Polityka

Jarosław Kaczyński ma rację we wszystkim poza jedną główną sprawą

 Jarosław Kaczyński jak mówi o tym, że jest źle we wszystkich sprawach publicznych i że koniecznie trzeba zmienić obecny rząd – ma absolutną rację. Nie można się nie zgodzić z taką argumentacją, jednakże podobnie osądzając stan naszego państwa i spraw państwowych mogłaby argumentować ameba, jeżeli by jej przedstawić przegląd spraw na jej poziomie percepcji. W tym sensie pan Kaczyński nie odkrywa niczego nadzwyczajnego, nie otwiera Polakom oczu, ponieważ to samo widzi tutaj każdy, kto po prostu chce widzieć prawdę.

Niestety pan Kaczyński pomimo pozytywnej analizy sytuacji nie ma racji w diagnozie – jego postulat zastąpienia tego rządu – reprezentującego liberalną część elity przez – swoją opcję ideologiczną reprezentującą prawicową część elity jest błędna. Wyczerpała się już formuła układu bipolarnego, jaki prawica podzielona na dwa wrogie ideologicznie obozy zaaplikowała Polsce po ośmieszeniu nieudolnych rządów lewicy. Obecnie ludzie oczekują a przede wszystkim sytuacja wymaga czegoś więcej, czegoś zupełnie innego niż to, co obecna elita polityczna może nam zaoferować.

Dramat naszego kraju polega na tym, że nie ma na scenie politycznej ludzi zdolnych udźwignąć ciężar spraw państwowych, a nawet rozumieć ich złożoność, – czego najlepiej dowodzi idiotycznie głupia bezradność naszych elit, jaką spowodowała nieudolna, niepotrzebna i niestająca do skali wyzwania reakcja rządu na komunikat rosyjskiej agencji prasowej o słowach prezydenta Władimira Putina. Nie mamy wśród elit ludzi zdolnych do sprostania wyzwaniom, co więcej nie mamy ludzi zdolnych do dogadania się ze sobą na tyle, żeby móc efektywnie zastąpić obecnie panującą grupę u władzy a zarazem wyeliminować czyhającego pana Kaczyńskiego ze swoim obozem dobrze zarabiających na państwowych posadach mściwych historyków i domorosłych specjalistów od interpretacji katastrof lotniczych. Żeby było jeszcze dramatyczniej – nie mamy takiej grupy ludzi, którym społeczeństwo dałoby kredyt zaufania oparty na przełożeniu celów polityk na umowę społeczną. Dopełnieniem rozmiarów tej abstrakcyjnej porażki jest zablokowanie mechanizmu demokratycznego wyboru władzy wedle, którego bez odwoływania się do intencji skrajnych nie da się przełamać zabetonowanego w Sejmie układu politycznego, który przez system sponsoringu publicznego dla parlamentarnych partii politycznych oraz specyfikę utrwalonej praktyki formułowania list wyborczych przez aktualnych liderów trzymających władzę w danym układzie – wyklucza wprowadzenie systemowych zmian, chyba że nastąpi rewolucja i społeczeństwo skanalizuje większość głosów na partii protestu.

W tym właśnie kontekście Jarosław Kaczyński z pełną perfidią stara się zamienić swoją partię i swoją działalność w partię społeczno-socjalnego protestu, jednakże musimy pamiętać o jego prawdziwym intencjonalnym obliczu. Ktoś, kto nie jest w stanie wznieść się ponad – nawet własną najtragiczniejszą stratę – dla państwa, które rzekomo uznaje za wartość nadrzędną jest zwykłym pozerem i udawaczem. Nie ma zgody na taką zmianę rzeczywistości, żebyśmy nagle zapomnieli o tym, do czego pan Kaczyński ze swoim środowiskiem i wyrażaną retoryką był w stanie doprowadzić Polskę a właściwie polskie społeczeństwo. Uwaga – tu nie chodzi o to, czy on przy tym ma rację czy jej nie ma! To jest sprawa zupełnie wtórna! Po prostu nie można podpalić państwa i doprowadzić społeczeństwa do poziomu relacji oznaczającego skakanie sobie do oczu i rozruchy uliczne w imię swobody wyrażania w imię wiary i własnego interesu nawet najtragiczniejszej tezy.

Nie będziemy się zabijać, dlatego bo Tupolew się rozpadł przy lądowaniu i zginęło w nim prawie 100 osób. Nie pozwolimy na podzielnie państwa i nie pozwolimy na przekształcenie jego struktur w siepaczy pamięci pancernej brzozy smoleńskiej – tylko dlatego, żeby ktokolwiek miał satysfakcję z udowadniania własnej prawdy – jakąkolwiek by ona nie była.

Pan Kaczyński czyniąc się pogrobowcem swojego brata kontrowersyjnego i najdelikatniej mówiąc, żeby nie urazić pamięci osoby zmarłej – słabego prezydenta nie wszystkich Polaków – sam się skreśla ze zdolności ubiegania się o władzę w tym kraju, – ponieważ nigdy nie będzie obiektywny. Nie tylko dla „tych drugich” z drugiego obozu podzielonej prawicy, ale przede wszystkim, dlatego ponieważ podpisuje się pod ideologią odmawiającą prawa do bycia Polakiem z tej polski tutaj – tym osobom, które myślą inaczej niż on i jego zausznicy.

Właśnie, dlatego pan Jarosław Kaczyński nie zasługuje na to, żeby sprawować jakiekolwiek urzędy publiczne w polskiej administracji centralnej – politycznie decydującej o losach kraju, albowiem świadomie lub nieświadomie – przy okazji trwania we własnym zacietrzewieniu podpali ten kraj doprowadzając ludzi do ostateczności.

4 komentarze

  1. Słuszny tekst.
    Jarosław Kaczyński żeruje na polskim cierpiętnictwie.
    Pomaga mu w tym rzesza etatowych pracowników IPN oraz spory odłam kleru katolickiego.
    To jest tzw. towarzystwo cmentarne.
    Zarabiają na obchodach kolejnych rocznic naszych klęsk i martyrologii.
    To są duże pieniądze wydawane kilka razy w roku na kwiaty, znicze, pomniki, nagrobki, transparenty, transport, nagłośnienie zgromadzeń, wydawnictwa propagandowe typu GAZETA POLSKA, stałe koszty niekończących się ekshumacji i badań naukowców z IPN (300 mln zł / rocznie), itd.
    To daje zatrudnienie setkom tysięcy ludzi i podnosi niewątpliwie nasz PKB.
    Tylko czy o taki wzrost nam tylko chodzi.
    Czy na skutkach tego JADU (bo z tego tylko JAD powstaje) – można budować coś pozytywnego?

    Pozytywna zmiana zachodzi już powoli w Kościele Katolickim.
    ks. dr Marcin Bider, będący Oficjałem Sądu Biskupiego w Siedlcach, powiedział ostatnio o kondycji etycznej i moralnej współczesnych społeczeństw, które często „żyją anty-dekalogiem”. Powiedział m.in.: „Łatwo jest wspominać historyczne wydarzenia, ale żyjemy teraz, i dzisiaj jesteśmy odpowiedzialni za przyszłość. […] Gdzie jest nasze sumienie?.” Wspomniał słowa Jana Pawła II, o „próbie ludzkich sumień”, którą w tym czasach przechodzi każdy z nas: „Człowiek dokonuje wyborów, czy tego chce czy nie chce. […] Człowiek żyje zgodnie z wolą boża, albo się jej przeciwstawia – i nie ma trzeciego rozwiązania. […] Jeśli wydaje nam, się, że możemy być szarzy, to i tak ostatecznie skończy się to złem.”
    Zatem, niech rozwiną się TĘCZOWE i WIELOKOLOROWE FLAGI – PRECZ z SZAROŚCIĄ!

  2. Dobry, obiektywny tekst. Rzadko można znaleźć takie wyważone opinie w internecie. Szkoda tylko, że wdarła się duża liczba błędów, szczególnie interpunkcyjnych. Fajnie, gdyby ktoś bardziej przyłożył się do korekty, wtedy cały tekst czytałoby się o wiele lepiej.

    • Szanowny @gienio, dziekujemy za pozytywny odbiór tekstu. Absolutnie zgadzamy się z Pańska opinia dotyczącą niedostatków interpunkcyjnych, czasami pewnie trafiającymi się literówkami czy też innymi brakami. Niestety fakt ten wynika z niedostatków finansowych na jakie cierpią połaczone redakcje portalu i miesięcznika. Jedyna korektorka – wolontariuszka ze wzgędu na macierzyństwo musiała ograniczyć swoja pomoc a na zawodowa korektorkę/korektora zwyczajnie brakuje środków. Gdyby zechciał Pan wesprzeć nas w tej kwestii będziemy niezmiernie zobowiązani.

  3. Stach Głąbiński

    Pozwolę sobie mniemać, że poza krytyką PiS, wszystkie pozostałe konstatacje krakauera są błędne. Tak więc po pierwsze, rządy lewicy, które doprowadziły dwukrotnie do imponujacego tempa wzrostu PKB, do uchwalenia (dość kiepskiej, ale to raczej obciąża szalejącą demagogię solidarnościową) konstytucji, wprowadzenia Polski do UE i do wprowadzenia szeregu w miarę udanych reform nie były “nieudolne”. Po drugie, rząd PO nie jest tak zły, jak to przedstawiono. Po trzecie, nie prawda, że “dramat naszego kraju polega na tym, że nie ma na scenie politycznej ludzi zdolnych udźwignąć ciężar spraw państwowych, a nawet rozumieć ich złożoność”. W ogóle sytuacja nie zależy od “ludzi” rozumianych jako wybitne jednostki sprawujące przywództwo, lecz odwrotnie: zło jest spowodowane ciągłym oczekiwaniem na “wodza”, który rządząc samowładnie spowoduje, bez ogladania się na prawa ekonomii, cud zjednoczenia zanarchizowanego społeczeństwa i zapewni ogólny dobrobyt zachowując wszystkie przywileje i pretensje poszczególnych grupek.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.