Jak zapewnić frekwencję wyborczą?

Elita właśnie budzi się z pięknego snu, który trwał półtorej kadencji. Nic nie robienie i unikanie decyzji kończy się właśnie buntem społecznym, w postaci możliwej bierności wyborczej. Ludzie – zwyczajni przedstawiciele naszego społeczeństwa mają dość otaczającej nas rzeczywistości i nie godzą się na dalsze popieranie istniejącego bipolarnego układu politycznego, przypominającego wybór pomiędzy dżumą a cholerą.

Grozi nam bardzo niska frekwencja wyborcza, co przy wysokim stopniu zdyscyplinowania „misyjnego’ elektoratu Prawa i Sprawiedliwości może doprowadzić do ziszczenia się scenariusza samodzielnych rządów tej partii, w tym także z większością upoważniającą do zmiany Konstytucji, czyli mówiąc w przenośni – zrobienia w Warszawie Budapesztu.

Jest to obiektywna okoliczność na którą politycy nie mają wpływu, ponieważ coraz większa ilość osób odsuwa się od polityki, szczerze nienawidząc obecnego układu. Niestety przeważnie mają do tego podstawy, albowiem nawet mierny obserwator aktywności naszego państwa widzi mizerię efektów decyzji obecnego – już dwu kadencyjnego rządu. Źle to wróży całości procesów państwowych, rządzący prawdopodobnie nie spodziewali się tak znacznego spadku poparcia oraz tak totalnej apatii i zniechęcenia wyborców, chociaż ono postępuje i daje się odczuć coraz bardziej z wyborów na wybory.

Spisywanie na straty obecnego rządu i obecnej koalicji – poprzez mówienie, że ten rząd chce już tylko dotrwać do wyborów jest działaniem na korzyść opozycji, ponieważ dwa lata to jeszcze naprawdę dość dużo czasu – nawet na podjęcie szaleńczego ryzyka reform wedle zasady być albo nie być. Poza tym przed wyborami parlamentarnymi będziemy mieli wybory do Europarlamentu oraz wybory samorządowe. Będą to dwa poważne sygnały, pozwalające opamiętać się elektoratowi a zarazem partii rządzącej zewrzeć szeregi w ramach najważniejszej dla partii – kampanii wyborczej. Oczywiście zwycięstwo opozycji w obu tych wyborach może zadziałać piorunująco na wybory parlamentarne, jednakże bardziej prawdopodobny jest wariant mobilizacji wyborców przeciwnych rządom w Polsce Prawa i Sprawiedliwości. Możemy się przynajmniej spodziewać wielkiej mobilizacji elit i wielkiej mobilizacji społecznej, ponieważ cokolwiek co zostanie odpuszczone – bardzo się zemści.

Ewentualna strategia budowy frekwencji powinna przewidywać właśnie udział w tych wyborach poprzedzających w formie czegoś więcej niż zwykłego testu wyborczego. Dzięki wynikom z takich dwóch wyborów będzie można bez najmniejszego problemu dokonać estymacji i przeliczenia poparcia – ustalając w zasadzie bardzo dokładne rozdzielenie miejsc w Sejmie. Robi to każda partia, nie jest to trudne – wymaga jedynie znajomości statystyki i matematyki. Innymi słowy – po tych wyborach z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością obecny premier będzie wiedział, czy zachowa władzę, czy też powinien raczej pomyśleć o tymczasowym opuszczeniu kraju na stałe, żeby ustrzec się przed praktycznie pewnym aresztowaniem/internowaniem.

Pytanie o to jak zapewnić frekwencję wyborczą jest pytaniem o to jak odwieść wyborców od chęci zemszczenia się na Platformie Obywatelskiej za jej mizerność i niezrealizowanie obietnic wyborczych.

Wyborców nie da się oszukać, nie da się także im zamydlić oczu. Straszenie Prawem i Sprawiedliwością jest co najmniej nie etyczne, ale może stanowić podstawę napompowania przynajmniej części elektoratu. Jednakże pragnąć skutecznie przekonać ludzi, obecna władza musi myśleć zdecydowanie o czymś więcej. Przede wszystkim powinna przyznać się do błędów, przeprosić i wykazać dlaczego nie zostało podjęte ryzyko na głównych polach strategicznych.

Jeżeli rząd podjąłby się takiego programu, pokazując pragmatycznie – swoje rzeczywiste dokonania i to o czym nikt nie chce pamiętać, ale jak rzeczywiście bardzo zmienił się ten kraj przez ostatnie 5-6 lat, to być może wówczas i sukcesy wyglądałyby imponująco i ryzyko głębszych reform byłoby zrozumiałe. Oczywiście trzeba przy tym ponieść odpowiedzialność także za porażki, których niestety nie brakowało.

Od rządu zależy decyzja, czy woli obnażyć się samemu, czy też poczekać aż opozycja brutalnie oberwie go ze skóry, kawałek po kawałeczku – powoli grillując! Strategia „samokrytyki” jest trudna do przeprowadzenia, albowiem z zasady w polityce mówi się o samych sukcesach, a kto inaczej postępuje po prostu daje argumenty opozycji. Jednakże partia rządząca jest w luksusowej sytuacji umożliwiającej jej zwalenie kwestii strategicznych na nieudolną opozycję. Oczywiście oznaczałoby to debatę o przyjęciu Euro, przedsiębiorczości, społecznym wykluczeniu i generalnie o wszystkim, czyli w efekcie wybory jakich w Polsce jeszcze nie było, no ale decyzja powinna podlegać jakiejś szerszej wizji politycznej. Przecież nikt nie wymaga odsłaniania się a jedynie pokazania sytuacji taką jaka ona jest.

Jeżeli do tego sprytnie przedstawić by totalny plan przemiany i przebudowy państwa na kolejną jedną a może nawet dwie kadencje, realnie wskazując jakie przygotowania poczyniono w trakcie tych dwóch – to byłaby już bardzo ważna manifestacja polityczna, ponieważ tylko w ten sposób polityk może odwrócić trend, dodajmy – dla niego niekorzystny.

One thought on “Jak zapewnić frekwencję wyborczą?

  • 15 maja 2013 o 16:39
    Permalink

    Wprowadzić obowiązkową obecność na wyborach pod groźbą podwojenia oprocentowania w podatku PIT. Nic więcej.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.