Jarosław Gowin i jego partia

Jeżeli prawdą jest, że stworzenie przez pana Jarosława Gowina nowej formacji politycznej zaowocowałoby przegraną Platformy Obywatelskiej z Prawem i Sprawiedliwością w wyborach parlamentarnych 2015 roku – to będąc Jarosławem Gowinem, każdy z nas założyłby taką partię, tylko i wyłącznie po to, żeby Donald Tusk musiał się z nami liczyć jeszcze bardziej niż liczy się obecnie i z konieczności wszedł z nami w koalicję.

Nie można sobie wyobrazić większego powodu do zadowolenia u polityka niż wyjście z cienia swojego przywódcy a zarazem stanie się języczkiem u wagi. Jednakże istnieje tutaj bardzo poważne ryzyko, że można przeholować, co wówczas? Czy pan Jarosław Gowin przyjąłby propozycję pana Jarosława Kaczyńskiego zapraszającą go do koalicji? Trudno powiedzieć, możemy sobie dzisiaj wróżyć z fusów, problem jest naprawdę wielokrotnie złożony, albowiem podstawą jest to jakie polityczne cele ma pan Gowin przed sobą. W zależności od tego jak wysokie są jego poziomy aspiracji, to tym bardziej ostre i dalekosiężne kryteria gry politycznej może on przyjmować i to z premedytacją. We wszystkim jest z góry usprawiedliwiony, albowiem jest politykiem i dziedzina którą się zajmuje polega na podejmowaniu określonych decyzji. Trzeba zrozumieć, że czasami bardzo trudnych i złożonych.

Dla każdego kto kiedykolwiek przeanalizował postać pana Jarosława Gowina pod względem charakterologicznym i politycznym jest jasne, że to człowiek celujący w wyższą półkę funkcji państwowych, w czym mają mu pomóc demonstrowane stale te same poglądy, bliskie znacznej części społeczeństwa. Wielka szkoda, że instytut przeprowadzający badanie ewentualnego poparcia dla nieistniejącej partii pana Gowina, nie wziął pod uwagę ile taki twór polityczny mógłby zabrać Prawu i Sprawiedliwości. Jest przecież w naszym kraju spora ilość ludzi o poglądach prawicowych a nawet tradycjonalistycznych, którzy nie wierzą w kłamstwo smoleńskie i nie mają najmniejszego zamiaru poprzeć politycznie jego rzeczników. Opcja polityczna pana Jarosława Gowina mogłaby zebrać tutaj znaczną część elektoratu, w tym także wyjąć wyborców  Prawa i Sprawiedliwości.

Być może nie ma innego wyjścia na rozbrojenie klinczu PO-PiS niż właśnie rozkład tych dużych partii na partie mniejszych grup społecznych, czy też poszczególnych grup elektoratu? To co udało się panu Januszowi Palikotowi powinno także udać się panu Jarosławowi Gowinowi, jednakże można się tutaj obawiać o zaplecze, ponieważ nie da się przeciąć istniejącego owrzodzonego układu z partią kanapową, a niestety prawdopodobnie taką – skadrowaną, silną ideologicznie organizację mógłby stworzyć pan Gowin najszybciej. Czynnik czasu jest tutaj kluczowy, ponieważ tylko on w zasadzie liczy się najbardziej, ponieważ do wyborów pozostało bardzo mało czasu – jeżeli ktoś myśli o stworzeniu partii ogólnopolskiej, zdolnej do przekroczenia progu. To jednak wymaga wystawienia list kandydatów w każdym okręgu i poparcia ich określoną ilością podpisów. Na to wszystko trzeba ludzi, trzeba pieniędzy (nie tak dużo jakby się wydawało), ale przede wszystkim – musi się mieć zaufanie do struktury a struktura do góry, że zapoczątkowany układ zostanie zamknięty, sfinalizowany i wszyscy będą zadowoleni.

Jest możliwy jeszcze jeden wariant – najprostszy i w zasadzie pewny pod względem sukcesu techniczno-organizacyjnego. Otóż wcale nie trzeba tworzyć partii, wystarczy odpowiednio silne stowarzyszenie, wsparte posiadanymi koneksjami, wykorzystujące liczące się nazwiska i można być bardzo atrakcyjnym partnerem koalicyjnym do „wsadzenia” na listy z klucza. Wówczas mechanizm partyjny odwala za nas całą brudną robotę i możemy na pełnym luzie mądrzyć się do kamery w klimatyzowanym studio, mając gładkie lico i starannie wyprasowany garnitur w stonowanych kolorach. Żeby to się jednak udało, trzeba mieć za sobą pewien potencjał gwarantujący nam, że książęta naszej polityki i ich baronowie będą chcieli z nami rozmawiać. Tak się akurat składa, że pod tym względem pan Gowin być może – czego nie możemy wykluczyć, mógłby liczyć na poparcie, czy jakiegoś rodzaju formułę sympatii i zrozumienia, ze strony najpotężniejszej organizacji finansowo-religijnej na terenie zajmowanym przez nasze państwo. Z takim zapleczem można naprawdę być partnerem zarówno dla Platformy Obywatelskiej jak i dla Prawa i Sprawiedliwości, a w wyborach do Sejmu zgarnąć olbrzymią ilość miejsc!

Wnioski – Jarosław Gowin nie musi nic robić, żeby osiągnąć swoje cele polityczne – czyli zajmowanie najwyższych stanowisk w państwie. Jeżeli będzie czuł się zagrożony politycznie w rozumieniu „nie fair” zagrywki przy formułowaniu listy wyborczej, zawsze może założyć własną partię. Jednakże żeby ta odniosła sukces wyborczy – musiałaby zacząć działać już teraz – już obecnie, ponieważ jest niewiele czasu do wyborów, a wszystko trwa. Ponieważ jego potencjał organizacyjny bardziej predestynuje go do stworzenia partii kanapowej, to należy się spodziewać raczej stworzenia stowarzyszenia lub innej formuły organizacyjnej umożliwiającej dysponowanie zasobem kadrowym cieszącym się poparciem pewnej instytucji finansowo-religijnej celem wkładania konkretnych nazwisk na koalicyjne listy oraz uderzenia po miejsca w Senacie. Przy tym wszystkim, nie ma żadnego powodu dla którego pan Gowin miałby ograniczać swoje ambicje i nie brać udziału w wyborach na szefa swojej macierzystej partii. Prawdopodobnie nie ma największych szans, jednakże może bardzo się przydać w odpowiednim ukształtowaniu rozgrywki, w taki sposób, że odbierając komuś głosy – spowoduje zachwianie lub utrzymanie władzy przez obecnego przewodniczącego.

Jedna myśl na temat “Jarosław Gowin i jego partia

  • 16 maja 2013 o 19:23
    Permalink

    Jarosław Gowin wielkim człowiekiem jest.
    Widuję Go w Krakowie.
    Najpierw idzie Jego Wielkie EGO – potem przerwa – i dopiero potem Jego Wielka Postać!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.