Paradygmat rozwoju

Jako Europa możemy jeszcze zadziwić świat

 Jako Europa możemy jeszcze zadziwić świat. Przyczyny obecnego kryzysu wynikają z kultury ekonomicznego życia na kredyt sfery publicznej bez wyjątku wszystkich krajów Unii Europejskiej. Finansowanie długiem, ze względu na pełzającą inflację składaną jest bardzo efektywnym sposobem na finansowanie inwestycji i spraw publicznych, jednakże nasz problem polega głównie na tym, że znaczną część środków przejedliśmy na szczodrość systemów socjalnych. W tej chwili trzeba te pieniądze spłacać, przynajmniej w takim tempie jak bardzo potrzebujemy się dalej zadłużać, czyli rynki nie zaakceptują zwiększenia poziomu zadłużenia ponad pewien poziom możliwy do obsługi finansowej.

Prawdą jest, że tracimy na kryzysie także dlatego, albowiem nie jesteśmy jednym centralnie sterowanym organizmem, jakim Unia Europejska od dawna w kilku zasadniczych kwestiach powinna być. Niestety prędkość i kierunki dyskusji politycznej nie nadążały nigdy za wyzwaniami, jakie błyskawicznie jest w stanie formułować ekonomia. Potrzebujemy więcej czasu na uświadomienie sobie potrzeby zmiany i poszukiwanie sposobu na jej osiągnięcie. Do tego zawsze niezbędny jest konsensus, albowiem tylko on jest podstawą wzajemnego poszanowania interesów nawet najmniejszych państw wspólnoty. W momencie, kiedy uda się nam wypracować nowy schemat współpracy, zacieśniający stronę ekonomiczną w sposób gwarantujący zachowanie racjonalności i efektywności podejmowanych decyzji, to właśnie w ten sposób rozpocznie się nowy etap integracji. Warto być w centrum tych wydarzeń i się w nie wpisywać, nawet za cenę częściowej utraty suwerenności, albowiem i tak jest to w naszym interesie.

Mające problem z płynnością – potężnie zadłużone kraje południa – będą się trzymać Unii kurczowo na ile tylko będą w stanie, albowiem mają pełną świadomość, że tylko i wyłącznie Unia jest gwarantem zachowania ich dobrobytu. Wysokie wskaźniki bezrobocia, które obserwujemy w tych krajach dziwią nie tylko nas, ale także kraje niemające kłopotów na swoich rynkach pracy, zwłaszcza w kontekście masowej migracji za chlebem milionów Polaków. Nikt nie zadaje sobie pytań, dlaczego nie migrują masowo – Hiszpanie gdzie ponad połowa osób młodych jest bezrobotna, Grecy – rzekomo pozbawieni szans na cokolwiek produktywnego we własnym kraju poza „kelnerowaniem” turystom, czy Włosi z ubogiego południa. Odpowiedź jest banalna – bogactwa nagromadzonego w tych krajach starczy jeszcze na długo, żeby tym młodym ludziom nie groziła śmierć głodowa, taka, jaka grozi młodym Polakom w momencie jak nie będą mogli znaleźć pracy. Co więcej, systemy socjalne tych państw – wzorowane na najlepszych systemach z krajów bogatych – są tak obwite, że młodym Hiszpanom, Włochom, czy Grekom nie opłaca się podejmować mało płatnych prac śmieciowych, a myślenie o wyjeździe za pracą tam gdzie ona jest – wymaga odwagi, pracowitości i przedsiębiorczości. To właśnie z tym te społeczeństwa mają problem, albowiem bardzo wygodnie im się żyje w swoich doskonale zorganizowanych, wygodnych i przyjaznych klimatycznie krajach. Dlatego jeszcze trochę wody upłynie w Renie, zanim zawitają tam setki tysięcy młodych rąk do pracy znad Tybru, zza Pirenejów, czy też z pięknej Grecji. Jednakże ten proces będzie musiał w jakiejś mierze nastąpić, albowiem krajowe gospodarki będą zmuszone do drastycznej zmiany reguł, swojego rodzaju terapii szokowej, wskazującej ludziom, że okres sielsko-anielski w ich życiu się skończył. Pamiętajmy, że te społeczeństwa dotychczas żyły w przeświadczeniu, że „im się należy” wysoki poziom osłon socjalnych, powodujący m.in., że utrata pracy nie tylko nie stygmatyzuje, ale w ogóle młody człowiek miał w tamtejszej klasie średniej – czas – na pójście do pracy! Wygoda niestety się skończyła, w tej chwili następuje zderzenie z bolesną rzeczywistością, nie ma im, czego współczuć, albowiem przeważnie i tak mają lepiej niż Polacy.

Niemcy już sobie uświadomiły, że nie mogą płacić za wszystkich bez końca, albowiem żadna maciora nie jest w stanie wykarmić 27 już prosiąt! Europa potrzebuje o wiele bardziej zrównoważonej polityki przemysłowej, umożliwiającej generowanie wartości dodanej i podział stopy zwrotu – pomiędzy większą ilość aktorów tej wspólnej gry. Jeżeli w takich krajach jak Grecja, Polska, Portugalia, Hiszpania, Litwa, i innych – niemających własnego potężnego przemysłu, nie mówiąc już o przemyśle innowacyjnym – nie będzie tworzyć się miejsc pracy, to kryzys będzie zjawiskiem permanentnym! Po prostu gdzie ci ludzie mają pracować? Są skazani na wymarcie, albowiem nie stać ich na sfinansowanie wymiany międzypokoleniowej, – co doskonale widać na przykładzie Polski, która sukces pracy i dorabiania i studiowania po godzinach opłaca brakiem dzieci u pokolenia obecnego wyżu demograficznego. Zakłócenie przez globalizację naturalnego podziału produkcji i jego przemodelowanie przez Wspólny Rynek w Europie – dało takie efekty jak widać obecnie – prawie wszystko produkują Niemcy, Francja i jeszcze 3-4 kraje. Reszta to w najlepszym wypadku kooperanci jak Polska, Słowacja, Węgry i Czechy, a reszta, z czego ma żyć? Hodowli sympatycznych osiołków kłapouchych na pięknych pastwiskach środkowej Thesalli? Może przemytu marokańskiego haszyszu przez Andaluzję do Europy? Żarty, żartami, ale widać, że nawet w takiej sytuacji Hiszpanie mogą liczyć na wyższe dochody.

Jeżeli pomoc strukturalna, która naprawdę stała się najsilniejszym instrumentem walki z kryzysem będzie rozdysponowywana w sposób umiejętny, a biedniejszym krajom – pomoże się odpowiednio wydawać środki – w sposób przejrzysty i z pożytkiem dla lokalnych społeczeństw (Rumunia, Bułgaria), to widmo kryzysu – depresji, z Europy odejdzie.

Z czasem jak nasza gospodarka zacznie się przekształcać w gospodarkę niskoemisyjną, uniezależnioną od drogich paliw węglowodorowych – będziemy wstanie zdobyć się na niezależność od dostawców tych paliw, a kapitał pokrywający koszt produkcji energii odnawialnej nie pojedzie do Moskwy lub Dubaju, ale zostanie w Europie, na naszych polach i łąkach, czy fermach wiatrowych. Niestety, jako Polacy jesteśmy odcięci od informacji, ale jeżeli ktoś był nad Morzem Północnym w Holandii, Niemczech czy Danii – wie, że ciężko jest znaleźć krajobraz bez gigantycznych wręcz wiatraków! Powoli dochodzi do sytuacji, że sztormy powodują okresową nadprodukcję energii elektrycznej, która zakłóca normalną dystrybucję energii w sieciach energetycznych tych państw! Decydując się na zielone technologie robimy krok w dobrym kierunku.

Jednakże może się zdarzyć coś jeszcze ciekawszego, – jeżeli przez kolejne siedem lat wydamy odpowiednio dużo na badania naukowe, umożliwiając naukowcom realizację ich pasji i pracę na poziomie wyprzedzającym ich kolegów z innych globalnych ośrodków, to może się okazać, że będzie nas czekać kolejna rewolucja technologiczna. Być może jeden – dwa reaktory dokonujące fuzji prawdopodobnie rozwiązałby wszelkie problemy energetyczne Europy, prąd moglibyśmy rozdawać za darmo – w dowolnych ilościach. Nowa inżynieria materiałowa spowoduje, że nasze produkty będą jeszcze trwalsze, jeszcze bardziej wydajne i jeszcze bardziej odporne na zniszczenie. Postęp technologiczny jest kolosalny! Z pewnością nie rozwiąże naszych wszystkich problemów, ale można w nim upatrywać bardzo istotnego czynnika wzrostu gospodarczego, który może rozwiązać problem „braku pracy”, albowiem może się okazać, że ludzie będą mogli pracować mniej – otrzymując pewne usługi, czy wręcz nawet pieniądze, za darmo od państwa na konsumpcję.

Wszelkie dywagowanie, że oto centrum ekonomiczno-polityczne świata przenosi się nad Morze Południowo-Chińskie, że w Azji będą się koncentrowały interesy całego świata – ma z naszej perspektywy tylko takie znaczenie, że oto Azja się wzbogaci na tyle, że będzie w stanie od nas więcej kupować, a nie tylko sprzedawać po podwójnie dumpingowanych cenach! Jeżeli otworzy się szansa na eksport np. żywności – to, jako ekstremalnie wydajne rolnictwo – wyhodowane przez lata dotacji ze wspólnej polityki rolnej, możemy zalać chiński rynek morzem produktów żywnościowych. Jednakże najpierw naprawdę Azjatów musi być na nie stać. Pod względem wyrobów przemysłowych także nie ma się, czego obawiać, albowiem łatwo się domyśleć, jaką najbardziej pożądaną marką samochodu wśród chińskich, japońskich i koreańskich nastolatków i dlaczego jest m.in. Porsche, BMW i Mercedes-Benz?

Konsolidacja, współpraca, oszczędności, inwestycje w rozwój – efektywność – to klucz do rozwoju Unii Europejskiej. Podstawą dla niego musi być polityczne zjednoczenie, nie ma odwrotu z tej drogi. Nie chodzi o to, że to jest strategia bezalternatywna, ale po prostu wszystkie inne grożą spowodowaniem, że przez kolejne 10 lat od ewentualnego rozpadu idei europejskiej będziemy tak samo się kłócić o wzajemne relacje jak obecnie w Brukseli, jednakże wówczas stracimy synergię korzyści.

Prawdziwym zagrożeniem dla naszej globalnej pozycji jest wystąpienie z Unii Europejskiej Wielkiej Brytanii. W krótkoterminowej perspektywie – wyspiarze chcieliby korzystać nadal na wolnym handlu, jednakże nie chcą ponosić kosztów związanych z uczestnictwem. Zezwolenie temu krajowi na takie potraktowanie, spowoduje, że z Unii mógłby chcieć wycofać się kolejny kraj, np. Holandia lub Finlandia ewentualnie Węgry – żeby tylko nie musieć płacić i podlegać unijnemu prawu, ale mogli korzystać z dobrodziejstw wspólnego rynku. Dlatego w razie takiego zagrożenia trzeba będzie Brytyjczyków brutalnie z całą stanowczością – totalnie spacyfikować, stawiając ich pod pręgierzem wyboru – „albo:albo”. Nie ma akceptacji dla strategii pośrednich, oczywiście wyspiarze okrzykną to natychmiast blokadą kontynentalną, ale nie ma innej drogi. Wielka Brytania to potężny i bardzo bogaty kraj, którego wyjście z Unii zdecydowanie nas osłabi, ale zarazem musi dać impuls do ścisłej integracji, która spowoduje, że będziemy się rozwijać jeszcze szybciej – odpowiednio dyskontując utratę potencjału. W perspektywie średniookresowej, to Wielkiej Brytanii będzie zależało na „powrocie rzymian”, a w długim okresie – będziemy z nimi negocjować ponowne przystąpienie, ale już na zupełnie nowych warunkach. To kwestia maksymalnie 20 lat, aż poziom życia w Wielkiej Brytanii wyraźnie się obniży względem tego, co jest obecnie we Francji, Belgii, Holandii czy Niemczech. Naprawdę wystarczy tylko zmienić kilka przepisów, a wielki kapitał z londyńskiego City bardzo chętnie zaloguje się na serwerach maklerów w Paryżu, Frankfurcie, Mediolanie, może Warszawie i oczywiście Zurychu!

Wniosek generalny jest jeden – Unia Europejska jest warta o wiele więcej niż kosztują przejściowe trudności – nawet o charakterze systemowym. Czas na odważne decyzje polityczne, czas na mądrość liderów. Potrzebujemy więcej Europy, więcej wspólnego rynku, więcej solidarności. Korzyści przyjdą z czasem, 7 lat mądrych reform zasilanych z właśnie negocjowanego budżetu może odmienić naszą rzeczywistość bardziej niż Amerykanom energia z łupków.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.