Polityka

Jarosław „Wszechmogący” i zbłąkane owieczki z partii rządzącej

 Nie będąc u władzy od roku 2007, Jarosław Kaczyński, według polityków partii rządzącej, wciąż odpowiada za bieg wydarzeń w Polsce, od polityki wewnętrznej zaczynając, poprzez politykę zdrowotną i społeczną, na polityce zagranicznej kończąc. Zdaniem jednego z polityków zmusza go nawet do bycia „chamem”, zatem wytłumaczenia tej kuriozalnej sytuacji mogą być tylko dwa. Albo Jarosław Kaczyński jest wszechmogący, będąc w stanie sobie tylko znanymi mocami wpływać na aspekty administrowania Polską przez partię rządzącą. Do tego wytłumaczenia skłaniać może interpretacja, iż odpowiedzialność za pozostawienie Polski poza głównym kręgiem krajów rozmawiających o kolejnym budżecie Unii, gdzie prawdziwa dyskusja toczyła się wśród starych i znanych graczy z Europy, ponosi Jarosław Kaczyński. Także, za to, iż nic w pierwszej rundzie negocjacji nie uzgodniono, odpowiada Jarosław Kaczyński, gdyż tak zmącił w biednych głowach Anglików i Niemców, że Ci, wbrew polskiemu stanowisku, postanowili się zgodzić ze sobą, iż cięcia w budżecie unijnym są konieczne. Nie ma znaczenia, że Kaczyński w negocjacjach nie uczestniczył, ale skoro jest wszechmogący to duchowo wywierał wpływ na przedstawicieli partii rządzącej, oraz premiera Camerona oraz kanclerz Merkel. Za absurdy w sprawie finansowania in-vitro, na które nie ma pieniędzy, wobec chronicznego niedofinansowania służby zdrowia oraz braku środków na dużo istotniejsze zabiegi, także odpowiada Kaczyński, a nie partia rządząca. Drugie wytłumaczenie, jest tak trywialne, że niemal niemożliwe jest jego rozważanie w kategoriach realnych, a opiera się na argumencie, iż w rzeczywistości politycy partii rządzącej wobec coraz bardziej widocznej nieudolności, zarówno w sprawach wewnętrznych, jak i na arenie międzynarodowej, wszelkie niepowodzenia zrzucają na barki wcielenia zła, jakim według niektórych jest Jarosław Kaczyński. Tak czy inaczej, w drugiej wersji Kaczyński też jawi się, jako wszechmogący.

Osobiście zaczynam powoli być znudzony narracją obozu rządzącego, który coraz bardziej przypomina owieczki zagubione we mgle, a za wszelkie niepowodzenia obwinia Jarosława Kaczyńskiego. Ciśnie się na usta klasyk, że najwyraźniej Kaczyński „nie odpowiada tylko za gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz”.

Nie ma jednak się, o co trwożyć, gdyż według obecnie możliwych scenariuszy PiS pod przewodnictwem Jarosława Kaczyńskiego nie jest w stanie sięgnąć po władzę, czego głównym powodem jest właśnie sam prezes. Nawet gdyby jakimś sposobem PiS wybory wygrał, to na obecną chwilę nie posiada zdolności koalicyjnej. Wydaje mi się również, że częściowo obecne sondażowe wyniki PiS są z jednej strony odzwierciedleniem znudzenia społeczeństwa właśnie taką narracją, a z drugiej zupełną niemocą prezentowaną przez PO, wobec jakże słusznego pytania, które zadaje sobie coraz większa część społeczeństwa w kraju nad Wisłą – „Jak żyć, panie Premierze?”.

W sondażowych wynikach można zaobserwować także pewien inny fonemem, a możliwe, że również wyjście z obecnego syjamskiego tandemu Tusk-Kaczyński, o czym więcej poniżej.

W pewnym sensie przywódców dwóch największych partii można uznać za uosobienie dwóch stron tej samej post okrągłostołowej monety, która po prostu coraz mniej pasuje do obecnej sytuacji w kraju i na świecie. Można pokusić się o rozważenie scenariusza wyrzucenia ustaleń post okrągłostołowego układu, na przysłowiowy śmietnik historii. To niestety oznaczałoby odsunięcie od władzy obydwu panów, przy czym tylko odejście na polityczną emeryturę prezesa Kaczyńskiego, jako pierwszego, moim zdaniem jest w stanie odsunąć od władzy Donalda Tuska, gdyż wtedy w całej okazałości dostrzec będzie można miałkość obozu rządzącego. Proszę zwrócić uwagę, iż za każdym razem, gdy prezes PiS odsuwa się w cień, gdy mniej widać go w telewizji, gdy nie da się ciągle wałkować tematu Smoleńska, wtedy notowania PiS rosną, a notowania PO spadają.

Dziwię się, że bardziej postępowi politycy w PiS tego nie widzą i nie dążą do odsunięcia prezesa na boczny tor, lub do pełnienia roli duchowego mentora w domowym zaciszu, ale już poza strukturami partii. Z pewnością znalazłoby się także wielu chętnych do odbycia szkolenia z przywództwa i opanowania sił wszechmogących, oczywiście dotowanego przez fundusze unijne, zatem prezes Kaczyński na politycznej emeryturze nie próżnowałby i na pewno nie musiałby martwic się o byt.

Obecnie prezentowana wizja Polski przez PiS, ani też realizowana opcja przez PO, nie są w stanie zdobyć dla Polski podmiotowości na arenie międzynarodowej.

PiS chciałby dla Polski pełnej niezależności, co w dzisiejszych czasach oznacza niemalże autarkiczną gospodarkę oraz realną izolację. Nie sądzę, aby Polacy mieli ochotę na model Korei Północnej, albo Białorusi. Natomiast PO realizuje politykę pełnej wasalizacji wobec Zachodu. To usilnie wpatrzenie na Zachód, wpojone młodym-zdolnym z dużych miast przez ostatnie dwadzieścia lat, nagminnie ignoruje geopolityczną pozycję Polski, nie biorąc pod uwagę tego, że i owszem pewne kulturowe aspekty Zachodu w społeczeństwie polskim istnieją, niemniej jednak Zachodem w pełnym tego słowa znaczeniu Polska nie jest i nie wygląda na to, aby w najbliższym czasie miała się stać. Prawdziwy Zachód zaczyna się za Odrą, jakkolwiek brutalnie miałoby to brzmieć. Jednocześnie nie jesteśmy także Wschodem, który zaczyna się za Bugiem. Po prostu leżymy na styku kultur, co dla tylu historyków zasiadających w ławach poselskich nie powinno być nowością, ale zupełnie nie potrafimy tego wykorzystać i ciągle odbijamy się, raz od Niemiec, raz od Rosji, będąc raz buforem dla Wschodu, raz dla Zachodu. Tymczasem „oczywistą oczywistość” o tym jak wyglądać powinna Polska polityka zagraniczna sformułował już dawno pewien Marszałek, wyraźnie akcentując realia, iż w Polsce nie ma innej polityki zagranicznej od tej pomiędzy Rosją, a Niemcami, a antidotum na to jest Międzymorze, co także nie powinno być nowością. Moim skromnym zdaniem, do czasu aż obecna polityka zagraniczna nie zostanie przeorientowana na oś Północ-Południe, od współpracy ze Skandynawią zaczynając, przez Wyszehrad, na Bałkanach oraz Rumunii i Bułgarii kończąc, wciąż będziemy rozgrywani przez Rosję i Niemcy. Zbudowanie natomiast silnej pozycji Polski w regionie Europy Środkowej, choć na pewno trudniejsze niż wyciąganie ręki po dotacje unijne, czy machanie szabelką wobec Rosji, dałoby Polsce dużo większe znaczenie w regionie, jednocześnie czyniąc Polskę atrakcyjną opcją dla niektórych sąsiadów na wschodzie. Na razie tylko jeden polityk otwarcie powiedział, że należy patrzeć także na wschód, a nie jak osły podążać za wszystkim, co robi Zachód, a zrobił to prezydent Komorowski. Reszta polityków oraz przedstawicieli pseudo-elit wciąż woli żyć w sferze marzeń, że już niedługo dogonimy Niemcy i będziemy tak fajni jak Zachód. Co bardzo interesujące, premier Chin Wen Jiabao spotkał się w Warszawie właśnie z politykami Europy Środkowej, w pewnym sensie nominując Polskę na lidera tego regionu w ten sposób. Czyżby Chińczycy widzieli nieco więcej w swoim pragmatyzmie, niż polskie elity wyrywające sukno?

PZ 02/12/2012

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.