Ekonomia

Jednolity VAT zamiast rozdawnictwa socjalnego „pięciu stów hańby”?

 Rząd Słowacji zdecydował się obniżyć podatek VAT na podstawowe produkty spożywcze, w oczekiwaniu na spadek cen tych produktów. Mowa o obniżeniu stawki o połowę, co będzie stanowiło 10% ceny nominalnej brutto podstawowych produktów żywnościowych.

W Polsce mamy standardową stawkę 23% VAT zwaną stawką podstawową podatku od towarów i usług, ustawa przewiduje stosowanie dwóch stawek obniżonych w wysokości 8% i 5%. Najbardziej interesuje nas stawka obniżona do 5%, dotyczy ona towarów opisanych w załączniku 10 do ustawy o podatku od towarów i usług, a obejmuje podstawowe produkty żywnościowe jak np. chleb, nabiał, przetwory mięsne, produkty zbożowe, jak mąka, kasza, makaron i soki; również m.in. książki drukowane i czasopisma specjalistyczne. Równolegle w wewnątrzwspólnotowej dostawie towarów oraz w eksporcie towarów stawka podatku wynosi 0%

Teoretycznie więc jesteśmy w lepszej sytuacji niż Słowacja, gdzie VAT jest bardzo wysoki i nawet po obniżeniu nadal będzie na podstawowe produkty żywnościowe przeszło dwa razy większy niż w Polsce.

Tymczasem w naszym kraju podnoszą się głosy, m.in. pana Ryszarda Petru, zgodnie z którymi powinniśmy przeprowadzić generalną reformę podatkową podatków pośrednich i zdecydować się na ujednolicenie stawki podatku VAT. Oznaczałoby to wprowadzenie jednej stałej stawki na wszystko, czyli podniesienie podatku na żywność, a obniżenie na komputery itd. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że w znacznym stopniu uproszczono by system podatkowy w zakresie podatków pośrednich.

Wedle różnych opinii mówi się, że stawka podatku uśrednionego dla wszystkich dóbr i usług miałaby wynosić w Polsce co najmniej 15 a nie więcej niż 19% Chodzi głównie o to, żeby budżet oparty praktycznie w 60% na wpływach z VAT i akcyzy się nie załamał. Jest wiele opinii przychylających się do poziomu około 16% jako stawki neutralnej dla budżetu. Przy czym jest tutaj poważne zagrożenie, bo jeżeli się podatku nie zbierze w określonej wysokości, to można zostać z deficytem. Z tego względu jeżeli mielibyśmy taką operację przeprowadzić w sposób bezpieczny – potrzebna jest górka finansowa. Jedynym sposobem na jej zgromadzenie jest ujednolicenie podatku w ramach stawki najwyższej i okresowe schodzenie co roku, zgodnie z ogłoszonym kalendarzem do stawki docelowej – budżetowo neutralnej wobec roku początkowego. Przykładowo w pierwszym roku można wszystkie stawki podatku VAT podnieść do poziomu 22% a stawkę podstawową o jeden procent obniżyć. To byłby punkt wyjścia i można byłoby co roku obniżać w zależności od dochodowości – w widełkach od 0,5 do 2% stawkę już jednolitą. W ciągu czterech lat doszlibyśmy mniej więcej do 18% ciągle odnotowując nadwyżkę wobec pierwotnie otrzymywanych wpływów i podatek można byłoby obniżać do momentu, aż wpływy nie ustabilizują się na poziomie nas satysfakcjonującym, który oczywiście może być płynny. Oczywiście taki model byłby korzystny dla fiskusa, ale raczej nie byłby korzystny dla społeczeństwa, ponieważ ludzie byliby poddawani stałej presji ze strony wiecznie głodnego fiskusa. Spadek generalny wpływów podatkowych, powodowałby natychmiastowe podwyższenie stawki podatku, tak że system dążyłby do uchwycenia równowagi (zbilansowania się).

Trzeba pamiętać, że mniejsze podatki to więcej gotówki w kieszeniach obywateli, a to przekłada się na większe wpływy z podatków pośrednich i bezpośrednich w kolejnych cyklach gospodarczych. Niestety nie jest to maszynka do nakręcania pieniędzy w nieskończoność, to nie jest możliwe w kraju w którym firmy oszczędzają na inwestycjach, odkładając w nieskończoność decyzje inwestycyjne. Najpierw musimy mieć określony poziom oszczędności, potem względnie stały i przewidywalny popyt, potem dopiero możemy mówić o wpływach z podatków pośrednich i regulowaniu w ten sposób gospodarki.

Z pewnością jednolity VAT ma jeszcze to znaczenie, że miałby charakter powszechny. To coś o wiele więcej niż „pięć stów hańby” dla wybranych z tytułu prokreacji Być może warto się zastanowić nad tego typu systemowym rozwiązaniem, które miałoby bardzo poważne skutki gospodarcze. Oczywiście nic od razu, nic na siłę – zwłaszcza w wymiarze podwyższania podatku na żywność. Tu nie chodzi o rewolucję, tylko o stopniowe ewolucyjne zmiany, które przeniosą nas powoli do nowej, lepszej rzeczywistości „dobrej zmiany”.

4 komentarze

  1. No tak to prawda i zgodzam
    sie z autorem.
    Jednolita stawka pit 13 % bez ulg, nombinacj i stawka cit 15 procent,sciecie emeryturea alnych sum czyli najwyzsza
    to 3500 brutto no i uszczelnienie systemu i no
    i zmienic system ksztalcenia czyli 40 procent uczelni
    zamknac i zamienic na zawodowe ksztalcenie,aby
    jak najwiecej ludzi mlodych pracowalo. I tyle.

  2. Jurek zgadzam się z tobą. W PRL jak uciekło dwóch młodych chłopaków, do dziś siedzą w Niemczech, jeden pracuje w Firmie Man a drugi rządzi gospodarstwem rolny a zaczął od naprawy sprzętu rolniczego ale obaj mieli zawody czyli ukończyli szkoły zawodowe i z tego okresu nikt nie pracował na zmywaku. Pozdrawiam.

  3. Komuś się pop….ło we łbie jak pisze o 500 zł hańby.

  4. Mykoła, coraz więcej rodziców którym odebrano prawa rodzicielskie albo sami zrezygnowali starają się o odbiór dzieci z rodzin zastępczych i domów dziecka.Jak myślisz pod wpływem Kościoła? Nie Mykoła to 500+!To podwójna katolicka moralność wynikająca z chęci Kasy.Pyrsk!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.