obecność i aspiracje.

Ocena na tej podstawie naszego społeczeństwa musi być trudna i dyskusyjna, zwłaszcza, jeżeli uświadomimy sobie skutki masowej urbanizacji przedmieść naszych miast – wyalienowanie mieszkańców, wyobcowanie – betonowe pustynie. To wszystko rodzi nowy tym mieszkańca miasta, ale nie mieszczaństwo z jego specyficznym i niewystępującym już nigdzie poza nielicznymi enklawami poczuciem wspólnoty i tożsamości. To zginęło na barykadach Warszawy, to zostało zaprzepaszczone w Krakowie wraz z rozmyciem jego społeczności przez falę ludności napływowej, to chyba nigdy nie wytworzyło się w wielu średnich i małych miasteczkach na tzw. ziemiach odzyskanych.

Naprawdę jesteśmy społeczeństwem bez tradycji mieszczańskich, co implikuje poziomy aspiracji i styl życia naszego społeczeństwa. Ma to kolosalne znaczenie na rozumienie mechanizmów „dziania się” polityki w naszym kraju.

5 komentarzy

  1. Pozostał Poznań. Co prawda bez inteligencji, importowanej specjalnie do zarządzania miastem po jedynym zwycięskim Powstaniu Wielkopolskim, akurat wprost z … Krakowa. Np. Władysław Czarnecki, architekt, tu akurat zaimportowany w drodze wygranego konkursu. Za to Poznań miał silne kupiectwo, jeszcze sprzed I WŚ. Niestety skutecznie spacyfikowane za komuny…

  2. Pozostał Poznań. Co prawda bez inteligencji, importowanej specjalnie do zarządzania miastem po jedynym zwycięskim Powstaniu Wielkopolskim, akurat wprost z … Krakowa. Np. Władysław Czarnecki, architekt, tu akurat zaimportowany w drodze wygranego konkursu. Za to Poznań miał silne kupiectwo, jeszcze sprzed I WŚ. Niestety skutecznie spacyfikowane za komuny…

  3. Ten brak tradycji mieszczanskich ilustruje sie przede wszystkim brakiem jakiejkolwiek troski o tak zwana estetyke urbanistyczna miasta. Zasmiecona przestrzen publiczna billboardami, ktorych jest tak wiele, ze zupelnie nie spelniaja przypisanej im roli przyciagania uwagi. Do tego szabrowanie każdej dzialki przez deweloperow na budowe “apartamentow” lub innych “supermarketow” tam gdzie ich nie powinno byc i tak dalej i tak dalej. To niestety bardziej przypomina Azje, a nie cywilizacje Zachodu. Doskonalym przykladem tego urbanistycznego chaosu jest “szkieletor” szpecacy Krolewskie Miasto Krakow. To wszystko to materialne aspekty braku tradycji mieszczanskich, o ktorych pisze autor. Mentalnosciowe ciezej opisac, ale jak najbardziej istnieja.

  4. Trafne uwagi, ale to nic nie daje.
    Nawet jak ktoś jest “burak” czy “słoik”, to jak ma kasę – to żyje gdzie chce i jak chce.
    Do tego jak zna języki – to mieszka w Londynie albo innym Dortmundzie lub Dublinie i ma gdzieś rozważania @Autora o zaniku mieszczaństwa w Polsce.

  5. Kraków jest błędnie postrzegany jako miasto zdominowane przez ludzi zasiedziałych. W latach 1887-1938 imigracja do miasta wyniosła ogółem 145 tys.w tym samym czasie na drodze przyrostu naturalnego ludność miast zwiększyła się o prawie 41 tys.Na każdego urodzonego w Krakowie przypadało 4 przyjezdnych. Przyjezdni – Miejscowi 4-1.
    Kolejnym uproszeniem spotykanym przy opisie społeczeństwa Krakowa jest teza,ze było to jedyne polskie miasto po II wojnie światowej, które zachowało swoją strukturę społeczną. Dopiero budowa Nowej Huty miała przynieść napływ ludności wiejskiej. W 1939 roku w Krakowie mieszkało 259 tys., Niemcy wymordowali społeczność żydowską, czyli 1/4 ludności, pomimo tego w Krakowie w 1945 r. mieszkało 298 tys. krakowian, w 1950 343 tys. Nowa Hutę przyłączono formalnie do Krakowa w 1951 r., ta pierwsza była 7-8 km od centrum miasta i do tego długo słabo skomunikowana.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.