Paradygmat rozwoju

Jakiego rządu potrzebujemy?

 Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że od początku okresu transformacji wszystkie rządy bardziej zarządzały procesami i warunkami funkcjonowania naszej przestrzeni niż rządziły – realizując jakikolwiek skonkretyzowany zamiar strategiczny mający na celu osiągnięcie zdefiniowanej wizji. To powstaje bardzo zasadne pytanie, – po co nam rząd narodowy, – jeżeli ten, od 23 lat transformacji nie wypełnia swojej nadrzędnej funkcji? Po co mamy go utrzymywać i tolerować, jeżeli dla większości społeczeństwa jest on tylko obciążeniem?

Nie oszukujmy się – głównym zadaniem naszego rządu od początku transformacji jest takie bilansowanie systemu, żeby wystarczyło na wypłaty dla klas uprzywilejowanych, odsetek od kapitału pożyczonego oraz rent i emerytur – dla spokoju społecznego. Nic więcej żaden rząd przez wszystkie lata nie zrobił – wszystkie sprawy państwowe stopniowo ulegają pogorszeniu i upadkowi, niektóre rządy nawet popsuły sprawy względnie funkcjonujące jak rząd największego psuja w historii współczesnej Polski – pana Jerzego Buzka, to reformy, za które on ponosi pełną odpowiedzialność wspólnie z panami Krzaklewskim i Balcerowiczem – spowodowały zepsucie Polski w połowie, albowiem naruszyły stary PRL-owski, porządek – mający rodowód jeszcze w systemie centralnego planowania – a nie dokończyły reform. Jak wygląda dzisiaj służba zdrowia? Co z emeryturami, z których chorego pomysłu prywatyzacyjnego wycofał się dopiero rząd pana Tuska! Co ze szkolnictwem, na które wszyscy narzekają? A samorządy? Nie mają samodzielności – wszystkie reformy pomyślano tak, żeby się nie mogły udać. Efekt – pogłębienie bałaganu lub wręcz likwidacja całych właściwości państwa jak – armii z prawdziwego zdarzenia oraz np. kolei.

Wszystkie inne rządy nie były bez winy – może tylko rząd ad hoc – panów Belki i Hausnera miał jakiś pomysł na całość, jednakże nie miał zaplecza politycznego i czasu umożliwiającego wprowadzenie niezbędnych zmian, na tyle, żeby wywołały one skutek dla rzeczywistości. Poza tym wyróżnił się jeszcze pan Marcinkiewicz – decyzją o budowie terminalu gazowego, poza tym naprawdę trudno zrozumieć politykę naszych władców – np. dlaczego nie pozwolono nieżyjącemu już panu Gudzowatemu wybudować kawałka gazociągu Bernau-Szczecin? Co w prosty sposób podwiązałoby nas do systemu gazowego Niemiec – na bardzo szerokiej przepustowości.

Obecnie pan Tusk mówi (przynajmniej mówił) o budowie energetyki atomowej, jednakże bardziej mówi niż to robi albowiem nie widać żadnych realnych działań rządu – przywiązujących do sprawy o takim priorytecie odpowiedniej wagi. Być może wynika to po prostu z niemożliwości tego rządu do realizacji spraw jakichkolwiek, ale żeby do zagadnienia najwyższej wagi o znaczeniu w istocie cywilizacyjnym i strategicznym w rozumieniu bezpieczeństwa energetycznego i ekonomicznych ram funkcjonowania państwa – przywiązywać taką wagę jak do gry w piłkę z kolegami po pracy – to po prostu można się załamać. Jak bowiem ma wyglądać realizacja priorytetów przez ten rząd? Jeżeli coś jest naprawdę ważne i priorytetowe to niby jak ma być akcentowane? To jedna wielka niewiadoma nie do rozwikłania, jednakże jak to się mówi – w mętnej wodzie lepiej ryby biorą, więc może po prostu o to chodzi?

Zarzucanie rządzącym braku wizji jest w pewnym sensie hipokryzją. Z jednej strony rzeczywiście warto, żeby mieli jakieś pomysły na rządzenie, chociażby na rozwiązywanie istniejących problemów i antycypowanie przyszłych. To powinno być warunkiem oceniania przydatności w ogóle do polityki, jednakże nie można wymagać cudów, albowiem warunki brzegowe są takie, jakie są. W tym kontekście można się np. zgodzić ze stwierdzeniem, że obecny rząd pana Donalda Tuska jest rządem adekwatnym do posiadanych możliwości sprawczo-decyzyjnych, ewentualnie że realizuje swoje prerogatywy nieco poniżej posiadanego potencjału, ale jest zbliżony do warunków brzegowych poza które nie może przeskoczyć bez naruszania status quo. Krytycy zarzucają mu, że właśnie zmarnował sporo czasu, albowiem mógł je naruszyć a następnie doprowadzić system do równowagi. Jednakże nie zapominajmy, że o wiele łatwiej się rząd i rządzących krytykuje niż daje mu – im – stosowne rady, czy też zachowuje się będąc po drugiej stronie szyb na Alejach Ujazdowskich.

Jednoznaczna odpowiedź na pytanie, jakiego rządu potrzebujemy? Jest niezwykle trudna, zwłaszcza w kategoriach zobiektywizowanych pełni odpowiedzialności za państwo i sprawy publiczne i prywatne w nim się realizujące. Nie ma tutaj czegoś takiego jak jedna racja – danej opcji, czy też koterii politycznej. Nie może być tutaj możliwości o dochodzeniu do realizacji interesu poprzez wykluczenie społeczne całych grup lub terytoriów! Rząd musi podejmować decyzje odnoszące się do wszystkich, zawsze i wszędzie. No a przynajmniej powinien.

W naszych realiach – rząd powinien przede wszystkim nie bać się podejmowania decyzji.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.