Paradygmat rozwoju

Jaki model zarządzania należy stworzyć dla polskich miast?

 Czasy prosto widzianej polityki samorządów miejskich ograniczonej do realizowania zadań z zakresu gospodarki komunalnej oraz przecinania wstęg przy otwieraniu kolejnych wielkokubaturowych obiektów z funduszy unijnych już odeszły do lamusa. To się skończyło i się nie wróci – nie da się dalej zarządzać krajem poprzez markowanie zainteresowania sprawami lokalnymi przez rzeczywiście wyposażonych w lokalny mandat włodarzy. Nadchodzą czasy poważnych decyzji i istotnych spraw wagi rozwojowej, które powinny już dawno móc się decydować na poziomie samorządowym, ale niestety się nie dzieją, ponieważ brakowało specyficznych regulacji, jak również samej woli stworzenia takowych.

Generalnie nasze państwo ma problem z zarządzeniem sobą samym – samorządy do tej pory były jedną z najbardziej efektywnych części systemu władzy państwowej w państwie. Przynajmniej w wymiarze administracyjnym sprawowanego władztwa, – jako położone bliżej obywateli – efektywnie zarządzały pieniędzmi dla realizacji ich spraw. Z pewnością można mówić o wielkim sukcesie polskich samorządów – bez reformy zapoczątkowanej słynną ustawą z 8 marca 1990 roku – byłoby, co najmniej dziwnie, a tak to zrobiono naprawdę wiele dobrego.

Współczesne miasta, także w Polsce to główne ośrodki generowania przyrostu w każdej gospodarce. Chodzi oczywiście o przyrost w znaczeniu ilościowym i jakościowym – to miasta generują PKB, który jest nadmiarowo dzielony – niejako kosztem miast na rzecz całego kraju. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w ramach narodowego rachunku – to mieszkańcy miast płacą za lekarza i emerytury i renty mieszkańców wsi i małych miasteczek, którzy po prostu realizują mniej funkcji społeczno-gospodarczych ze względu na swoje ograniczone możliwości, potrzeby i niską funkcjonalność przestrzeni, w której żyją i tworzą.

Miasta współczesne to podmioty wyrażające aspiracje swoich mieszkańców w sposób mający jak najbardziej wyraziste przełożenie na sprawy zasadnicze – jak pieniądze, osiągnięcia, technologie, umiejętności. To w miastach dzieje się dominująca część procesów tworzących kulturę i napędzających postęp cywilizacyjny, a także tą cywilizację podtrzymujących. Stąd też duże oczekiwania, co do życia w przestrzeni miejskiej i oczekiwania wobec miast, – jako swojego rodzaju okrętów flagowych swoich państw, wyrażających aspiracje całych wspólnot w wymiarze ponadnarodowym.

Tym trzeba umieć zarządzać – wytyczać cele, mieć wizję i sposób jej realizacji – osiągnięcia, wdrożenia w życie. Tego nie da się zrobić, jako prostego przedłużenia działalności spółek komunalnych – dostarczających coraz lepszej, jakości usługi, aczkolwiek to też jest istotne, albowiem przykładowo – nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakim udogodnieniem dla mieszkańców jest standard wody pitnej w kranie! Powszechny w wielu bogatych miastach północno-zachodniej Europy! Uwaga – mówimy o wodzie pitnej wprost z kranu! Niewymagającej przegotowywania! Dlatego ponieważ wszystko się liczy – zarządzanie w sferze samorządowej – będącej szczególną sferą publiczną jest niezwykle trudne. Wymaga łączenia umiejętności korporacyjnych ze specyfiką obciążeń wynikających z metodyki pracy polskiej administracji. Właśnie w tym kontekście wszelkie rozważania o nowym modelu zarządzania dla polskich miast należy traktować, jako naczelne kwestie strategiczne w domenie spraw państwowych.

Potrzebujemy bardzo umiejętnego połączenia koncepcji współczesnego zarządzania wartością w korporacji – nastawionej na zysk z zarządzaniem wynikającym z podniesienia do rangi obowiązku publicznego – wszelkiego rodzaju specyfik wynikających z konieczności postępowania zgodnie z zasadami wyboru publicznego. Połączenie tych dwóch sfer – skrajnie sprzecznych, albowiem z jednej strony nastawionych na zysk a z drugiej – nastawionych na sprawiedliwość i zrównoważony stały dostęp – jest wyzwaniem, przed jakim stoi Polska, Europa i świat. Jeżeli uda się stworzyć model – spełniający wymagania zarządzania wartością w rozumieniu korporacyjnym przy równoczesnym zagwarantowaniu dostępu do dóbr i usług publicznych w sposób efektywny poprzez zachowanie paradygmatu wyboru publicznego – osiągniemy sukces, który nie będzie miał sobie równych – przynajmniej od czasów wynalezienia republiki. W takim modelu doszłoby nie tylko do pogodzenia ognia z wodą, ale do przeniesienia efektywności – w rozumieniu jak najbardziej biznesowym z pełnym wsparciem na rzecz, jakości i dostępności, – czyli kryteriów jak najbardziej por zadanych w przypadku decydowania o proliferacji dóbr publicznych dla nieokreślonych kręgów adresatów masowych.

Z pewnością czekają nas poszukiwania, w które warto się włączyć albowiem dyskusja w tych kwestiach właśnie się w naszym kraju rozpoczyna – innymi słowy rząd zaczyna grzebać przy samorządzie – świadom, że problemy prowincji i metropolii są totalnie odmienne i wymagają innej organizacji ustrojowej i uzbrojenia kompetencyjnego – nie wspominając nawet o pieniądzach!

One Comment

  1. Autor, obok standardu wody pitnej zapomniał o CIEPŁEJ wodzie. O nią zabiegają rządzący i chwała im za to.
    Nawet Platforma Oburzonych tego ciepła nie zmniejszy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.