Paradygmat rozwoju

Jak systemowo stymulować gospodarkę?

 Drukowanie pieniądza – pobudzanie inflacji, zwiększanie ilości pieniądza w obrocie – to wszystko ma bardzo ograniczony skutek dla gospodarki. Zawsze po jakimś czasie odbija się czkawką, nawet, jeżeli przeprowadza się operacje „luzowania ilościowego” w celu zwalczenia deflacji. Mogą sobie na to pozwolić zamożne kraje jak USA, Unia Europejska (strefa euro) lub Japonia, jednakże nie mogą sobie pozwolić na to kraje takie jak nasz – gdzie jakiekolwiek kichnięcie na ilość pieniądza w obiegu może się skończyć spadkiem kursu prawie o połowę w ciągu kilku sesji – jak w 2008 roku i nikogo to nie dziwi, a politycy uważają to za normalną „grę rynku” no, bo przecież mamy wolny kurs. Jeżeli podjęlibyśmy się pompowania gospodarki poprzez wrzucanie do systemu pustego pieniądza, to efektem takiego postępowania byłaby natychmiastowa deprecjacja złotego. Maklerzy walutowi doskonale wiedzą, jaka jest podaż waluty na rynku, kto ją ma i w jakich ilościach oraz ile może jej rzucić na rynek. Tutaj nie ma przypadków, – jeżeli pojawia się nowy gracz, to się go doskonale wpasowuje w rynek, tak żeby nie popsuć nikomu interesów – niesłychanie intratnych. Jeżeli rząd pojawiłby się na giełdzie w Londynie (no chyba nikt nie myśli, że kurs złotówki ustala giełda w Warszawie lub bank narodowy?) – z kilkoma kontenerami złotówek, wówczas natychmiast ich cena względem innych walut spadnie – zawsze się znajdzie nabywca, jednakże cena może nie być dla nas zadowalająca. Rynku nie da się oszukać, on zawsze antycypuje kolejne działania swoich uczestników, – ponieważ graczami motywuje chytrość.

Dokładnie, więc pompowanie pieniędzy do gospodarki bez pokrycia ich w masie towarowej i usługowej – będzie oznaczać pojawienie się dodatkowej górki, którą rynek natychmiast antycypuje obniżając kurs złotego do głównych walut, na jakie jest wymieniany. Chyba, żeby nasze ministerstwo finansów miało więcej dewiz niż spekulanci – jednakże to jest niemożliwe. Stąd też druk pieniądza w gospodarce podlegającej pod rządy spekulantów się nie opłaca.

Chyba, że drukuje się pieniądze w sposób sprytny, to znaczy – nowe wygenerowane pieniądze alokuje się w dobrach niemających finalnie znaczenia dla gospodarki, ale stymulujących jej działanie na każdym etapie swojego powstawania. Chodzi generalnie o mechanizm skutecznego angażowania pieniędzy w ten sposób, żeby nie przynosiły one żadnego gospodarczego zysku i były bezużyteczne dla ewentualnych procesów gospodarczych – silnie zarazem je wspierając. Idealnym sposobem wydatkowania w ten sposób pieniędzy są zbrojenia – pod warunkiem, że dominująca część pieniądza wydatkowanego na ten proces zostaje w kraju i jest w kraju konsumowana. Można w ten sposób stosunkowo długo oszukiwać niewidzialną rękę rynku, albowiem fabryki pracują, ludzie mają pracę, ale nie pojawia się na rynku produkt finalny – stanowiący wynik gospodarczy zakłócający całość procesów i relacji. Jednakże trzeba było po drodze wyprodukować całą masę rzeczy, za które zapłacono pieniędzmi – napędzającymi gospodarkę.

Działa to przez jakiś czas – dając lekką presję inflacyjną, pod warunkiem zachowania zdrowych proporcji – pieniędzy marnowanych w ten sposób a realnej gospodarki – można bardzo wspomóc jej funkcjonowanie dzięki wygenerowaniu korzyści skali dla przemysłu. Zakłady produkujące wyroby wojskowe – mogą przy okazji produkcji militarnej – realizować także produkcję cywilną, na którą przy danej skali nie miałyby szans bez wypracowania odpowiednich technologii produkcji jak i samych wyrobów przy opłacanej przez państwo produkcji militarnej. Stwarza to szansę na generowanie rozwoju i przyrostu gospodarczego, który podkreślmy to przy właściwych proporcjach względem produkcji militarnej może się przyczynić do znacznego rozwoju gospodarczego – dużo powyżej możliwości gospodarki niekorzystającej z wsparcia państwa.

W wyniku stosowania umiejętnej polityki – państwo wchodzi w posiadanie dużego arsenału różnych broni, które zawsze są potrzebne kosztem znajdującej się pod kontrolą inflacji. Równolegle dzięki pompowaniu pieniędzy niepochodzących z kredytu rynkowego tylko próby oszukania niewidzialnej ręki rynku – stymuluje swoją gospodarkę w jej najbardziej kapitałochłonnych miejscach – wymagających utrzymania znacznego potencjału dla samego podtrzymania możliwości produkcyjnych. W wyniku tej stymulacji powstają nowe wynalazki, nowe możliwości produkcji – korzyści skali oznaczające dla państwa możliwość pozyskania nowych podatków oraz w części dewiz. Jeżeli umiejętnie zgra się w czasie te procesy i umożliwi się generowanie określonej ilości wyrobów dobrej, jakości – nawet poprzez kupowanie licencji – można doprowadzić do skoku jakościowego i ilościowego do przodu – posunąć całą gospodarkę na krzywej podaży do przodu – podnosząc ogólny poziom zaangażowania czynników.

Czyli w efekcie będzie więcej pracy, więcej wyrobów, więcej półproduktów, więcej wyrobów gotowych – większe obroty. A to wszystko zawdzięczamy jedynie dobremu planowaniu, żelaznej dyscyplinie menadżerskiej i akceptacji dla jakiegoś poziomu inflacji, stanowiącej de facto podatek od tego rodzaju polityki, który można umiejętnie zdyskontować decydując się na tego typu rozwiązania w momencie zagrożenia deflacją. Wówczas braki możliwości generowania dochodów w realnej gospodarce przejmuje na siebie państwo – grając zgodnie z regułami rynku, bez zadłużania się i angażowania czynników zewnętrznych – taka strategia ma wówczas realne szanse na powodzenie.

Oczywiście zawsze trzeba znać umiar i odpowiednio dyskontować ryzyko, albowiem w wyniku niespodziewanych zmian okoliczności można skończyć ze stertą złomu, hiperinflacją, długami, walutą śmieciową i pustymi półkami w sklepach jak Polska po rządach E. Gierka.

Pod pewnymi warunkami – powyższy model sprawdzi się także w warunkach ukierunkowania produkcji np. w postaci rozbudowy infrastruktury, jednakże wymaga to dobrze rozwiniętego centralnego planowania opartego o realia rynkowe i najwydajniejsze zasady zarządzania działalnością. Przykładem kraju realizującego z powodzeniem powyższe strategie od czasu do czasu jest Francja a ostatnimi laty Turcja oraz do pewnego stopnia USA i Federacja Rosyjska.

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Słuszny pomysł – produkujmy czołgi masowo im więcej czołgów tym lepiej.

  2. W zasadzie czołgi i pojazdy pancerne umiemy produkować.
    Trochę nowych technologii i naprzód.
    Konsekwentnie naprzód.
    Bo jak będą te czołgi naprawdę potrzebne – to ich nigdzie nie kupimy lub zapłacimy każdą cenę.
    Po prostu trzeba je stale produkować, w ilościach zaspakajających nasze potrzeby i eksport oraz pozwalających utrzymać LINIE PRODUKCYJNE.
    Czyli zaczyna coś docierać do elit, które dwadzieścia parę lat temu ochoczo i masowo zniszczyły nasz sprzęt pancerny, wg. zaleceń OBWE.
    Niemcy też wycofali wtedy swoje Leopardy 1 (odpowiedniki T55 zmodern. w 1980), tylko poustawiali je za płotem jednostek i ogrodzili.
    Potem powolutku je utylizowali (ekologia) lub dostarczali Turcji i Grecji.
    Przez kilkanaście lat tych czołgów nie było na uzbrojeniu, bo za tym płotem opiekowała się nimi cywilna firma …
    Czyli nie był to sprzęt wojskowy …
    Ale można ich było użyć po godzinie prac renowacyjnych.
    Wojna na Bałkanach pokazała, że każdy kawałek pancerza jest lepszy niż POWIETRZE (jako osłona) dla walczących żołnierzy.
    Reaktywację polskiego programu pancernego zawdzięczamy Panu Gen. Skrzypczakowi, którego na tym Portalu już pozytywnie opisywano.
    Dobry i potrzebny tekst.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.