Soft Power

Jak władza może mimowolnie uwierzyć we własną propagandę?

 Wiele się mówi o współczesnym polskim społeczeństwie, przeprowadza się różne badania, diagnozy, z których liczne autorytety socjologiczne wyciągają wnioski dotyczące tak kluczowych sfer życia społecznego jak – satysfakcja z życia, indywidualne cele jednostek, aspiracje, zamierzenia. Z tego wszystkiego opracowywane są agregaty i władza dowiaduje się w sposób poparty naukowo, – czego pragną współcześni Polacy, jakie cele uznają za ważne, jakie podzielają wartości, a przede wszystkim jak widzą rzeczywistość, która ich otacza.

Przeważnie to wszystko się doskonale sprawdza, albowiem wypracowane przez lata techniki w rękach doświadczonych specjalistów – po prostu się sprawdzają. Wyniki badań są prawie zawsze pozytywne, wskazują jedynie negatywne tendencje, żeby nie budować kultu czarnowidztwa i dezaprobaty dla systemu. Uzyskiwany z badań wizerunek przeciętnego Polaka bywa przez to wygładzony, uśredniony, konsumujący zachowania skrajne wszelkiej maści. W ten sposób system otrzymuje potwierdzenie postawionego już przed badaniem pytania, nie dowiaduje się o ludziach niczego nowego, z wyjątkiem informacji z wywiadów pogłębionych na grupach reprezentatywnych, których się prawie nigdy nie publikuje.

Tymczasem, to właśnie marzenia Polaków powinny być wykładnią, bodźcem i kołem zamachowym dla aspiracyjnej polityki naszego rządu, samorządów – generalnie władz publicznych. Częściowo się to dzieje poprzez konsultacji społecznych, jednakże bardzo wiele zależy od zwykłego sposobu zadawania pytań i tego, komu się je zadaje, albowiem bardzo łatwo, wręcz banalnie można zmanipulować ostateczny wynik – ukierunkowując dyskusję. Jest to wielki problem, albowiem władza w ten sposób oddziela się od nie tylko potrzeb współczesnego społeczeństwa, ale pozbawia się informacji na temat pragnień i oczekiwań, a to zwielokrotnia niebezpieczeństwo rozejścia się dróg władzy i społeczeństwa. Nie ma prostszej recepty na uwierzenie władzy we własną propagandę, – czyli największy błąd, jaki jakakolwiek władza może w ogóle popełnić.

W demokracji trudno jest sobie w ogóle gorszy stan wyobrazić, albowiem nie ma nic gorszego niż władza przekonana o swojej słuszności na podstawie argumentów używanych do jej udowadniania. Jeżeli do tego dołożymy odseparowanie się od społeczeństwa, którego się w należyty sposób nie słucha i nie uwzględnia jego potrzeb w programowaniu działania – wówczas dzieje się coś strasznego – po prostu system upada, a władza się delegitymizuje! Może zbyt dużo powiedzieć, że to droga do dyktatury? Jednakże czy władza głucha na potrzeby społeczne – realizująca tylko potrzeby elit, na których de facto dyktaturze się opiera – nie jest władzą dyktatorską? Przecież proces komunikowania się takiej władzy ze społeczeństwem to monolog ukierunkowujący pola percepcji zwykłych odbiorców na wskazywane komunikaty, zgodnie z nadanym im priorytetem. Tutaj nie ma miejsca na dyskusję, jeżeli jest to z zasady bywa pozorna, prowadzona przez osoby nieuwzględniane w procesie decyzyjnym lub po prostu natychmiast schodząca na tematy zastępcze. To jest najmocniej niebezpieczne, w przypadku władzy, która już wie, że nie ma nic do stracenia lub przeciwnie – może w wypadku przegranej stracić wszystko.

Jest oczywistym, że wszystkie rządy demokratyczne w jakimś stopniu i w pewnym „zakresie częstotliwości” moderują przekaz publiczny, albowiem same komunikaty rządowe należą siłą rzeczy do głównego nurtu każdych mediów – starających się rzetelnie przekazywać informacje na temat spraw dziejących się w danym kraju. Problemy zaczynają się w momencie, gdy rząd posługuje się propagandą – jawnie stosowaną i będącą oficjalną wykładnią – uwaga – merytorycznej warstwy komunikatów. Jeżeli to się dzieje jedynie w warstwie symbolicznej – wszystko jest w porządku, mamy do czynienia ze zwykłym Public Relations, z którym tylko nie można przesadzać, natomiast sam w sobie w działaniach informacyjnych władz publicznych jest nawet pożądany. Niestety, – gdy przeradza się w propagandę, cały mechanizm się zacina, a ekstremalnym dramatem jest stan, w którym ludzie władzy zaczynają nie tylko mówić językiem symbolicznych haseł swojej własnej propagandy, ale zaczynają przez nie myśleć – czy też nimi myśleć. Precyzując, bardzo źle się dzieje, – gdy decydenci polityczni posługują się sloganami swojej propagandy – kształtując swoje poglądy na rzeczywistość poprzez filtr/pryzmat tych sloganów. Najprostszym przykładem tego typu procesów jest casus naszej nieszczęśliwej „zielonej wyspy”, którą obecny rząd „odpalił” w wygodnym dla niego momencie, ale niestety w znacznej mierze się potem na niej zagubił – wierząc we własną propagandę – tak wygodną dla elit, nie zważając na jawną już nędze przeciętnych obywateli i społeczeństwo znajdujące się w wielu przypadkach na krok przed ekonomiczną zapaścią.

Wyzwolenie się z dogmatów własnej propagandy jest tak trudne jak zaprzestanie kojarzenia utartych w świadomości publicznej symboli. Nie jest to niemożliwe, jednakże ten proces sam w sobie jest wyzwaniem i trzeba go realizować równolegle do na nowo rzetelnie prowadzonej polityki informacyjnej. W naszym przypadku – mieliśmy do czynienia z próbami zastraszenia społeczeństwa przez rządzących, albowiem symbolizm zielonej wyspy zastąpiono widmem kryzysu z wtykami na temat szkaradnego oblicza historii, czy też rzekomym staraniem się czołowych polityków o zielone karty do USA dla własnych dzieci.

Niestety, bez rzetelnej polityki informacyjnej nie odwróci się wprowadzonej pustki – ten stan częściowego niedoinformowania, wiary w dobre intencje, marazmu i rezygnacji będzie się sam napędzał i podtrzymywał – tak długo, aż nie nastąpi jakiś moment przełomu. Jednakże wówczas już nikt nie będzie zwracał uwagi na autorytet – nie tylko tej władzy, która dopuściła się tak wielkich zaniedbań, ale jakiejkolwiek władzy w ogóle! Anarchia i entropia to stany przeciwstawne dla państwa, jako synonimu porządku i systemu. Każda władza musi o tym pamiętać, no chyba, że działa wedle schematu, który pozwalał niegdyś na to, żeby ostatni wychodzący zgasił światło.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.